• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Lato 1969] After a fight, regeneration is necessary [Brenna&Alexander]

[Lato 1969] After a fight, regeneration is necessary [Brenna&Alexander]
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#1
05.01.2026, 19:19  ✶  
To nie tak, że Alexander potrzebował pomocy. Ale potrzebował. Tak ja Brenna kilka lat wcześniej nie poradziłaby sobie bez niego w Leningradzie aka Petersburgu, tak on teraz nie poradziły sobie sam w Wielkiej Brytanii. Oczywiście to nie tak, że napisał do niej tak z czapy: "E, pamiętasz chłopa co kilka lat temu pomógł Ci jak się zgubiłaś w jednym mieście w Rosji?", aż tak to nie. Jakiś tam kontakt listowny utrzymywali, Alexander nie był zbyt wylewną osobą, ale kontakt przetrwał próbę czasu... i odległości. Nie byli przecież od razu najlepszymi przyjaciółmi, ale Brenna zdawała się nie zapominać jak Alexander jej pomógł, a Alexander zapamiętał, że Brenna potrafiła przypierdolić w nos. I to ze stuprocentową celnością. Szacunek, nawet głęboko zakopany, pozostał dla młodej dziewczyny. Choć... Może już nie tak młodej. W końcu oboje nie byli już nastolatkami, jak wtedy gdy widzieli się po raz ostatni. Nawet nie wiedział jak bardzo Brenna się zmieniła, ona zresztą podobnie. No bo przecież nie wysyłali sobie swoich zdjęć w listach. To by było dziwne... Choć podejrzewał, że Brenna zasugerowałaby to, gdyby tylko mieli lepszy kontakt.
Tak więc Alexander wszedł do tego słynnego dziurawego kotła. Mitycznej speluny dla czarodziejów. Miejsca, gdzie spotykali się najwybitniejsi czarodzieje i czarownice z całego Londynu, a także Ci których nie znał zupełnie nikt. To było dobre miejsce, aby zacząć. Aby zaczekać na Brennę, bo w końcu przybył tutaj godzinę, przed ustalonym czasem. To nie tak, że był zbyt gorliwy, ale po prostu... Wszystko działo się tak szybko. Te całe zaręczyny, przeprowadzka do Anglii. A przecież to nadal wydawało się tak nierealne. Tak dziwne. Jeszcze kilka miesięcy temu był wolnym strzelcem, facetem, który mógł robić co chciał, a teraz miał niby zakładać rodzinę, budować coś w Anglii, poszerzać horyzonty? A gdzie misja zniszczenia Karkaroffów? Gdzie zemsta za przelaną krew? Gdzie miała podziać się ta cała nienawiść, którą Alexander odczuwał przez większość swojego życia? No dobra... Ta jedna rzecz akurat ulokowała się w Yelenie, jego narzeczonej, więc o to nie musiał się martwić. Niezupełnie.
Zasiadł na jednym ze stołków barowych, oparł się o ladę i spojrzał na barmana, stojącego na przeciwko niego. Facet miał minę, jakby chciał go przeciągnąć przez tę ladę i spuścić mu wpierdol, więc Alexander zrobił to co zrobiłby każdy normalny człowiek.
-Masz jakiś problem? - wyrzucił z siebie chłodnym tonem, nie spuszczając oczu z barmana, jakby rzucał mu wyzwanie. -Nalej mi whisky, a nie gapisz się jak sroka w gnat. идиот. - dodał jeszcze ostatnie słowo po rosyjsku, bardziej do siebie niż do niego. W końcu i tak nie zrozumiałby jego słów, nawet gdyby Alexander wypowiedział je głośniej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
06.01.2026, 15:35  ✶  
Brenna pojawiła się chwilę po Alexandrze – nie lubiła się spóźniać, ale też rzadko pojawiała się długo przed czasem. Marynarka Brygady i reszta umundurowania zostały w Ministerstwie Magii, wepchnięte do szafki, a ona sama założyła szary, nijaki strój, który tam trzymała zwykle na zmianę. Jeden z takich, które ułatwiały na ulicach zlanie się z tłumem, bo jakoś wątpiła, aby Aristov chciał zwracać na siebie uwagę, skoro napisał w tonie sugerującym, że absolutnie – nie – prosi – o – pomoc.
Miała wielką nadzieję, że o cokolwiek chciał prosić, nie będzie to nielegalne, a przynajmniej bardzo nielegalne.
Liczyła też, że nikt nie próbuje go zabić ani że on nie planuje nikogo zabijać, chociaż to drugie właściwie podchodziło pod punkt pierwszy.
Żadnej z tych rzeczy nie była jednak do końca pewna.
Jak zawsze wpadła do środka bardziej niż weszła, wypatrzyła Alexandra i ruszyła w jego stronę, przemieszczając się szybkim krokiem, zręcznie lawirując pomiędzy stolikami. Przewróciła oczyma za plecami Rosjanina, gdy usłyszała tekst, który rzucił do barmana,
– Jestem pewna, że po whiskey będzie w lepszym humorze – powiedziała, podpierając się o ladę obok niego i posyłając barmanowi uśmiech. Brenna zasadniczo ogółem lubiła większość ludzi, a pozytywne relacje z barmanami w Dziurawym Kotle zawsze były czymś, o co warto dbać, zważywszy na to, jak popularne było to miejsce. To obejmowało napiwki, bycie miłym i nie próbowanie się im zwierzać, bo była prawie pewna, że robiła to połowa Londynu, oraz interweniowanie, jeśli akurat w pubie dochodziło do bójki. – Herbatę proszę i może jakąś kanapkę? – poprosiła, wyciągając od razu sakiewkę i dorzucając napiwek, zanim opadła na taboret, i zmierzyła Alexandra spojrzeniem.
Była tak samo rozczochrana jak przed laty, uśmiechała się równie psotnie, ale ładnych parę lat starsza. On zdawał się jej teraz z kolei bardziej wyrośnięty i znowu sprawił, że pomyślała o tych rosyjskich niedźwiedzi, których nie miała okazji zobaczyć na ulicach.
– Cześć, Alex. Powinniśmy przesiąść się w jakiś ciemny róg? Czy może ściągnąłeś mnie tu, żebym pomogła w organizacji przyjęcia zaręczynowego i możemy to przedyskutować tutaj? – spytała, kiedy barman odszedł, by przygotować ich zamówienie. – Robię wspaniałe przyjęcia, gwarantuję.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#3
07.01.2026, 12:26  ✶  
No normalnie... Jakby Alexander mógł to by ją zaraz ucałował w policzek, a potem udusił na miejscu. Gdy tylko weszła do środka, pomieszczenie pojaśniało. Zrobiło się znacznie przytulniej, niż gdy on wchodził do Kotła. Było lato, ale razem z jego wejściem do środka wpadł chłód, zupełnie jakby temperatura spadła o kilka stopni. A potem, weszła Brenna, a razem z nią promienie ciepłego słońca. Tak więc, gdy usłyszał jej głos, odprężył się nieco. Może miała rację, coraz bardziej wpadał w uzależnienie od alkoholu, więc bez niego stawał się kapryśny i drażliwy. Zwłaszcza, gdy jakiś obcy barmana patrzy na niego spod byka. Jeszcze brakowało tylko tekstu, ze komuchów tutaj nie obsługują. To już by mu Alexander pokazał komucha. Odwrócił więc głowę, spoglądając na swoja towarzyszkę i uniósł kącik ust ku górze.
-No proszę. Wyrosłaś. Choć pewnie nadal potrafisz przywalić. - powiedział bez ogródek, jakby to był normalny tekst na powitanie. Bo w zasadzie to był. Alexander nie widział jej od bardzo dawna, więc pierwsze co rzuciło mu się w oczy to to jak bardzo się zmieniła od czasu, gdy widzieli się po raz pierwszy. Wyglądała... Doroślej, poważniej, choć coś w jej oczach zdradzało, że nie wszystko się zmieniło. Że nadal gdzieś tam w środku pozostawała nadal tą samą Brenną, którą Alexander poznał. Niezdarną, roześmianą, potrafiącą przyłożyć. Wolny duch.
-Spotykasz się ze starym znajomym i prosisz o herbatę? - powiedział z niedowierzeniem i pokręcił głową. Jak tak można? Nie widzieli się tyle lat, choć utrzymywali kontakt, a ona teraz miała zamiar pić herbatę? To się nie godziło. Nie miał zamiaru jednak nikogo do niczego zmuszać. Już nie.
Na jej słowa odnośnie przyjęcia zaręczynowego, Alexander tylko przewrócił oczami, w teatralnym geście. O. To to czego nauczył się od Yeleny. Za dużo już z nią przebywał. Oj za długo. A gdzie tu jeszcze do końca? Do końca życia. -Przyjęcia już mamy dawno za sobą. Potrzebuję pomocy bardziej w... osobistej sprawie. Spokojnie. To nie żadne szemrane interesy. Przeprowadzam się do Wielkiej Brytanii i potrzebuję kogoś kto... No w zasadzie opowie mi wszystko co tu się działo przez ostatnie lata. Polityka, socjeta. Wszystko. No i potrzebuję też domu. Ale to kwestia mniej paląca.
Wszystko wyrzucił z siebie bardzo szybko, gdy barman podał im ich zamówienia. Alexander szybko chwycił szklankę, trzymając się jej jak koła ratunkowego. Rzadko kiedykolwiek nie-prosił-o-pomoc, więc było to dla niego coś nowego. Dlatego nie użył słowa proszę. Powiedział tylko, że potrzebuje pomocy. Tylko tyle i aż tyle.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
08.01.2026, 13:56  ✶  
– Wyrośnięcie zwykle w tym pomaga – zgodziła się Brenna, bo i owszem, nie zamierzała być skromna i twierdzić, że walnąć absolutnie nie potrafi: zwłaszcza, że była to integralna część jej pracy. Może i czarodzieje używali przede wszystkim magii, ale istniały sytuacje, gdy pięść była szybsza niż różdżka, a w dodatku nie musiałeś się zastanawiać, czy to już czarna magia i śliski grunt, czy jeszcze nie. – Hej, liczy się towarzystwo, nie to, co się pije, nie? – roześmiała się. – Poza tym gdy ostatnio przesadziłam z alkoholem, obudziłam się na belce pod sufitem w jednej wieży i wyszło na to, że porwałam bardzo brzydką rzeźbę – dodała konspiracyjnym szeptem. Od tamtej pory z alkoholem była raczej ostrożna. Wprawdzie na niemal odstawienie go przejść miała dopiero za jakiś czas, gdy objawienie się Voldemorta definitywnie skończyło czas beztroski, ale teraz też wolała nie sięgać od razu po whiskey, przynajmniej póki nie wiedziała, co takiego się działo. – A poza tym herbata pasuje do…
Tu urwała i zanurzyła dłoń w kieszeni, by po chwili wydobyć z niej dwa opakowania.
– Czekoladowych żab. Tak na powitanie w Anglii – stwierdziła z poważną miną. Czy to był naprawdę dobry prezent? Nie. Ale o prawdziwych prezentach na „parapetówkę” mogła myśleć, gdy będzie już wiedziała więcej, odnośnie planów Alexandra. I gdy ten pierwsze przedstawił, aż klasnęła, wyraźnie rozradowana.
– Już myślałam, że ktoś posłał za tobą jakichś rosyjskich zabójców czy coś takiego i mam robić za przynętę, żeby ich dorwać – stwierdziła półżartem, półserio. – Och, szkoda, ale mam nadzieję, że chociaż będę mogła pomóc z powitalnym czy coś. Jeśli chodzi o politykę, to myślę, że najlepiej jak zacznę od streszczenia ci sprawy z Leachem i przejęcia władzy przez Jenkins…
Może i upłynęło ładnych parę miesięcy, odkąd fotel Ministra przejęła Eugenia, ale władza Nobby’ego była czymś, co na swój sposób wstrząsnęło Anglię i co do tej pory w Ministerstwie widziało się skutki.
– Mogę ci przygotować listę rodzin, które tu wszystkim trzęsą, ale jeśli interesuje cię jakaś konkretna branża, to ją wymień i dziś od niej zaczniemy. – Bo tacy Malfoyowie dzielnie mieszali w polityce, ale gdyby na przykład Alexander zamierzał mieszać palce w transporcie drogą morską bardziej interesowaliby go Flintowie i Shackleboltowie… – No i pewnie będziesz miał pytania o Nokturn? – Na pewno już teraz wiedział o pewnych rzeczach więcej niż ona, bo cóż, Brenna nie była częścią półświatka. Ale mogła wymienić rodziny, które słynęły z działalności tam czy nazwy niektórych przybytków… – A co do domu, to chętnie pomogę, pytanie tylko, czego potrzebujecie? Jeśli Londyn, najlepsza będzie Pokątna, wszędzie blisko, ale też tłocznie, gwarnie i nie zaznacie spokoju. Na wsi z kolei… Dolina Godryka albo Little Hangleton, w obu mieszka sporo czarodziei. Ta pierwsza, jeśli marzy ci się domek z ogródkiem. Ta druga… W sumie to mało poznałam sobie Rosję, ale wyobrażam sobie, że macie tam jakieś mroczne lasy i bagna, i jeśli dobrze sobie wyobrażam, to w Little Hangleton poczujesz się jak w domu. Tam każdy pilnuje też swojego nosa, w Dolinie ludzie są bardziej zżyci.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#5
09.01.2026, 13:32  ✶  
No proszę jak się Brenna rozgadała. Co prawda lity również pisała obszerne, choć połowy tego o czym pisała Alexander nie rozumiał. Może to lepiej. Może lepiej, żeby niektórych rzeczy nie rozumiał. W końcu im mniej wiesz tym lepiej śpisz, prawda? A on miał zamiar spać wybitnie dobrze. Pokiwał więc głową na jej słowa o wyrośnięciu. Zwykle to pomagało. Kto by jednak pomyślał, że tak potoczą się ich życia? Że to Alexander będzie tym bardziej stroniącym od przemocy, podczas gdy Brenna... No właśnie. U niej siła, szybkość, nawet odrobina agresji, były codziennością. Zupełnie na odwrót niż gdy widzieli się po raz pierwszy. Gdy on był bardziej skory do przemocy, do agresji. Co zresztą Brenna mogła zapamiętać, gdy pobił tamtego faceta do nieprzytomności. Ciekawe czy tamten to przeżył.
-Na belce? Z brzydką rzeźbą? - powtórzył Alexander jakby nie dowierzał własnym uszom. A podobno to jemu zdarzało się szaleć po alkoholu. Okazuje się jednak, że w porównaniu z Brenną to on był spokojny, zupełnie jak jakiś święty. święty Mungo chyba. A propos czekoladowych żab i świętego Munga... Alexander wyciągnął z kieszeni swoich spodni kartę z czekoladowych żab. Pierwszą i w zasadzie jedyną. Tę którą dostał od Brenny, wtedy te lata temu.
-Mam nadzieję, że tym razem będzie coś bardziej... Odpowiedniego dla mnie. - prychnął cicho, ale gdzieś pod tym suchym tonem słychać było nutkę rozbawienia. Zupełnie jakby ktoś próbował połaskotać niedźwiedzia. Upił łyk swojego trunku i chwycił opakowanie czekoladowych żab. Sprawnym ruchem odpakował żabę, ale nie sprawdził karty od razu. Zamiast tego odsunął ją od siebie na moment, skupiając się głównie na czekoladzie, którą trzymał w mocny uścisku. Spojrzał jeszcze na Brennę i podziękował jej w milczeniu skinięciem głową. A potem, jakby to było zupełnie normalne, odgryzł żabie głowę z chłodnym wyrachowaniem, jakby robił to już wiele razu. Ale przecież to była jego druga czekoladowa żaba w życiu...
-Zapewne wysłali za mną jakichś ludzi. Tego nie mogę wykluczyć, ale raczej po to, aby mnie przypilnować, że wywiązuje się ze swojej części umowy. - powiedział spokojnie, żując głowę żaby, czując jak czekolada rozpływa mu się na języku. Zamachał krótko ręką, jakby próbował wskazał na cały "Kocioł" -Dlatego spotykam się z Tobą w miejscu publicznym. Tutaj nikt nam raczej nie będzie przeszkadzał. Przynajmniej nie powinien. - wzruszył jeszcze ramionami. No tak. Przecież przez ten pierwszy okres wyprowadzkowy mieli być z Yeleną na celowniku. Mieli być sprawdzani, czy rzeczywiście mieszkają razem, czy są ze sobą.
-Zdecydowanie nie szkoda. To była pułapka. To całe... przyjęcie. Nie wiedziałem o tym, że to przyjęcie dla nas, do samego ogłoszenia zaręczyn. Nie tylko ja, jak widzę, lubię stawiać wszystko na jedną kartę, skoro mój ojciec postanowił przehandlować mnie w takim sposób. Co do przyjęcia... No nie wiem. Kogo miałbym zaprosić, skoro nikogo nie znam, chyba, że zostawię to wszystko Tobie. - no bo w zasadzie to nie był wcale taki zły pomysł. Mógł przecież w ten sposób nawiązać potrzebne mu kontakty. Mógł rozszerzyć swoją działalność. Nie musiało to być wcale ogromne przyjęcie, takie jak wyprawiali w Leningradzie, a raczej coś małego, skromnego... Kilka osób maksymalnie. Spojrzał kątem oka na Brennę jakby się zastanawiał, czy byłaby rzeczywiście skłonna do wyprawienia przyjęcia. W końcu jednak odwrócił się i podniósł kartę wolną ręką, odgryzając kolejny kawałek żaby.
-Grzegorz Przymilny. - przeczytał imię i nazwisko czarodzieja z karty i położył ją na karcie ze świętym Mungiem. Nie znał człowieka, ale jak miał go znać, skoro wszystko tutaj kręciło się wokół czarodziejów z Wielkiej Brytanii? -Czyli Leach musiał oddać władzę?
Dodał jeszcze Alexander patrząc to na karty, to na żabę. W końcu wsadził końcówkę czekolady do ust. Podobno czekolada wspomagała produkowanie endorfiny, które były jak naturalne opioidy. Jak hormon szczęścia. Podobno odpowiednio dobra czekolada mogła działać jak słaby eliksir miłości. Może powinien poszukać najlepszej i nakarmić nią Yelenę? Może przestałaby być taka drażliwa? Ciekawe.
-Przydałaby mi się taka lista. Najpotężniejszych rodzin, ale też tych, które mają mało wpływów i dużo do zyskania, a nic do stracenia. - zdesperowani ludzie stanowili główną klientelę dla takich osób jak on. Inwestowanie w nich było ryzykowne, to prawda, ale częściej przynosili największe zyski. Gdy nie mieli z czego płacić... No cóż. Zawsze znajdzie się jakiś sposób, aby się odpłacić. Nie muszą to być koniecznie pieniądze. -O Nocturn nie musisz się martwić. Tam akurat nie będzie problemów. Z tym poradzę sobie sam. Transport. Morski głównie, ale nie tylko. Każda rodzina, która macza palce w handlu. Czy to przysługami, antykami, czy informacjami. Wszystkim w zasadzie. - pokiwał powoli głową, próbując zmyć posmak czekolady z języka, za pomocą whisky. Czuł się trochę, jakby rzeczywiście Brenna była jego cynglem, a ona wydawał jej polecenia co ma zrobić. Może jednak jeszcze zrobią z niej mafiose, jak to kiedyś, dawno temu, przewidział. Odwrócił się do niej w pełni, jakby teraz był czas, aby poświęcić jej całą swoją uwagę. Słuchał uważnie, jak wymienia poszczególne miejsca, kiwał głową, gdy argumentowała poszczególne miejsca. Zastanawiał się przez chwilę.
-Pokątna odpada, za bardzo na widoku. Dolina Godryka... Co za dziwna nazwa swoją drogą... Nie potrzebuję zżytych ludzi i wścibskich spojrzeń. Potrzebuję spokoju, potrzebuję miejsca na uboczu, gdzie mógłbym być w spokoju nienawidzony przez swoją narzeczoną. - powiedział kwaśno, ale kąciki ust powędrowały delikatnie w górę. Warto zauważyć, że nie powiedział tego, że sam jej nienawidzi. Bo to było zdecydowanie bardziej skomplikowane niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. -Więc Little Hangleton chyba brzmi najbardziej rozsądnie. Przynajmniej dla mnie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
09.01.2026, 14:42  ✶  
– Rzeźba była na dole. Zauważyłam ją, gdy spadłam – oświadczyła Brenna z poważną miną. – Czekolada jest odpowiednia dla każdego, a karty mają wartość kolekcjonerską – zapewniła, przyjmując jednocześnie swoją herbatę od barmana i posyłając mu uśmiech. Spoważniała trochę, gdy Alexander wspomniał o tym, że pewnie posłano za nim jakichś ludzi, chociaż rozluźniła się, kiedy okazało się, że mieli go tylko pilnować.
Czasem myślała sobie, że naprawdę fajnie byłoby skopać tyłek ojca Alexandra. Ale była to jedna z tych myśli, których nie wypowiadała na głos.
– Och. Nie poinformowali was, że to było wasze przyjęcie zaręczynowe? – powtórzyła, i do fantazji o skopaniu tyłka ojca Alexandra dołączyła jeszcze druga, o przestawienia mu nosa. Wyglądałby znacznie lepiej z gustownym garbem na nosie. – Jestem pewna, że niektórzy przyszliby choćby z ciekawości – zapewniła, uśmiechając się znów do niego, ponownie rozpogodzona. Czy byłaby gotowa urządzić coś takiego? Oczywiście, że tak, i to z typowym dla siebie rozmachem, choć pewnie okrajając listę gości względem tego, jaką zwykle sama robiła, bo Alex pewnie nie chciałby znaleźć się w pokoju wypełnionym po brzegi przez gliniarzy. Tak czy inaczej na razie musiało to poczekać, bo póki co nie miał domu, w którym można by przyjmować kogokolwiek.
Brenna wydobyła z jednej z kieszeni – a miała ich kilka – tym razem notatnik i ołówek, wydarła z niego stronę i zaczęła odnotowywać najważniejsze informacje.
– To tak, jeśli chodzi o drogę morską, Flintowie. Castiel i Cynthia Flint to moi przyjaciele, mogę dać ci więc kontakt, ich ojciec się w tym specjalizuje. Chodziłam też do szkoły z Dægberhtem Flintem, on jest żeglarzem, przyjmuje prywatne zlecenia i zamówienia, więc wydaje mi się, że może to być to, czego potrzebujesz… mogę ci zapisać adres sowy, ale na odpowiedź można poczekać, bo może być gdzieś na Alasce czy coś. Shakleboltowie… zapiszę ci adres oceanarium, gdybyś chciał uderzyć do nich. Członkowie tej rodziny to nieźli poławiacze pereł, umieją oddychać pod wodą – relacjonowała, przy okazji odnotowując najważniejsze informacje. Czy gadała dużo? Tak. Brenna zasadniczo niemal zawsze gadała dużo, przynajmniej póki nie wydawało się, że jej rozmówcy to bardzo, bardzo przeszkadza. – Handel na Nokturnie… cóż, Borginowie. Nie powiem, żebym za nimi przepadała, ale mając nazwisko, poradzisz sobie sam. W teorii też Robert Mulciber, ma tam sklep z kadzidłami, ale z nim bym uważała. Poza tym… na Nokturnie jest taki pub. Rejwach. Gość, który go prowadzi, za parę sykli może podrzucić informacje – stwierdziła, ani drgnięciem głosu, ani powieki, nie zdradzając, że ten gość to jej wydziedziczony krewny. – Quintessa Longbottom może cię zainteresować, jeśli chodzi o załatwianie legalne niektórych towarów czy ekspertyzy, jest w tym dobra, też mogę podrzucić ci kontakty. Carrowowie zajmują się kolejami, gdybyś tego potrzebował… Yaxleyowie zajmują się zleceniami, gdy idzie o magiczne stworzenia, nieźle znam Geraldine Yaxley, łowczynię potworów, gdybyś potrzebował. A jeśli chodzi o najbardziej wpływowe rody czystej krwi… cóż, Blackowie, Malfoyowie, Macmillanowie, Prewettowie, to te, które wymieniłabym w pierwszej kolejności.
Wręczyła mu kartkę, zapisaną starannym pismem, z kilkoma nazwiskami oraz danymi kontaktowymi – tam, gdzie wiedziała, że ich przekazanie nie będzie problemem dla osoby, której dotyczyło.
– Jeśli chodzi o Leacha, to cała opowieść. Ogółem przed nim Ministrem Magii był Malfoy, bogacz, czysta krew, i tak dalej. I nagle przegrał z mugolakiem. Jak łatwo się domyśleć, nie wszyscy przyjęli to dobrze. Trochę ludzi odeszło wtedy z Ministerstwa w proteście, między innymi Mulciberowie. O Leachu zaczęło krążyć mnóstwo paskudnych plotek, w rodzaju zdradza żonę, manipuluje magią podczas mugolskich rozgrywek i tak dalej… – Wzruszyła ramionami. Jeśli szło o nią, uważała, że to była nagonka, ale też… - …pokazało to, że nasz świat nie jest jeszcze gotów na mugolaka. Na moje najlepiej byłoby, gdyby po nim wybrano kogoś półkrwi, jako swego rodzaju kompromis, ale padło na Eugenię Jenkins.
Na razie ta za krótko pełniła urząd, by go oceniać, a i Brenna nie była aż tak głupia, by przypadkiem publicznie zacząć ją krytykować, skoro ta była jej szefową.
– Little Hangleton, w takim razie. Myślę, że to idealne miejsce dla ciebie. Mogę pomóc w zorientowanie się, co udałoby się tam zdobyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#7
09.01.2026, 16:57  ✶  
-Zauważyłaś ją... Gdy spadłaś? - sam nie wiedział dlaczego go to zaskoczyło. Był przecież świadkiem tego jak Brenna "zeskakuje" z pomnika, po czym robi "super hero landing" zdzierając sobie kolano do krwi. Pokręcił tylko głową na myśl, że prawdopodobnie to musiało wyglądać bardzo podobnie. Słowo daję. Zajdźcie jej jakiegoś faceta, który będzie ją pilnował, bo pewnego dnia dziewczyna zachłyśnie się wodą i się udusi, jeśli nikt nie będzie jej pilnował.
-Dla każdego... Nie poznałaś Yeleny. Jak kupiłem jej perły to powiedziała, że są brzydkie, czemu nie różowe. Choć... Dziwne, bo nadal je nosi. - tak samo jak futra, które jej kupiłem, suknie, wymyślną bieliznę. Czasem Alexander myślał, że ona robi to wszystko celowo, ale gdzieś tam w głębi duszy jest mu za to wszystko... wdzięczna? Hah. Alexander parsknął w swoją szklankę, opluwając się alkoholem, gdy tylko pomyślał o tym w ten sposób. Yelena. Wdzięczna.
Odchylił się do tyłu na swoim stołku, śmiejąc się głośno, jakby ktoś dopiero opowiedział mu całkiem niezły dowcip. Widać było, że od dawna się nie śmiał. W zasadzie zaryzykowałbym stwierdzenie, że nigdy. Trwało to chwilę, aż w końcu udało mu się uspokoić. Zamrugał kilka razy, aby pozbyć się łez, które miał w kącikach oczu.
-Przepraszam... Oh... Pomyślał o czymś absurdalnym. - powiedział starając się nieco wytłumaczyć ze swojego zachowania. No bo powiedzmy sobie szczerze, nie miał zamiaru jej wystraszyć, a ten nagły wybuch śmiechu nie był normalny. Nie w tej sytuacji. -Już dobrze... Więc... Co do naszego przyjęcia zaręczynowego. Ani ja, ani Lena nie wiedzieliśmy o tym, że to przyjęcie dla nas. U nas święta obchodzi się w styczniu, więc... Mój ojciec zabrał mnie na przyjęcie. Myślałem, że to przyjęcie Bożonarodzeniowe. Nawet spotkałem tam taką kobietą, mówię Ci. Była piękna. Miała takie krwisto czerwone włosy. Od razu rzuciła mi się w oczy... Chwilę flirtowaliśmy. Rozmawiało nam się tak dobrze. Była idealna w każdym calu. A potem... Potem mój ojciec powiedział mi, że to właśnie z nią mam się w przyszłości ożenić. - i w zasadzie gdzie tu problem? Już wyczuł to niezadane jeszcze pytanie. Wiedział, że Brenna siedziała tam nieco skonfundowana, nie wiedząc za bardzo gdzie był problem w tym wszystkim. -Lena Karkaroff. Rodzina, która przelewała krew naszą, tak jak nasza przelewała ich. Byliśmy w trakcie wojny. Mieliśmy się zniszczyć, mieliśmy zniszczyć ich. Więc mój ojciec stwierdził, że to doskonały pomysł, aby zakończyć ten konflikt... Ślubem. Rozumiesz!? Mam poślubić kogoś, do kogo nienawiść mam wypisaną w genach! Mam poślubić kogoś kogo nienawidzę... - kocham- dodał w myślach -... każdą komórką mojego ciała.
Trochę się tutaj Alexander zdenerwował. Jakby... Oczywiście, że w jego mniemaniu miał prawo, bo przecież sytuacja była tak popaprana, z jego punktu widzenia, że to nie było normalne. Miał prawo sobie przecież tak wybuchnąć. Zwłaszcza, że bardzo długo dusił to w sobie. Bo komu miałby to powiedzieć? Lenie? Ona już o tym doskonale wiedziała. Ojcu? Ojciec i tak go nie słuchał. Swojej siostrze? Chciał jej tego oszczędzić. Jej jedynie.
Tak więc słuchał jej uważnie, jednak każde nazwisko, które Brenna wypowiadał brzmiało dla niego dosyć obco, więc kiwał tylko głową. Był zadowolony z faktu, że postanowiła to wszystko mu zapisać na kartce. Może w ten sposób łatwiej mu będzie się w tym połapać, bez jakichś strasznych pomyłek. Jedyne nazwiska, które kojarzył to Malfoyowie, Blackowie. Tych kojarzył ze słyszenia. Zwłaszcza, że byli jakoś tam spokrewnieni ze sobą. Czy coś takiego. Nie za bardzo się przejmował Angielskimi rodami czystej krwi. Od natłoku informacji jednak aż rozbolała go głowa. Brenna tłumaczyła wszystko dosyć dobrze, ale mówiła też dość szybko. Co nie było dobrym połączeniem.
-Więc przychodzi sobie jakiś mugolak, po czarodzieju czystej krwi, i tak o, zostaje wybrany ministrem? Chwila, bo, z całym szacunkiem, coś tutaj śmierdzi, i to nie jestem z całą pewnością ja. - powiedział spokojnie Alexander. Jak szybko mógł zmieniać nastrój w ciągu tych kilku minut. Z rozbawienia w złość, ze złości w zaskoczenie. A potem znowu, to znaczy teraz, neutralność. Dziwne były historie polityczne w świecie magicznym, jednak Wielka Brytania wydawała się jeszcze bardziej pokręcona niż reszta świata. Może wypadałoby zasiąść tutaj, zastanowić się co niekoniecznie działało i zmienić to? Ale tradycjonaliści raczej by na to nie pozwolili. Jak widać na załączonym obrazku drastyczne zmiany były... Niezbyt akceptowalne. Więc może zamiast szybkiego i nagłego zwrotu w polityce, lepiej byłoby skupić się na powolnym zmienianiu kierunku? Jednak Alexander nigdy nie zajmował się polityką, a i polityka Wielkiej Brytanii była dla niego niezbyt interesująca. W końcu nadal postrzegał ten kraj jako obcy, nawet jeśli miał się tu przeprowadzić.
-Jasne. To by sporo pomogło. I tak już sporo zrobiłaś. - powiedział upijając kolejny łyk swojego trunku. W zasadzie to zrobiła bardzo dużo. I to wszystko z pamięci. Dobry był z niej cyngiel.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
11.01.2026, 17:42  ✶  
– Tak, potem doszłyśmy do wniosku, że chyba naszym planem było zrzucić tę rzeźbę z wieży… – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, dość szybko jednak zapomniała o upijaniu się, belkach pod sufitem oraz rzeźbach, całkowicie skupiona na opowieści Alexandra. Nienawidzenie go w spokoju, perły nie różowe, ale noszone, przyjęcie – niespodzianka z zaręczynami, wcześniejszy flirt, rodzinna waśń, jego podsumowanie całej sytuacji.
Milczała nietypowo długo dla siebie, układając to sobie wszystko w głowie. Nie doszła do wniosku, że Alexander był szaleńczo w Yelenie zakochany i to historia rodem z Romeo i Julii tylko, oby, bez trucizny i bez sztyletu, bo byłyby to wnioski za daleko idące, a ona jednak nie chowała się tylko na powieściach romantycznych. Łatwo było jednak parę rzeczy zaobserwować, a tego, że był nią przy pierwszym spotkaniu oczarowany nawet przecież nie próbował kryć.
– Och uwierz, że bardzo chętnie ją poznam. Zwłaszcza że pewnie nie zna tu zbyt wielu osób? I… Alex, to dziewczyna, w dodatku młoda. Nie wierzę, że masz w sobie wpisaną nienawiść do kogoś takiego, w dodatku taką dramatyczną, w samych… eee… komórkach ciała, z powodu jej nazwiska – stwierdziła w końcu, przy tych słowach nawet się uśmiechając, choć spoważniała szybko, bo sama sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Aranżowane małżeństwa nie odeszły jeszcze w przeszłość zupełnie także i w Anglii, ale tutaj jednak od ładnych kilku lat człowiek zwykle nie dowiadywał się o nich w chwili, w których zaręczyny ogłaszano. – Na mój gust jest wkurzona, że postawiono ją w takiej sytuacji, a że niewiele może z tym zrobić, jeśli nie chce odciąć się od rodziny, narzeka na perły i wyładowuje się na tobie… nie mówię, że słusznie, bo w gruncie rzeczy oberwałeś dokładnie tak samo, jak ona.
Najchętniej poradziłaby mu, żeby uznał, że jebać to wszystko i zaczął nowe życie, ale Aristov nie był dzieckiem. Jeśli nie sięgał po takie rozwiązanie, mógł mieć ku temu wiele powodów. Mógł nie chcieć stracić pozycji, mógł być przywiązany do rodzinnych tradycji, uważać, że to naturalna kolej rzeczy, obawiać się, co wtedy zrobi jego ojciec.
Albo naprawdę był oczarowany Yeleną.
Niezależnie od tego, jak wyglądała prawda, nie potrzebował porad tego typu.
– Próbowałeś zabrać ją na randkę? Taką żeby lepiej się poznać? Gdzieś, gdzie nie będą was gonić żadni dziwni ludzie z Rosji czy coś? – spytała zamiast tego. Małżeństwa aranżowane zazwyczaj zdaniem Brenny nie kończyły się dobrze, zwłaszcza dla żon, ale mogli przynajmniej spróbować się dogadać. – Odezwę się, jak będę wiedziała, czy są jakieś oferty z Little Hangleton.
Omal nie roześmiała się na kolejne słowa Alexandra, ale zmusiła się do zachowania poważnej miny. Nie było w tym niczego zaskakującego: pochodził z Rosji, z tamtejszego rodu czystej krwi, więc jego zaskoczenie należało uznać za naturalne.
– Leach wcześniej pracował w Ministerstwie i był całkiem skuteczny. A Malfoy podczas kadencji narobił sobie trochę wrogów. Zwyczajnie go wybrano, nie było w tym wielkiego przekrętu. Sama byłam zaskoczona, że wygrał, ale mam wrażenie, że… niektórzy już bardzo mieli dość poprzedniego Ministra albo uznawali, że nie ma opcji dla nich i nie szli głosować – stwierdziła. Na polityce znała się o tyle, o ile, nie wiedziała więc tak naprawdę, jakie procesy do tego wyboru doprowadziły. – Domyślam się, że w Rosji coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#9
12.01.2026, 11:59  ✶  
Zrzucić rzeźbę z wierzy. Może Brenna planował zamach? W końcu kto normalny zrzuca rzeźby z wież? Psychopaci, kolaboranci i seryjni mordercy. No i najwidoczniej Brenna po pijaku. To tylko utwierdzało coraz bardziej Alexandra, w przeświadczeniu, że Brenna nadawałaby się na cyngla. Zwłaszcza z tą jej dziwną niezdarnością, na którą mogłaby zwalić większość swoich morderstw. "O matko. Przepraszam, potknęłam się i wepchnęłam Pana prosto pod jadący autobus?" Tak by to mniej więcej wyglądało. Albo tak wyglądało w wyobraźni Alexandra. Wolał jednak jej za bardzo nie drażnić, więc nic nie powiedział. Jeszcze zrzuci mu na głowę rzeźbę, a tego Alexander o dziwo nie chciał.
Brenna chciała poznać Yelenę? Przecież to by było potworne. Okrutne, straszne. Nie było tylu epitetów, aby określić to jak to spotkanie mogłoby przebiegać. Bo z jednej strony to była duża szansa, że Yelena dogadałby się z Brenną, wtedy nie dość, że musiałby walczyć z Yeleną, to wciągnąłbym, chcąc czy nie chcąc, Brennę w tę ich walkę. Choć może przydałby im się jakiś mediator, który mógłby załagodzić całą tę sytuację. Alexander przez chwilę analizował tę sytuację, zastanawiając się nad tym dosyć mocno. To nie był jednak ani czas, ani miejsce na takie przemyślenia.
-Od dziecka wpajali mi, że Karkoroffowie są źli, że należy ich zabić, zniszczyć, że świat bez nich będzie lepszym miejscem. Cała tan złość, której mnie uczono, ta nienawiść, on nie może po prostu tak o, zniknąć. To nie tak działa człowiek. Jak z dnia na dzień zmienić przyzwyczajenia? - może i mówił to chłodnym tonem, może był zły, ale nie była to złość skierowana na nią, nie na Lenę, nie na Brennę. Tutaj raczej obwiniał ojca i jego ruchy na planszy, ciągłe przestawianie bierek. Tej jego szachy, kiedy zamiast figur miał własne dzieci. -I co? Jest wkurzona, dlatego mam jej na wszystko pozwalać? Znasz mnie, przynajmniej trochę. Wiesz, że nie dam się tak traktować. Jestem zbyt uparty.
Ale chyba robimy tutaj jakieś postępy. Przyznał, że jest uparty, a to już coś. Nawet nie drobny krok, a raczej wielki skok, przynajmniej z punktu widzenia Alexandra. Pokręcił jednak tylko głową, starając się już więcej o tym nie myśleć. To nie było zdrowe. W zasadzie to cała ich relacja Lena-Alex, była niezdrowa, ale to chyba akurat łatwo było zauważyć, kiedy tak dokładnie i przemyślanie niszczyli się wzajemnie. Jednak po tym Brenna zapytała, czy Alexander próbował ją zabrać na randkę i Aristov poczuł nagłą chęć, aby się zaśmiać. Dlaczego miałby zabierać Lenę na randkę? Przecież jej nie kochał. Więc kolejny raz pokręcił głową, jednak tym razem bezpośrednio jako odpowiedź na jej słowa.
-Będę wdzięczny, za każdą informację. - odpowiedział szczerze, ale nie spojrzał na nią, z myślami utkwionymi nadal gdzieś w okolicach Yeleny i pytania Brenny o randkę. Gdzieś tam w głębi czuł, że może mógłby ją gdzieś zaprosić, wyjść gdzieś razem z nią, tylko ich dwoje, romantyczny wieczór. Ale czy to do nich pasowało? Udawaliby tylko przed publicznością, przed sobą, że dobrze się bawią, a myśli... Skąd miał wiedzieć co ona o nim myśli, kiedy wcale tak naprawdę nie rozmawiali między sobą. Trwali tak w tej dziwnej stagnacji. Z zamyślenia wyrwał go ponownie głos Brenny, która teraz zaczęła opowiadać mu o Leachu.
-Szczerze mówiąc to w Rosji wcale nie było takich sytuacji. System jednopartyjny przeniknął na dobre, nawet do świata czarodziejów. Albo zgadasz się z tym co głosi partia, nawet jeśli nie zgadzasz, albo znikasz. Są dwie opcje. Może to wyjdzie mi na dobre, że się wyprowadzam. Odpocznę od ojca, od tego co dzieje się w kraju. Jedynie szkoda mi tego, że zostawiam tam siostrę... Poznałaś Anastazję? - zapytał Alexander na koniec. Nie był do końca pewien jak to wszystko rozegrało się, gdy Alex odprowadził wtedy Brennę do domu, gdy była w odwiedzinach w Rosji. Może miała okazję, może nie. Sama Anastazja nie chwaliła się tym zbytnio.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
12.01.2026, 16:21  ✶  
– Taaaak, i niezbyt się temu dziwię. I że możesz powiedzieć „nienawidzę Karkoroffów”. Ale naprawdę chciałbyś źle życzyć Yelenie Karkoroff, konkretnie jej, stojąc naprzeciwko niej, tylko dlatego, że nosi takie nazwisko? – spytała Brenna, przekrzywiając lekko głowę, gestem, charakterystycznym dla siebie gestem, i przypatrując się Alexandrowi z ciekawieniem. Może miała o nim trochę za dobre zdanie: praca i coraz bardziej napięta sytuacja w kraju sprawiały, że zasada „stała czujność!” niby powoli zyskiwała pierwszeństwo w jej duszy, ale jakoś ciągle lubiła dostrzegać w ludziach dobre cechy. I chyba nie chciała postrzegać Alexa jako kogoś, kto naprawdę nienawidził przypadkowych dziewczyn, bo należały do złej rodziny. - Może powinieneś więc spróbować z tą randką? Gdzieś, gdzie za wami nie trafią. Nie żeby ją uwodzić albo zadawalać wasze rodziny, ale jakby... żeby poznać osobę, z którą najwyraźniej przyjdzie ci dzielić przynajmniej część życia i dać jej szansę na to samo.
Jasne, optymalna sytuacja, zdaniem Brenny, to była taka, w której na randkę szły dwie osoby jeśli niezainteresowane sobą nawzajem, to przynajmniej biorące pod uwagę, że takie zainteresowanie może się pojawić. Ale skoro Alexander i Yelena i tak byli na siebie skazani… czemu nie mieliby przynajmniej spróbować?
– Nie mówię, ze masz grzecznie dawać sobą pomiatać, Alex. Nie powiedziałabym tego nikomu, niezależnie od jego uporu – powiedziała łagodnie. On w końcu był w tej samej sytuacji, co Yelena. Jasne, mogło być mu trochę łatwiej, bo zwykle aranżowane małżeństwa były trochę prostsze dla mężczyzn i Alexander był trochę starszy. Ale to nie znaczyło, że nie znalazł się w paskudnej sytuacji.
Tyle że gdyby nie chciał nawet próbować, nie dałby jej tych cholernych, nie różowych pereł, prawda?
– Napiszę list za parę dni i możemy wybrać się na wstępne oglądanie albo dam ci adresy, jeżeli wolałbyś być sam z Yeleną – oświadczyła już radośniejszym tonem, bo polowanie na nieruchomość w Little Hangleton wydawało się jej zabawne, i to mimo tego, że wiedziała, że będzie trzeba uważać, żeby na przykład na strychu nie było duchów, a w ogródkach trupów. – Nooo to tutaj niezgadzanie się z Ministrem pewnie po prostu nie będzie mile widziane, chociaż są tacy, którzy woleliby to widzieć inaczej. W każdym razie, jeśli ktoś czystej krwi będzie przy tobie psioczył na Leacha, to już wiesz, o co chodzi. Teraz podobno choruje…
Czy była na tyle podejrzliwa, aby zakładać, że nie była to choroba naturalna? Może. Może nie.
- …więc już nie angażuje się w politykę, a i po tym, co o nim wypisywano, niezbyt się dziwię. A Jenkins ma póki co prawie czyste konto, więc tu ciężko powiedzieć. W sumie twój ojciec pewnie nawet nie pozwoliłby ci się tu sprowadzić, gdyby wciąż władał poprzedni Minister…
W końcu ród Alexa był raczej jednym z tych konserwatywnych. Raczej nie wyobrażali sobie u władzy mugolaków.
– Pamiętam ją, chociaż nie mogłam z nią spędzić wiele czasu. Może i lepiej, twój ojciec pewnie szybko by uznał, że mam na nią zły wpływ…
I nie chodziło nawet o poglądy odnośnie tego, że ci czystej krwi są lepsi. Od rosyjskich dziewcząt wymagano w końcu bardzo konkretnego zachowania, języka i umiejętności, i Brenna nie wpisywała się za bardzo w te standardy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (4828), Brenna Longbottom (4013)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa