• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[15.10.1972, Dziurawy Kocioł] Zapachniało powiewem jesieni

[15.10.1972, Dziurawy Kocioł] Zapachniało powiewem jesieni
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#1
13.12.2025, 22:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:13 przez Lorraine Malfoy.)  
Spotkanie z nowym klientem miało się przesunąć, tak przynajmniej zakomunikował jej jeden z pająków, który już czekał na nią w Dziurawym Kotle. Lorraine nie ryzykowała swoim bezpieczeństwem. Nawet, gdy spotykała się w miejscach publicznych, dbała o to, żeby czuwało nad nią kilka par znajomych oczu. Nie przejęła się jednak zbytnio nieoczekiwaną zmianą planów. W tej samej chwili zauważyła bowiem, że na skromnym podeście, który robił za scenę podczas okazjonalnie organizowanych w Dziurawym Kotle występów artystycznych, rozkładają swoje instrumenty znajomi muzycy.

"Zaprosili mnie, żebyśmy zagrali wspólnie kilka kameralnych koncertów, nie spodziewałam się, że nawiążemy współpracę na dłużej", wyjaśniła dawno niewidziana koleżanka, po tym jak już wyściskały się z Lorraine. Półwila przywitała się też z resztą muzyków. Oparta o pianino, przyglądała się, jak dostrajają się przed występem, rzucając zaklęcia nagłaśniające na instrumenty. Patrząc, jak koleżanka skupia się na poprawnym spleceniu czaru, nachyliła się nad klawiaturą pianina, aby pomóc jej dostroić je do swoich potrzeb. Jak gdyby od niechcenia wygrała jedną ręką motyw powtarzający się w refrenie ludowej przyśpiewki, która miała się znaleźć w dzisiejszym repertuarze. Zawsze lubiła jej słodkie i sentymentalne brzmienie, zachwycające były też słowa, proste, ale poruszające do głębi. Może dlatego natychmiast niemal poderwała głowę, gdy usłyszała, jak ktoś cicho mruczy pod nosem słowa przyśpiewki. Wytrenowanym uchem od razu szło poznać talent. Zaczęła szukać wzrokiem tego, kto zanucił piosenkę... Jeżeli słuch jej nie zawodził, głos niósł się od strony baru. Lorraine pożegnała się z muzykami, życząc im udanego występu, po czym udała się na poszukiwanie nieznajomej, w której drzemał ogromny talent. Nietrudno było ją znaleźć, bo chociaż szybko przestała nucić, w jej stronę zdążyło się już odwrócić kilka ciekawskich głów. Nie siedziała zresztą daleko. Lorraine przeszła między stolikami, kierując się w stronę baru, pozdrawiając skinieniem głowy tych, których znała... A znała tutaj wielu. Zatrzymała się nawet na krótką pogawędkę z lekko podchmieloną panią Fawkes, ale spojrzeniem wciąż uciekała w stronę baru, gdzie siedziała tajemnicza nieznajoma.

– Nie słyszałam jeszcze takiego głosu. Gdybyś zaśpiewała, to byłoby tak, jak gdyby śpiewała sama bogini – rzuciła lekko Lorraine, przysiadając się do blondynki. Na jej ustach zajaśniał delikatny uśmiech. Przez chwilę po prostu przypatrywała się nieznajomej. Choć nie przestawała przesuwać czujnym spojrzeniem po jej twarzy, począwszy od zgrabnie wykrojonych ust aż po lśniące wesoło oczy, na których zatrzymała się wreszcie na dłużej jej uwaga, czuć było, że jest zwyczajnie ciekawa tego, kim jest siedząca obok kobieta. Lorraine miała dobrą pamięć do twarzy, a nie przypominała sobie, żeby wcześniej ją tutaj widziała.
– Gdzie się tak długo chowałaś? Wiesz, jak bardzo brakuje nam naturalnych altów w kowenowym chórze? – spytała z żartobliwą przyganą, rozpinając misternie zdobione, acz nieco już wytarte używaniem guziczki jasnego płaszcza, który odziedziczyła po starszej kuzynce. Chociaż miał ładną podbitkę, którą było widać, gdy poprawiła jego poły, usadowiwszy się na barowym stołku tak elegancko, jak to tylko było możliwe, płaszcz wydawał się zbyt zimny jak na tę pogodę. Może dlatego Lorraine nie zzuła go z siebie, a jedynie rozsupłała szal, który potem posłała zaklęciem w stronę stojącego w kącie wieszaka. Mimo że spędziła już w ciepłym wnętrzu baru trochę czasu, wciąż czuła się niedogrzana po tym jak przespacerowała się Pokątną w swym podszytym wiatrem płaszczu.

– Panie Finn, podałby nam pan, proszę, tego nowego grzańca? Dla mnie, i dla...? – Lorraine poruszyła znacząco brwiami, prowokując nieznajomą, żeby zdradziła swoją tożsamość. – Ja stawiam – dodała już ciszej, uśmiechając się szelmowsko.

Zdołała pociągnąć jedynie malutki łyczek grzańca pachnącego goździkami, cynamonem i przyprawami korzennymi, wciąż bowiem znad kamionkowej szklanicy ulatywała para, a gorący napój parzył lekko spierzchnięte zimnem usta. Już poczuła jednak, jak ciepło rozlewa się powoli w jej ciele.


Yes, I am a master
Little love caster
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#2
15.01.2026, 21:46  ✶  
Dziurawy kocioł stał się mimowolnie jej ulubionym miejscem. Knajpa na pograniczu, ostatni taki zajazd na Litwie między światami, limbo, a jednak na bogato. Bawiło ją to, że miejsce w którym mógł się spotkać każdy uważane było za takie luksusowe, bawiła ją przestrzeń, bawiły pokoje na pięterku do wynajęcia niekoniecznie na dni, bawiła ją obsługa i bawili goście.

Więc bywała tu częściej niż zakładała, czekając aż jej malutka siostrzyczka zakończy swoją katorżniczą pracę jedną drugą czy trzecią, kto by policzył ile to dziewuszysko chciało pracować, jak Urd nigdy, to widocznie musiała być krew ich ojca, której starszej z córek poskąpiono.

A teraz przysiadła się do niej nieznajoma, skuszona ledwie kilkoma dźwiękami, które wysmyknęły się z ust i z miejsca dostała ona tabliczkę (widmową) na swoje wychudzone cycuszki, że też była zabawna. Fakt faktem, że Urd była już po pierwszej herbatce mającej rozgrzać jej smutne październikowe życie bezrobotnego.

Oszczędności topniały jak śnieg, który tu nie spadł. Bieda w kraju, zamiast opadu lodu mieli tu opady popiołu jak zasłyszała z plotek i mrożących krew w żyłach opowieściach dotyczących wydarzeń sprzed miesiąca.

– To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu. – zaśmiała się serdecznie, odchylając ku nieznajomej z szerokim, życzliwym uśmiechem. Jej kiesa była coraz lżejsza i musiała przyznać w końcu sama przed sobą i przed całym światem, że przydałaby się jej robota. Śpiewanie... może nie byłby to taki kiepski pomysł na życie? Ostatecznie mogła skorzystać z tego, że nie była mugolką, a jej młodość jeszcze (nieco naciąganie) się nie skończyła.

– Ja i koweny nie pasujemy zbytnio do siebie. Zbyt łatwo mi przychodzi przekonać samą siebie, że alkohol przeznaczony na ofiary najlepiej ofiarować mnie samej. – mrugnęła do niej okiem porozumiewawczo, a potem złapała drobną blondyneczkę za ramię kiwając głową. – Nie, nie, ja już go próbowałam i podziękuję, dziś myślę skoro już o kowenie mowa, to na drugą nóżkę herbaty z duchem poproszę. Tej wiesz której i wiesz jaką. – Egzorcystka na razie skutecznie pozbawiała "ducha" Dziurawy kocioł, ale kto wie, kto wie...

– Jestem Urd Nordgresim, egzorcystka, amatorka śpiewu i dobrej zabawy. A Ty moja dobrodziejko? Wyglądasz na kogoś bardzo miejscowego. Ten kolor włosów... dość charakterystyczny w magicznym Londynie czyż, nie? – Rzuciła okiem, trochę podziwiając, trochę zazdroszcząc. Nie musiała mieć nic więcej, aby wiele drzwi stawało przed nią otworem, ale taki cudny jasny poblask... trochę jak morska piana, trochę jak Møns Klint... To była główka, o której mogli pisać poeci. Przynajmniej o tym co było na zewnątrz. A w środku? To miało się okazać, choć już miała pewne przeczucia, że było tam dużo miejsca na sakralne kadzidła.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#3
01.02.2026, 16:19  ✶  
Barowe stołki pewnie celowo robili takie niewygodne. Gdy siedzenie gniotło w dupę, łatwo było zapomnieć o tym, że ma się w niej kija. A Lorraine, jak to wszystkie wysoko urodzone damy, miała czasem strasznego kija w dupie. Usłyszawszy słowo "cipka" na salonach, pewnie uniosłaby delikatnie brwi, zażenowana, że używa się przy niej tak obscenicznego języka. Ale w codziennym życiu? Nie drgnęła jej nawet powieka. Spotykała się z tak wieloma tak różnymi ludźmi. Chociaż sama dbała o zachowywanie odpowiedniego decorum niezależnie od tego, z kim by nie rozmawiała, nie wymagała tego od innych, jeżeli traktowana była z szacunkiem.

"To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu."
Nachyliła się nieco bliżej nieznajomej, jak gdyby chciała zdradzić jej jaki sekret. Przysłoniła nawet usta dłonią, żeby z ruchu warg nie dało się wyczytać tego, co chciała szepnąć nad uchem blondynki.
– Njord może mi... – ...chuja possać, uśmiechnęła się Lorraine, nie kończąc jednak wypowiedzianego na głos zdania. Jak gdyby nigdy nic odsunęła się od nieznajomej, sadowiąc się na barowym stołku tuż obok. Zanim kontynuowały rozmowę, Lorraine przewróciła wymownie oczami, tłumiąc wstydliwy chichot, jak przystało na szlachetną panienkę przyłapaną na braku powściągliwości. Na głos w życiu nie odważyłaby się powiedzieć niczego aż tak niestosownego. Umiała przecież dostosować swoje zachowanie odpowiednio do sytuacji... Umiała też balansować na granicy ogłady, której wrażenie zaraz odzyskała. Bo przecież nikt normalny nie siedział przy barze tak sztywno wyprostowanym jak ona. A już na pewno nikt nie odchylał małego paluszka jakby ujmował filiżankę z drogocennego kompletu babci, gdy pił grzańca z nieforemnej szklanicy. Jeżeli nie zdradziłby jej akcent, zawsze zrobiłby to manieryzmy.
– Pewna jestem, że przynajmniej Loki by się nie obraził – odpowiedziała gładko, już w normalnym rejestrze głosu. – A bożkowie chaosu należą zwykle do moich ulubieńców, jeżeli już mówimy o mitologii. – Sugestia była zawoalowana, ale łatwa do odczytania dla kogoś, kto miał wiedzę na temat mitologii nordyckiej. Urd z pewnością takową posiadała, a Lorraine, choć niespecjalnie kojarzyła pomniejsze postacie (i, poza domysłami, nie miała pojęcia, kim jest w ogóle cały ten Njord), znała co popularniejsze mity. A do takowych z pewnością należała opowieść o bożku Lokim, który został przemieniony w kobietę! Lorraine nie pamiętała nawet, czy przeczytała gdzieś o tym sama, czy może zostało jej to opowiedzianym przez Baldwina. A może to był Oleander, który, podobnie jak nordycki bożek, mógł pochwalić się burzą rudokasztanowych kędziorów? Nieważne, pomyślała Lorraine. Przybrała nawet na twarz swój delikatnie ugładzony, niewinnie dziewczęcy uśmiech, jak gdyby wcale nie dyskutowały właśnie o genitaliach bogów.
– Za chaos – dodała rozbawiona pówila, wznosząc toast, gdy tylko karczmarz podał jej towarzyszce zamówioną herbatkę.

Upiła drobny łyczek postawionego przed nią grzańca, przyglądając się siedzącej obok Urd. Jej nowa znajoma miała w oczach ten połyskliwy czar spirytu, który w niewielkich ilościach ślicznie szklił spojrzenie i wygładzał mowę. Prowokował, aby słodki chichot, który gnieździł się w piersi, rozlewał się wokół, czyniąc świat lepszym, piękniejszym, zabawniejszym... W większych ilościach rozlewał się też niezdrowym rumieńcem na nos i policzki. Rozlewał się na ubranie i na podłogę, lepiąc się potem obrzydliwie. Zlepiał słowa na wargach w sepleniące bezeceństwa, które wydostawały się na zewnątrz wraz z wymiocinami. Świat nie mógł stać się gorszym, gdy dzięki alkoholowi nie było się wystarczająco przytomnym, by tego świata doświadczyć. Znając wszystkie stadia upojenia alkoholowego, Lorraine nie przepadała za napojami procentowymi. Nie przeszło jej nawet przez myśl picie wina mszalnego, dlatego roześmiała się, słysząc nieoczekiwany komentarz Urd.

– Lorraine Malfoy. – Uśmiech stał się szerszym. – Nie zbawiam zbłąkanych dusz, żeby móc być nazywaną dobrodziejką, przepadam jednak za śpiewem i dobrą zabawą. Gdy tylko jest to w mojej gestii, wynagradzam więc muzyków, którzy zapewniają i jedno, i drugie. Wszyscy o nich zapominają. Jestem pianistką, wiem coś o tym. Postawiłabym im kolejkę, gdybym miała więcej w sakiewce... – Lorraine skinęła głową w stronę strojących instrumenty muzyków. – ...Ale coś czuję, że długa jeszcze noc przed nimi. Znam zresztą basistę, i wiem, że ma słabą głowę. Wolałam więc dodać animuszu tobie, gdy tak nieśmiało nuciłaś pod noskiem. Skąd przywiozłaś swoje piosenki? Bo ty tutejsza na pewno nie jesteś.


Yes, I am a master
Little love caster
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#4
03.03.2026, 15:03  ✶  
- Za chaos! - zawrótowała jej ćwierć bodajże selkie, która z racji faktu nie posiadania spadkowej skóry i tak nie mogła się poszczycić swą foczą naturą. Nie potrzebowała tego, starczyło jej, że pani bozia odpowiedzialna za rozmnażanie, użyczyła jej ładnej buzi. Nieziemsko pięknej buzi. I całkiem niezły głos, prócz słonej wody w żyłach miała z pewnością muzykę.

- Moi? Nietutejsza? - zaśmiała się serdecznie, maczając wargi w trunku, by zmyć gorycz słóweńka tak niewinnego jak „nieśmiało”. Ona i nieśmiało?! Dobre sobie. - W połowie mam krew tej wyspy i kiedyś przed laty byłam częstszym gościem na wyspach niż teraz. Ach.. - westchnęła wonią Dziurawego Kotła - To były czasy, musisz przyznać. Mniej spalenizny. Więcej wina - pokiwała głową z sentymentem, który może i brzmiałby o wiele ciężej, gdyby nie sposób podania - lekki, kokieteryjny, wręcz zabawny. Rozrywkowy.

- Nie da się ukryć, że dlatego nie wybrałam sobie muzycznej kariery. Wtedy sakiewka zawsze jest dziurawa. Egzorcyzmy jednak… ha! Zawsze ktoś umrze, całkiem sporo, statystycznie rzecz ujmując, przeżywa w związku z tym dość potężne emocje. Wystarczająco duże, by potem pozostający razy życiu potrzebowali mojego wsparcia. - wypięła pierś z dumą. Zaiste chaos był jej sprzymierzeńcem. - W ogóle słyszałam, że macie tutaj cały nawiedzony las? - pochyliła się konspiracyjnie ku Lorraine, z uwagą przyglądając się swojej rozmówczyni. Nie miała wielkich oczekiwań co do lasu. Zazwyczaj ludzie reagowali żywiej, gdy duchy zagnieżdżały się w domach. A kawałek zielska? Zawsze mógł poczekać. Na święte nigdy. - Ładnie się tu urządziliście w ogóle. Finn Wam się dorzuca do zespołu, czy zbieracie do kapelusza? - uciekła wzrokiem do pianina i rozstawiającego się w wyznaczonym miejscu zespołu.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#5
07.03.2026, 20:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2026, 20:27 przez Lorraine Malfoy.)  
– Przed laty? – zagadnęła przekornie Lorraine, przewracając wesoło oczami. – Daj spokój, wyglądasz jakbyś ledwo wyszła z Hogwartu – dodała, delikatnie stukając się kubkiem z Urd w geście wznoszonego toastu. Zawahała się delikatnie na wspomnienie zniszczeń, jakie pozostawiła po sobie Spalona Noc, nawet jeżeli sugestia była subtelną. Starała się nie wracać myślami do zgliszczy domu w Little Hangleton. – Dobrze, że nie byłaś świadkiem tych pożarów – powiedziała tylko, ucinając temat Spalonej. Bliżej zainteresowała się jednak sentymentem obecnym w głosie Urd. – Masz tutaj może rodzinę? – zagadnęła łagodnie Lorraine. – Znane jest mi nazwisko Nordgesim, ale do tej pory miałam przyjemność poznać chyba tylko twojego kuzyna, Hjalmara. Czy jesteście jakoś bliżej spokrewnieni? To bardzo szlachetny i bogobojny człowiek. Pomyślałam, że jesteście podobni – mrugnęła do Urd, pozwalając jednak zrazu ponieść się rytmowi dyskusji.

A miały przecież do przedyskutowania tak wiele!

– Och, mamy tak wiele nawiedzonych lasów, że nie wiem nawet, o którym konkretnie mówisz. – Niektórzy (na przykład Baldwin, który zachowywał się tak, jak gdyby dłuższy spacer na łonie natury miałby się zakończyć dla niego śmiercią tragiczną) nazwaliby nawiedzonym nawet las otaczający posiadłość rodziny Malfoy. Nie dlatego, że rozciągał swe podwoje w okolicach monolitów Stonehedge, gdzie tego lata niemal doszło do rytualnego mordu, ale dlatego, że grasowała tam cała gromadka psów ich stryja. Czy Urd wiedziała jak to jest być przygniecionym do ziemi przez pięć wielkich borzoiów żądnych pieszczot? Lorraine szczerze w to wątpiła. Upiła łyk swojego grzańca, uśmiechając się do wspomnień, jakie wyniosła z kolejnego nawiedzonego lasu, Lasu Wisielców, było to wszystko jednak zbyt prywatne, aby dzielić się tym z dopiero co poznaną osobą. – Jeżeli jednak chodzi o Knieję Godryka, mogę cię zapewnić, że tamtejsze widma są jak najbardziej realnym zagrożeniem. Od czasu Beltane... – Lorraine pokręciła głową, a posmutniawszy nagle, urwała. – Wszędzie lęgnie się zło. Tak właśnie dzieje się, gdy ludzie uważają się za równych bogom, i próbują zaburzyć naturalną równowagę świata.

Z wdzięcznością przyjęła zmianę tematu na wysokość gaży zespołu. Zerknęła przelotnie w stronę sceny.

– Nie mam pojęcia. "Nie wybrałam sobie muzycznej kariery, bo wtedy sakiewka zawsze jest dziurawa" – przewrotnie powtórzyła słowa Urd, uśmiechając się psotnie do siedzącej obok kobiety. Widocznie zawahała się jednak, a w jej głosie przebrzmiała znowu melancholia. Być może dotknęły w rozmowie o wiele głębszego tematu aniżeli Lorraine pozwoliła sobie na początku zdradzić. – Tutaj nie chodzi o pieniądze – odrzekła powoli, przesuwając palcem wzdłuż brzegów kubka. – Za pieniądze uczyłam kiedyś gry. Głównie dzieci, bo sama byłam jeszcze dzieckiem... Wiele się nauczyłam, udzielając tych korepetycji. Rzuciłam to jednak, gdy przekazałam najzdolniejszemu z moich uczniów wszystko, co umiałam. Może o nim słyszałaś. Oleander Crouch. Nie dalej jak w sierpniu wrócił z małego tournée po Europie – Lorraine miękko wymówiła imię swojego podopiecznego, nie potrafiąc ukryć przy tym delikatnego uśmiechu dumy. – Drzemie w nim wielki talent. Nie tylko gra, ale i komponuje... Zasłużył na uznanie. Niech mu Matka wynagrodzi za wszystkie piosenki, które skomponował dla mnie. – Widać było, że wielką przyjemność sprawia Lorraine wychwalanie Oleandra. Oczy jej na chwilę zaszły mgłą reminiscencji, zaśmiała się jednak po chwili milczenia, jak gdyby rozbawiona tym, że wzruszyła się własną opowieścią. Widać było, że wciąż bardzo o chłopca dba, ale wolała zmienić temat, żeby nie wyjść na zbyt sentymentalną istotę. – W każdym razie nie gram za pieniądze. Można jednak powiedzieć, że robimy w podobnej branży, bo prowadzę zakład pogrzebowy.


Yes, I am a master
Little love caster
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#6
17.03.2026, 12:03  ✶  
Urd uniosła lekko kącik ust, jakby pytanie o rodzinę było czymś pomiędzy komplementem a żartem, którego pointy nigdy za bardzo nie lubiła, podobnie jak roztrząsania tego tematu nawet po całym antałku lokalnego piwa pachnącego ropą naftową i goryczą miasta przykrytego smogiem.
– Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach – rzuciła lekko, obracając kubek w palcach, jakby sprawdzała, czy dno nie zdradzi jej jakiejś prawdy, szczęśliwie jednak nie posiadała Widzenia aby odkrywać niemile widziane Ponuraki. – Na żywo bywa… mniej symetrycznie. – Wzruszyła ramionami na kropce wieńczące to zdanie, niedbale, ale nie całkiem obojętnie. Światło świec odbijało się w jej włosach i w pachnącym spokojem płynie, który właśnie uniosła do ust. Dziurawy Kocioł żył swoim zwyczajowym półchaosem, który brzmiał jak knajpy na całym świecie – gdzieś ktoś się śmiał za głośno, ktoś inny kłócił się o stawkę, kufle stuknęły o drewno zbyt ciężko, żeby było to przypadkowe, zespół... być może zaczynał się niecierpliwić, słuchacze czekali z niecierpliwością występu – ale dla Urd to wszystko to było znajomym tłem. Szumem morza, do którego nie trzeba się odwracać, żeby wiedzieć, że tam jest.
– Podróżuję – dodała po chwili, ciszej, jakby to słowo było wygodniejsze niż jakiekolwiek nazwisko.– Szukam sobie odpowiedzi… bez podszeptów pomarszczonej przeszłości i całego tego ciężaru, który ludzie dźwigają po mieczu czy kądzieli. – Uśmiechnęła się swobodnie, choć bardziej do własnych myśli niż do Lorraine. – Okazuje się, że bez tego oddycha się znacznie lżej.

Jej spojrzenie wróciło do rozmówczyni na wspomnienie Kniei, z wyraźnym zainteresowaniem, wskazującym, że z jej perspektywy, to znacznie ciekawszy temat niż ona sama. A jednak, gdy padło ostrzeżenie, Urd nie odezwała się od razu. Zamiast tego przyjrzała się uważniej Lorraine – temu drobnemu zawahaniu, temu niemal niezauważalnemu napięciu w dłoni sunącej po brzegu kubka, tej uldze, która przyszła chwilę później, gdy rozmowa skręciła w stronę muzyki.

Ach.

To było znacznie bardziej wymowne niż jakakolwiek opowieść o duchach.

Urd mimowolnie przygryzła wargę w ekscytacji, sięgając po kolejny łyk przyjemnej wizji przyszłości, jakby właśnie potwierdziła coś, co i tak przeczuwała.

Straszyło tam porządnie. Nie londyńsko.

Teraz jednak mówiły o muzyce, więc kokieteryjnie głowę w stronę Lorraine, opierając łokieć o blat baru. Jej ruchy były swobodne, miękkie, niemal leniwe — ale spojrzenie żywe, skupione w całości na niej, jakby reszta świata mogła się w tej chwili spokojnie rozpaść i nie zrobiłoby to na niej większego wrażenia.

– Oleander, Oleander… – dodała zaraz, ciszej, smakując to imię, które niosło ze sobą słodycz, ale też truciznę. – Brzmi jak ktoś, kto wie, że jest utalentowany. A to już połowa sukcesu. Rodzice go ukochali. Ale nie, nie słyszałam... jeszcze jak mniemam. To musi być jakiś chłoptaś ze szkoły, skoro zdążyłaś być jego nauczycielką i sfinalizować tę edukację... Przecież widać po Tobie, że ledwie ukończyłaś Hogwart. Zupełnie jakbyśmy były na tym samym roczniku – wydęła wargi w oczywistym żarcie. – Wracając do Twojego chłoptasia, lubię bardzo ludzi, którzy tworzą. Jeśli kiedyś na niego wpadnę, na pewno pomyślę od razu o jego intrygującej nauczycielce – zapewniła. – Zakład pogrzebowy i muzyka? To dopiero konsekwencja estetyczna! Najpierw wzruszyć, potem pochować. Albo odwrotnie? – Uniosła brew, jakby naprawdę rozważała tę kwestię. Zaraz potem pochyliła się bardziej i głos zniżyła do miękkiego szeptu podszytego szczerą ciekawością: – Powiedz mi, grasz dziś dla nich… czy dla siebie?
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#7
28.03.2026, 17:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2026, 18:15 przez Lorraine Malfoy.)  
W wiele pięknych słów ubrała Urd odpowiedź na krótkie pytanie o rodzinę. Lorraine, która sama umiała mówić pięknie, i nawykła była do podobnych uników, usłyszała jedno. Samotność.

"Okazuje się, że bez ciężaru, który ludzie dźwigają po mieczu czy kądzieli, oddycha się znacznie lżej."

– Nie każdy ciężar jest zły – zauważyła delikatnie półwila. – Nawet jeżeli musisz czasem wstrzymać oddech. Wiesz, jakie to uczucie? Przypomina zanurzanie się w jeziorze. Moment, gdy skaczesz w wodę, a ciało gwałtownie wyhamowuje. Schodzisz coraz głębiej, chociaż w uszach słyszysz szum. Pulsowanie własnego serca rozbijającego się gwałtownie o klatkę piersiową, gdy napiera na nią ciężar wody wokoło. Moment, gdy się wynurzasz, a krew staje ci w żyłach. – Lorraine zakołysała delikatnie na wpół opróżnionym kubkiem. – Mówią na to przeciążenie – powtórzyła słowa, które kiedyś wypowiedział przy niej Louvain. Obróciła w głowie wspomnienie jego dotyku. Palców przesuwających się pożądliwie po podstawie jej czaszki, na którą nacisnął, symulując uczucie naporu powietrza. Kusiło, żeby dotknąć Urd w taki sam sposób, gdy nachyliła się bliżej. Nie zrobiła tego.

charyzma ◉◉◉◉○, przewaga półwili: Ulubieniec tłumu
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!

Spojrzenie, jakie rzuciła jej spod półprzymkniętych powiek było jednak cięższym. Częściej wyrywało też oddech z piersi.

– W powietrzu uczucie to jest silniejszym, bo nie działa na ciebie siła wyporu, która częściowo odciąża ciało. W powietrzu to efekt czystego przyspieszenia, nieustannie przeciwstawiającego się bezwładności. A jednak w wodzie... W wodzie uczucie zdaje się intensywniejszym. Bardziej wszechogarniającym, chociaż nie jest przeciążeniem sensu stricte, lecz efektem ciśnienia i oporu wody. – Lorraine wzruszyła ramionami, jak gdyby znudziła ją własna opowieść. – Utonęłabym bez mojej rodziny – stwierdziła lekkim tonem. – Może dlatego tak trudno mi zrozumieć tych, którzy wybierają niezależność. Sądzę, że w pewnym momencie życia nawet bym ci zazdrościła. Teraz wiem, że pozbawiona bliskich, nie miałabym po co oddychać. – Bez nich już dawno bym nie oddychała, dopowiedziała już w myślach, zaczepiając jak gdyby od niechcenia palcem o zieloną aksamitkę, jaką nosiła przy szyi. Bez niego. Teraz była kolei Lorraine, aby uśmiechnąć się lekko.

Uśmiech jej poszerzył się dopiero, gdy Urd rzuciła żartem na temat Hogwartu.

– Jaka szkoda, że musiałyśmy należeć do różnych domów – zachichotała Lorraine, na której policzkach wykwitły słodkie rumieńce. Widać było po niej, że nie była nawykła do alkoholu, ale grzaniec nie mógł dać jej niczego więcej ponad przyjemny poszum w głowie. Gdy bowiem Urd nachyliła się bliżej półwili, ta... Spoważniała nagle. A potem wychyliła resztę wina z dna kubka, odstawiając głośno naczynie na kontuar.

– Znam się z grającymi dzisiaj muzykami, ale nie należę do ich grona. Nie gram dzisiaj dla nikogo. – Oczy Lorraine rozbłysły zimnym żarem. – Gram tylko dla tych, których kocham. – Wyciągnęła rękę, pożądliwie zaplątawszy wokół jednego z blond kosmków Urd palec, na którym widniał rodowy pierścionek Malfoyów. Gest tchnął figlarnością, Lorraine westchnęła jednak ciężko, puszczając po chwili włosy siedzącej obok kobiety.

Miały zły odcień blondu.

– A ty, dla kogo dziś śpiewasz?


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2318), Urd Nordgesim (1253)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa