03.01.2026, 22:24 ✶
Sala Miłości była jedną wielką niewiadomą nawet pośród większości Niewymownych. Ta, chyba najnudniejszą dopowiadali sobie ci co bardziej sfrustrowani, gdy ciężkie drzwi zatrzaskiwały się im przed nosem.
Zapewne ucieszyłby ich zatem fakt, że Sala była wręcz… rozczarowująca dla osób, które nie wiedziały o skarbie ukrytym w fontannie. Drewniane długie stoły zastawione probówkami i sprzętem do badań ciągnęły się w równych rzędach, jakby ktoś próbował narzucić miłości sztywny, wręcz arytmetyczny rygor. W całym pomieszczeniu unosił się zapach kurzu, pergaminu i czegoś trudniejszego do uchwycenia - słodkawy, ledwie wyczuwalny aromat, który zmieniał się w zależności od tego kto przekraczał próg sali. Dla jednych był to zapach starych książek i atramentu, niektórzy czuli tu świeżo skoszoną trawę, pastę do zębów czy czekoladę.
Fontanna, stojąca na środku pomieszczenia była sercem tej części Departamentu Tajemnic. Kamienny cokół nosi ślady setek badań- drobnę pęknięcia w marmurowych stopniach, przetarcia na miedzianej barierce oddzielającej ich od leniwie poruszającej się cieczy. W środku nie było przecież wody. Eliksir mienił się odcieniami różu i złota, a jego powierzchnia nigdy nie pozostawała w bezruchu. Wirowała, unosiła się i opadała, a buzujące bąbelki pękały zamieniając się w parę o kształcie serc.
Jej stół znajdował się w dalszej części pomieszczenia, częściowo osłonięty regałami z fiolkami i księgami alchemicznymi. Był to świadomy wybór Dolores, która od razu po przyjściu do Departamentu usunęła stamtąd wieloletniego pracownika. Stary Jones pożegnał się z pracą niecały tydzień po przybyciu nowej Niewymownej. Dziwna sprawa. Ale przecież w tym miejscu każdy w końcu oszaleje, prawda? Stół różnił się od pozostałych. Idealny porządek, każda probówka opatrzona idealnym opisem, fiolki ustawione w zależności od stopnia destylacji.Dokumenty, raporty, notatki opatrzone gęstymi dopiskami na marginesach. Każdy skrawek papieru miał swoje miejsce - ona jedna wiedziała jakie. Ściana za jej plecami była niemal kompletnie zakryta była starą tablicą. Kredowe wzory i obliczenia nakładały się na siebie, tworząc mapę myśli kogoś, kto nadal nie znalazł odpowiedzi. Do tego czarownica powiesiła tam dwa porcelanowe, ozdobne talerzyki z baraszkującymi kotami. Każdy był inny - wszystkie w nieznośnych odcieniach pasteli.
Dzisiaj jednak blatu zdjęto wszystkie niepotrzebne rzeczy. Wszystko zaizolowano ligniną i folią. Na stole pozostała aparatura pomiarowa,fiolka z perłowym eliksirem, parę strzykawek i… klatka z dwoma szczurami.
Dolores podniosła jedno ze zwierzątek, co by przyjrzeć mu się nieco lepiej. Jaki był szczur - każdy wiedział. Samczyk. Ale temu już wytatuowano numer na wewnętrznej części bladoróżowego uszka. Gdyby tylko ludzi można było tak oznaczyć. Jak szczury. Jak odpady. Przesunęła palcami po delikatnym karku obiektu badawczego numer 9-12, małych kosteczkach kręgosłupa, które wystarczyło mocniej docisnąć, by pękały jak zapałki.
- Idealnie na czas, Alexandrze Mulciber.
Usłyszała szczęk klamki i zgrzyt zawiasów. Tu każdy słuchał. Byli uczuleni na dźwięki; na zapachy. Tu miłość kleiła się do ubrań, truła ich, doprowadzała do szaleństwa. Rzeczywistość a mary senne mieszały się ze sobą każdego dnia. Marzenia i prawda. Niewymowni nie musieli podnosić głowy, by wiedzieć czyje kroki odbijają się od kamiennej posadzki.
Musiała być dwunasta trzydzieści. Gdyby przyszedł minutę wcześniej - nie dopuściłaby go do stołu. Minutę później - zamknęłaby salę. Każda sekunda miała znaczenie.
Nie odwróciła się do swojego gościa. Nie spuszczała wzroku ze szczurka, którego jasne futerko kontrastowało z czarnymi rękawiczkami, noszonymi zwykle przez magimedyków.
- Szczury laboratoryjne są tak szalenie niedoceniane.- Mówiła spokojnie, powoli. Miała paskudny zwyczaj cedzenia każdego słowa, jakby każdy z jej rozmówców był głupcem. Większość zresztą była, nie marnowała więc czasu żeby oddzielić ziarno od plew.- Większość traktuje je jak jednorazowe naczynia.
Musiała zacisnąć palce na tyle mocno, by szczurek poczuł ból, bo pisnął; bezskutecznie próbował się wyszarpać, nie śmiąc ugryźć ręki, która je trzymała.
- A one pamiętają. Pamiętają aż do samego końca.
Zapewne ucieszyłby ich zatem fakt, że Sala była wręcz… rozczarowująca dla osób, które nie wiedziały o skarbie ukrytym w fontannie. Drewniane długie stoły zastawione probówkami i sprzętem do badań ciągnęły się w równych rzędach, jakby ktoś próbował narzucić miłości sztywny, wręcz arytmetyczny rygor. W całym pomieszczeniu unosił się zapach kurzu, pergaminu i czegoś trudniejszego do uchwycenia - słodkawy, ledwie wyczuwalny aromat, który zmieniał się w zależności od tego kto przekraczał próg sali. Dla jednych był to zapach starych książek i atramentu, niektórzy czuli tu świeżo skoszoną trawę, pastę do zębów czy czekoladę.
Fontanna, stojąca na środku pomieszczenia była sercem tej części Departamentu Tajemnic. Kamienny cokół nosi ślady setek badań- drobnę pęknięcia w marmurowych stopniach, przetarcia na miedzianej barierce oddzielającej ich od leniwie poruszającej się cieczy. W środku nie było przecież wody. Eliksir mienił się odcieniami różu i złota, a jego powierzchnia nigdy nie pozostawała w bezruchu. Wirowała, unosiła się i opadała, a buzujące bąbelki pękały zamieniając się w parę o kształcie serc.
Jej stół znajdował się w dalszej części pomieszczenia, częściowo osłonięty regałami z fiolkami i księgami alchemicznymi. Był to świadomy wybór Dolores, która od razu po przyjściu do Departamentu usunęła stamtąd wieloletniego pracownika. Stary Jones pożegnał się z pracą niecały tydzień po przybyciu nowej Niewymownej. Dziwna sprawa. Ale przecież w tym miejscu każdy w końcu oszaleje, prawda? Stół różnił się od pozostałych. Idealny porządek, każda probówka opatrzona idealnym opisem, fiolki ustawione w zależności od stopnia destylacji.Dokumenty, raporty, notatki opatrzone gęstymi dopiskami na marginesach. Każdy skrawek papieru miał swoje miejsce - ona jedna wiedziała jakie. Ściana za jej plecami była niemal kompletnie zakryta była starą tablicą. Kredowe wzory i obliczenia nakładały się na siebie, tworząc mapę myśli kogoś, kto nadal nie znalazł odpowiedzi. Do tego czarownica powiesiła tam dwa porcelanowe, ozdobne talerzyki z baraszkującymi kotami. Każdy był inny - wszystkie w nieznośnych odcieniach pasteli.
Dzisiaj jednak blatu zdjęto wszystkie niepotrzebne rzeczy. Wszystko zaizolowano ligniną i folią. Na stole pozostała aparatura pomiarowa,fiolka z perłowym eliksirem, parę strzykawek i… klatka z dwoma szczurami.
Dolores podniosła jedno ze zwierzątek, co by przyjrzeć mu się nieco lepiej. Jaki był szczur - każdy wiedział. Samczyk. Ale temu już wytatuowano numer na wewnętrznej części bladoróżowego uszka. Gdyby tylko ludzi można było tak oznaczyć. Jak szczury. Jak odpady. Przesunęła palcami po delikatnym karku obiektu badawczego numer 9-12, małych kosteczkach kręgosłupa, które wystarczyło mocniej docisnąć, by pękały jak zapałki.
- Idealnie na czas, Alexandrze Mulciber.
Usłyszała szczęk klamki i zgrzyt zawiasów. Tu każdy słuchał. Byli uczuleni na dźwięki; na zapachy. Tu miłość kleiła się do ubrań, truła ich, doprowadzała do szaleństwa. Rzeczywistość a mary senne mieszały się ze sobą każdego dnia. Marzenia i prawda. Niewymowni nie musieli podnosić głowy, by wiedzieć czyje kroki odbijają się od kamiennej posadzki.
Musiała być dwunasta trzydzieści. Gdyby przyszedł minutę wcześniej - nie dopuściłaby go do stołu. Minutę później - zamknęłaby salę. Każda sekunda miała znaczenie.
Nie odwróciła się do swojego gościa. Nie spuszczała wzroku ze szczurka, którego jasne futerko kontrastowało z czarnymi rękawiczkami, noszonymi zwykle przez magimedyków.
- Szczury laboratoryjne są tak szalenie niedoceniane.- Mówiła spokojnie, powoli. Miała paskudny zwyczaj cedzenia każdego słowa, jakby każdy z jej rozmówców był głupcem. Większość zresztą była, nie marnowała więc czasu żeby oddzielić ziarno od plew.- Większość traktuje je jak jednorazowe naczynia.
Musiała zacisnąć palce na tyle mocno, by szczurek poczuł ból, bo pisnął; bezskutecznie próbował się wyszarpać, nie śmiąc ugryźć ręki, która je trzymała.
- A one pamiętają. Pamiętają aż do samego końca.