11.12.2025, 11:10 ✶
Yule 1965
Yule w domu państwa Quirke zawsze było piękne. Od kilku dni całe mieszkanie oraz Pękata Fiolka były przystrojone, a w domu pachniało świeżo upieczonymi ciasteczkami z cynamonem i czekoladą. Olivia pomagała mamie jak tylko mogła - doprawiała potrawy, sprzątała, nawet unosiła pojedyncze przedmioty i ścierała kurze. Mama miała zasadę, że wspólne porządki bez użycia magii zbliżały do siebie rodzinę. I trzeba było jej przyznać - coś w tym było. Jej rodzice prawie nigdy się nie kłócili, a wspólne sprzątanie zawsze wypełniało dom śmiechem, żartami i dobrym humorem. Jeżeli jednak chodziło o gotowanie, to pomagała tylko Olivia. Jej ojciec zawsze miał dwie lewe ręce, jeżeli o to chodzi, więc sprawiedliwie się podzielili obowiązkami: one gotowały, a on jadł. I potem zmywał talerze.
- Kochanie, podasz mi płatki czekolady? - mama Olivii zajęta była ugniataniem ciasta, więc młoda Quirke sięgnęła po pudełko.
- Tato, zostaw! To na święta! - Olivia pacnęła ojca po ręce, gdy ten sięgnął do miski z sałatką.
- Jestem głodny! - zajęczał teatralnie, łapiąc się za brzuch. Mama Olivii posłała mu groźne spojrzenie. - Za ile kolacja?
Godzina. Ciekawa była, czy jej ojciec wytrzyma. Jej samej trudno było się powstrzymać, gdy czuła te wszystkie zapachy.