• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani

[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
06.12.2025, 21:59  ✶  
Słuchanie tych wszystkich ludzi było bardzo męczące. Przyzwyczajony do ostatnich lat wypełnionych głównie samotnością i własnymi defetystycznymi myślami, teraz musiał konfrontować się ze stadem… wszystkiego. Zapachy, faktury i głosy… Wszędzie tyle głosów i to bynajmniej nie duchów, które chciały mu się naprzykrzać o nie!

Otaczała ich familia emigrantów, z których każdy domagał się posłuchu, a jemu zdawało się, że zamiast tych siedmiu, ośmiu osób, stoją twarzą w twarz z hydrą próbującą kąsać ich i podgryzać.

Sapnął gniewnie i spojrzał na pannę Rosewood, która z cierpliwością godną mitycznego bohatera rozprawiała się z nią, a może tylko próbowała rozprawić, bo przecież nikt nie odchodził, a w miejsce jednej głowy uciętej wyrastały dwie kolejne…

Od czego się zaczęło? Po co w ogóle tu przyjechali? Mówiła mu, ale jej nie słuchał zbyt dobrze, skupiony bardziej na tym jak pozostawiony kosmyk włosów perfekcyjnej zwykle fryzury podkreślał gładką linię jej chłodnej niczym grobowiec szczęki. Za uchem tym razem brakowało kwiatu, choć zdecydowanie nie brakowało ich teraz w domostwie panny Rosewood. Wraz z powiedzmy chcianym współlokatorem, pojawiało się każdego dnia coraz więcej i więcej roślin.

Ja nie będę o nie dbać!

Jej dąsy odbijały się w jego czaszce echem, tak pięknie nadymała usta, kiedy się dąsała.

– A wtedy rozpoczęła się kolacja i ciotka Teofila oczywiście musiała zacząć całą tyradę na temat porodu, przy którym nawet jej nie było! – gorączkowała się jejmościna, która próbowała tę akurat część historii opowiedzieć po raz pięćdziesiąty siódmy zapewne.

Ale był w stanie to zrozumieć. Czy może raczej - zracjonalizować. Po prostu lubiła robaczki. Tak jak on lubił rośliny. Na martwych przedwiecznych bogów! Przecież ona nawet nie zamierzała z nich pić w ramach barteru. Może gdyby częściej dawali jej odpowiadać, to byłoby ciekawsze doświadczenie. Jednak jej głos był do odłowienia jak perły zakopane w błocie, i to bardzo nieliczne perły, Gabriel więc w przypływie kolejnej fali irytacji mruknął tylko pod nosem kilka słów mieszaniną starofrancuskiego i łaciny (dosłownie i w przenośni), po czym wymknął się do ogrodu rezydencji.

Rośliny co prawda nie mogły zeznawać, ale ich poszum (kto pierwszy krzyknie bingo?) był o wiele przyjemniejszym dźwiękiem, niż to trajkotanie jak na ruskim bazarze (nie żeby kiedykolwiek na jakimś był). Przestrzeń za kamieniczką była ciasna i zadbana w sposób drobnomieszczański. Trawnik, żywopłot, jedna, czy dwie rabatki.

Żadnej ławeczki!

Pomyślał przytłoczony tą potwarzą, skandalem wręcz na miarę mugolaka na stanowisku Ministra Magii. Zadarł głowę u górze, lecz w miejskiej aurze gwiazdy wyglądały o wiele paskudniej niż w jej opactwie. To znaczy - nie wyglądały wcale. Kolejne ciężkie westchnienie wypadło mu z piersi, a w głowie zaczął układać się sonet zatytuowany “O ciężki losie wampira”. Normalnie cieszyłby się bardziej z coraz dłuższych nocy, ale to oznaczało, że nie wymówią się wcześniej nadchodzącym świtem. Chyba, że Lucy brała ich na przeczekanie i czekała aż zaczną odpadać jeden po drugim ze zmęczenia. To też był jakiś sposób, choć nie podejrzewał ją o tak rozmyślny sadyzm. Kącik ust zadrgał mimowolnie ku górze. Wyciągnął różdżkę, gdy zaczął dokonywać inspekcji roślin. Niektóre nie były tu dobrze potraktowane…
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#2
06.12.2025, 23:58  ✶  
Były momenty, gdy jej praca dawała jej bardzo dużo spełnienia, satysfakcji płynącej z wyciągania kolejnych wniosków i rozwiązywania (nie ważne czy na drodze dedukcji, czy na drodze włamania) kolejnych spraw. To nie był jeden z tych momentów.

Wszyscy świadkowie próbowali mówić na raz, a jednocześnie na różne sposoby, niczym źle zorganizowana orkiestra szkolna.

Byli tutaj, bo na zjeździe tej konkretnej rodziny, po wspólnej kolacji, zasłony nagle stanęły w ogniu, a gdy sytuacja została wreszcie opanowana, okazało się, że wystawiona pamiątkowa tiara zniknęła z ustawionego w honorowym miejscu, marmurowego popiersia założyciela rodu.

Lucy była przekonana, że tiara była albo przeklęta, czarnomagiczna, lub skradziona z kraju pochodzenia rodziny i dlatego nikt nie chciał zgłosić tej sprawy do Ministerstwa Magii. Nie że ją to szczególnie obchodziło.
Co ją obchodziło to natomiast to to, aby ci wszyscy ludzie wreszcie zaczęli mówić z sensem.

I znowu opowiadała o tym porodzie. Ja byłem przy tym porodzie! Nie ona!
Ciotka lubi opowiadać o porodach. Chciała napisać książkę naukową na temat porodów w literaturze, ale nikt nie chciał jej wydać.


No ale tiara! Tiara Ricardo! Co z nią!?
No przecież do tego zmierzam! Ciotka zaczęła opowiadać o…
A jesteśmy pewni że ta tiara nie spadła pod stół?
Oczywiście że tak!
A jesteśmypewnieżeblablablablablablablabla
Bla
          Bla
                    Bla     
                            Bla bla bla bla

                                                              Bla bla


Nagle ludzi pojawiło się jeszcze więcej i Lucy uznała, że najlepiej będzie dać im rzucić się sobie do gardeł, tak aby za kilka minut zmądrzeli, uspokoili się i wreszcie pozwolili jej działać. Sądząc po tym jak bardzo ze wszystkich kipiały emocje Lucy zakładała, że ma jakieś dziesięć, może piętnaście minut. Obróciła się aby zobaczyć co u Gabriela i… Gabriela oczywiście już tu nie było. Wampirzyca westchnęła cicho, przecisnęła się przez dwójkę awanturujących się kuzynów, którzy nawet jej nie zauważyli i ruszyła na poszukiwanie swojego francuskiego utrapienia. Długo szukać go nie musiała.
– Uroczy ogród – stwierdziła, zastanawiając się jak bardzo oburzy go tym zdaniem, bo w gruncie rzeczy ogród był bardzo nijaki. – Wiesz, podobno kuzyn Elio jest ogrodnikiem. Myślałam, że się zaprzyjaźnicie. Albo że chociaż zechcesz brać udział w śledztwie.
Założyła ręce na piersi i oparła się o ścianę kamieniczki.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#3
08.12.2025, 23:53  ✶  
Inspekcja liści trwała w najlepsze. Pomimo godzin nocnych i dość słabego światła Gabriel wspomagał się różdżką i był coraz bardziej wzburzony. Rażące zaniedbania skazywały te nieszczęsne rośliny na smutek i katusze, które wzniecały w nim potrzebę mordu i to niekoniecznie jakkolwiek dającego mu pożywienie. O nie… mordować można było z wielu różnych powodów. Na przykład z zemsty za takie traktowanie w zasadzie banalnego do utrzymania żywopłotu.
– … i wyobraź sobie mon cheri, że przycinali je w lipcu. W lipcu! Ja rozumiem ten Wasz wybujały rozrost słyszałem o tym ale to karygodne! – odpowiedział jej, jakby prowadzili zupełnie inną rozmowę. Odwrócił się ku niej z wyrazem absolutnego zdegustowania, ale momentalnie jego twarx zmieniła się widząc jej słodkie dąsy. Takich rączek nie wolno było nie ucałować, takiego kwiatu nie pochwalić.

Gibko podszedł do niej, krokiem staromodnym, tańców dawno zapodzianych w annałach francuskiej historii muzyki.
– Czyż nie wykazałem się wspaniałą dedukcją śledczą skoro jestem w miejscu w którym i Ty się zjawiłaś moja Pani? – podjął o wiele słodziej, znalazł dłoń, znalazł zgrabne gałązki wyglądające zupełnie jak palce. Błękitne oczy śledziły jej twarz, ruch oczu, chmurne marszczenie brwi. Czy miała na sobie dziś tę samą szminkę o którą tak zajadlee walczyli na promie? Wspomnienie drobnej istotki dosiadającej go z tak zwycięską miną… Pozostał z dłonią przy ustach moment dłużej, w zawieszeniu i absolutnym braku zrozumienia powodów dla których akurat to wspomnienie tak jaskrawo uderzylo go w trzewia.
– Wytężmy więc te nasze małe szare komórki… wystarczy odrobina słunnej wampirzej dedukcji… – dociążył swój akcent i wolną dłonią poprawil nieistniejącego wąsa jakby z nudów w bezsenne dni zakradał się do jej regalików z książkami i oglądał nie tylko okładki. Dłoń niewieścią przełożył przez swoje przedramie z galanterią minionych epok i zaczelli chodzić po czymś co absolutnie nie niosło ze sobą tej elegancji…
– Nie potrzebujemy z nimi rozmawiać. Pomyśl zostalliśmy wezwani tutaj zaraz po tym jak tiara zniknęła. Zgodnie ze słowami babsztyla w czerwonym wszyscy nadal są w rezydencji nikt nie uciekł. Łysy w okularach mówi że to złodziej więc na pewno jest winny. I… no nie wierzę! – wypadł nagle z roli zatrzymując się w pół kroku. – Skandal! Co to za poskąpienie kory pod tym biednym krzakiem!
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#4
10.12.2025, 13:59  ✶  
– Oh jak udało ci się wydedukować, że tu właśnie się udam szukając ciebie w przerwie od prawdziwego śledztwa? – spytała, czujnym wzrokiem śledząc jak jego usta spotykają jej dłoń. Sam też miał ładne dłonie, chociaż prawdę mówiąc nigdy nie miała okazji przyjrzeć im się dokładnie, bo przecież zawsze gdy była w ich pobliżu one zajęte były robieniem czegoś dekoncentrującego, tak że uwaga wampirzycy skupiała się ich właścicielu. Na przykład gdy te dłonie chwytały jej dłonie do tańca. Albo gdy  Gabriel wykonywał nimi głupie gesty kładąc się dramatycznie na fotelu, lub czymkolwiek co miał pod, hah, ręką. Lub właśnie teraz gdy całował ją jakby byli ponownie na jakimś fikuśnym balu, a ona mogła przez krótką chwilę zaskoczyć się, że pokryte siateczką blizn dłonie Gabriela nie przypominają tych, które zazwyczaj chwytały panny w wir eleganckich tańców. I było w tym coś co sprawiało, zapewne trochę masochistycznie, że lubiła go jeszcze bardziej.
– Jest to dość śmieszne, że kreują się na biedną, poszkodowaną rodzinę, która w życiu nie spodziewałą się takich problemów, a jednocześnie mieli pod ręką  kontakt do prywatnego detektywa, aby załatwić tę sprawę szybko i po cichu – mruknęłą, dając prowadzić się pod ramię.  Równo skoszona, goła trawa, smagała czerwone buty, tym razem na płaskiej podeszwie, gdy przechadzali się po ogrodzie. – I oczywiście nie wezwali Brygady. Trochę się łudzę, że ta tiara jest przeklęta, ale może jestem dzisiaj w nieco zbyt optymistycznym nastroju. - Było to dość zaskakujące, bo nie często pozwalała sobie na tak ekscytujące fantazje na temat śledztwa, zwłaszcza gdy nie tak dawno temu jej głowa była w zdecydowanie w bardziej pochmurnym miejscu.

A potem bardzo pożałowała, że  w tym ogrodzie rzeczywiście brakowało jakiejś ładnej i odpowiednio dużej fontanny, tak aby wrzucić do niej tego idiotę, który właśnie ją wystraszył.

Kora. Kora pod krzakiem. To wywołało w nim taką reakcję. A ona już myślała, że zobaczył coś naprawde nie na miejscu?
– Rozumiem, że jest to coś, co w życiu w żadnym innym ogrodzie w całej Anglii nie mogłoby mieć miejsca? - prychnęłą, ale nie odeszła osentacyjnie z tego miejsca.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#5
10.12.2025, 14:22  ✶  
Oczywiście, że zignorował jej dąsy. To znaczy - nie do końca zignorował, po prostu ich nie skomentował tylko brnął dalej. Mógł oczywiście powiedzieć, że jest urocza, że zdarza jej się marszczyć nos gdy tak chmurnie ściąga brwi i, że jest to jedna z najbardziej uroczych rzeczy jaką widział w tym wieku. Mógł też połknąć własne słowa i myśli, grać dalej w grę, do której zasad nigdy nie miał okazji zajrzeć, by się z nimi zapoznać, zbyt dumny, aby przyznać, że tego potrzebuje.

To co mówiła Lucy o Brygadzie zdawało się mieć sens, choć nie rozmyślał o tym wcześniej. Zguba musiała mieć w sobie coś, na co brygada miała nie patrzeć. Przeklęte przedmioty… czy nie miał na nie alergii po ostatnim razie?

Choć jego towarzyszka kpiła z kory, Gabriel porzucił ją na moment, by zadbać o nieszczęsne rośliny, które w tym ogrodzie i w obecnym układzie przebywania w nadpalonej okolicy prawdziwie nie miały łatwo. A była jesień, a zbliżała się zima. Odpowiednie zabezpieczenie gruntu… Nie chciał jej oczywiście tego tłumaczyć, wątpił by było to jakkolwiek dla panny Rosewood interesujące, tak jak jego nie bardzo obchodziły prawne zawiłości i w sumie również nie bardzo obchodziło ściganie winnego. Polowanie - to z czasem stało się nużącą koniecznością, nie chciało mu się już za bardzo szukać sposobów by to urozmaicić. Szczególnie kiedy istniały banki krwi.

Co lubił, to jej zmarszczony nosek, to nieczęsty rumieniec, który potrafił wywołać na jej twarzy niedługo po posiłku. To błysk w oczach, któy zdawał się odległy od posępnego gościa, którego pomylił ze śmiercią tydzień czy dwa temu.

Dlatego też odłączył od niej tylko na chwilę. Na maluśką chwileczkę. Podszedł poszpiesznie i kucnął przy krzaku, dłońmi zagarniając troskliwie twarde zaschnięte kawałki. A gdy podniósł się zadowolony z siebie i słusznie wykonanego samarytańskiego wobec rośliny uczynku, drewienka odsunęły się ponownie.

Teraz to on zmarszczył brwi gniewnie, odsłaniając zęby ostrzegawczo wobec magii, która tak jawnie z niego kpiła. Tym razem mniej subtelnie przesunął korę butem. A ta… znów się odsunęła.

Chwilę potrwało, gdy dwie szare wampirze komórki zderzyły się ze sobą. Odwrócił się do Lucy z błąkającym uśmiechem tryumfu na twarzy, choć jego zwycięstwo wcale przecież nie było jeszcze przesądzone.
– Czy myślisz o tym samym o czym ja myślę? – nawet nie strzepnął ziemi z dłoni. Miał dziwne przeczucie, że zaraz zatopi w niej ręce ponownie.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#6
11.12.2025, 14:57  ✶  
Lucy była wręcz pewna, że Gabriel w żaden sposób nie mógł myśleć dokładnie tym o czym ona teraz myślała, a przynajmniej że w jego głowie na pewno nie mogło być teraz tak wiele myśli jak w jej. Zanim bowiem kora zaczeła zachowywać się szalenie podejrzanie, Lucy pozwoliła sobie na nieco dłuższą chwilę wolnego od pracowych myśli, aby pochylić się nad zagadką, która trapiła ją zdecydowanie bardziej niż zaginiona tiara - skąd do licha brała się u niego tak wielka miłość do tych chwastów? Oczywiście nie znała jego przeszłości, a zwłaszcza tej zanim się poznali i zanim on postanowił zaprzyjaźnić się z przeklętą statuą. Wcześniej mógł być każdym, zarówno w swoim ludzkim życiu, jak i już tym wampirzym, i tak, może kiedyś w dzieciństwie miał swojego ulubionego hibiskusa, a może to przeklęta figurka była kiedyś jakimś magicznym ziarenkiem fasoli, ale… Ale jaki cudem Gabriel był w stanie spędzić tyle dekad życia i wciąż kochać coś co było jeszcze bardziej kruche niż ludzie? W końcu jeśli rozbrykany szczeniak przebiegłby po ludzkiej stopie, ta nie bolałaby aż tak bardzo, ale taki tulipan? Nie miałby szans. Oczywiście róże były nieco bardziej wytrzymałe, jednak marzły tak szybko i ogólnie była dość pewna, że każdy inny szanujący się wampir nie kłopotałby się z utrzymywaniem przy życiu jakiegoś zielska z kolcami.

Ale musiała przyznać, że miał do tego talent.
I że było coś kojącego w fakcie, że groźny wampir, kiedyś opętany czarnonagicznym przedmiotem, którego jeszcze niedawno podejrzewała o morderstwa, znajdował taką pasję w czymś tak trywialnym jak kwiaty.
Byle to nie ona musiała je podlewać.

Słysząc jego pytanie Lucy jedynie uniosła brew, kucnęła obok niego i sama zaczęła kopać w ziemi, najwyraźniej nie robiąc nic sobie z tego, że jej paznokcie zdobiła nowa warstwa jasnego lakieru, ani że ubrudzi sobie rękawy czarnego płaszczu.
– Na twoim miejscu bardzo trzymałabym kciuki, że będzie tam tiara albo chociaż ciało – mruknęła nie przerywając pracy.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#7
11.12.2025, 21:14  ✶  
Jego mała L…

…była bardzo rozkajarzająca.

– Korzenie…– syknął, gdy w barbarzyńskim geście rzuciła się do rozgrzebywania ziemi, brudząc swoją białą skórę ziemią.

Bardzo suchą ziemią, był prawie pewien że była zbyt zasadowa na potrzeby tego konkretnego krzewu…

Ale bardziej chodziło, że przycupnęła obok, że musiał w sumie bardzo się starać, żeby ich dłonie się nie dotknęły i za bardzo nie rozumiał czemu aż tak o tym myśli, bo normalnie nie zastanawiałby się nad tym wcale.

A był ciekaw. Był tak bardzo ciekaw, czy gdyby jej gałązki dotknęły jego skóry, to czy pomyliłby je z korzeniami krzewu? Nie dało się prrzecież och pomylić, nawet jeśli nie miały kolców. To musiało być coś innego.

Pracował wytrwale i nie doczekał się tegoż połączenia – najzwyklejszego i najniezwyklejszego w swojej istocie. Zamiast tego oboje złapali metalową obręcz i wyciągnęli ją z ziemi niemal w tym samym momencie.

Palce ubrudzone ziemią, pomiędzy nimi srebrzysta tiara. Elegancka. Piękna. Przeklęta?

Nie patrzył na błyskotkę, patrzył na jej śliczne dłonie, na jasne paznokcie odcinające się elegancją pośród ziemi. Patrzył na szczupłe nadgarstki pozbawione krwi, na przedramiona niknące w mankiecie. Patrzył. Chłonął. Milczał jakby miał ten widok mieć przed sobą po raz ostatni.

– Mam kopać dalej i szukać zwłok? – zapytał sucho, w dziwnym zdezorientowaniu, w poczuciu jakby w domu za nimi nie bylo ani jednej żywej duszy, jakby na całym świecie byli tylko oni i wyomaginowany trup pod zmaltretowanym przez dwa wampiry krzakiem.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#8
14.12.2025, 23:36  ✶  
– Przecież ich nie wyrwę – żachnęła się, a jej palce zgrabnie ominęły pałętająca się w ziemi dżownicę. Dżdżownice. Uniknęła dżdżownicy więc co dopiero korzeni krzewu. – Zresztą skoro oni aż tak nie dbają o swój ogród, może warto byłoby jednak ukrócić cierpienia tych biednych roślin, nie sądzisz? ‐ spytała, ale jej palce unikały jakiegokolwiek kontaktu z korzeniami. I palcami drugiego wampira. I wreszcie dłonie dotknęły chłodnego metalu, gdy wspólnie wyciągnęli ukradzioną tiare. Lucy syknęła z niezadowolenia, wyobrażając sobie jak teraz będzie musiała przyciskać do ściany każdego członka tej chorej rodziny, aby przyznali się o co tu tak naprawdę chodziło, a potem… Uśmiechnęła się, bo przecież nie była to w sumie aż tak zła myśl.

Pokręciła głową i odłożyła tiarę na trawę obok.
– Chyba ta sprawa skończy się szybciej niż zakładaliśmy. – Pewnie też jej nie zapłacą, ale nie że narzekała na brak pieniędzy. – Myślisz, że gadali bzdury aby nas zdekoncentrować? Może chcieli detektywów jako świadków? Może ten kto nas wezwał ukradł ja i chciał pokazać rodzinie, że to nie on? Zastanawiam się tylko… – Zmarszczył brwi i przyjrzała mu się uważniej. Był… Dziwny. I mówił o zwłokach. Mógł żartować, ale… Przedmiot mógł być czarnomagiczny. Czy Gabriel byłby bardziej podatny na potencjalne klątwy po tylu latach kontaktu i odwyku od czarnej magii, czy jego odporność tylko by wzrosła? Co jeśli coś mu było? – Dobrze się czujesz? Nie dotykaj tej tiary.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#9
15.12.2025, 00:37  ✶  
Nie słuchał jej. Znaczy trochę ją słuchał, a trochę nie. W słuchaniu zazwyczaj chodziło bowiem, żeby wychwytywać znaczenie słów, a nie samą ich barwę, samą emocję zaszytą w głosie, w postawie. Ekscytację. Irytację. Pęd. Zaciekawienie. Szczątki odrazy wynikającej z innych mieszkańców ziemi, które nie drążył korytarzy w ich martwych ciałach.

Jeszcze nie.

Więc jeśli chodziło o melodię głosu, o muzykę, którą wydawała z siebie wampirzyca, o muzykę, którą była, którą stawała się coraz bardziej dobitnie w jego życiu, tak stawał się, czy może był nawet najwierniejszym jej słuchaczem i odbiorcą. Znaczenie jednak umykało mu, wobec własnych rozterek, które rozlewały się po jego duszy z coraz większa mocą.

Była piękna.

Chciał jej to powiedzieć. Tu i teraz, gdy klęczeli pod krzewem jak dzieci zmuszone do chrześcijańskiej modlitwy pod przydrożną kapliczką. Jakby spotkali się na rozstaju dróg, zupełnie obcy, tak dziwnie znajomi. Kiedyś powiedziałby, że nie wierzy w miłość. Później, że miłość jest tylko cierpieniem.

I była to prawda. Bo klęczał przed nią i cierpiał, pełni świadom, że nie może wypowiedzieć ani jednego słowa, by nie zburzyć spokojnego ładu między nimi. Partnerzy biznesowi. Pani detektyw i jej przystojny konsultant, czy nie tak to miało być.

Czy czujesz to samo co ja?

Nie musiał zadawać pytania, by znać odpowiedź i wiedzieć, że nie czuje. Może lubiła jego towarzystwo, bo przecież nie przepędziła go z domu mimo gderania na kolejną doniczkę i kuchnię pięknie prezentującą się w przygaszonym różu. Może lubiła jego spontaniczność i potrzebę kontaktu, nie wzdrygając się aż tak, gdy całował jej dłonie, gdy porywał do tańca, przy każdej niemal okazji, w jej eleganckich gestach odnajdując przyjemność salonowych rozrywek z czasów gdy obudziła się dla nocy. Gdy poznali się pierwszy raz. Może mimo wszystko lubiła spędzać z nim czas, zawsze pytając gdzie był podczas nocnych spacerów, słuchając jego opowieści, jakby miały jakiekolwiek znaczenie, odpowiadając i na jego pytania, powolnie uczące się nowej rzeczywistości.

Na chwilę.

Na stałe.

Kiedy winien wrócić do domu? Kiedy jej się znudzi? Kiedy różana samotniczka zmęczy się towarzystwem i pokaże mu drzwi?

Nie oddychał. Patrzył się. Cierpiał. Znowu, choć innym rodzajem cierpienia niż ostatnio. Inną tęsknotą. Innym porywem, przypływem emocji, które już dość łatwo było mu zidentyfikować, a których w zgrozie i zgryzocie tak bardzo nie chciał czuć.

I rzeczywiście, odczuł na sobie ciężar uroku, lecz nie był to urok przeklętej tiary odłożonej na ziemię, a właścicielki dłoni, która ją odłożyła.

Powinien wstać i odejść. Natychmiast. Póki nie było za późno.

Powinien pochylić się i sięgnąć jej ust. Natychmiast. Póki troska marszcząca jej czoło, mógłaby być cieniem nadziei na wzajemność.

Jakaż była jednak jego wiarygodność? Znikoma. Ledwie noc temu próbował wyjść na słońce z powodu uczuć do człowieka, a teraz? Jak mógłby ubrać w słowa to co się z nim działo, żeby nie wyjść na błazna, marionetkę szarpaną niestałością z kąta w kąt.

Zmusił twarz do uśmiechu.
– Myślę, że to dopiero stacja w odkryciu prawdy i motywacji naszych podejrzanych. Winniśmy ich zebrać w jednym pokoju i każdego pojedynczo udostępniać Ci na przesłuchanie. Tak jest w tych Twoich książkach, a skoro i tak płacą nam od godziny… Nie muszą wiedzieć, że tiara bezpiecznie tkwi ukryta w Twojej kieszeni. – Może powinna tkwić na głowie? Była ładna. Lśniąca, jak księżyc odbijający się w niebieskich ślepiach kobiety. Zmarkotniał, w rozpaczliwym pożarze umysłu szukając czegokolwiek o czym mógłby jej powiedzieć, co nie byłoby tylko czczym komplementem, który i tak nie sprawiłby jej przyjemności. – Masz brudne ręce – zauważył i pospieszył jej z podaniem jedwabnej wyszywanej płożącym się bluszczem chusteczki.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#10
24.12.2025, 14:15  ✶  
Lucy jeszcze przez chwilę wpatrywała się w Gabriela, jakby chciała się upewnić, że aby na pewno nic mu nie było, ale wampir wydawał się… Nawet przytomny umysłowo.

Prawdę mówiąc planowała zakończyć to szybko. Planowała wparować do pokoju z tiara w ręku i korzystając z elementu szoku zażądać wyjaśnień, ale… Pomysł Gabriela również był dziwnie… Zabawiający.
– Tak zrobimy – stwierdziła, a potem jakby z pewnym zaskoczeniem spojrzała na pobrudzone bronie i z jeszcze większym zaskoczeniem na jego chusteczkę, którą przyjęła podaną pewnym zawahaniu. — I zdecydowanie po kolei. Kiedy są razem za bardzo się nakręcają i skończy się tak jak poprzednio. Chcesz… Przesłuchiwać ich ze mną czy pilnować resztę? – Ostrożnie zaczęła czyścić palce z ziemi, przy okazji wbijając wzrok w budynek. – Kuchnia. Robimy przesłuchanie w kuchni. Z niej widać ten krzew.

Krzew. Przeklęty krzew, który okazał się tak kluczowy do odnalezienia tiary.
– Jak udaje ci się mieć taką cierpliwość do roślin? – spytała w końcu, chociaż nie była pewna, czy cierpliwość była tutaj odpowiednim określeniem. Montbel nie był przecież ani trochę cierpliwy gdy chodziło o rośliny i ich traktowanie. Miał cierpliwość do samych krzaków.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (6311), Lucy Rosewood (4040)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa