• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1962] Nic nie łączy ludzi lepiej niż kryminalna przeszłość

[1962] Nic nie łączy ludzi lepiej niż kryminalna przeszłość
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
20.12.2025, 21:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 21:51 przez Brenna Longbottom.)  
Peterburg był zaskakująco gwarny, nie aż tak straszliwie zimny, jak spodziewała się Brenna, na ulicach nie było żadnych niedźwiedzi, nikt nie chodził w futrzanych czapach (może dlatego, że mieli początek lata), wiele budynków malowano na intrygujące kolory, i było tu znacznie więcej wody niż sobie wyobrażała.
W jego magicznej części było też bardzo łatwo się zgubić.
Nie planowała tego. Dała matce słowo, że będę – grzeczna – naprawdę – mamo – tak – nie – będę – szukała – kłopotów – słowo - honoru. I bardzo grzecznie trzymała się swoich „opiekunek”, czyli córki jednej z rodzin, z którymi mama omawiała szczegóły umów, dotyczących zapewne dostaw rzadkich składników i innych nudnych i niezrozumiałych dla Brenny rzeczy, oraz starszej Rosjanki, co do której Brenna nie miała pojęcia, kim ta była, bo kobieta ledwo mówiła po angielsku. Ale najwyraźniej nawet jeżeli Brenna nie szukała kłopotów, to kłopoty znajdowały ją, bo gdzieś w tłumie ludzi komuś uciekł smoczoognik, podpalił jakiś kosz, ktoś krzyknął, ktoś popchnął jedną z jej towarzyszek… a chwilę później, kiedy zamieszanie się uspokoiło, okazało się, że jest sama. W obcym mieście, obcym kraju, którego języka nie znała, i w którym panowały obyczaje trochę różniące się od tych z Anglii, a już na pewno od tych z Doliny Godryka.
Brenna podeszła jednak do tego niemalże z filozoficznym spokojem. Kręciła się z początku w pobliżu miejsca, gdzie się rozdzieliły, z nadzieją, że zdoła je znaleźć, ale po niemal godzinie straciła cierpliwość i postanowiła wziąć sprawy we własne ręce. Zaczęła więc po kolei wchodzić do pobliskich sklepów, z nadzieją, że może któryś sprzedawca pozwoli jej skorzystać z sieci Fiuu – miała przy sobie parę monet – ale tu natrafiła na problem pt. świat mnie nienawidzi i nikt z nich nie umie mówić po angielsku. Nie znając okolicy, nie potrafiła nawet znaleźć z powrotem przejścia do niemagicznej części miasta, gdzie być może udałoby się jej uzyskać pomoc: zatrzymali się tam na chwilę i była prawie pewna, że słyszała kogoś z obsługi mówiącego po angielsku. Wciąż jeszcze nie wpadała w panikę, z typową dla siebie nadmierną pewnością, że przecież doskonale sobie poradzi i nic złego nie może się stać. Poza tym była absolutnie pewna, że matka prędzej czy później zacznie jej szukać i jak już zacznie, to znajdzie, a wtedy… wtedy Brenna pewnie pożałuje, że została znaleziona. Chociaż to absolutnie nie była jej wina.
Ale niebo zaczęło powoli ciemnieć, choć latem zmierzch nadchodził późno, na ulicach powoli ubywało ludzi, a Brenna choć lubiła przygody, nie była pewna, czy taką będzie nocleg na ulicach Peterburgu.
Trudno powiedzieć, co nią kierowało, kiedy postanowiła wdrapać się na ogromny pomnik, ustawiony na środku ulicy, z człowiekiem siedzącym na koniu. Może miała nadzieję, że wtedy łatwiej ją dojrzą, jeżeli będą jej szukać. A może że wypatrzy jakiś punkt charakterystyczny i zdoła trafić do tego przejścia…



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#2
21.12.2025, 13:18  ✶  
Petersburg był ogromnym miastem i rzeczywiście łatwo było się w nim zgubić. Tylko dlaczego to on miał znaleźć jakąś gówniarę, która не говорила ни слова по-русски? Co za upierdliwość z tymi babami. Jednak to był rozkaz od ojca. A jego rozkazu były...No były. Nie można było ich obejść, zlekceważyć. Ojciec był jak prawdziwy dyktator i choć Alexander nie lubił tego jego podejścia to wiedział, że ma ono sens. Jeśli przyprowadzi dziewczynę całą i zdrową do domu, to może te negocjacje będą bardziej korzystne niż początkowo sądzili. I jako posłuszny żołnierz w walce ojca, w swojej własnej walce, wyruszył na poszukiwania tej całej Bra... Bri... Br... Brenny! O właśnie! Brenna. Co za dziwaczne imiona nosili w tej Anglii. Jak trzeba nienawidzić własne dziecko, żeby dać mu tak na imię. Alexander pokręcił głową z niedowierzania i opuścił dom. Lepiej, żeby się jak najszybciej odnalazła.
Więc Alexander przemierzał ulice magicznego Petersburga, spokojnie uważnie, dopytując kilka osób czy nie widzieli może jakiejś dziwnej czarownicy pytającej o drogę. Jak się za chwilę okazało, była taka co nie potrafiła słowo po ludzku wypowiedzieć, biegała to tu to tam, a potem... Potem po prostu zniknęła i nikt jej nie widział.
сука! - warknął do siebie kiedy zaczynało się już ściemniać. Szukał jej już... Sam nie wiedział jak długo. Miał już szczerze dość tego całego zamieszania, chciał wrócić do domu. Był poirytowany, zmęczony, zgrzany tym ciągłym chodzeniem. Stanął więc pod jakimś pomnikiem, oczywiście, że był to pomnik komunistyczny. Większość pomników, która się ostała po rewolucji, została zamieniona na odpowiedniki komunistyczne. Jako, że alexander był czystej krwi to nie bardzo mu to całe braterstwo i ta cała równość, pasowały. Nie było równości. Była siła, władza i potęga. Pokręcił jednak głową do swoich myśli i spojrzał w niebo, wzdychając cicho. Musi się wziąć za szu...
-блядь. Что это должно означать? - wyrzucił z siebie na głos, kiedy w końcu zauważył, że na pomniku, o który dopiero co się Alexander oparł, ktoś stał. Nikt raczej nie zwracał na to uwagi, bo mało kogo obchodził ten pomnik? Ludzie którzy tu mieszkali widzieli go już tyle razy, że nie musieli jakoś specjalnie się mu przyglądać. Po prostu tam... był.
Jednak tym razem zdobiła go ludzka postać. Kobiety, młodej, która idealnie pasowała do opisu, którego dostarczył mu ojciec.
-Brenna? Co ty do cholery robisz na pomniku? Złaź zanim ktoś ściągnie Cię siłą. Jestem Alexander. Alexander Aristov.
I tyle. To powinno wystarczyć. Załatwić sprawę. Zabiera ją do domu i niech tam wraca do tej swojej Anglii, do Londynu czy innego dziwnego miasta. Zanim wpakuje się w znacznie większe kłopoty niż łażenie po pomniku. Alexander nie wiedział jak w Londynie, ale w Petersburgu, zwłaszcza po zmroku, na niektórych ulicach potrafiło być rzeczywiście bardzo niebezpiecznie. A on nie miał zamiaru się bawić po nocach w jakieś dziwne podchody i wracanie okrężnymi drogami. Im szybciej wrócą, tym lepiej dla nich obojga.
-No już. Nie mamy całego wieczora. Twój ojciec się martwi. - powiedział Alexander szybko, choć w zasadzie to nie wiedział czy to prawda. To Aristov Senior podszedł do niego z prośbą o odnalezienie Brenny. Z jej ojcem nie widział się wcale, więc nie miał pojęcia jakim człowiekiem jest. Może wcale nie dbał o swoją córkę? W zasadzie nie zdziwiły się. Widział już niejedną taką sytuację. Machnął na to na razie ręką. Na nic mu takie myślenie. Nie teraz.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
21.12.2025, 13:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2025, 13:39 przez Brenna Longbottom.)  
Gdyby zadał pytanie o jej imię na głos, pewnie z kamienną twarzą wyjaśniłaby, że tata bardzo lubi miecze, a poza tym Gryffindor kojarzył się mu z ogniem, i potem jeszcze zapomniała dokładnie wyjaśnić, co to ma wspólnego z imieniem. Ale były to tylko myśli Alexandra, w dodatku gdy się odezwał – sprawiając, że Brenna, która wdrapała się na konia za plecy nieznanego jej bohatera rosyjskiego, czarodziejskiego świata, spojrzała na niego z góry – też nie miała pojęcia, co do niej w tym dziwnym, szeleszczącym języku mówi. Mógł ją na przykład obrażać albo wyklinać za chodzenie po miejscowych pomnikach.
Zaraz potem padło jednak jej imię, wypowiedziane z mocnym akcentem, i rozpromieniła się jak małe słoneczko, bo wyglądało na to, że oto natrafiła na jedną z osób, które zostały posłane na jej poszukiwania. Może powinna być bardziej podejrzliwa, ale nazwisko brzmiało znajomo, zdaje się, że jakiś Aristov miał być na dzisiejszym spotkaniu rodziców, a poza tym wątpiła, by przypadkowi porywacze młodych dziewcząt zgadli jej imię i jeszcze mówili po angielsku.
– Sprawdzam, czy da się go ukraść. Zawsze chciałam mieć własnego konia, takiego jak mają rycerze. Chociaż trzeba by go przemalować na biało – odparła radośnie po angielsku, nieco głośniej, żeby mógł ją usłyszeć mimo dzielącej jej odległości. – E tam, kto by tutaj za mną wlazł?
A potem pochyliła się trochę, i uśmiech zamienił się w wyraz zamyślenia.
Otóż miała rację, bo wejść na ten pomnik niewątpliwie było trudno – i pewnie dlatego ten i ów na nią spojrzał z niedowierzaniem czy nawet oburzeniem, być może podyktowanym tym, że czarodziejki w Rosji raczej nie uczyły się wspinania, i w ogóle ich program edukacji był inny niż chłopców.
Ale zejść było jeszcze trudniej.
– Tata… tata to się pewnie martwi, ale ja bym się martwiła mamą… – westchnęła. – Ten, odsuniesz się trochę? Bo jak tak patrzę, to sobie myślę, że jeśli stąd spadnę, nie chcę wylądować ci na głowie. Jak coś to mam wprawę. W spadaniu. Nie lądowaniu na cudzych głowach. Chociaż to też się zdarzyło.
Na głowie biednego Prewetta dodajmy. Chyba że liczyć też drugiego Prewetta, ale na niego skoczyła absolutnie celowo, żeby go wywrócić… w każdym razie bardzo nie chciała przypadkiem połamać Alexandra, bo jeszcze okazałoby się, że wywołała jakiś incydent międzynarodowy, albo przynajmniej ktoś się wnerwi i zepsuje ten cały interes z dostawami.
A potem chwyciła jedną rękę ramię bohatera rosyjskiego, by zsunąć się najpierw z konia na postument, a potem zeskoczyć z postumentu na ziemię.

af, na ile zgrabnie to złażenie wyjdzie
Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana


Nie poszło do końca tak, jak zamierzała.
Z konia owszem, zlazła, za to gdy zeskoczyła z postumentu, straciła równowagę i padła na kolana, u stóp Alexandra. Z nieprzyjemnym odgłosem i cichym sykiem, który wydała w chwili, w której rozbiła sobie kolano. Uniosła je, teraz przyjmując pozycję, jaką przyjąłby rycerz oddający hołd lenny zwierzchnikowi, tyle że ona zamiast oddać rzeczony hołd, klęcząc na jednym kolanie, zerknęła na drugie kolano, całe we krwi. I westchnęła. Oj, trzeba będzie ukrywać to przed mamą...
- Cześć, miło cię poznać - przywitała się jednak zaraz, wyciągnęła ku niemu rękę, jakby chciała ją potrząsnąć, ale zaraz ją cofnęła. - A, przepraszam, nie chcę cię ubrudzić krwią.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#4
21.12.2025, 14:20  ✶  
Jakby... Proszę mnie tutaj nie zrozumieć źle. Alexander był BARDZO zadowolony, że w końcu udało mu się ją znaleźć, ale absolutnie nie wyrażał tego swoją miną. Wyraz miał chłodny, kompletnie zimny, jedynie oczy wyrażały cokolwiek. Bo były tak wytrzeszczone w szoku, jakiego jeszcze nigdy nikt w życiu nie doświadczył. Nie dość, że dziewczyna bezcześciła pomnik, a za taki czyn można było wylądować na noc w celi, a to najlżejsza z możliwych kar, to jeszcze pyskowała, chociaż raczej tłumaczyła się dowcipnie. Gdy w końcu postanowiła odpuścić temu czarodziejo-rycerzowi to...
Alexander jakby w spowolniony tempie oglądał jej poczynania. Nie odezwał się słowem na jej małpiarskie wspinaczki, nie odezwał się też, gdy Brenna spadała z pomnika. Spodziewał się wszystkiego, no prawie wszystkiego. Jakby gładko zeskoczyła z pomnika z saltem. Obrotem wokół własnej osi, nawet jakby wylądowała z telemarkiem. Może nawet wtedy zaklaskałby, wystawił notę z dziesiątką i dał jej jakiś medal. Ale nie spodziewał się tego. Lotu jak kamień w wodę, twardego upadku, zdartego do krwi kolana.
-Anglicy. - powiedział bardziej do siebie, kręcąc z niedowierzaniem głową. Kilka osób spojrzało się na nich ewidentnie zainteresowani tym całym mini wydarzeniem. Ot taki evencik, na jednej z bardziej ruchliwych magicznych ulic. Taki tam śmieszny happening. Panna Brenna najwidoczniej wiedziała jak zwrócić na siebie uwagę. I chcąc czy nie chcąc musiał przyznać jej jedno. Miała jaja tak zeskakując z pomnika. Mogła być kilka lat młodsza od niego, ale miała więcej odwagi niż niejeden młodzieniec, których Aristov znał. Albo po prostu była głupia.
-Za tak zuchwałą kradzież mogliby Cię zabić na miejscu. To nie Brytania. - powiedział do niej, gdy ta składała mu ten dziwny hołd lenny. Rzeczywiście reżim komunistyczny może i nie przeniknął całkowicie do czarodziejskiego świata, ale nadal bardzo mocno na niego oddziaływał. A kradzież, nawet jeśli był to żart, była karana bardzo surowo. Z jednej strony równość i braterstwo, ale z drugiej strony twoim największym wrogiem jest twój własny sąsiad. Jednak, gdy tylko dziewczyna wyciągnęła do niego zakrwawioną rękę on uścisnął ją natychmiast, pomagając jej wstać, podnosząc ją do pionu.
- Nie boję się krwi. Krew to wydzielina jak każda inna, jak pot, jak łzy. - czy Alexander był szorstki w obyciu? Może niekoniecznie szorstki co chłodny. Nie ma się czemu jednak dziwić. Robił coś co mu rozkazano, czego nie do końca chciał robić. Uważał, że to strata czasu. Choć to, ze znalazł ją przypadkiem wskazywało raczej na to, że nikt inny nie potrafił tego zrobić przed nim. A to przecież nie tak, że szukał jej sam. -Nie znam za bardzo twoich rodziców, więc ciężko mi jakoś lawirować w rzucaniu konkretnych stwierdzeń na ich temat i nie chciałbym się też wypowiadać o nich niekorzystnie, ale czy... No nie wiem. Nie powinni Cię pilnować lepiej? Zwłaszcza w obcym kraju?
Uniósł delikatnie swoje brwi, wpatrując się jej buzię, jakby szukał tam jakiegoś znaku. Może dziewczyna próbowała uciec z domu, a on teraz pokrzyżował jej plany? Może chciała dołączyć do komunistycznych braci i razem rozlać, czerwoną wolność na cały świat, razem ze swoimi товарищи. Jeśli tak to bardzo mu przykro, ale wracają do domu. W tej chwili. Alexander opuścił swoją dłoń, odwracając się w stronę, z której przyszedł.
- Musimy się pośpieszyć. Te ulice nie są bezpieczne, dodatkowo panują godziny policyjne. Choć to nie powstrzymuje bandytów i innych ciemnych typków przed napadaniem, na piękne młode damy, zwłaszcza na takie zza granicy, które gubią się na mieście, nie znając ani słowa po rosyjsku. - rzucił, nie odwracając się do niej, ale chwila. Czy to co było słychać w jego głosie, to było rozbawienie? Może... odrobinkę? W zasadzie jak często szukasz zagubionej dziewczyny, a ona spada zaraz przed Tobą na kolana, schodząc z pomnika? Nie wiem jak w Anglii ale w tutaj w Radzieckiej Rosji raczej nie był to częsty widok.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
21.12.2025, 15:02  ✶  
Przy pytaniu czy była odważna, czy głupia, prawdopodobnie właściwa odpowiedź brzmiałaby: dlaczego nie oba? Poza tym słabo orientowała się w realiach, bo nawet jeśli wyjaśniono jej podstawy, wepchnięto „odpowiednie” ubrania i kazano bezwzględnie trzymać się opiekunów, to nie żyjąc w tej okolicy, nie pojmowała, jak to tak naprawdę wygląda. Zwłaszcza w niemagicznej części Rosji (do której zakazano się jej zbliżać, bo jako Angielkę prawdopodobnie błyskawicznie by ją aresztowano jako szpiega albo coś równie absurdalnego).
– Och, ten jeździec i tak by mi go pewnie nie oddał. Ale zapamiętam – obiecała, postanawiając zapytać potem kogoś, czy faktycznie w magicznej Rosji zabijają za kradzieże. Jeśli tak, to nic dziwnego, że dziadek był przeciwny robieniu interesów z Rosjanami i chyba wspomniał nawet coś o dzikim kraju. – Nie byłam z rodzicami. Tylko z córką naszych gospodarzy i z jej… eee… nianią? Boną? Przyzwoitką?
Nie była pewna, bo dziewczyna miała około osiemnaście lat, jeśli dobrze się zrozumiały (a rozmawiały mieszaniną angielskiego, rosyjskiego i gestów, bo wprawdzie panienka znała angielski, ale nie na tyle, by posługiwać się nim biegle), i chyba była za duża na nianię, ale tutaj miewali dziwne obyczaje.
– W każdym razie komuś uciekł smooczognik i coś podpalił, i chyba ktoś tego kogoś aresztował, nie wiem czy za podpalenie, czy za samo posiadanie smoczoognika, nie wiem, czy je tu hodujecie, ktoś popchnął tę nianię, a potem wszyscy się przepychali i próbowali odejść na boki, ktoś coś bardzo krzyczał, ale nie mam pojęcia, co, więc… nagle byłam sama – wyjaśniła. Poprawiła szatę przy okazji, żeby zakryć poobijane kolano i ruszyła w ślad za Alexandrem bez większego wahania, bo chociaż jej instynkt samozachowawczy rzadko działał, jak trzeba, to nawet ona wyczuwała, że tutejsza atmosfera jest zupełnie inna niż ta panująca na Pokątnej. Może była to sprawa kultury, a może tej przedziwnej mieszanki właśnie, gdy z jednej strony mieli tę całą radzicką Rosję, z drugiej ogromnie wpływowe rody czystej krwi, pewnie niechętne do uznawania jakichś tam równościowych haseł. Nie wiedziała: za mało znała obyczajowość i historię tej części Europy, a już zwłaszcza tę mugolską, nie miała też pojęcia, jak trudno było w ogóle załatwić jakiekolwiek kontakty ze składnikami z tych obszarów. Drugą wojnę znała głównie z opowieści o bombardowaniach Londynu oraz historiach o Grindelwaldzie, którego pewnie tutaj niektórzy popierali...
Ale była jeszcze za młoda i trochę za głupia, aby groźba ciemnych typków zadziałała tak jak powinna.
– Jestem pewna, że nie spuszczą mnie już z oka do końca wycieczki, więc ciemne typki nie będą miały szans – westchnęła, skręcając za Alexandrem w uliczkę. Dłoń wsunęła do kieszeni, ku różdżce, raczej odruchowo niż bo naprawdę spodziewała się jakichś typków, ale…
Ledwo po kilkunastu krokach przyspieszyła nieco, by się z nim zrównać. Mimo wszystko była córką gliny. Sama chciała być gliną. Bywała beztroska, ale też naprawdę zwracała uwagę na otoczenie.
– Ci trzej za nami idą od placu, czy mi się wydaje? – spytała, już poważniej, ale wciąż bardzo spokojnie. Może usłyszeli, że gadają po angielsku i się im to nie spodobało. Albo uznali ich za łatwy cel. Albo tylko się jej wydawało.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#6
21.12.2025, 15:41  ✶  
Cała ta jej opowieść wydawała się Alexandrowi dość chaotyczna, ale w zasadzie to ludzie w stresie często mówili dość nieskładnie, bez sensu i ogólnie to dość dziwacznie, dlatego Alexander po prostu wysłuchał z uwagą, ale nie odezwał się słowem. To nie jego zadanie, żeby pocieszać ją, czy strofować. To należało do jej rodziców. Miał tylko nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy musiał jej szukać. Jak na ich pierwszy raz to i tak dość gładko im poszło. Znalazł ją i tak dość sprawnie, mógł przecież szukać ją aż do świtu, a nadal jej nie znaleźć. W zasadzie jakby poszło tragicznie to mógł jej już wcale nie znaleźć. Zapewne były osoby, które bardzo chętnie pozbyłyby się Brytyjskiego szpiega, siedzącego na radzieckim pomniku... (?). Scena wyciągnięta jak z jakiejś taniej komedii. Gdyby Alexander wiedział czym jest sitcom, to pewnie użyłby tutaj właśnie tego określenia, ale w zasadzie to nie miał prawa wiedzieć. Odchrząknął tylko znacząco i spojrzał na nią, kiedy Brenna postanowiła go dogonić.
-Wycieczka... Jakby... Podróż do najbardziej komunistycznego państwa na świecie, gdzie ludzie mogą po prostu zniknąć i już nigdy się nie odnaleźć, gdzie władzę sprawuje jedna partia, nazywasz wycieczką? - rzeczywiście musiała mieć coś z głową, albo być szalenie odważna, żeby się tak wypowiadać. Albo rzeczywiście oba na raz. Jedno nie wykluczało drugiego. Mogła być odważna, przez to że była głupia, albo głupia... Nieważne.
Bardzo powoli Alexander odetchnął i zwolnił nieco kroku. Był świadom tego, że mają ogon. No i oczywiście, że prawdopodobnie nie uda im się go tak szybko zgubić. A im dłużej szli, tym większa szansa była na to, że więcej osób przyłączy się do tego pochodu, odcinając im drogę z przodu. A na to przecież nie mogli sobie pozwolić. Im więcej osób, tym gorzej dla nich. Uciec? Nie... To nie było w jego stylu. Alexander nigdy nie uciekał. Był zbyt uparty, może to od urodzenia? A może po prostu był zbyt zadufany w sobie. No i miał też żyłkę do hazardu, więc czemu by nie... postawić ich zdrowia i życia na szali i zagrać va banque?
-Umiesz się bić? Jeśli tak to trzymaj się blisko, jeśli nie... To musisz się szybko nauczyć. - wszystko powiedział bardzo cicho, z tym dziwnym, trochę strasznym uśmiechem na swoich ustach. Jak tylko skończył wypowiadać ostatnie słowo zatrzymał się. Rzucił kątem oka na Brennę i odwrócił się do do tych "towarzyszy", którzy tak uparcie szli za nimi. Nie byli jakoś specjalnie przystojni. Nie byli też jakoś super zbudowani. Ot zwykli młodzieńcy. Za kilka lat prawdopodobnie otrzymali miano gopnika. Ot typowi chuligani, z biedniejszych rodzin, szukający łatwego celu, żeby kogoś okraść. Nawet w rodzinach czarodziejów zdarzały się takie... odpadki. Alexander spojrzał na nich z nieukrywaną odrazą. Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odezwał się środkowy z nich, wychodząc przed szereg.
-A ty co? Bawisz się w zdrajcę? Zabawiasz się z tą angielką na boku? Nie wstyd Ci? Ty zdradziecki psie!? - oczywiście wszystko wyrzucił z siebie po rosyjsku, spluwając Alexandrowi na koniec pod nogi. I gdzieś tam przez myśl Alexandra przeszła myśl, że powinien po prostu zdzielić tamtego w pysk i odejść, jednak jeśli byłaby taka możliwość to wolałby załatwić wszystko w pokojowy sposób. Dopiero potem, jeśli się nie uda, użyć tortur. Znaczy walki! O walkę mi chodziło, oczywiście.
-Jeśli już wyrzuciłeś z siebie to co chciałeś, to my już pójdziemy... - odpowiedział Alexander spokojnie, również po rosyjsku, patrząc na Brennę kątem oka. Puścił jej oczko, jakby się zastanawiał ile ciosów będzie w stanie za nią przyjąć. A może dziewczyna zaskoczy ich wszystkich i sama zdejmie całą trójkę? To byłoby... Interesujące.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
22.12.2025, 22:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 18:01 przez Brenna Longbottom.)  
– To… jak mam nazywać? – spytała Brenna, marszcząc lekko nosek. – „Bardzo niebezpieczna podróż do dzikiego kraju na dalekim wschodzie” może by pasowała lepiej, ale no jest trochę długie, i chyba odrobinę obraźliwe, zwłaszcza że jednak nie macie tu na ulicach niedźwiedzi, a jeden Rosjanin w szkole, znaczy się pół Rosjanin, zapewniał, że są tu na każdym kroku… Wiedziałam, że gada tak, żeby zaimponować Meggie…
Ale zaiste, w sytuacji Rosji orientowała się marnie. Zwłaszcza ten mugolskiej (głównie dosłownie: trzymać się z daleka, nie wchodzić na niemagiczne ulice, mogą próbować cię zastrzelić albo aresztować i tak dalej). O czarodziejskiej jeszcze wiedziała piąte przez dziesiąte to, co jej powiedziano, zanim tutaj trafili
Gdyby Alexander zażyczył sobie, by uciekali, zapewne posłusznie rzuciłaby się do biegu. Ale skoro najwyraźniej uznał, że lepiej zostać, po prostu kiwnęła głową, tym razem już z pewną powagą, która wcześniej nawet na sekundę nie zagościła na jej twarzy. Zakładała, że lepiej się orientował czy zdołają się ewakuować.
– Różdżki nie tykać? – spytała rzeczowo, bo pełnoletnia już była i w teorii mogłaby zaklęć używać. Może za pojedynki w ciemnych uliczkach tutaj też zabijali. Albo tradycja kazała nawalać się na pięści i wyciągnięcie różdżki byłoby złamaniem jakiegoś tabu, ściągającym im na głowę dziesiątki ludzi. Czy zwiększało szansę na w ogóle zwrócenie uwagi. Albo jeszcze co innego, wyjątkowo nie zamierzała dyskutować.
Odwróciła się do grupki Rosjan jednocześnie z Alexandrem, jednocześnie zsuwając swój plecak tak, by pozostał na jednym ramieniu. Nie rozumiała słów, ale ton głosu, mimika i przede wszystkim splunięcie, były mową uniwersalną, a Brenna, choć bywała głupia w niektórych sprawach, to w takich sytuacjach jak ta, całkiem nieźle rozumiała zagrożenie.
Mimo to czekała. Prawie do ostatniej chwili. Uczono ją, by nie była tą, która zaczyna bójki – nauka, której, ehem, nie przyswoiła do końca, ale w takich sytuacjach starała się jednak brać ją sobie do serca – a to było obce dla niej miejsce. Czujna, bo może i nie miała szans rozłożyć na łopatki całej trójki, ale na pewno nie zamierzała stać, krzyczeć ani czekać aż ktoś ją uratuje.
Tyle że gość, który wcześniej splunął Alexandrowi pod nogi, teraz się na niego zamierzył, a drugi ruszył w kierunku Brenny… która gwałtownym gestem złapała za pasek plecaka, wcześniej zsuniętego z ramion, by spróbować walnąć nim osobnika w pysk.

Af
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...




Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#8
23.12.2025, 12:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 12:14 przez Alexander Aristov.)  
Ciekawe, że to akurat przez Brennę się wszystko posypało. W zasadzie o Brennę raczej. Niektórzy tutaj nie lubili "obcych", zwłaszcza, że za mugolską "Żelazną kurtyną" działała już socjalistyczna propaganda. Jaki to zachód nie jest zły, jak bardzo chcą nas okraść, napaść. Jak to związek stoi na straży światowego porządku i niektórzy poddawali się tej propagandzie. Inni nie. I sam Alexander musiał przyznać, że takie gadanie było skuteczne. Sam czuł niechęć do zachodu, ale żeby zaraz zaatakować niewinną kobietę na ulicy, tylko dlatego, że mówiła innym językiem i była po prostu inna? To było po prostu słabe.
Co innego zaatakować kogoś, żeby wydusić z niego informacje, żeby torturować go, przekonać do zmiany zdania, albo po prostu usunąć niewygodnego świadka. No i nie wiedział też jaki światopogląd miała Brenna na temat rzucania czarnomagicznych zaklęć, ale...
Alexander zrobił już krok w tył, ale w ostatniej chwili zauważył zamach tamtego. Oczywiście, że był na to przygotowany. Wiedział jak to bywa na ulicach, jak się walczyć, jak ubrudzić sobie ręce, więc szybko odsunął się od chłopaka atakującego go, żeby zobaczyć jak Brenna rusza do ataku. Uderzyła swoim plecakiem jednego z facetów. Odważnie. Nie było to mocne uderzenie, jednak podziałało, dało czas. Zaskoczyło. A skoro jeden z nich był już zaskoczony, lekko ogłuszony, to byłaby dobra okazja, żeby go wykończyć. Więc Alex szybko doskoczył do niego.

AF
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!


Skutecznie wyprowadził cios. Nie musiał być silny. Nie musiał być potężny. Musiał uderzyć po prostu w odpowiednie miejsce. I jako tako podziałało. Bo Alexander rzadko celował w twarz, jeśli chciał wykluczyć przeciwnika, który stał tak otwarto. Bez obrony, bez żadnego podniesionej gardy. Jeden cios w splot słoneczny podziałał jak wiadro z wodą. Facet upadł na kolana przed ich dwójką, z trudem łapiąc powietrze, gdy oni stali tak patrząc na siebie. Nagle zapanowała cicsza, ale pozostała dwójka raczej nie pozostanie zbyt długo bezczynna. Zwłaszcza, że przed chwilą położyli ich kumpla na łopatki. Gdyby byli w jakimś dramacie, ale byłaby to zwykła opowieść... A zresztą walić. Alex podniósł otwartą dłoń w stronę Brenny, żeby zbić z nią piątkę. To była dobra akcja, zasługiwała na piątkę.
Jednak radość nie trwała długo, bo tamta dwójka warknęła coś między sobą i ruszyła w ich stronę, niebezpiecznie szybko. Niestety stracili już element zaskoczenia, więc walka miała być teraz znacznie trudniejsza i... ciekawsza.
-Mam nadzieję, że nie boisz się bólu i krwi. Może być paskudnie. - pokiwał głową Alexander i przyjął pozycję obronną, podnosząc ręce do góry, jakby był boxerem. Może był. Kto wie?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
23.12.2025, 18:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 18:09 przez Brenna Longbottom.)  
Wątpliwości młodzieńca co do jej stosunku do czarnomagicznych zaklęć były słuszne, bo wbijano jej od małego, że to niszczy duszę, psuje człowieka i należy ich unikać nie tylko dlatego, że nie krzywdzi się innych – wszak cios pięścią też krzywdził, ale od tego ponoć nie rozpadałeś się do środka. W walce więc posługiwała się zwykle paroma prostymi, za to skutecznymi czarami wiążącymi i rozbrajającymi, ale przyjęła bez choćby słowa protestu, że tu mają takich poczynań unikać.
Trafiła, a Alexander chwilę potem doskoczył do delikwenta, posyłając go na ziemię. Kiedy odwrócił się do Brenny, która wypuściła plecak – taki numer mógł zadziałać tylko raz, za to istniała spora szansa, że gdyby spróbowała go znowu, użyliby rzeczy przeciwko niej, pozwoliła więc, aby ten upadł na ziemię – uniosła dłoń, dość odruchowo odwzajemniając gest Aristova. Chociaż trochę ją to przybicie piątki akurat w tym momencie też skołowało, to gdyby miała czas się nad tym zastanawiać, prawdopodobnie uznałaby, że to jakiś rosyjski obyczaj.
Czasu jednak nie miała, bowiem pozostała dwójka ruszyła w ich stronę. Nie odpowiedziała już Alexandrowi, zbyt skupiona na obserwacji mężczyzn.
Brenna była wysoka, jak większość osób w jej rodzinie, poza wujkiem Morpheusem, o którym ojciec żartobliwie mawiał, że jest największy z nich duchem. I uczono ją może nie boksu, w Anglii raczej pozostającego sportem mugolskim, ale samoobrony, odkąd była małą dziewczynką. Pozostawała jednak nastolatką, patykowatą trochę w dodatku i jeśli druga strona umiała się bić, musiała w dużej mierze polegać na szybkości i zręczności, nie prostej sile. Pytaniem więc pozostawało, czy ci dwaj bić się umieli: przynajmniej tyle, że wyglądali na raczej wychudzonych, więc przyjęcie jednego ciosu niekoniecznie miało skoczyć się fatalnie. Unik, przemknięcie na bok, pchnięcie ku ścianie.

rzucam na af, na dwie akcje
Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!


...i albo mężczyzna, ku któremu rzuciła się do przodu, w myśl Gryfońskiej strategii, że najlepsza obrona to atak, nie był najlepszym walczącym, albo wujek naprawdę dobrze wyszkolił Brennę.
Bo unik wyszedł jej w miarę zgrabnie, wywinęła się spod wymierzonego jej ciosu, za to kiedy odwzajemniła się, uderzając w nos, właściwie to z zamiarem posłania mężczyzny ku ścianie, coś chrupnęło, ten wrzasnął i się zatoczył. To musiało naprawdę boleć.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#10
23.12.2025, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 19:26 przez Alexander Aristov.)  
Gdyby Alexander o tym wiedział to tym bardziej powiedziałby jej, aby nie dobywała różdżki. Tamci nie grali fair, nie grali czysto. Czarnomagiczne zaklęcia były dla nich chlebem powszednim. Więc bez skrupułów rzucili by na nich zaklęcie torturujące. Albo i gorzej. Najlepiej było to załatwić za pomocą bardziej... prymitywnych metod. Z użyciem siły własnych mięśni, głowy i strategii. Zupełnie jak antyczni bohaterowie, stawający na przeciwko przeciwności, które spotykały ich w ich życiach. Jak Hektor, albo Parys. Parys! Parys, któremu bogini Nemezis rzuciła pod nogi złote jabłko, powodując spór między boginiami, o to która jest najpiękniejsza. A on wybrał Brennę. To znaczy Helenę Trojańską. Tylko w tej opowieści Alexander nic nie wybierał, był raczej zmuszony. No i to nie był upadek Troi, a bójka w ciemnym zaułku...
Analogia o kant dupy rozbić, ale wiadomo o co chodzi. Wszystko wiązało się ze sobą, jak supeł na nitce Ariadny, czy jakoś tak. W każdym razie... Szybko położyli jednego z facetów do spania, mogli mu nawet poczytać na dobranoc, jednak Alexander wolał mieć pewność, że chłopak już nie wstanie... dzisiaj. Oczywiście. Tylko dzisiaj. Więc wymierzył kopnięcie prost w jego szczękę, gdy tamten wciąż zbierał się na ziemi. Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, żeby zaszedł ich od tyłu, gdy oni będą się z pozostałą dwójką.
AF
Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana

Mogło mu to pójść zdecydowanie lepiej. Jeden, czy dwa zęby wyleciały z ust tamtego, gdy Alexandra noga spotkała twarz tamtego, ale niestety pozostał przytomny. A mogło to znacząco ułatwić całą tą... szamotaninę. Jedna w czasie, gdy Alex zajmował się jeszcze tym, który teraz liczył swoje zęby, które zostały w jego ustach, Brenna zajęła się kolejnym przeciwnikiem. W momencie, gdy Aristov odwrócił się do niej, aby jej pomóc, usłyszał głośne chrupnięcie, które mogło oznaczać tylko jedno. Baba złamała mu nos. Alexander zaśmiał się chłodno, patrząc na jego towarzyszkę. Cholera. Twarda była. Najwidoczniej lepiej nie zaczynać z nią bójek, bo jeszcze i jemu się dostanie.
Jednak nie powinien za bardzo skupiać się na niej, kiedy jeszcze jeden przeciwnik był na chodzie. Jednak Alexander był tak zajęty kopaniem leżącego i oglądaniem jak radzi sobie Brenna, że zapomniał zupełnie o tym, że ostatni facet nadal stał. Już miał zamachnąć, się odwracając w jego stronę, gd poczuł uderzenie w twarz. Nie było mocne. Nie było zwalające z nóg. Ale chłopak trafił Alexandra w twarz. Warga pękła, a Alex poczuł w ustach krew. Dał się głupio zaskoczyć i teraz ponosił tego konsekwencje. Jednak... Poczuł, że coś w nim rośnie. Jakieś takiego uczucie, którego dawno nie czuł. Zazwyczaj wszystko przyjmował z obojętnością, ale teraz... Teraz był zły. Robił się zły. Jak ten.. śmieć, śmiał go w ogóle dotknąć tymi brudnymi łapskami? Coś błysnęło, coś kliknęło w umyśle Aristova. Napluł tamtemu krwią prosto w twarz i szybko dopadł do niego.

AF
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!


Jedno uderzenie, potem kolejne. Wystarczyły trzy, aby coś chrupnęło pod jego pięścią i nie był to nos. Popchnął tamtego na ścianę i zamachnął się jeszcze raz, ale... Zatrzymał się. Zawahał. Może to przez obecność Brenny, może jeszcze coś innego, ale nie mógł go tak skatować na jej oczach. Tak przynajmniej sobie wmawiał, zacisnął pięść i uderzył w ścianę, zaraz obok jego twarzy.
- пиздуй - wyrzucił z siebie, kiedy tamten osuwał się po ścianie nieprzytomny. W zasadzie w jaki sposób mieli wypierdalać, skoro ten do którego mówił leżał na ziemi znokautowany?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (3819), Brenna Longbottom (3456)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa