• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[25/09/1972] Co mama na to?

[25/09/1972] Co mama na to?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
10.11.2025, 00:25  ✶  
-... i to jest to samo krzesło, na którym ty siedziałaś, kiedy rozmawialiśmy przed naszym wyjazdem do Egiptu z wujkami - tłumaczył mamie, kiedy szli do kamienicy, w której mieszkali przez tyle lat.
Od obiadu z wujkiem Anthonym i Lazarusem Lovegoodem minęły prawie dwa tygodnie, a jego przez ten czas podgryzała irytująca myśl, że nie zachował się odpowiedzialnie, nie sprawdzając dokładnie tego krzesła. W noc pożaru zauważył anomalię, ale nie poświęcił jej większej uwagi - w końcu dookoła szalał ogień, który mógł go skrzywdzić, więc przede wszystkim myślał o tym, żeby zabrać siebie i Benjiego w bezpieczne miejsce - ale następnego dnia, kiedy był tu z Jonathanem, również go nie sprawdził. Obserwował je, fakt, ale tylko przez chwilę. Powiedział Jonathanowi, że nie podejrzewał żadnej klątwy, ale go nie sprawdził. I to był właśnie jego błąd, bo jako Klątwołamacz zawsze powinien sprawdzać takie anomalie, nawet jeśli wydawały się niegroźne. "Wydawały się" nie oznaczało "nie były", a jeżeli ta "nieszkodliwość" miałaby stać się "szkodliwa" odpowiedzialność spadłaby na niego.
Bo nie sprawdził i zajęło mu tyle czasu podjęcie decyzji, żeby jednak tam wrócić i zrobić to, co powinien zrobić już za pierwszym razem, kiedy wrócił do mieszkania po pożarze.
Planował iść tam sam, szybko załatwić sprawę i wrócić, ale jak tu zrobić cokolwiek po cichu, kiedy twoją matką jest Charlotte Kelly, która wie wszystko, wie najlepiej, a jeśli jeszcze nie wie, to i tak się dowie?
W czasie drogi Jessie pokrótce wytłumaczył jej fenomen tego krzesła. Właściwie to "pokrótce" było całą jego historią, bo co więcej miał powiedzieć, niż "jako jedyne w całym mieszkaniu nie spłonęło, wtedy było w kuchni, a potem było w moim pokoju"?
-Przysięgam, że jeśli to krzesło okaże się nie być zaklęte, wyrzucę je przez okno - powiedział bardziej do siebie, niż do matki, otwierając drzwi do mieszkania.
Zapach spalenizny i wilgoci wciąż unosił się w powietrzu, chociaż nie był już tak intensywny. Może nawet jego włosy nie zaczął się tak puszyć?
wszystko było na swoim miejscu, tak samo zniszczone, jak ostatnim razem, kiedy tu był, co znaczyło, że nikt się nie włamał, szukając czegokolwiek wartego wyniesienia. Jessie odetchnął z ulgą - tego jeszcze brakowało, żeby ktoś miał włamywać się do zniszczonych mieszkań i je okradać.
-Ach, tu jest - powiedział z grymasem na twarzy, zaglądając do łazienki.
Tak, tam właśnie było krzesło.

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
10.11.2025, 00:25  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#3
11.11.2025, 15:46  ✶  
– Powiedziałabym, że je spalimy, ale ogień najwyraźniej się go nie ima – stwierdziła Charlotte z pewnym zamyśleniem, wędrując po schodach w ślad za swoim synem. Minęło trochę czasu, zanim się tu pojawili, na co złożyło się sporo czynników: szaleńcze nadgodziny w Departamencie Tajemnic (na które zgadzała się i trochę dlatego, że lubiła być Idealna, a to obejmowało bycie Idealnym Pracownikiem, a trochę, bo teraz potrzebowali pieniędzy), ale też konieczność zadbania o podstawowe zakupy i upewnienia się, że nikt nie zabije ich na progu własnego mieszkania.
Nawet teraz Charlotte leniwym gestem przesuwała palcami po różdżce, której nie schowała po tym, jak się teleportowali.
– Nie martw się, Jasperze, mamy tutaj klątwołamacza i najbardziej utalentowaną pracownicę Komnaty Śmierci, na pewno coś wymyślimy – uspokoiła go Charlotte, która, rzecz oczywista, o tym, że jest najbardziej utalentowaną pracownicą Komnaty Śmierci zadecydowała sama. I nie miała wątpliwości wobec tego osądu. (Była też najładniejszą pracownicą Departamentu Tajemnic, o czym też przesądziło jednoosobowe grono decyzyjne, złożone z Charlotte Kelly.)
Skrzywiła się lekko, rozglądając po zniszczonych wnętrzach. Wyniesiono stąd już to, co nie spłonęło – przede wszystkim książki, równie ognioodporne jak Charlotte i dwoje jej dzieci, ubrania, które zamówiła wcześniej u Enzo Remingtona, a także trochę drobiazgów, które ocalały głównie dzięki ryzyku, jakie podjął Jessie. Teraz pozostały ściany, wymagające oczyszczenie, podłogi i okna, które trzeba było wymienić, i Charlotte na myśl o tym wszystkim bolała głowa.
Zatrzymała się przy futrynie jednych drzwi i przesunęła po niej palcami, z pewnym zamyśleniem.
– Lakier przeciwogniowy. Pomyślałabym też o jakiejś morderczej pułapce, ale mam obawy, że Theo albo Jonathan niechcący by ją uruchomili – stwierdziła, takim tonem, że ciężko było orzec, czy mówiła poważnie, czy też nie.
Nigdzie nie widziała krzesła. Jessie jednak dość szybko odnalazł je w łazience. To było zwykłe krzesło, ale Charlotte w Departamencie Tajemnic zetknęła się już z morderczym artefaktem, który wyglądał jak filiżanka, więc niczego nie wykluczała.
– Chcesz spróbować najpierw sam, czy mam wkroczyć? – spytała uprzejmie, chociaż jeśli szło o jej pomysł, to zamierzała zacząć z typowym dla siebie wdziękiem czyli od próby roztrzaskania go na kawałki.

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
11.11.2025, 15:46  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości..
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
17.11.2025, 11:37  ✶  
-Wciąż możemy je roztrzaskać, oblać jakimś kwasem, spróbować transmutować w coś mniej irytującego albo coś, czego będziemy mogli się łatwiej pozbyć, oddać komuś z twojej rodziny bez możliwości zwrotu albo sprzedać do jakiegoś cyrku jako nowa atrakcja, jeśli nie będzie to klątwa.
O ile w jakiś dziwny sposób magia nie związała krzesła z ich mieszkaniem - to by już była przesada, gdyby udało im się pozbyć tego mebla tylko po to, by jeszcze tego samego dnia albo trochę później krzesło jednak wróciło do nich. O zgrozo, może nawet z jakimiś modyfikacjami.
Wciąż planował wyrzucić krzesło przez okno, o ile nie będzie ono zaklęte, i patrzeć, jak to spada na ziemię. Co prawda efekt nie będzie tak satysfakcjonujący, niż by był, gdyby mieszkali wyżej, ale był w stanie zadowolić się samym momentem lotu krzesła i jego upadku na ulicę. A jeżeli przy tym nikt nie oberwie w głowę, nie domyśli się, że krzesło było z ich mieszkania i nie zacznie im o to robić awantury, będzie idealnie.
-Albo Benji - dodał, gdy matka powiedziała o morderczej pułapce. -Ale faktycznie trzeba by pomyśleć o jakichś zabezpieczeniach.
Najpierw jednak trzeba było odnowić mieszkanie, bo przecież zniszczonego wnętrza nie będą zabezpieczać.
Krzesło stało w łazience, irytująco zwykłe, wkurwiająco nieruchome, jak najzwyklejsze w świecie czarodziejskim i mugolskim krzesło. Jessiemu drgnęła brew. Tylko że zwykłe krzesła nie są odporne na ogień - w przypadku pożaru, płoną jak wszystko inne, jeśli nie zostały jakoś magicznie zabezpieczone, a skoro reszta mebli spłonęła, to to krzesło nie miało prawa być zabezpieczone - i się nie przemieszczają magicznie z miejsca na miejsce, kiedy nikt nie patrzy.
-Szczerze, to mam nadzieję, że jakoś dziwnym przypadkiem to cholerne krzesło po prostu przejęło twoją zdolność, dlatego nie spłonęło, i będzie można je normalnie rozwalić - powiedział, podnosząc różdżkę.

Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana

Rzut na Rozproszenie/Klątwołamanie - sprawdzam, czy na krzesło jest nałożona klątwa
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#6
18.11.2025, 18:34  ✶  
– Jednak pod pewnymi względami wdałeś się we mnie – powiedziała Charlotte z bardzo rzadką dla niej czułością, kiedy Jessie przedstawił kilka tak wspaniałych pomysłów, w tym ten najpiękniejszy: posłanie przeklętego krzesła jej matce. – Dołączymy bilecik od cioci Debory, to nie wzbudzi podejrzeń.
Przynajmniej dwadzieścia lat temu ta słynęła z wysyłania dziwnych prezentów, zazwyczaj pod postacią rzeczy, których nie potrzebowała, a które szkoda jej było wyrzucić. Gdyby nie udało się im poradzić z tym krzesłem to w oczach Charlotte było doskonałe rozwiązanie… chociaż zawiesiła się na moment, z pewnym niepokojem myśląc, że może jednak nie, bo przecież taki pakunek musiałyby nieść ich sowy, i co jeżeli klątwa wpłynęłaby na nie negatywnie? W tej chwili nie było ich stać na zakup nowych puchaczy.
Niepokój nie mijał.
Narastał.
– Obawiam się, skarbie, że jeśli krzesło jest nie tylko ognioodporne, ale też samo się przemieszcza, nie ma to wiele wspólnego ze zdolnością, którą odziedziczyłam po przodkach – stwierdziła, trochę nieuważnie, dłoń unosząc ku szyi i przesuwając po skórze. To nie był pierwszy raz, gdy czuła się w ten sposób, a analityczny umysł Charlotte, niestety, podsuwał już możliwe rozwiązanie, które wcale, ale to wcale się jej nie podobało.
Przeklęto ją.
A ona nie zauważyła, kiedy to zrobiono!
Nie poruszała się, gdy Jasper tkał swoje zaklęcia klątwołamacza, z wprawą poruszając różdżką, zbyt skupiona na próbach uspokojenia się, chociaż liczenie w myślach do dziesięciu jakoś nie pomagało. Nie dostrzegła nawet, że to, czego próbował – cokolwiek to było – nie przyniosło chyba rezultatu… Chyba, bo tak naprawdę ciężko było powiedzieć: krzesło wciąż stało tak jak wcześniej. Może powinni wyjść do innego pomieszczenia i sprawdzić, czy zmieni położenie. Charlotte nawet otworzyła usta, chcąc to zaproponować, ale zamiast tego wypowiedziała zupełnie coś innego:
- Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości – oświadczyła z jakimś takim niezadowoleniem i niecierpliwością, które równie dobrze mogły wynikać z jej złości na fakt, że coś właśnie zmusiło ją do gadania bzdur, jak być częścią zaklęcia. – Cóż, to jest coś nowego – stwierdziła zaraz, tym razem z pewnym zamyśleniem. Odetchnęła kilka razy: nienaturalny strach, który w jakiś sposób zmusił ją do wypowiedzenia tych słów powoli się ulatniał i… i w tej chwili wydawała się znów mało przejęta: jak to ona. – Sądziłam, że oklumencja powinna chronić przed takimi rzeczami… Jasperze, sądzisz, że na mieszkaniu może ciążyć jakaś klątwa poza tym krzesłem?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
02.12.2025, 11:34  ✶  
-Jestem twoim synem, jakieś cechy musiałem po tobie odziedziczyć- odpowiedział, niby zupełnie obojętnym tonem, a jednak w ton jego głosu wkradło się zadowolenie. -Myślisz, że dałoby radę wysłać je kominkiem, żeby nie wzbudzić podejrzeń? Albo przekonać kogoś, żeby zaniósł im to krzesło i powiedział, że to od tej Debory czy tamtej kuzynki, która krzywe zęby nazywała kanonem piękna z Chin.
Jak jej tam było? Celina? Cecylia? A może była to zupełnie inna osoba?
Dla niego, wysyłanie prezentu, tym bardziej potencjalnie przeklętego, sowami nie wchodziło z grę. Klątwa mogła przecież przejść na ptaki, a oprócz tego, że na nowe nie mogli sobie w tej chwili pozwolić, to nie byli przecież tak bezduszni, żeby świadomie skazywać sowy na zetknięcie z klątwą. Poza tym, po sowach można było dotrzeć do właściciela, co nie tylko popsułoby całą niespodziankę, ale również doprowadziłoby do z pewnością nieprzyjemnych konsekwencji. Jessie nie był aż tak chętny do zapoznawania się z rodziną Charlotte w momencie, gdy są wkurzeni, jak mogłoby się wydawać z jego słów.
-Albo pożyczyło sobie twoją umiejętność i jakimś cudem niezdolność Theo do usiedzenia w miejscu - wzruszył ramionami i westchnął cicho.
Zabrał się do roboty. Powoli obracał nadgarstkiem, wypuszczając magię z końca różdżki, w skupieniu wpatrując się w krzesło, nie mrugając. W sumie nawet miał tę małą nadzieję, że na krzesełku ciążyła jakaś klątwa, której mógł się po prostu pozbyć zaklęciem i jako zakończenie sprawy mógł wywalić krzesło przez okno, jak zapowiadał wcześniej.
Jego brew drgnęła, a na twarzy pojawił się grymas - zaklęcie nie zadziałało. Magia nie zadziałała tak, jak powinna, co oznaczać mogło, że krzesło najwyraźniej nie było zaklęte. Najwidoczniej została na nim resztka jakiejś nieszkodliwej magii - może po jakimś czarowaniu w domu - ale nie była to klątwa. Nic szkodliwego, a raczej możliwego do olania, a w tym przypadku - irytującego.
Z ust wyrwało mu się niezbyt ładne słowo i uniósł jeszcze raz rękę, żeby znowu spróbować rozproszyć pozostałą na krzesełku magię, kiedy Charlotte wypowiedziała słowa, których absolutnie się po niej nie spodziewał. Odwrócił się do niej gwałtownie, aż mu coś pstryknęło w karku.
-Mamo? - odezwał się ostrożnie. -Dobrze się czujesz? Co to było?
Nie zdziwiło go to, jak szybko jego matka doszła do siebie po tym dziwnym epizodzie, chociaż trochę go to zaniepokoiło, bo może Charlotte powinna trochę bardziej się przejąć, nawet jeśli, jak sama stwierdziła, było to coś nowego.
-Nie - odpowiedział, przyglądając się matce badawczo. -Nawet kiedy byłem tu wcześniej, nie wyczułem nic niepokojącego.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale może dwie sekundy po jego ostatnim słowie krzesło nagle podskoczyło, podniosło przednie nogi i śmignęło między nimi, jak mugolska motorówka. Jessie zdążył odskoczyć, zanim krzesło uderzyło w jego nogi.
-Co do...
Krzesełko zrobiło slalom przez salon, rysując podłogę, z krótkim piskiem zakręciło i wjechało do pokoju Theo.
Brakowało na nim tylko dziecka albo skrzata z wyciągniętymi nogami i radosny piskiem.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#8
02.12.2025, 15:42  ✶  
– Hm… trzeba się zastanowić, czy to warte wynajmowania kuriera – stwierdziła Charlotte po chwili wahania. Normalnie bez namysłu oświadczyłaby, że tak, jasne, robimy to, ale niestety Spalona Noc sprawiła, że usługi kurierskie poszły w górę, bo podpalono urząd pocztowy, a z kolei ich wydatki wzrosły w zastraszającym tempie. Musieli wyremontować mieszkanie i odkupić właściwie wszystko, a choć Kelly sięgała po pomoc przyjaciół bez większego zawahania, to jednak nie mogła pozwolić, aby sfinansowali absolutnie wszystko. – Ale jeśli faktycznie jest przeklęte, myślę, że to doskonały pomysł…
*

Czy dobrze się czuła?
Nie: coś, ktoś, właśnie przemówił jej ustami. Nie żeby Charlotte sama z siebie nie mogła nagle oświadczyć, że przejmuje rządy nad Wielką Brytanią, zapewne miałaby takie zapędy, gdyby uważała to za możliwe, ale to nie był ten przypadek.
– Jak sądzę, rezultat Spalonej Nocy – oświadczyła z zadumą. – Poczynań… tego tam.
Zmarszczyła znów brwi, z irytacją, a potem natychmiast zmusiła się do wygładzenia czoła, bo przecież była już w Pewnym Wieku i musiała pamiętać o groźbie zmarszczek mimicznych. Zwłaszcza że jej cudowna kolekcja kosmetyków też spłonęła, a chociaż podkradła jeden z kremów Jonathana, to była zaledwie podstawa codziennej pielęgnacji – ważnej dla Charlotte nawet w obliczu jakiejś tam wojny, rozdzierającej kraj.
– Myślę, że to coś, co należy zbadać w Departamencie Tajemnic – zdecydowała, chociaż problem polegał na tym, że nie miała pewności, która Komnata będzie tu właściwa. No cóż, na pewno nie miłości. Mózgu? A i zaraz, wkraczali na grunt „ale co jeżeli będą badać to śmierciożercy!” Czyli… ze miała badać to sama? Wolałaby, doprawdy, zajmować się ciekawszymi rzeczami, jak przywoływaniem duchów. – Nie przejmuj się nadmiernie, Jasperze, zapewniam, że nie jestem opętana. Jestem specjalistką od opę…
Urwała.
Krzesło bowiem poderwało się do biegu i przegalopowało przez mieszkanie, gnając prosto do pokoju Theo. I Charlotte straciła cierpliwość, bo podczas tego biegu musiała odskoczyć, i mało brakowało, a wylądowałaby prosto na tej podłodze, całej osmalonej sadzą. Zła wycelowała różdżką w mebel, próbując go po prostu rozwalić.

Rzut N 1d100 - 87
Sukces!
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
03.12.2025, 18:43  ✶  
Jessie wydał z siebie dźwięk, który bardziej pasował do rozpieszczonego dzieciaka, niż do dorosłego mężczyzny. Bo o ile wiedział, że wysyłanie potencjalnie przeklętych przedmiotów (nawet jeśli później okażą się wcale nie być przeklętymi) komukolwiek, nawet babci Crouch, było pomysłem nieodpowiedzialnym i głupim, tak fakt, że wszystko mówiło mu, że to był głupi pomysł, było samo w sobie głupie. Jakby sam tego nie wiedział i świat nie potrafił zrozumieć tego, że on też mógł mieć swoje własne, małe marzenia, które mógł dzielić z matką.
-No cholera noc, czy to krzesło nie mogło zacząć świrować, zanim ten poj-Auć! - już w połowie słowa gula stanęła mu w gardle i jeszcze ugryzł się w język.
Dosłownie.
Czy faktycznie nie mógł sobie na niego nawet nawyklinać bez żadnych konsekwencji. Ech...
Przez dłuższą chwilę przyglądał się matce ze zmartwieniem. Coś podobnego przytrafiło się jemu, kilka dni temu, kiedy pomagał Hannibalowi przenieść się z mieszkania Henry'ego do Brighton.
-Pewnie tak... - powiedział w końcu.
Z pewnością był to wynik Spalonej Nocy, bo nigdy wcześniej im się coś takiego nie wydarzyło. Zdziwił się, kiedy coś zmusiło jego do wypowiedzenia słów, o których nie myślał, ale zaniepokoiło go to, że to samo przytrafiło się jego matce. Czy Ricie i Theo przytrafiło się to samo?
Perspektywa badania tego w Departamencie Tajemnic wcale nie brzmiała dla niego zachęcająco i, niestety, nie przestał się nadmiernie przejmować, ale coś postanowiło skutecznie odwrócić ich uwagę od potencjalnego opętania, badań w Departamencie Tajemnic i wywoływania duchów.
Krzesło postanowiło podzielić się ze światem (a właściwie z nimi w ich mieszkaniu) swoim marzeniem i zostać wyścigówką. Na szczęście im obojgu udało się uniknąć zaczepienia się o krzesło i pociągnięcia po osmolonej podłodze.
-To jest chyba jakaś kpina! - zawołał, ale zanim zdołał cokolwiek więcej zrobić, nerwy wzięły górę nad jego biedną (ale nadal dobrze wyglądającą) matką, bo ta podniosła swoją różdżkę i rąbnęła jakimś zaklęciem, które poleciało za krzesłem i rąbnęło (oby) w nie.
Tak ładnie huknęło.
Odczekał dłuższą chwilę, dla pewności dał sobie kilka sekund, i się ruszył, by wejść do pokoju Theo, różdżkę trzymając w gotowości. Zajrzał do pokoju najmłodszego Kelly'ego i westchnął żałośne na widok, który zastał.
-Mam dobrą i złą wiadomość. - powiedział, odwracając się do matki. -Dobra jest taka, że dzięki tobie nie musimy się już przejmować tym krzesłem, co oznacza, że zostaje nam tylko odnowienie mieszkania. Zła wiadomość jest taka, że już nie będę mógł go wyrzucić przez okno.
Mógł wyrzucić szczątki, które po krześle zostały, ale to już nie było to samo.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#10
06.12.2025, 23:01  ✶  
- Parę osób w Ministerstwie wspominało, że niektórzy mają problem z wypowiadaniem... imienia. - Zmarszczyła brwi, z irytacją, bo po raz kolejny nie zdołała powiedzieć nie tylko imienia Voldemorta, ale też zdanie zabrzmiało niezrozumiale. Ale jeśli faktycznie problem stał się powszechny, to Jessie zapewne wiedział, o co chodziło. - Sądzisz, że to może być klątwa? - spytała wprost Charlotte, spoglądając na syna badawczo. Bagatelizowała swój stan, owszem, trochę z przyzwyczajenia, trochę jak matka nie chcąca martwić syna, ale też byłaby głupia, gdyby nie spytała, skoro wiedziała, jak dobrym klątwołamaczem był jej syn. A Kelly uważała samą siebie za szaleńczo inteligentną - zapewne inteligentniejszą niż w istocie byłam.

Chwilę później jednak całkowicie pochłonęła ją walka z krzesłem.
Może nie wysadziłaby go, gdyby nie fakt, że chwilę wcześniej coś przejęło kontrolę nad jej strunami głosowymi i wprawiło Charlie w stan ogólnego niezadowolenia. (Chociaż fakt, że omal mebel nie zbił jej z nóg też swoje dokładał.) Zrobiła to jednak i och: wyszło po prostu pięknie.
Kąciki ust Charlotte uniosła się w pełnym satysfakcji uśmiechu.
- Wciąż możesz wywalić te resztki. Tylko schowaj się, zanim spadną - ostrzegła z doświadczenia kogoś, kto czasem robił różne głupie rzeczy w Hogwarcie i nigdy nie dał się na nich przyłapać. -
Ale skoro problem załatwiony, możemy porozmawiać o przyjemniejszych sprawach. Na przykład urodzinach twoich i Rity
- powiedziała, przechodząc wzdłuż ściany i przypatrując się jej, by ocenić, na ile ucierpiały konstrukcja.
Mogło wydawać się absurdalne, że rozmawia o takich rzeczach w zrujnowanym mieszkaniu, ale umysł Charlotte chadzał rożnymi ścieżkami.
- Obawiam się, że przyjęcie w okolicach Samhain mogłoby być złym pomysłem. Nawet jeśli V... śmierciożercy nie będą aktywni w sabat, to pewnie w Ministerstwie będzie mnóstwo pracy. Ale może masz ochotę na wycieczkę parę dni wcześniej? Albo upatrzyłeś sobie jakiś prezent? Hm... ściany wydają się w całkiem dobrym stanie, na szczęście.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Kelly (2448), Jessie Kelly (2919), Pan Losu (87)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa