• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [Jesień 1972, senne mary 15.10 | Lucy & Gabriel] Róża i migdał

[Jesień 1972, senne mary 15.10 | Lucy & Gabriel] Róża i migdał
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
15.12.2025, 10:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2025, 12:11 przez Gabriel Montbel.)  
triggery: domestic fluff, hurt’n’comfort, cosy winter, słodkie tak bardzo, że zęby bolą

To nie był jego dom. To nie było jego łóżko. To nie było jego życie.

Pudrowy róż, przydymiony róż, damaszkowy… Nowa kuchnia nie musiała mieć wszystkich udogodnień niezbędnych śmiertelnikom. Gabriel za bardzo nie lubił gotować, czemu miałby? Ostatecznie żaden człowiek raczej nie zaufałby mu na tyle by pić czy jeść cokolwiek podanego trupio-zimną dłonią. Teraz jednak odkrył, ze krząta się po kuchni. Ubrany w biały fartuszek gotuje, a słodki zapach unosi się wszędzie, łaskocząc zielone liście sprowadzonych przez niego w to miejsce roślin.

Ogród w czterech ścianach.

Kiedy stał się tak bardzo sentymentalny?

Mieszał energicznie w garnku, obok na blasze ułożone były okrągłe ciasteczka czekające wyrośnięcia.

Gdzie był? Dla kogo to robił? Bo przecież nie dla siebie…

Spróbował zupy. Gęsta, korzenna i bardzo, bardzo słodka. Owoce dzikiej róży wciąż zachowywały swój kształt mimo obróbce termicznej. Intensywna kwietna woń wgryzała się w jego nos, jakby zanurzony był między płatkami ciężkiego kwiatu cieszącego oko w Poisy. Ale teraz nie był w Poisy. Teraz był tutaj był…

Łyżka zatrzymała się w połowie drogi. nyponsoppa musiała poczekać, bo jego wzrok padł na przygotowaną blachę.

Makaroniki.

Pasta migdałowa, cukier i kilka magicznych składników znalezionych w książce kucharskiej, Miały być smaczniejsze niż cokolwiek co położone zostało na podniebieniu.

Nie jego. Nie jego usta. Nie jego smak. Nie jego pokusa.

Przełknął ślinę, czując nagłą nerwowość. Przytulna kuchnia stała się nieoczekiwanie duszna. Zagrożenie nie będące zagrożeniem przebiegło po jego plecach. Wziął w dłonie blachę i odwrócił się do piekarnika. Patrzył w okno urządzenia. Ono patrzyło na niego. Ogień już wesoło tańczył. Jakby czekał, aby pożreć delikatne migdałowe opłatki. Czemu ta tradycyjna zupa wymagała makaroników? Czemu ją wybrał? Jak w ogóle ulepił masę tych ciastek, przecież o gotowaniu nie miał większego pojęcia niż to, że czasem trzeba coś podgrzać a czasem schłodzić, że czasem się dużo kroi a czasem dużo miesza. Za jego plecami bulgotała coraz głośniej zupa, a wampir stał sparaliżowany strachem przed czymś, czego wciąż nie mógł uchwycić w dłonie.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#2
16.12.2025, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2025, 00:50 przez Lucy Rosewood.)  
Pieniek Yule. Pieniek Yule. Pieniek Yule.
Z jakiegoś powodu musiała upiec pieniek Yule.


Weszła do różowej kuchni w starodawnej, czerwonej sukience. Chyba założyła ją kiedyś na Yule, gdy była jeszcze człowiekiem. A może nie? Zresztą jaka sukienka? Teraz miała na sobie prostą czarną spódnicę i kolorystycznie pasującą do niej koszulę, a także różowy fartuch w kwiatki, zupełnie takie same jak obecnie dekorowały jej kuchnię. Obok niej, na krześle obok którego przechodziła, wisiał drugi, bliźniaczy fartuch, jakby czekał, aż ktoś go wreszcie założy.

Nie było to teraz istotne. Teraz musiała upiec pieniek Yule.
Na całe szczęście w kuchni był już Gabriel.
– Oh świetnie – powiedziała zaglądając mu przez ramię do piekarnika. – Makaroniki. Kocham makaroniki. Jeśli chcesz możemy potem zrobić z makaroników oczy dla pieńka na Yule.

Stanęła przy blacie i zaczeła wyrabiać czekoladowe ciasto. Coś obok bulgotało, ale nie do końca wiedziała co, bo była przecież zajęta pieńkiem Yule. A gdyby nadziać go również sokiem malinowym, tak aby wyglądał jak krew? To zdecydowanie spodobałoby się Gabrielowi, a jej z jakiegoś powodu coraz bardziej zależało na tym, aby i on również polubił słodycze.

Wylała ciasto na tacę i wsadziła je do drugiego piekarnika, który w całości pokrywały róże. Spojrzała na Gabriela i uśmiechnęła się.
– Teraz tylko czekać – powiedziała wciąż wpatrując się w niego i na chwilę zapominając, że były w ogóle jakieś czekoladowe pieńki Yule do przygotowania. Piekarnik jednak wydał z siebie cichy odgłos na znak, że ciasto było gotowe.

Rzut na przygotowanie potrawy, rzemiosło I

Rzut O 1d100 - 38
Akcja nieudana


Jedna z oplatających piekarnika róż zafalowała, a następnie jednym ze swoich liści, niczym zieloną rączką, otworzyła piekarnik. Ich oczom ukazało się ciasto. Stanęło w płomieniach.
– Uważaj! ‐ krzyknęła, łapiąc Gabriela z rękę, aby odciągnąć go jak najdalej od źródła pożaru.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#3
28.12.2025, 12:38  ✶  
Uśmiech jak gwiazda.

Dłonie jak białe gałązki.

Teraz tylko czekać

Usłyszał jej słodki głos i zapomniał o tym, że miał pilnować palnika, tak łatwo można było zapomnieć o wszystkim, gdy byli w ogrodzie, otoczeni różami, a spośród wszystkich kwiatów ona była tym najpiękniejszym.

Nagle jednak część z kwiatów zafalowała ciepłem powietrza, gorący podmuch spalenizny uderzył w ich dość chłodne twarze. Płomienie szybko pierzchły jednak wobec wybuchu białych płatków popiołu.

Białych płatków śniegu.

Wciąż trzymał ją za rękę, a drugą wygładzał lico bałwana, którego właśnie kończył lepić. Ciężko było mu oderwać wzrok, choć powinien bardziej skupić się na rzeźbie.

daj nam…

daj nam jej ciało
.

jej skórę… daj…

Znajomy szept, ten który nawiedzał go w snach, ten który nawiedzał go w koszmarach, szept tysiąca gardeł, tysiąca dusz zaklętych w plugawej figurze.

- Nie! - krzyknął nagle z całych sił odwracając się do śniegowej figury. Lepił ją przed chwilą przecież z taką wytrwałością i teraz kończył, ostatnie detale. Trzy kule, guziki z węgielków i wzory, zagmatwane wzory, miniaturowe części ciała, w tym przypadku kule, bardzo, bardzo dużo okręgów wyrytych pieczołowicie na wielkiej śniegowej kuli. To nie miało znaczenia. Odepchnął ją mocno w zaspę śnieżną i rzucił się w stronę bałwana tłukąc go zajadle, depcząc, gryząc, rozszarpując na strzępy, aż nie pozostał po nim najmniejszy ślad.

Tu… na zboczu wzgórza na którmy królowało opactwo Northanger.

Głosy ucichły. Biel zawirowała przed oczami. Odetchnął pełną piersią, wpuszczając mróz w swoje martwe tkanki. Nie mógł pozwolić drugi raz na ich spotkanie, nie mógł dopuścić do tego, by coś znów jej zagrażało z jego strony. Nie mógł…
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#4
29.12.2025, 00:47  ✶  
Pieniek Yule.
Miała upiec pieniek Yule.
Pieniek Yule.
I nagle już w ogóle nie był pieńka Yule.

Ale nie było też pożaru. Zamiast pożaru były bowiem płatki śniegu.
Lucy spojrzała w górę, na otware, ciemne niebo z którego sypały się delikatne drobinki białego puchu. Uniosła wolną dłoń do góry, aby kilka śnieżynek osadziło się na jej ręku
, ale szybko straciła tym zainteresowanie, gdy zorientowała się, że drugą dłonią dalej trzyma Gabriela.
Przeżyli. On przeżył. Teraz byli na śniegu i wszystko było dobrze. Naprawdę nie chciała przecież, aby Gabriel umarł, gdy udało jej się wyciągnąć go z okowów własnych autodestrukcyjnych myśli. Było dobrze. Ona patrzyła na śnieżki, a on lepił bałwana. Scena niczym z pocztówki. Dwa wampiry spędzające czas na śniegu. Kiedy w ogóle ostatnio miała okazję, aby się zatrzymać i pomyśleć, że śnieg jest tak piękny?

Nie.

I nagle była w zaspie, a Gabriel walczył z bałwanem. Lucy szybko wygramoliła się ze śnieżnej fałdy i cudem udało jej się uniknąć lecącej w jej stronę gałązki - pozostałości po bałwanie. Powoli podeszła do Gabriela. Śnieg chrzęścił jej pod nogami.
– Nic ci nie jest? – bardziej stwierdziła niż spytała, rozważając czy położyć mu dłoń na ramieniu, ale zrezygnowała z tego pomysłu. – Wszystko jest dobrze. Jesteśmy bezpieczni.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#5
29.12.2025, 17:35  ✶  
Śnieg, śnieg, zewsząd sypał śnieg i wśród tej śnieżnej zawiei walczył o nic, po nic z wytworem swojej wyobraźni, ze wspomnieniem z traumą leczoną ponad setką lat odosobnienia. Śnieg otaczał go białym wirem, śnieg pod nim, nad nim, nie widział już nic ponad biel i czekał na rozbryzg krwi, na gałęzie wbijające się pod skóre, na dopełnienie koszmaru.

Śnieżyca ogłuszała ciszą, lodowe odłamki kaleczyły skórę


Nic Ci nie jest?

Głos pośród głuszy. Czerwień pośród bieli. Czerwień sukni, czerwień warg, czerwień słodkiego życia które nie uszło z niej ani tamtej ani trj nocy.

Ona się zawahała, w nim nie było przestrzeni na zwątpienie. Otulił ją ciasno, jak chochoł otula zimą róże, niegodny jej piękna, niezbędny do ochrony wrażliwych tkanek. Nie mówil nic ukrywając twarz w załomie długiej szyi.

Trwało to moment. Dwieście lat. Wieczność.

– Mówiłem Ci żebyś uciekła – wyszeptał po francusku, wyszeptał drżąco w jej chłodną mrozem szyję, jakby ktoś z pierwszego rozdziału ich opowieści skoczył do ostatniego, omijając wszystko co wydarzyło się pomiędzy.

Zamieć ustała. Biel otaczała ich puchową pierzyną, lśniąc mroźnym blaskiem odbijanej pełni lśniącej nad głowami, bielą skrytą za setką drzew. Las chronił ich, las czuwał. Las pochylał się odgradzając od całego świata. Las słuchał...
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#6
29.12.2025, 22:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2025, 22:55 przez Lucy Rosewood.)  
Śnieg wirował wokół nich coraz mocniej, ale cała uwaga Lucy była obecnie skupiona na wampirzej sylwetce, która ukryła twarz w zgłębieniu jej szyi. Odruchowo objęła go w pasie i przysunęła do siebie, jakby bufiaste rękawy jej staromodnej sukni mogły ochronić go przed czymkolwiek właśnie próbował się ukryć.
A ja powiedziałam że cię uratuję ‐ przemknęło jej przez myśl i jakie było jej zdziwienie, gdy wampirzyca odkryła, że tak naprawdę rzeczywiście wypowiedziała te słowa na głos i nie brzmiały one tak tandetnie jak bała się, że zabrzmią.

Gdy poczuła, że śnieg się uspokoił rozejrzała się po okolicy i dostrzegła, że oto byli właśnie w lesie. Nie był to jednak zwykły las, bo Lucy dostrzegła, że pomiędzy gałęziami drzew wyrastała prawdziwa plaga jemioły.
– Pasożyty – mruknęła pod nosem, nawet nie zauważając że uspokajająco gładziła Gabriela po plecach. Nie znała się na roślinach. Właściwie to bardzo długo była przekonana, że jemioła to drzewo, ale w jednej ze swoich kryminalnych książek wyczytała, że symbol romantycznych pocałunków był w rzeczywistości pasożytniczą rośliną która coś tam coś tam i coś tam coś tam. Botaniczne fakty nie były przecież ważne.
– I będę cię ratować – powiedziała zamiast tego, aby nie myślec już więcej o jemiole.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#7
01.01.2026, 13:18  ✶  
Słowa otulały jak śnięto otulał świat. Brak liści był w pewien sposób bolesny, ale zima była czasem odpoczynku i regeneracji. Biel. Czerń. A wśród tego czerwień…

Zatopił swoje palce w jej włosach, opuszkami palców łagodnie rozmasowując skórę. Sploty puszczały pod naporem delikatnej, nienachalnej przyjemności, która była w takim samym stopniu dziwna, obca, co perfekcyjnie znajoma. Kojące gesty, dla niej, dla niego.

Czerwona wstążka zaplątana w palce, soczystym karminem osładzająca przestrzeń.

Jej szyja nie niosła pulsu, kuszącej obietnicy posiłku, przedłużenia życia, zachowania ciągłości wampirzej egzystencji. A jednak miał wrażenie, że jej obecność wciąż stanowi coś istotnego, esencję. Przetrwanie.

Czerwone wstążki łagodnie falowały na wietrze, spokojnym oddechu świata, po minionej śnieżycy. Czerwone kokardy zdobiły jemioły zawieszone na rusztowaniu sufitu utworzonego ze splecionych gałęzi pochylających się nad nimi drzew.

Jej słowa, tembr głosu tak słodki nawet gdy mówiła o pasożytach, w pierwszej chwili nie chciał nawet rozumieć o co konkretnie chodzi.

- Do trzech razy sztuka? - zapytał miękko odsuwając się powoli, na zdecydowanie mniejszą odległość niż być może powinien chcąc przecież jeszcze kilka dni temu tak rozpaczliwie pozostawić ich stan przyjacielskim. Teraz jednak miał poczucie, jakby czubkiem nosa gładził najmiększe z płatków ukochanych róż. Jakby mógł poczuć jej słodki zapach i przez moment, przez krótki moment poczuł się tak, jakby jego zbyt długie życie wypełnione bluźnierstwem i zbrodnią znalazło się w odwróceniu.

Jakby znów miał duszę.

- Wiesz, że to przynosi pecha? Gdy nie podąża się za obyczajem? - błękitne oczy zapadały się w spojrzeniu kobiety, która w przeciwieństwie do młódki sprzed dwóch wieków czuła już egzystencjalny ciężar i wszechogarniający nihilizm. Taplała się w pytaniu „Po co?”, ciężar powiek każdego zmroku stawał się coraz trudniejszy do powstrzymania. Zrozumienie. Wzjamność. Magia, której nigdy nie oczekiwał się w swoim życiu spotkać. Nigdy więcej.

Dłonią objął porcelanowy policzek, nie potrzebował podnieść oczu by widzieć poszum trwających w oczekiwaniu jemioł. Mroźne powietrze wzbiło śnieg, iskrzącą mgiełką, gdy w końcu przełamał ostatni blat lodu, całując miękkie usta. Ani ciepłe, ani zimne. Takie same jak jego.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#8
02.01.2026, 16:25  ✶  
Nie wiedziała, jak Gabriel mógłby odpowiedzieć na jej stwierdzenie, wpatrywała się więc w niego z ciekawością, nie odrywając wzroku od wampira nawet wtedy gdy wsunął palce w jej włosy.

– Trzech? – spytała unosząc lekko brew, próbując wymyślić jakąkolwiek błyskotliwą odpowiedź, ale bliskość Gabriela była zdecydowanie zbyt rozpraszająca i to nie w ten typowy dla ich znajomości sposób, kiedy jej myśli skupiały się na tym jak najlepiej wywrócić oczami słysząc jego komentarz, a na tym jak jego własne oczy obecnie błyszczały.


Na chwilę, niechętnie, zabrała od niego wzrok, aby spojrzeć na udekorowanej w kokardkę roślinne pasożyty.
Głupia tradycja.
Głupia, bo chociaż chciała go wyśmiać, powiedzieć że oni chyba oboje i tak mają już na tyle pecha w życiu, że nawet gdyby skazali się na kolejną jego porcję, to prawdopodobnie wszystko by się ładnie wyzerowało, to nie potrafiło przejść jej to przez usta.

Głupia, bo wbrew wszystkiemu, chciała spróbować. Chciała, aby w tej chwili nachylił się nad nią i aby ta głupia tradycja się dopełniła, bo wpatrywanie się w tę głupią, przystojną twarz i głupie piękne oczy, sprawiało, że czuła jakby ktoś przewiązał tymi głupimi wstążkami jej własnej głupie serce, raz po raz zaciskając je wokół martwego organu, aby spróbować zmusić je do życia, a głupi mózg podpowiadał jej, że jeśli tylko go pocałuje to ucisk zniknie.

Głupia, bo z każdym powtórzeniem słowa głupi coraz bardziej docierało do niej, że Gabriel był wieloma rzeczami, ale zdecydowanie nie był głupi i niesamowicie irytowało ją to, że nie potrafiła znaleźć słów, aby lepiej go opisać.

Wreszcie ujął jej policzek i wreszcie ich wargi złączyły się, a Lucy zapomniała już zupełnie o jemiołach, pieńkach Yule, czy też pożarach, skupiając się na zapamiętaniu każdego aspektu tego momentu. Jego dotyk. Temperaturę ust. Ich miękką fakturę. I wreszcie, na krótką chwilę, ucisk w sercu zniknął.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#9
02.01.2026, 22:58  ✶  
Kontakt.

Dotyk.

Tęsknota zmieszana z pragnieniem.

Obsesja z uwielbieniem.

Tak łatwo było zapomnieć.

O jemiole. O śniegu. O drzewach kołyszących się cichą melodią. O księżycu. O grawitacji. O sensie, gdy cały sens skupiał się na tym banalnym, wciąż czułym, wciąż wysyconym wibracją starszą niż czas gestem.

Był czas, kiedy ciął jej skórę rytualnym nożem, był czas kiedy to w niego wnikały cierniste pnącza. A gdyby tak...?

Nie wiedział jak, nie czuł się tak nigdy, odrealniony, upojony onirycznym uniesieniem, bezmyślnością odczucia, a może jego nadmiarem przepełniającym każdą martwą od wieków cząsteczkę jego umęczonej jaźni.

Byłby niebywalne głupi gdyby się odsunął. Gdyby przestał wierzyć, że szczep się przyjął, a oni mogliby być jednym krzewem. On wnikający w jej korzenie, ona w jego, nie miało to znaczenia. Objął ją ciaśniej. Zachłanniej. Prawidziwiej, choć nic nie było tu prawdziwe, poza surową tkanką uczuć, tak pieczołowicie obśmiewanych i bagatelizowanych w ostatnich dniach.

A jeśli jutro to wszystko miałoby okazać się tylko snem... - pomyślał sobie, wciąż nieświadom, że śni, –...to nie chcę się budzić wcale.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#10
05.01.2026, 14:58  ✶  
Był czas kiedy miała go za niezwykle czarującego hrabiego, kogoś kto mógł jej wreszcie pokazać prawdziwe uroki wampirzego życia – to czego żaden z ich pobratymców nie był w stanie wcześniej osiągnąć.

Były czasy kiedy miała go jednocześnie za hedonistycznego wariata, opętanego szaleńca i ofiarę, nawet jeśli nie całkowicie niewinną, plugawego artefaktu, którą należało uratował.

Były też oczywiście czasy, gdy zastanawiała się czemu fikcyjnie detektywi tacy jak Sherlock Holmes i Hercules Poirot mieli Watsona i kapitana Arthura Hastinga, jako swoich raczej dość przyziemnych towarzyszy, a jej, prawdziwej detektyw, przypadł w roli partnera ktoś tak abstrakcyjny jak Gabriel.

A teraz najwyraźniej nastały czasy, kiedy myślała tylko o tym, że właśnie go całuje. Dała mu się objąć, samej wczepiając palce w okrywającą jego ramiona tkaninę. Serce ponownie zamarło w satysfakcjonującym spokoju, takim samym jak wtedy gdy wszystkie elementy sprawy wreszcie wskakiwały na swoje miejsce, jakby zbierało siły na te wszystkie myśli, które ją nadejdą, gdy tylko ponownie zacznie logicznie myśleć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (1853), Lucy Rosewood (1734)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa