Nie musiał więc aż tak przejmować się, ze siostra postanowi gimnastykować swoje trzecie oko. Orion natomiast... on nie stanowił takiego problemu, bo we wszelkich próbach patrzenia w przyszłość był na tyle grzeczny i nieproblematyczny, że Atreus czasem zwyczajnie zapominał że to potrafił.
Ale czy to było tak naprawdę ważne? Nie dla niego. Nie dla kogoś, kto przywykł do tego, by nie zastanawiać się zbytnio nad przyszłością, szczególnie kiedy robili to za niego inni. Astoria była w jego życiu teraz, ale co będzie potem? Za tydzień, za miesiąc, za dwa? Koledzy bardzo dobrze go oceniali, uważając że zakochiwał się tak samo szybko, jak się odkochiwał. Dlatego panna Avery mogła cieszyć się pewnymi przywilejami, jak spędzanie czasu w gronie rodzinnym, bez posiadania na palcu pierścionka. Chyba szczególnie matce Atreusa było to nie w smak, ale niekoniecznie z powodów które podejrzewałaby większość ludzi. Enida kręciła nosem na frywolność swojej pociechy tylko i wyłącznie dlatego, że założyła się ze swoim mężem o to, który z synów pierwszy stanie na ślubnym kobiercu, a jej faworytem był oczywiście ten młodszy.
Atreus stał przy dużym, wysokim oknie, które pięło się niemal pod sam sufit i opierał barkiem o framugę. W dłoni trzymał papieros, którego dym wyciągał na zewnątrz przeciąg, przez niewielką szparę. Większość zabawy mieli już za sobą i wszyscy skoncentrowali się na pomniejszych rozrywkach, zamiast siedzeniu przy wspólnym stole. Niektórzy zasiedli do kart, inni przysiedli przy kominku, a on musiał zapalić.
- Mam nadzieję, że się nie nudzisz. Albo przynajmniej nie za bardzo - rzucił, przyglądając się jej przez moment nieco uważniej, zanim spojrzał na nowo za okno. - Jeszcze trochę i będzie można łapać pierwszą gwiazdkę. Podobno to tak samo niesamowity ewenement jak te spadające i można sobie nażyczyć parę rzeczy.