• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [wiosna, 1972] Most Overtoun - Patrick & Florence

[wiosna, 1972] Most Overtoun - Patrick & Florence
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
25.02.2023, 17:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:06 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic


Odkryj wiadomość pozafabularną
Most Overtoun jest znany również jako most psich samobójców. To most położony w Overtoun niedaleko Dumbarton w zachodniej Szkocji. Kiedy znajdujesz się nieopodal, widzisz psa szczekającego na coś w oddali. Po chwili, na twoich oczach, skacze w kierunku gęstej mgły unoszącej się nad wodą i spada z mostu w przepaść. Czy uda ci się go uratować? Czy w ogóle będziesz próbował to zrobić?

Dla kogoś z boku to mogło wyglądać jak randka. Oczywiście byłaby to całkiem subiektywna opinia, której zapewne nie podzieliłaby towarzysząca Stewardowi kobieta, a sam Steward… sam Steward teraz myślami był trochę gdzie indziej. We wspomnieniach błądził między zdenerwowaną twarzą rudowłosej kobiety a rozchylonym kołnierzykiem jej koszuli, spod którego wychylał się łańcuszek z foczką.
- Głupio zrobiłem, że tak lekko potraktowałem to zgłoszenie o zaginięciach w Allhalows. Wydawało mi się, że to tylko takie niegroźne gadanie. W końcu syreny rzadko pojawiają się przy brzegach – mówił do Florence, trzymając w ręku jednorazowy kubek z gorącą herbatą. – Wciągnęła mnie do wody dosłownie chwilę po tym jak znalazłem się na końcu molo.
Patrick skrzywił się, trochę zniesmaczony tym, jak łatwo dał się wtedy podejść. Tego dnia wyglądał całkiem nieźle. Znowu był w miarę elegancko ubrany. Z pewnością również, przed spotkaniem, nie zapomniał o ogoleniu się i uczesaniu, ciemnych włosów.
I czy przygotował się specjalnie dla Florence? Tak. Czy chodziło o to, by wywrzeć na niej szczególne wrażenie? Nie do końca. To akurat nie było w nim aż tak świadome. Jego wygląd był raczej formą wyrażenia szacunku. Po prostu chciał z nią spędzić trochę czasu. Znali się od wielu lat, była kobietą, która widziała go w różnych, czasem bardzo złych momentach w życiu, pomagała mu i ufał jej. Lubił ją. Chwilami wydawało mu się, że lubił tak bardzo, że z chęcią zaprosiłby ją prawdziwą randkę. A gdyby się zgodziła a randka okazałaby się udana, chyba mógłby stworzyć z nią związek. Nie byłby oparty na szalonej miłości, ale na głębokiej przyjaźni i zaufaniu. Przed kilkoma dniami doszedł nawet do wniosku, że od śmierci Clare minęło dostatecznie dużo czasu by – jak mu się wtedy wydawało – pogodzić się z jej śmiercią i ruszyć dalej. Trochę przez tę myśl, zgodził się sprawdzić zaginięcia w Allhalows, a przy okazji wyrzucić wisiorek z foczką, namacalny znak tego, że kiedyś jego serce należało do innej.
- To jak mnie wciągnęła do wody, zobaczyła inna pracownica Ministerstwa Magii. Nie wiem co robiła w tamtym miejscu. Zresztą to nieważne. Ruszyła mi na pomoc. Wyobraź sobie, że gdy wycierała mnie ręcznikiem… - upił trochę herbaty, nie bardzo wiedząc jak wyjaśnić to, co myślał, w taki sposób by nie wyszło, że popadał w paranoję lub szukał niewidzialnych znaków tam, gdzie ich nie było. – Ona miała drugą część wisiorka z foczką. - Tu jego głos zabrzmiał bardzo miękko. I jakby wiedząc, że pewnie aż za miękko, żachnął się od razu - Nie zrozum mnie źle, ja wiem, że takich wisiorków jest mnóstwo. Po prostu… Jak tylko wyrzuciłem swój, dosłownie chwilę później, spotkałem kogoś, kto miał jego drugą część. Nie daje mi to spokoju.
Pogoda była tego dnia, może nie najpiękniejsza, na niebie wznosiły się ciemne chmury i zasłaniały słońce, ale było już na tyle ciepło by przechadzka stawała się przyjemnością. Umówili się na spacer nieopodal Overtoun, w zachodniej Szkocji. Kilka minut wcześniej weszli do jednej z restauracji, by wziąć tam coś do wypicia na wynos. Byli sami, co pozwalało mu mówić swobodniej, bez strachu o to, że przypadkiem usłyszy ich jakiś mugol. Powoli zbliżali się w stronę sławnego Mostu Psich Samobójców.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
25.02.2023, 17:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 17:52 przez Florence Bulstrode.)  
- Zupełnie tego nie rozumiem. Syreny chyba dość rzadko podpływają do takich miejsc? Może coś rozzłościło ławicę?
Florence nie była znawczynią syren ani w ogóle żadnych magicznych stworzeń. Ale z uwagą czytywała prasę i choć sama nie plotkowała przesadnie, chętnie nadstawiała ucha plotkom. Tym w Mungu, ale też tym w sklepach, kiedy szła zaopatrzyć spiżarkę swoją i braci czy przejrzeć ubrania z najnowszej kolekcji Rosierów.
I ostatnio jakoś częściej niż zwykle słyszała o tajemniczych zaginięciach. Jeszcze parę miesięcy temu powiedziałaby, że to sprawka śmierciożerców. Teraz jednak słyszało się o syrenach i jakichś mokradłach…
Bulstrode też była ubrana porządnie: jak niemal zawsze. Należała do tych osób, które nie starały się wyglądać szczególnie efektownie, ale już schludnie i niekiedy elegancko – owszem. Długi, ciemny płaszcz chronił ją przed wiatrem, który bawił się jej kasztanowym kucykiem, w miarę jak zbliżali się coraz bardziej do starego, kamiennego mostu. Buty, na niewielkim obcasie, z pewnością zostały wyczyszczone, zanim Florence wyszła z domu. W ręku niosła herbatę, choć na razie nie uniosła jej do ust.
- Nawet nie chcę o tym myśleć – przyznała, wzdrygając się zauważalnie. Jako małe dziecko zobaczyła topielca i choć od tamtej pory wielokrotnie widywała ciała i zdarzyło się, że umarł pacjent, o którego życie walczyła, niemalże na jej rękach, do tej pory bała się wody. – Mogłeś utonąć.
Gdy podjął historię, Florence – do tej pory patrząca gdzieś przed siebie, na krajobraz tak inny od tego, jaki widywała na co dzień w magicznym Londynie – zwróciła uważne spojrzenie na Stewarda. Nie była pewna, czy to dobry, czy zły zbieg okoliczności. Wyrzucenie wisiorka cieszyło ją, bo oznaczało, że zaczął powoli zbierać się po stracie Clare. I nie, nie chodziło o to, że dostrzegała w tym swoją szansę. Florence nigdy nie patrzyła na Patricka jak na potencjalnego ukochanego, bo zdecydowanie nie kłusowała na cudzym terytorium, a on i panna Avery byli wyraźnie mocno zakochani – nawet jeżeli Bulstrode patrząc na nich wielokrotnie myślała (może po prostu na podstawie własnych przemyśleń, może w przebłysku intuicji jasnowidza) – że pewnego dnia przez Kordelię Patrick skończy ze złamanym sercem. Martwiła się o niego po prostu, i bardzo chciałaby, aby po tych długich miesiącach uwolnił się od cienia kobiety, która jak Florence szczerze wierzyła… odeszła na zawsze.
Inny wisiorek był zapewne zbiegiem okoliczności. Choć ktoś mógłby uznać go za symbol. Tylko jaki? Tego, że Patrick postąpił dobrze? Że postąpił źle? A może że ta czarownica, która mu pomogła, jest mu pisana? Rzecz w tym, że Bulstrode, jak na jasnowidza, wykazywała zdumiewająco małą wiarę w takie rzeczy, jak przeznaczenie czy ludzie, którzy są sobie pisani. Florence powstrzymała westchnienie i wyciągnęła rękę, by krótko uścisnąć przedramię Stewarda w pocieszającym geście. Potem cofnęła dłoń i znów zwróciła spojrzenie ku konstrukcji. Pod nią znajdowała się woda oraz gęsta mgła.
– Ludzie zawsze mają tendencje do przypisywania takim rzeczom znaczeń. Czasem faktycznie je mają. Zwykle takie, jakie im nadają. Wcale ci się nie dziwię, że to cię prześladuje – powiedziała uzdrowicielka i uniosła wreszcie kubek do ust, by bardzo ostrożnie wypić łyk. – Zwłaszcza, że to naprawdę brzmi jak zdumiewający przypadek.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
26.02.2023, 16:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 16:19 przez Patrick Steward.)  
Patrick kiwnął głową.
- Tak. Choć istnieje szansa, że ta syrena – tak naprawdę nie był do końca pewien, czy to co go zaatakowało w ogóle było syreną, bo kiedy się ocknął, stworzenie wyglądało jak humanoidalne skrzyżowanie żaby z ośmiornicą a nie piękna kobieta z rybim ogonem - przypłynęła do brzegu Allhalows w jakimś akcie prywatnej zemsty. Słyszałem, że w Londynie, całkiem niedawno, był jakiś wyciek zanieczyszczeń do Tamizy. A te znowu dostały się do Morza Północnego.
On również nie znał się na stworzeniach morskich, ale po tym jak plotki o istocie zalęgłej w Allhalows okazały się prawdą, musiał mocniej przysiąść nad sprawą. Jakiekolwiek byłyby motywacje kierujące nią, może nawet słuszne, nie można było pozwolić, by dalej się mściła i zabijała.
Patrick posłał Florence przyjazne spojrzenie.
- Obiecaj mi, że gdybyś trafiła do Allhalows, nie pójdziesz nad to przeklęte drewniane molo – poprosił.
Wciąż pamiętał to okropne uczucie, gdy słona woda zatykała mu nos, uniemożliwiając oddychanie. Jak było zimno i ciemno pod powierzchnią, a jednocześnie przed oczami miał twarz tego dziwnego stworzenia. I pewność, że się wygłupił i mógł zapłacić za ten wygłup śmiercią.
Wzdrygnął się, znowu wracając myślami do rudowłosej pracownicy Ministerstwa Magii. I tego jak płomieniście wyglądały jej włosy w wiosennym słońcu, gdy wydostawał się na brzeg. Wiedział jak głupio brzmiały jego słowa. Doszukiwał się nie wiadomo czego w zwykłym wisiorku. A jednak ten wisiorek tkwił mu w głowie i sprawiał, że znowu więcej myślał o Clare.
Poruszył lekko wolną ręką, jakby zamierzał coś zrobić, ale zanim zdecydował się wreszcie na odpowiedni ruch, Florence cofnęła się.
- Ja dobrze wiem, co oznacza taki wisiorek. Ta dziewczyna z Ministerstwa Magii, po prostu jest z kimś w związku. I tyle. Nie ma w tym żadnej więcej magii – rzucił cynicznie. A jednak… a jednak był w tym jakiś osobliwy przypadek, że zobaczył ją akurat w takim momencie. – W ramach podziękowania zaprosiłem ją do kawiarni. Teraz mi trochę wstyd, bo… - urwał, zwracając uwagę na psa, który biegł z naprzeciwka.
Znajdowali się już na Moście Overtoun. Zazwyczaj zwierzęta nie przykuwały jego uwagi, ale w zachowaniu tego czworonoga było coś osobliwego. W pierwszej chwili nawet nie wiedział co takiego, dopiero gdy wskoczył na murek, do Stewarda dotarło, co zamierzał zrobić. Rzucił się biegiem w jego stronę, już wtedy sięgając po różdżkę. Herbata chlupała w plastikowym kubku, mniej się rozchlapując niż powinna, jedynie przez pokrywkę. Ale i tak gorący płyn opryskał mu rękę i trochę ciemnego płaszcza.
Patrick uniósł różdżkę do góry w chwili, w której pies skoczył. I jakby to głupio nie brzmiało dla kogoś postronnego, zawołał:
- Accio pies!
Zaklęcie zadziałało. Najpierw usłyszeli skomlenie i szczekanie, a potem z mgły wyłoniła się sylwetka psiego samobójcy. Steward przyciągnął wstrząśnięte zwierzę do siebie i odstawił je z powrotem na ziemię.
Kucnął, przyglądając się przerażonemu czworonogowi. Dłuższą chwilę zastanawiał się, czy to na pewno był pies. Może jednak nie, może to jednak animag, który postanowił popełnić samobójstwo? Ale zwierzę nie przemieniało się w czarodzieja. Wciąż wyglądało na tak samo przerażone i skonfundowane jak w chwili, w której je wyciągał ze szponów śmierci.
- Co to do cholery jasnej było? - zapytał Patrick, zerkając w osłupieniu w stronę Florence. Może ona dostrzegła coś, co mogło psa sprowokować do takiego zachowania? - No już. Jesteś biezpieczny. Nie ma się czego bać. Nie próbuj więcej odbierać sobie życia. Warto żyć - zagadał do psa.
Przerwał trwanie zaklęcia. Odstawił kubek na ziemię obok siebie. Wyciągnął rękę do psa, ale dość ostrożnie by ten mógł się oswoić z jego obecnością. Albo uciec, jeśli tylko chciał.


Odkryj wiadomość pozafabularną
 
Rzut N 1d100 - 94
Sukces!
  - rzut na zaklęcie przywołania na skaczącego w mgłę psa.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
26.02.2023, 16:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 16:49 przez Florence Bulstrode.)  
- Może być ich więcej… także w innych miejscowościach. Ledwo co czytałam artykuł o utonięciu pewnego czarodzieja. Może po prostu wpadł do wody, a może to też była syrena? Zanieczyszczenie mogło zabić młode albo zniszczyć leże i zmusić je do migracji. Może faktycznie mszczą się jedna albo dwie syreny, a może cała ławica zamieszkała w pobliżu brzegów…
Florence spochmurniała nieco. Miała wrażenie, że odpowiedni Departament Ministerstwa powinien wysłać ludzi, by to sprawdzili. I to nie aurorów, a osoby znające się na magicznych stworzeniach. Dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na te doniesienia? A może po prostu większość ofiar tonęła, więc dopiero kiedy ktoś zdołał się uratować, zaczęto podejrzewać syreny?
- Mogę solennie obiecać, że nie stanę sama ani na tym ani na żadnym innym molo. Nie przepadam za pływaniem – wyznała Florence. – Posiedzenie nad jeziorem owszem, ale nadmierne zbliżanie się do wody…
Bulstrode zawahała się. Wisiorek mógł oznaczać przecież jeszcze coś innego. Dziewczyna z Ministerstwa mogła znać Clare. Może po jej śmierci w jakiś sposób uzyskała wisiorek panny Avery. Oczywiście, Patrick i Kordelia byli prawie nierozłączni – tak bardzo, że pragmatycznej Florence zdawało się to odrobinę niezdrowe – ale jednak mogła być jakaś znajoma rodziny, której Kordelia nigdy nie przedstawiła Stewardowi, bo tej przeszkadzałoby choćby jego nie dość dobre pochodzenie.
- Jak ona się nazywa? – spytała w końcu tylko, rezygnując z przedstawienia swojej teorii. Mogła to sprawdzić sama. Tak na wszelki wypadek.
Nie zdążyła spytać o nic więcej ani dowiedzieć się, dlaczego Patrickowi jest głupio. Pies bowiem wskoczył na murek… Florence dostrzegła to dopiero, kiedy Steward już rzucił się do biegu.
Bulstrode mogła uchodzić za zimną sukę, ale tak naprawdę nie lubiła patrzeć na cudze cierpienie. Została uzdrowicielką z wielu powodów: bo kochała zdejmować z ludzi zaklęcia, bo ta praca była prestiżowa i dobrze płatna, a Florence chciała wywalczyć sobie pozycję bez pleców w postaci rodziny, ale też dlatego, że chciała pomagać ludziom.
A zwierzęta lubiła dużo bardziej niż ludzi, nawet jeśli głównie z oddali, ze względu na to, że mocno bałaganiły.
Z jej ust wydobył się zdławiony okrzyk. Nie była tak sprawna fizycznie jak Steward, więc choć ruszyła za nim, pozostała w tyle. Buty na obcasie, nawet niewielkim, też przecież utrudniały bieg. Kubek z herbatą upuściła i pozostawiła na kamiennym moście w tyle. Odruchowo sięgnęła po różdżkę – pewnie nie zdążyłaby jednak rzucić czaru.
Na szczęście Patrick zdążył.
Pies został przyciągnięty i zawisł nad murkiem, bezradnie machając łapami. Florence uniosła różdżkę, kiedy wylądował i wyglądało na to, że chce rzucić się… albo do ucieczki, albo z powrotem z mostu. Uzdrowicielka nie była pewna, jego ruch sprawił jednak, że od razu cisnęła zaklęcie. Vingardium Leviosa sprawiła, że psiak uniósł się nieco, prowadzony ręką Bulstrode. Popiskiwał, wyraźnie niezadowolony, ale przynajmniej był bezpieczny, uwięziony w iście idealnie splecionym czarze.
– Nie wiem, co tu się dzieje, ale będzie chyba lepiej, jeśli zabierzemy go z dala od tego mostu – poinformowała Florence, marszcząc brwi. Nie zwalniając zaklęcia wychyliła się lekko, spoglądając we mgłę. – Nie widzę na dole niczego, co mogłoby go zainteresować… Może przesadzam, ale potem chciałabym się tutaj rozejrzeć. Może na tym moście ciąży jakieś zaklęcie?


Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
26.02.2023, 18:36  ✶  
Patrick znowu kiwnął głową. I znowu. I znowu. I znowu. Chociaż informacje o tym, że ataki nastąpiły również w innych miejscowościach, z miejsca sprawiły, że miał ochotę sięgnąć po mapę i zaznaczyć obszar ich działania. Może to się układało w jakiś spójny obszar?
- Mam nadzieję, że to jednak nie jest cała ławica – rzucił cicho, raczej żartobliwym tonem. Gdyby było aż tak, jak zasugerowała Florence, nalot morskich stworzeń mógłby mieć katastrofalne skutki dla współpracy między mugolskim a czarodziejskim światem. Wolał też sobie nie wyobrażać, ile magicznych interwencji musiałaby mieć wtedy wspomniana już parokroktnie w tej rozmowie rudowłosa renowatorka i amnezjatorka.
Choć rzeczywiście, byłaby to raczej sprawa dla odpowiedniego departamentu w Ministerstwie Magii a nie dla Biura Aurorów lub Biura Brygady Uderzeniowej, albo jeszcze dla kogoś, może dla jakichś śmiałków, którzy chcieliby ją rozwiązywać na własną rękę.
Uśmiechnął się lżej. Choć, tak naprawdę, wcale nie podejrzewał by jego towarzyszka sama z siebie zamierzała zainteresować się grasującymi przy brzegu syrenami i na przekór jemu szukać w pojedynkę rozwiązania. Owszem, Florence była bystra i może nawet, gdyby zaszła taka potrzeba, znalazłaby odpowiednie rozwiązanie, ale nie była brawurowa. No i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że najwięcej dobrego mogła zrobić na swoim polu zawodowym.
- Alanna Carrow. Pracuje w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof.
A potem cała ich rozmowa właściwie przestała mieć głębsze znaczenie. To znaczy, inaczej, gdyby nie została tak brutalnie przerwana przez psa, który pojawił się na moście Overtoun, kontynuowaliby ją dalej. Steward mógłby wyjaśnić Florence swoje obawy, zapytałby co u niej słychać, gdzieś między jednym a drugim podziękowałby jej za spotkanie i za wspólnie wypitą herbatę. Teraz jeden kubek leżał na ziemi, on sam był ochlapany zawartością drugiego.
A pies, któremu przed dosłownie kilkoma sekundami próbował ocalić życie, najwidoczniej znowu chciał je zakończyć. Co to był za cholerny psi desperat! Steward gwizdnął z uznaniem, gdy czarownica splotła swoje zaklęcie i czworonóg zawisł w powietrzu. Podniósł się na równe nogi.
Nie namyślał się, gdy ściągał z ramion ciepły, wełniany płaszcz.
- Spacyfikuję go – rzucił jej przez ramię. Następnie zamierzał podejść do zwierzęcia i owinąć je swoim okryciem na tyle ciasno, by ten nie mógł ani uciec, ani go pogryźć. – To było bardzo, bardzo ładne – pochwalił Florence. – Masz refleks.
A on sam, po prostu nie pomyślał. Jakoś nie przeszło mu przez głowę, że psi samobójca, może próbować znowu i może nawet próbowałby dalej, do skutku, odebrać sobie życie. Trzymając ściśniętego psa w ramionach, podszedł do murku i spojrzał w dół. Jego wzrok natrafił tylko na mgłę. Nie widział nawet wody buzującej pod nią. Nie miał również pojęcia, czy była na tyle głęboka by zwierzę miało choćby szansę utonąć w niej a nie z miejsca skręcić kark, rozbijając się o wystające z wody kamienie.
- To naprawdę jest dziwne – zgodził się z Florence. – I tak, tak. Oczywiście, że możesz sprawdzić czy tu gdzieś nie została spleciona jakaś klątwa. Tylko może… - spojrzał na ciążącego mu w rękach psa. – Może chodź najpierw ze mną, byśmy wypuścili tego nieszczęśnika, gdzieś dalej i sprawdzili czy wtedy odzyska rozum.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
26.02.2023, 18:52  ✶  
Florence była… do bólu wręcz uporządkowana. I w swoim uporządkowaniu uznawała między innymi, że każdy ma określone rzeczy, którymi powinien się zajmować. W jej przypadku było to leczenie, łamanie klątw, sprawdzanie prac pisemnych stażystów, zaopatrywanie kuchni czy troska o przyjaciół. Nie szukanie przyczyny, dla której syreny nagle zaczynały wciągać w morskie odmęty czarodziejów i, kto wie, może też mugoli. Jeśli znalazłaby się w pobliżu jakiegoś molo, to by odpocząć, nie szukać śladów bytności magicznych stworzeń.
Nie zdążyła się zastanowić, czy zna Alannę Carrow. Zdawało się jej, że kojarzy to nazwisko, że pamięta płomienno rude włosy, ale nie miała czasu pomyśleć, gdzie się poznały i czy z kimś nie myli Alanny. Jej uwagę całkowicie pochłonął psi samobójca.
- Nie mam – odparła spokojnie, obserwując, jak Steward owija psa swoim okryciem. Zwolniła zaklęcie dopiero, kiedy była pewna, że psiak ani nie ucieknie, ani nie ugryzie Patricka. Bo gdyby go pogryzł, może jednak pozwoliłaby zwierzakowi rzucić się w mgłę. – Gdyby cię tu nie było, wpadłby pewnie do wody.
Istniała spora szansa, że ona by nie zdążyła. W szpitalu musiała szybko podejmować decyzje, ale to nie było to samo co refleks aurora, zaprawionego w walce. Steward dostrzegł psa o sekundę wcześniej niż Florence. I dobiegł na miejsce, z którego mógł rzucić zaklęcie, jakieś trzy sekundy wcześniej. Właśnie one zdecydowały o tym, że pies teraz piszczał i szarpał się lekko w płaszczu Patricka, zamiast walczyć o życie w rzece.
Bulstrode znów się wzdrygnęła mimowolnie. Najpierw Patrick, który mógł utonąć. Potem opowiadał o tym, że w tamtym miasteczku zgłoszeń było więcej. Teraz pies, który też mógł utonąć. Wcale się jej to wszystko nie podobało.
- Nie rozumiem, dlaczego pies miałby skakać z mostu – mruknęła Florence, bez protestów ruszając ze Stewardem. Chciała oddalić się kawałek od mostu, upewnić, że pies nie będzie próbował znowu się zabić, a Patrick odzyska swoje okrycie. Kwiecień tego roku wcale nie był ciepły. – Jeśli to nie żadna magia, mógł zobaczyć coś w dole, ale ja nic nie zobaczyłam. Chyba psy nie popełniają samobójstwa? A jeśli już, to raczej przestają jeść. Chyba że…
Obróciła się przez ramię i przystanęła mimowolnie. Nie miała przecież pojęcia, że Most Overtoun jest miejscem, z którego psy skaczą bardzo regularnie. A niektóre z nich, które przeżyją upadek, wchodzą na niego znowu, tylko po to, by oddać kolejny skok.
- Chyba że… może to suka i z mostu spadł jej szczeniak? Albo… - urwała.
Może nie była tu sama.
Może z mostu spadł nie szczeniak, a jej pan.
Florence nie miała najmniejszej ochoty badań przestrzeni pod mostem ani zbliżać się do wody. Mimo to w tej chwili powstrzymała się przed rzuceniem się z powrotem biegiem. Czekała aż Steward postawi psa i będą mogli się przekonać, co zrobi. Jeśli pobiegnie tam z powrotem, to już będzie jasne: albo magia, albo powinni gnać szukać kogoś, kto mógł parę chwil wcześniej spaść w topiel.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
26.02.2023, 20:04  ✶  
Patrick przewrócił oczami, choć to akurat nie musiało być szczególnie widoczne w chwili, w której trzymał w ramionach skamlącego psa. Chyba przez adrenalinę, którą wywołała cała ta sytuacja, nie czuł jeszcze zimna. Pod płaszczem miał wełniany, szary sweter (a spod niego wystawały mankiety i kołnierzyk błękitnej koszuli).
Nie miał pojęcia o myślach, które krążyły po głowie Florence, ale nawet bez tego, dostrzegał ironię, która nagle zagościła na ich spotkaniu. Opowiadał czarownicy o tym, jak prawie utonął przy drewnianym molo w Allhalows a chwilę później oboje próbowali uratować życie psiemu desperatowi, który zechciał zakończyć własne na moście w Overtoun. Ostatnio, bardzo zdecydowanie przez jego życie przeplatał się wątek utonięcia, które z boku mogło wyglądać na udaną próbę samobójczą.
- No czekaj, mały, już prawie dobrze – wymruczał do psa. – Odejdziemy od tego przeklętego miejsca i może wróci ci rozum.
Steward też nie rozumiał czemu pies mógł próbować skoczyć w kłębiącą się za mgłą wodę. Do tej pory w ogóle nie zastanawiał się nad tym, czy zwierzęta popełniały samobójstwa. Co w ogóle mogłoby je pchać do tak bardzo desperackich kroków? Oddalając się od mostu, czworonóg w jego płaszczu (i ramionach przy okazji) wciąż wił się i skamlał. Patrickowi jednak wydawało się, że ciche szczęknięcia były już jakieś takie inne, jakby mniej zapalczywe, pełniejsze strachu i dezorientacji.
- Florence, reaguj jakby znowu postanowił popełnić samobójstwo – poprosił czarownicę.
Odszedł na dobre sto metrów od mostu, zanim wreszcie zdecydował się przykucnąć. Dość ostrożnie postawił trzęsące się zwierzę na ziemi. Rozchylił płaszcz, pozwalając mu na wyswobodzenie się.
Czekał, obserwując usłużnie psa. Tylko jednym uchem, wsłuchiwał się w dalsze słowa Florence. I to nie tak, że chciał jej okazać brak szacunku lub nie interesowało go jej zdanie, po prostu – najpierw pies; potem mógł wracać razem z nią na most i szukać tam kogokolwiek lub czegokolwiek, co zmuszało zwierzę do tak desperackich kroków.
Chwilę jeszcze czworonóg stał na ziemi, dygocąc na swoich cienkich łapkach, ale tym razem, zamiast biec z powrotem na most i znowu rzucać się do wody, salwował się ucieczką w zupełnie przeciwną stronę. Patrick patrzył za nim w milczeniu, wreszcie podniósł się z kucek, wytrzepał płaszcz i zarzucił go sobie na ramiona.
- Widziałem z boku kamienne zejście z mostu. Jeśli nic nie wyczujesz na moście, mogę zejść niżej i sprawdzić, czy tam pod nim naprawdę nic się nie skrywa – zaproponował. Celowo podkreślił, że zrobi to sam, nie wyobrażał sobie by w butach na obcasie uzdrowicielka musiała się męczyć ze schodzeniem po kocich łbach. – I jeszcze jedno. Florence, przepraszam, że to nasze spotkanie tak się dramatycznie potoczyło. Następnym razem obiecuję ci, że nie będzie takich atrakcji.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
26.02.2023, 20:33  ✶  
Florence kiwnęła tylko głową na słowa Patricka. Różdżkę trzymała w pogotowiu, gotowa znowu potraktować psa leviosą: nic przyjemnego, ale to gwarantowałoby przynajmniej, że nie spotka go krzywda. Na całe szczęście, psiak już nie chciał wracać na most. Odwrócił się i umknąć – może przerażony tym, że wpadł w łapy obcych, a może (na to Bulstrode liczyła) wracał gdzieś do domu.
Oby właściciele następnym razem nie puścili go samopas.
- Cieszę się, że go uratowałeś – powiedziała uzdrowicielka, patrząc jak psiak odbiega. Doskonale wiedziała, że nie każdy czarodziej rzuciłby się ratować psa. Byli i tacy, którzy kopniakiem posłaliby go w dół, tylko dla przyjemności patrzenia. A ona lubiła zwierzęta. I bardzo nie lubiła idei tonięcia, obojętnie, czy dotyczyła człowieka, czy psa albo kota. – Kiedy słyszę takie słowa, mam wrażenie, że to kuszenie losu, wiesz?
Wypowiadając to zdanie, Florence uśmiechnęła się lekko. Nie była zła ani zmartwiona tym „psim wypadkiem”. Poruszyłby ją bardziej, gdyby nie udało się złapać psiaka. Albo gdyby wiedziała, że ten nie był pierwszy i zapewne nie będzie ostatni. Gdyby nie obawiała się, że właściciel psa mógł spaść z mostu i być gdzieś pod nim, cała sytuacja nawet by ją prawdopodobnie trochę bawiła. Wszystko trwało przecież krótko i jedynym, co ucierpiało, był kubek z herbatą.
- Sprawdzę most na górze. Jeśli mógłbyś się rozejrzeć na dole, będę wdzięczna. Wolałabym tam nie schodzić – stwierdziła, obracając się i z powrotem ruszyła w stronę mostu. Poruszanie się po brzegu w tych butach byłoby niewygodne, poza tym bardzo nie chciała potknąć się i wpaść do wody.
Potem przeszła most wzdłuż i wszerz, najpierw obok jednej barierki, później drugiej. Gdy raz w pobliżu przechodził jakiś mugol, schowała różdżkę za pazuchę i udawała, że podziwia widoki. Co jakiś czas szeptała cicho „finite” albo czary mogące wykryć klątwy. Raz czy dwa – ostrożnie, by się nie ubrudzić – przykucnęła, sprawdzając, czy w kamienną powierzchnię mostu nie wtopiono jakichś run, które mogły wywołać dziwne zachowanie zwierzęcia. Odnotowała sobie, że później musi poszukać więcej informacji o tym moście. Oczywiście, za pomocą zaklęcia pozbyła się też kubka, po upewnieniu się, że nie jest obserwowana przez żadnego mugola. Nie chciała pozostawiać po sobie śmierci, poza tym ten kubek po prostu… źle tutaj wyglądał.
Na koniec uzdrowicielka wychyliła się, ponownie spoglądając w dół. We mgłę. Utopione szczeniaki albo właściciel w wodzie zdawały się bardziej oczywiste niż klątwy, kiedy jednak rozejrzeli się uważnie, nie znaleźli śladów ani jednego, ani drugiego. Wyglądało na to, że dziś nie rozwiążą zagadki małego, psiego samobójcy. W każdym razie, pozostawało im kontynuować spacer, kierując się w stronę wioski, a potem przejść do najbliższego punktu Fiuu, za pomocą którego zresztą Florence, zawsze będąca nieco na bakier z teleportacją, przybyła w tę okolicę.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1946), Patrick Steward (2144)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa