• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[popołudnie, 30/09/1972] and we're running and we're hoping for love

[popołudnie, 30/09/1972] and we're running and we're hoping for love
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
27.11.2025, 21:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2025, 22:06 przez Jessie Kelly.)  
Nie, ani trochę nie przejmował się tym, jaka karta została wczorajszego dnia wyciągnięta jako ostatnia podczas partyjki amatorskiego wróżenia z kart Tarota, która miała być zwykłą, wieczorną zabawą. Niczym poważnym ani zobowiązującym, bo przecież nie były to wróżby pochodzące od prawdziwego wróżbity. Jak niby miałyby mieć moc sprawczą?
A jednak myśl o karcie wracała do niego zdecydowanie częściej, niż by tego chciał, przez co nie potrafił się w pełni skupić w pracy i ostatecznie dostał reprymendę, co było jeszcze bardziej irytujące. Kilkukrotnie musiał upominać sam siebie, że przecież nic to nie znaczyło, że karta nie została wyciągnięta dla wróżby o jakiś poważny związek, a poza tym, nieważne, co by ta karta powiedziała, Jessie i tak wiedział lepiej - powinien cieszyć się tym, co miał, zamiast sięgać po coś, co i tak było poza zasięgiem, ryzykując przy tym utratą czegoś cennego. Wciąż jednak kuła go w pierś świadomość, że nawet karty mówią mu dosadnie, że nie miał szans na nic więcej. Było w tym coś okrutnego.
Po pracy nie wrócił do domu. Miał taki zamiar, ale po deportowaniu się z Pokątnej im bliżej był domu w Brighton, który Jonathan udostępnił im po pożarze, tym wyraźniejsza stawała się w jego głowie myśl, że w sumie nie miał ochoty jeszcze wracać. Oczywiście, były przecież jeszcze pozapracowe obowiązki - trzeba było przecież jeszcze wyprowadzić Benjiego, o ile Rita bądź Theo nie zrobili tego wcześniej - ale właściwie... raz chyba nic się nie stanie, jeśli wróci do domu później, prawda? O ile szczęście będzie mu sprzyjać, do następnego ataku nie dojdzie. Nie dziś. Może nie w najbliższej przyszłości.
Obrót na pięcie był niemal automatyczny, podobnie jak kolejny ruch, poprzedzający deportację.
*
Popołudniowe powietrze było chłodne. Jeszcze nie tak chłodne, jak stanie się jeszcze bliżej zimy, ale dobrym pomysłem było podniesienie kołnierza i osłonięcie gardła. Wystarczającym utrapieniem było drapanie w gardle i sporadyczny kaszel, który wciąż męczył większość Londyńczyków od Spalonej Nocy. Nie potrzeba było jeszcze tego pogarszać, wystawiając gardło na zimne powietrze.
Okolica była spokojna. Jeśli go pamięć nie myliła, była to okolica zamieszkana w większości lub jedynie przez mugoli, co jednocześnie ścisnęło mu coś w żołądku i napełniło jakimś spokojem.
Nieświadomość mugoli była pewnym błogosławieństwem, którego Jessie wcale im nie zazdrościł. Z pewnością życie wydawało się o wiele przyjemniejsze (a przynajmniej łatwiejsze) bez ciążącego na barkach zagrożenia z różnych stron, czy to ze strony różnych maniaków władzy i ich naśladowców, czy ze strony magicznych stworzeń, krzywdzących przez wrodzoną agresję lub w samoobronie. Oni nie musieli obawiać się, że któregoś dnia ich niezwykłe umiejętności mogły zostać przypadkiem zauważone przez kogoś, kto nie powinien ich odkrywać, albo że brak kontroli lub wybuch emocji sprawi, że te zdolności wyrządzą komuś krzywdę. Było jeszcze kilka aspektów niemagicznego życia, których można było zazdrościć, ale...
Życie bez magii wydawało się takie... nudne. I z całą pewnością takie było, jeżeli miało się do porównania życie wśród mugoli a życie w magicznej społeczności, z magią, księgami zaklęć, eliksirami, magicznymi roślinami i stworzeniami i wszystkim tym, co miało w sobie magię.
Hogwart był wspaniały. Quidditch był wspaniały. Ludzie, z którymi przyszło mu spędzić te siedem lat w szkole byli mniej lub bardziej wspaniali, niektórych dało się jedynie tolerować i znaleźli się oczywiście tacy, których zniknięcie byłoby bardziej ulgą, niż faktycznie niepokojącym wydarzeniem. Biorąc pod uwagę to wszystko, a także niezliczone inne rzeczy, które wiązały się z życiem pośród magii, życie mugoli, chociaż łatwiejsze i spokojniejsze, było również nudnawe, chociaż mieli oni swoje ciekawe sposoby na umilanie sobie życia.
Dziewczęce śmiechy i odgłosy zwierząt z jednego z pobliskich gospodarstw przerwały kojącą ciszę i Jessie odwrócił się z uniesionymi brwiami w kierunku, z którego dobywały się te dźwięki. Widział grupę roześmianych dziewcząt, goniące chyba gęś i zaśmiał się cicho, wracając do swoich myśli. Pomyślałby kto, że takie zabawy pasowały bardziej do dziewczynek lub nastolatek, ale czy ktokolwiek zabraniał wchodzącym w dorosłość dziewczętom bawić się, jak za dziecka?
-Hahaha... Oh nie. Uważaj!
Gęsie skrzeki stawały się coraz bliższe, a kiedy dziewczęcy głos dotarł do niego i znowu się odwrócił, gąsior ze związanymi oczami był już przed nim, biegnąc na oślep i machając wściekle skrzydłami.
Jessie krzyknął krótko, zaskoczony, odskakując od prawdopodobnie równie zaskoczonego zwierzaka, oślepionego przez opaskę, podczas gdy grupa dziewcząt biegła do nich.
-Hihi! Gerard, wracaj tu!
-Gerard? - to coś ktoś nazwał? -Auć!
Kiedy jego uwaga została odwrócona przez dziewczynę, która możliwe, że była właścicielką gęsi imieniem Gerard, gąska postanowiło znowu zaatakować go na oślep, tym razem jednak nie ograniczając się jedynie do szturchania go dziobek i machania skrzydłami. Tym razem gęś po prostu ugryzła go w nogę.
Gerard zwiał niemal natychmiast i dziewczęta pobiegły za nim, zaśmiewając się niemal do utraty tchu. Tylko jedna, ta, która zawołała ptaka po imieniu, została z nim, chichocząc, ale w jej oczach czaiło się zmartwienie, kiedy nawiązała z Jessiem kontakt wzrokowy.
Była całkiem ładna, z kręconymi, rudawo-brązowymi włosami, sarnimi niebieskimi oczami i kilkoma piegami na zadartym nosku.
-Wybacz za Gerarda - powiedziała powoli. -Wyskoczył za ogrodzenie, zanim zdążyłyśmy go złapać.
-Heh, nic się nie stało - odpowiedział Jessie, uśmiechając się delikatnie. -Chyba nie umrę od ugryzienia przez gąsiora, prawda?
-Oczywiście, że nie. Wiesz, jest nawet odwrotnie. Podobno, jeśli ugryzie cię gęś, oznacza to, że będziesz miał szczęście w miłości.
-Szczęście w miłości?
-Yhym. Więc jeśli po dzisiejszym spotkaniu twój związek rozkwitnie, nie zapomnij tu wrócić i podziękować Gerardowi.

Jeśli wejdę w jakiś związek i będę szczęśliwy, dziękowanie przypadkowemu gąsiorowi będzie ostatnią rzeczą, o której będę wtedy myślał.

-Heh, zapamiętam to.
Jedna z dziewcząt, goniących Gerarda, przewróciła się na ziemię, kiedy gęś wyskoczyła jej z ramion, i przekręciła się na plecy, łapiąc ze śmiechu za brzuch.
-Wiesz - właścicielka Gerarda złapała Jessiego za nadgarstek -skoro Gerard cię ugryzł, to może pomógłbyś nam go złapać? Jeśli cię to bardziej przekona, to podobno złapanie gąsiora, który cię ugryzł, zwiększa twoje szanse na szczęście w związku.
Akurat, pomyślał Jessie, ale zgodził się i pozwolił dziewczynie zaciągnąć się do swoich koleżanek, wciąż goniących biegającego wkoło Gerarda. W sumie co mu szkodziło?
Dłoń dziewczyny uwolniła jego nadgarstek i Jessie pobiegł za gąsiorem.

Rzut na Aktywność Fizyczną, próbuję złapać gęś
Rzut Z 1d100 - 50
Sukces!


!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
27.11.2025, 21:37  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#3
27.11.2025, 22:29  ✶  
Gąsior Gerard wydawał z siebie jeszcze głośniejszy skrzeki i jeszcze żwawiej machał skrzydłami za każdym razem, gdy komuś udało się zbliżyć do niego i dotknąć jego skrzydeł lub szyi, ale nie dawał się złapać. Opaska wciąż zasłaniała jego oczy, ale gąsior albo miał wybitne szczęście, albo jakimś cudem wiedział, z której strony ktoś nadbiegnie, co nie było aż tak frustrujące, jak można było się spodziewać. Jessie w zasadzie całkiem dobrze się bawił. Biegał z dziewczynami za Gerardem, próbował go złapać i chociaż mu się nie udawało, to próbował dalej, śmiejąc się z towarzyszkami ze swoich i ich porażek i motywując siebie nawzajem, by próbować dalej.
Z któregoś z domów ktoś wyszedł, zwabiony krzykami i śmiechami, ale jeżeli zdecydował się cokolwiek do nich powiedzieć, został niemal całkowicie zignorowany. Jessie, który zwrócił na niego większą uwagę, jedynie do niego pomachał, ale piskliwe "Biegnie do ciebie!" przywróciło jego myśli na "właściwe" tory. Mieli w końcu gąsiora do złapania.
Dwie dziewczyny zatrzymały się i usiadły na trawie, rezygnując z dalszego polowania, ale wciąż kibicowały pozostałym. Gerard był szybko i zwrotny, ale wreszcie- WRESZCIE- Jessiemu udało się go złapać, samemu wywracając się na ziemię i turlając się po ziemi.
-Złapałem go!- zawołał z dumą, unosząc gąsiora w powietrze nie tylko po to, by pochwalić się swoim trofeum, ale również po to, by gąsior miał mniejszą szansę ugryźć go w twarz.
Dziewczyny zaczęły bić mu brawo i gratulować mu i dopiero po dłuższej chwili któraś z nich zabrała od niego straumatyzowanego Gerarda. Przez następne kilka minut, może kilkanaście, a może godzinę, siedzieli w kółku, zdyszani, ale rozbawieni, śmiejąc się nawzajem ze swoich nieudanych prób złapania gęsi i śmiesznych wypadków.
W końcu jednak popołudnie za bardzo zbliżyło się do wieczora, co oznaczało, że należało powoli wracać już do ciepłych, bezpiecznych domów. Gerard nie wierzgał już w ramionach dziewczyny, która go niosła, a bez jego skrzeków towarzyszyła im tylko cisza. Nie była to jednak niezręczna cisza.
Kiedy dotarli do bramy gospodarstwa, z którego pochodził gąsior i może wszystkie, a może tylko któraś z dziewcząt, mugolki pożegnały się z Jessiem i wróciły do domu, o czymś jeszcze między sobą rozmawiając i co jakiś czas zerkając na Jessiego znad ramienia. Została z nim jedynie ta niebieskooka dziewczyna, która zaprosiła go do wspólnej zabawy.
-Fajnie się z tobą ganiało Gerarda - powiedziała. -Nie sądziłam, że jednak się zgodzisz do nas dołączyć.
-Nie miałem zbyt wielkiego wyboru. W końcu ciągnęłaś mnie za rękę, nie? - odpowiedział Jessie z uśmiechem.
W odpowiedzi na to dostał kuksańca w bok.
-Hej, właściwie to nawet nie powiedziałeś nam, jak masz na imię.
-Bo nawet o to nie zapytałaś.
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Więc...?
-...Ernie. Mam na imię Ernie.
-Ernie - dziewczyna powtórzyła imię z dziwną lekkością w głosie. -Ładne imię. Ja jestem Evie. Jeżeli kiedyś jeszcze będziesz chciał pobiegać za gęsią albo podziękować Gerardowi za to dziabnięcie, to wiesz, gdzie nasz szukać.
Pomachała do niego ręką, zamknęła za sobą bramę i pobiegła do domu, gdzie wciąż czekały na nią jej koleżanki i sam Gerard.
Jessie zaśmiał się sam z siebie - w życiu by nie pomyślał, że idąc na spacer, skończy, ganiając gąsiora z grupą mugolskich dziewczyn.
No cóż, czas już było wracać do domu. Szybszym krokiem oddalił się od miasteczka i deportował się, kiedy żaden wzrok nie mógł go już sięgnąć.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jessie Kelly (1554), Pan Losu (29)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa