Pomijając więc fakt, że nigdzie nie musiała się specjalnie zjawiać, wystarczyło że wyszła z pokoju, Dora pobiegła na sam dół Księżycowego Stawu. Przez piętro, po schodach, przecinając parter i wciskając się na nieco węższe stopnie, które prowadziły do piwnicy. Tam urządzili sobie wszelkiego rodzaju pracownie, a zamknięcie tego w otoczeniu grubych fundamentów, a nie zwyczajnych ścian, wydawało się o wiele bezpieczniejsze. Mieli więc wszelkiego rodzaju instrumenty niezbędne do działania, albo przynajmniej miała nadzieje, że wszystko było pod ręką. Wzięła też ze sobą szkic, który obrazował jej ustalenia z Olivią, a także samą mieszankę, żeby pokazać Thomasowi z czym miał do czynienia. Miała tylko nadzieję, że do niczego go nie przyklei. Albo że sam się nie przyklei bo bezpiecznego sposobu na odklejanie jeszcze nie przemyślała.
- Thomas! Jestem - oznajmiła, zeskakując z ostatniego stopnia i zatrzymując się u podnóża. - Jestem i mam nawet taki szkic roboczy, jak to sobie wyobrażałyśmy!