08.12.2025, 20:27 ✶
Wiedział, o co chodziło, bo po Spalonej Nocy sam miał problemy, żeby wypowiedzieć imię przywódcy Śmierciożerców - ogarniał go wtedy niepokój, który po kilku razach był już po prostu irytujący, bo przecież po takim czasie nastroje powinny się już jako tako uspokoić, a fakt, że Jessie nie mógł sobie na niego normalnie ponarzekać i pokurwić na niego dodatkowo go irytował.
-Nie, nie sądzę - po tym, co mu się przydarzyło w mieszkaniu Henry'ego, kiedy pomagał Hannibalowi w przeprowadzce, urządził sobie seans zaklęć rozpraszających do lustra z nadzieją, że rozwiąże to problem.
Byłoby o wiele łatwiej, gdyby faktycznie była to klątwa, której mógłby pozbyć się kilkoma zaklęciami, ale, niestety, rozwiązania należało szukać gdzieś indziej.
-Chyba najlepiej by było z tym iść do uzdrowiciela - bo jeśli nie była to klątwa, której klątwołamacz mógł się pozbyć, to może uzdrowiciel, może jakiś hipnotyzer, będzie w stanie się z tym uporać.
Nie zamierzał na razie mówić, że wpadł na to tylko dlatego, że Hannibal mu to podpowiedział.
-Mógłbym, ale to już nie będzie to samo - westchnął i odsunął się od drzwi, przez które przejechało najpierw krzesło, a za nim poleciało zaklęcie Charlotty. -No cóż, przynajmniej nie musimy się nim już przejmować.
Może dzięki temu będzie już spał spokojnie, bez zastanawiania się na tym, gdzie to krzesło będzie przy kolejnej wizycie w mieszkaniu i z jakiego powodu było jedyną rzeczą, która nie spłonęła podczas Spalonej.
Westchnął cicho, kiedy Charlotte zaczęła temat urodzin bliźniąt.
-W tym momencie mam życzenie, żeby nikt więcej nie próbował spalić Londynu, ani zniszczyć go w jakikolwiek sposób - powiedział. -No i myślałem, co mógłbym kupić Ricie...
Myślał wcześniej, czy nie kupić siostrze jakiejś ładnej sukienki - w końcu większość jej ubrań spłonęła w pożarze - ale Rita nie chwaliła się, czy była już na jakichś ubraniowych zakupach sama albo z Jonathanem. No i jeśli jednak ten pomysł przejdzie, będzie potrzebował pomocy matki albo ojca chrzestnego, bo jego daltonizm mógłby zepsuć dobre intencje.
Nigdy nie był dobry w wymyślaniu prezentów.
[b]-Na całe szczęście. Byłoby kiepsko, jakbyśmy jeszcze musieli naprawiać ściany.
-Nie, nie sądzę - po tym, co mu się przydarzyło w mieszkaniu Henry'ego, kiedy pomagał Hannibalowi w przeprowadzce, urządził sobie seans zaklęć rozpraszających do lustra z nadzieją, że rozwiąże to problem.
Byłoby o wiele łatwiej, gdyby faktycznie była to klątwa, której mógłby pozbyć się kilkoma zaklęciami, ale, niestety, rozwiązania należało szukać gdzieś indziej.
-Chyba najlepiej by było z tym iść do uzdrowiciela - bo jeśli nie była to klątwa, której klątwołamacz mógł się pozbyć, to może uzdrowiciel, może jakiś hipnotyzer, będzie w stanie się z tym uporać.
Nie zamierzał na razie mówić, że wpadł na to tylko dlatego, że Hannibal mu to podpowiedział.
-Mógłbym, ale to już nie będzie to samo - westchnął i odsunął się od drzwi, przez które przejechało najpierw krzesło, a za nim poleciało zaklęcie Charlotty. -No cóż, przynajmniej nie musimy się nim już przejmować.
Może dzięki temu będzie już spał spokojnie, bez zastanawiania się na tym, gdzie to krzesło będzie przy kolejnej wizycie w mieszkaniu i z jakiego powodu było jedyną rzeczą, która nie spłonęła podczas Spalonej.
Westchnął cicho, kiedy Charlotte zaczęła temat urodzin bliźniąt.
-W tym momencie mam życzenie, żeby nikt więcej nie próbował spalić Londynu, ani zniszczyć go w jakikolwiek sposób - powiedział. -No i myślałem, co mógłbym kupić Ricie...
Myślał wcześniej, czy nie kupić siostrze jakiejś ładnej sukienki - w końcu większość jej ubrań spłonęła w pożarze - ale Rita nie chwaliła się, czy była już na jakichś ubraniowych zakupach sama albo z Jonathanem. No i jeśli jednak ten pomysł przejdzie, będzie potrzebował pomocy matki albo ojca chrzestnego, bo jego daltonizm mógłby zepsuć dobre intencje.
Nigdy nie był dobry w wymyślaniu prezentów.
[b]-Na całe szczęście. Byłoby kiepsko, jakbyśmy jeszcze musieli naprawiać ściany.