11.11.2025, 21:20 ✶
Po odstawieniu Lazarusa do szpitala Brenna wróciła do biura. W teorii była po godzinach, ale złapana przez jedną z koleżanek skonsultowała z nią sprawę, sprawdziła też podsunięty jej raport. Myślami była jednak gdzieś indziej: przy notatniku zapełnionym notatkami na temat tego dnia… i kilku najbliższych. Dokładnie sprawdziła grafik, jeszcze raz upewniła się, że zamek szuflady wydaje się nienaruszony, a potem spróbowała odtworzyć w myślach swoje ostatnie poczynania. Nie znalazła jednak niczego, co mogłoby przynieść odpowiedzi. Studiowała więc każdy kolejny zapisek, czując, jak przenika ją coraz większy chłód, zwłaszcza gdy znalazła w nich informacje dokładnie o tej sprawie, którą chciała omówić z nią Miranda…
W świecie czarodziejów przydarzały się dziwne rzeczy. Brenna już zaczynała powoli godzić się z tym, że słowo niemożliwe, to w ogóle najlepiej wykreślić ze słownika. Proroctwa nie były niczym nadzwyczajnym. Ale nagłe jasnowidzenie w wykonaniu jej notatnika? To było co najmniej nietypowe. W dodatku niektóre notatki zwyczajnie się jej nie podobały.
Ostatecznie więc, już po zmierzchu, zdecydowała się spróbować jeszcze jednej rzeczy.
Niemal nie stosowała widmowidzenia od dziewiątego września. Czy raczej, nie stosowała go skutecznie, bo próbowała i próbowała, ale nie mogła zmusić się do tego, by wejść w krąg zapalonych świec, a co gorsza czasem sam ich widok wywoływał zwidy. Wprawdzie paniczny lęk przed ogniem ustąpił po wizycie u Philippy, a niedługo później przestała mieć i omamy… nie czuła się jednak wciąż dość pewnie, by próbować otaczać się ot tak kręgiem ognia, nawet niewielkich płomyków. Nie po tym, co zrobiła wtedy w gabinecie. Nie mogła jednak bać się wiecznie, a Zakon potrzebował jej widmowidzenia.
To był dobry moment, żeby je wypróbować.
Wybrała Warownię głównie dlatego, że jedno z większych pomieszczeń było już zupełnie puste, i cóż, i tak na tyle uszkodzone, że nawet gdyby coś podpaliła, nie miałoby to większego znaczenia. Wcześniej skreśliła notatkę, posyłając ją z informacją, bo też o ile podczas samego transu – zakładając, że w ogóle zdoła w niego wejść – wolała być sama, to i lepiej, by ktoś był świadom, co kombinowała i się tu pojawił, gdyby zaraz nie wróciła… A potem teleportowała się do Doliny. Dotarła do miejsca, które tak długo nazywała domem. Rozstawiła świece i zaledwie po minucie zbierania się na odwagę, je odpaliła.
Tym razem nie miała wrażenia, że nadejdą dymne istoty. Nie cofnęła się w panice. Ale i tak wstąpiła w krąg świec dopiero po paru kolejnych sekundach, w ręku ściskając notatnik.
Percepcja, widmowidzenie
W świecie czarodziejów przydarzały się dziwne rzeczy. Brenna już zaczynała powoli godzić się z tym, że słowo niemożliwe, to w ogóle najlepiej wykreślić ze słownika. Proroctwa nie były niczym nadzwyczajnym. Ale nagłe jasnowidzenie w wykonaniu jej notatnika? To było co najmniej nietypowe. W dodatku niektóre notatki zwyczajnie się jej nie podobały.
Ostatecznie więc, już po zmierzchu, zdecydowała się spróbować jeszcze jednej rzeczy.
Niemal nie stosowała widmowidzenia od dziewiątego września. Czy raczej, nie stosowała go skutecznie, bo próbowała i próbowała, ale nie mogła zmusić się do tego, by wejść w krąg zapalonych świec, a co gorsza czasem sam ich widok wywoływał zwidy. Wprawdzie paniczny lęk przed ogniem ustąpił po wizycie u Philippy, a niedługo później przestała mieć i omamy… nie czuła się jednak wciąż dość pewnie, by próbować otaczać się ot tak kręgiem ognia, nawet niewielkich płomyków. Nie po tym, co zrobiła wtedy w gabinecie. Nie mogła jednak bać się wiecznie, a Zakon potrzebował jej widmowidzenia.
To był dobry moment, żeby je wypróbować.
Wybrała Warownię głównie dlatego, że jedno z większych pomieszczeń było już zupełnie puste, i cóż, i tak na tyle uszkodzone, że nawet gdyby coś podpaliła, nie miałoby to większego znaczenia. Wcześniej skreśliła notatkę, posyłając ją z informacją, bo też o ile podczas samego transu – zakładając, że w ogóle zdoła w niego wejść – wolała być sama, to i lepiej, by ktoś był świadom, co kombinowała i się tu pojawił, gdyby zaraz nie wróciła… A potem teleportowała się do Doliny. Dotarła do miejsca, które tak długo nazywała domem. Rozstawiła świece i zaledwie po minucie zbierania się na odwagę, je odpaliła.
Tym razem nie miała wrażenia, że nadejdą dymne istoty. Nie cofnęła się w panice. Ale i tak wstąpiła w krąg świec dopiero po paru kolejnych sekundach, w ręku ściskając notatnik.
Percepcja, widmowidzenie
Rzut PO 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.