Odwróciła się do Thomasa, wyraźnie zaskoczona jego obecnością, wzdrygając się tam samo na dźwięk swojego imienia, jak i jego dotyk. Ale kiedy już uświadomiła sobie, że była to znajoma twarz, wyraźnie rozluźniła się, przestępując jednak z nogi na nogę bo wciąż było jej zimno.
- Nie wiem - odpowiedziała zgodnie z prawdą, przestępując gobelin i omijając szczątki. - Obudziłam się tutaj. Miałam wrażenie że coś mnie goni i chyba lunatykowałam. A potem zobaczyłam ducha i... i mam wrażenie że można przez tę ścianę przejść. Zobacz, na niektórych z kamieni są znaki - uniosła różdżkę, na której końcu wciąż jarzył się lumos i przesunęła nią wzdłuż ściany. Może udałoby się jej je odczytać, albo wyraźniej byłoby widać co należało z nimi zrobić - na przykład nacisnąć, jak to w książkach bywało.
Zamkowi daleko jednak było do czegoś wyciągniętego z powieści przygodowej - atmosfera była ciężka i według Dory wręcz przytłaczająca. Nie była pewna dlaczego teraz, ale mimo wszystko jej myśli powędrowały do porozwieszanych afiszów, informujących o repertuarze The Globe. Na jesienny sezon umieścili na nim Hamleta; ta ciężkość i grasujące tutaj duchy, pewnie idealnie sprawdziłyby się w sztuce. A może ktoś powinien nakręcić tutaj magiczny film inspirowany Szekspirem - o ile najpierw by oczywiście zadbał, żeby nie zjadły ich kwintopendy.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
/