15.12.2025, 10:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2025, 12:11 przez Gabriel Montbel.)
triggery: domestic fluff, hurt’n’comfort, cosy winter, słodkie tak bardzo, że zęby bolą
To nie był jego dom. To nie było jego łóżko. To nie było jego życie.
Pudrowy róż, przydymiony róż, damaszkowy… Nowa kuchnia nie musiała mieć wszystkich udogodnień niezbędnych śmiertelnikom. Gabriel za bardzo nie lubił gotować, czemu miałby? Ostatecznie żaden człowiek raczej nie zaufałby mu na tyle by pić czy jeść cokolwiek podanego trupio-zimną dłonią. Teraz jednak odkrył, ze krząta się po kuchni. Ubrany w biały fartuszek gotuje, a słodki zapach unosi się wszędzie, łaskocząc zielone liście sprowadzonych przez niego w to miejsce roślin.
Ogród w czterech ścianach.
Kiedy stał się tak bardzo sentymentalny?
Mieszał energicznie w garnku, obok na blasze ułożone były okrągłe ciasteczka czekające wyrośnięcia.
Gdzie był? Dla kogo to robił? Bo przecież nie dla siebie…
Spróbował zupy. Gęsta, korzenna i bardzo, bardzo słodka. Owoce dzikiej róży wciąż zachowywały swój kształt mimo obróbce termicznej. Intensywna kwietna woń wgryzała się w jego nos, jakby zanurzony był między płatkami ciężkiego kwiatu cieszącego oko w Poisy. Ale teraz nie był w Poisy. Teraz był tutaj był…
Łyżka zatrzymała się w połowie drogi. nyponsoppa musiała poczekać, bo jego wzrok padł na przygotowaną blachę.
Makaroniki.
Pasta migdałowa, cukier i kilka magicznych składników znalezionych w książce kucharskiej, Miały być smaczniejsze niż cokolwiek co położone zostało na podniebieniu.
Nie jego. Nie jego usta. Nie jego smak. Nie jego pokusa.
Przełknął ślinę, czując nagłą nerwowość. Przytulna kuchnia stała się nieoczekiwanie duszna. Zagrożenie nie będące zagrożeniem przebiegło po jego plecach. Wziął w dłonie blachę i odwrócił się do piekarnika. Patrzył w okno urządzenia. Ono patrzyło na niego. Ogień już wesoło tańczył. Jakby czekał, aby pożreć delikatne migdałowe opłatki. Czemu ta tradycyjna zupa wymagała makaroników? Czemu ją wybrał? Jak w ogóle ulepił masę tych ciastek, przecież o gotowaniu nie miał większego pojęcia niż to, że czasem trzeba coś podgrzać a czasem schłodzić, że czasem się dużo kroi a czasem dużo miesza. Za jego plecami bulgotała coraz głośniej zupa, a wampir stał sparaliżowany strachem przed czymś, czego wciąż nie mógł uchwycić w dłonie.