• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Lato 1969] After a fight, regeneration is necessary [Brenna&Alexander]

[Lato 1969] After a fight, regeneration is necessary [Brenna&Alexander]
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#11
12.01.2026, 17:04  ✶  
W ustach Brenny wszystko brzmiało tak prosto i łatwo, ale... nie było wcale takie różowe. Doradzała mu, żeby odrzucił to co znał i ruszył w nieznane. Doradzała mu, żeby zmienił swoje przyzwyczajenia, żeby schował dumę do kieszeni. Żeby nauczył się żyć inaczej. A przecież tego jednego nie mógł zrobić. Nie mógł schować swojej dumy, nie mógł odrzucić tego wszystkiego, bo to wymagało odpowiedzi na pytanie. Bo do tego Alexander musiał odpowiedzieć na pytanie, którego nikt mu w zasadzie nigdy nie zadał. Czego Alexander chciał? Czego oczekiwał? I może gdyby... Gdyby Lena zadała mu pytanie, może gdyby wysłuchałaby go... Nie. Alexander nie byłby w stanie porozmawiać z nią szczerze, otworzyć się przed nią, tak jakby byli rzeczywiście razem. Choć może kiedyś... Może pewnego dnia w końcu uda im się porozmawiać na tematy naprawdę ważne, bez całej tej otoczki nienawiści. Jednak przed nimi było jeszcze dużo, dużo pracy.
-Może masz rację. Może nie. Chciałbym Ci odpowiedzieć na pytanie, że tak, że chciałbym życzyć jej źle, tylko dlatego jakie nazwisko ma Yelena. Chciałbym powiedzieć, że pragnę jej cierpienia. Ale nie mogę.
I tyle. Bez dalszych wyjaśnień. Bez tłumaczenia się z tego dlaczego nie może. No bo przecież to nie było wcale takie proste. Cała ta sytuacja była pogmatwana. To co czuł Alexander, a czego z pewnością nie czuła Lena... Dla niej ich pierwsze spotkanie było tylko grą w warcaby, gdy on grał w szachy. Teraz, gdy okazało się, że mieli spędzić razem całe życie, oboje wycofali się ze swoich gier, wymienili się planszami i podjęli grę na nowo, znowu w inne gry niż przeciwnik. I może tak miało być całe ich życie, może mieli orbitować wokół siebie, może mieli założyć rodzinę, która daleka będzie od takiej perfekcyjnej, pełnej miłości i ciepła.
Rzeczywiście, zazwyczaj aranżowane małżeństwa były łatwiejsze dla facetów, ale to z racji tego, że takie małżeństwa były tylko i wyłącznie sprawą biznesową. Mężczyźni całkiem nieźle radzili sobie z rozdzieleniem pracy, od uczuć. Chłodna kalkulacja, szybko analiza i już było wiadomo, że takie wyjście jest najlepszym rozwiązaniem. Jednak kiedy do tego wszystkiego dochodziły emocje... Wszystko się paprało. Wszystko się psuło. Bo jak rozdzielić umowę biznesową, kiedy jesteś szaleńczo zakochany w elemencie wiążącym umowę? Może na pierwszy rzut oka Alexander był na wygranej pozycji, ale tak naprawdę był w jeszcze gorszym położeniu niż Yelena.
-Jasne, możemy się wybrać wszyscy razem, albo wybiorę się tam tylko z nią. Zapytam zresztą i odpowiem Ci jak tylko będę sam coś wiedział. - odpowiedział, bo sam nie wiedział jak Yelena zareaguje na wieść, że znajoma Alexandra pomaga mu znaleźć dom w Wielkiej Brytanii. "Ta? To idź sobie do tej znajomej!" - pewnie to byłoby pierwsze co Alexander usłyszy, ale spróbować nie zaszkodzi. Przynajmniej nie zarzuci mu, że o niczym jej nie informuje. Aristov pokiwał powoli głową i dokończył swoją whisky, biorąc potężny łyk.
-Podobno choruje? U nas też się tak mówi, a potem znajdują zwłoki, niemożliwe do identyfikacji. - i może Brenna miała rację. Może ojciec celowo czekał tak długo, aby ogłosić te zaręczyny, dlatego że sytuacja w Anglii była na tyle napięta. Cholerny staruch. Wciąż dwa kroki przed wszystkimi, jakby miał uszy i oczy wszędzie. I choć Alexander kochał swojego ojca, tak jak żołnierz może kochać swojego generała, szanował go, był lojalny, ale jeśli chodziło o coś więcej, to na próżno było tego szukać w ich relacji.
-Całkiem możliwe, że ojciec tak właśnie by uznał, jednak sama Ana nie jest... nie była, przykładną dziewczyną z dobrego domu. Choć kto wie... może się dużo zmieniło...
Zamyślił się na moment Alexander, jakby próbował uświadomić sobie, że jego siostra nie jest już małą dziewczynką, a dorosłą kobietą, która zapewne niedługo sama będzie wychodziła za mąż... Za mąż... ZA MĄŻ. Po jego kurwa trupie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
13.01.2026, 22:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2026, 22:22 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie miała w tej chwili podstaw, by podejrzewać, że Alexander Yelenę kochał, tak jak nie miała żadnych podstaw, by podejrzewać, co ta mogła czuć do niego – może poza tym, że na pewno była wściekła na całą sytuację. Widziała jedynie wyraźnie, że dziewczyna go oczarowała, i że Aristov miotał się w klatce, w której go zamknięto, może między innymi z powodu tego oczarowania. I choć nie wierzyła, że wszystko może ułożyć się pięknie i łatwo, wierzyła, że… zawsze trzeba szukać najlepszych dróg. Jeśli nie mógł zrobić tego, czego naprawdę pragnął, jeżeli nie było sposobu na uwolnienie się od oczekiwań rodziny, on i Yelena mogli przynajmniej spróbować się dogadać. Może nawet stworzyć jednolity front, skoro oboje znaleźli się w podobnej sytuacji. A jeżeli to się nie uda? Jeśli nie spróbują... to nie uda się przecież na pewno.
– A mnie bardzo cieszy, że nie możesz tak powiedzieć. Między innymi dlatego, że bycie mężem żony, której się nienawidzi, byłoby chyba dla ciebie trudne – powiedziała, cicho, pochylając się nieco ku niemu, by nie ogłaszać tego na cały pub. Cieszyła się i z innych powodów: choćby dlatego, że naprawdę lubiła rosyjskiego młodzieńca, którego czasem ponosiły emocje i które niekoniecznie miał najlepszy charakter na świecie – może miała do takich zwyczajnie słabość, bo przecież jej kumpel, Vinc, był bardzo podobny – a lubić kogoś, kto chciałby zamienić w piekło życie przypadkowej dziewczynie z powodu grzechów ojców, byłoby trudno.
– Hm… tak sobie myślę… że może na wszelki wypadek wspomnij jej przy okazji, że jestem bardzo brzydka? Albo że nadaję się tylko na kumpla i to koniecznie kumpla, nie kumpelę? A najlepiej oba na raz. Ewentualnie wiesz, dodaj, że nie jesteś pewny, czy przywlekę swojego chłopaka, czy nie.
Brenna oczywiście nie miała chłopaka. Ale jak Alex zaczął mówić o tym, że pogada z Yeleną, jej umysł automatycznie odtworzył kilka możliwych scenariuszy, i gdy połączyła te nieróżowe perły z samą sobą i tym, co Yelena mogła sobie pomyśleć… To chociaż śmieszna była dla niej myśl, że Rosjanin miałby się nią zainteresować, nie była pewna, czy Yelena uzna tak samo, zanim ją pozna, a spędzała jednak dość czasu i w towarzystwie kolegów, i koleżanek, by wiedzieć, jak czasem wyglądały różne… nieporozumienia.
– To jakaś choroba przewlekła. Nie sądzę… żeby faktycznie znaleziono ciało. Chociaż cóż… miał wielu przeciwników – powiedziała Brenna ostrożnie, prostując się i odgarniając sobie włosy z twarzy, która na powrót przybrała poważny wyraz. Ważyła tym razem słowa, nie jak wtedy, gdy mówiła o wspominaniu, jaka jest brzydka i że być może przyjdzie z chłopakiem.
Czasem zastanawiała się czy Noby Leach mógł paść ofiarą jakiejś klątwy. Ale to nie było coś, na co mogła coś poradzić przed rokiem, jako Detektyw świeżo po awansie, skoro ani uzdrowiciele, ani aurorzy zdawali się nie widzieć niczego w tym podejrzanego. Być może to była faktyczna choroba? W końcu na pewno miał pieniądze na prywatne konsultacje…
– W każdym razie współczuję mu – dodała cicho, niemal miękko, bo ten człowiek spadł ze szczytu, i to nie z własnej winy, a dlatego, że w ich świecie krew liczyła się bardziej niż dokonania. Współczuła mu tej choroby, zaszczucia przez gazety i utraconej wielkości. – Sądzisz, że pozwoli jej was kiedyś odwiedzić?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#13
17.01.2026, 16:40  ✶  
Alexander sam nie wiedział co czuje do Yeleny. I nie wiedział, czy w zasadzie to chce się dowiedzieć. Był skonfliktowany, rozdarty między tym, czego nauczono go, aby odczuwał do Karkaroffów, a tym co sam rzeczywiście czuł. Sama Yelena też mu w tym nie pomagała, niczego mu nie ułatwiała. Nienawidziła go, było to jasne jak słońce. Może kryło się się za tym co więcej, może nie. Nie znosili się, ale potrzebowali się nawzajem. I może zachowywali się trochę jak obrażone dzieci, którym wciśnięto nieswoje zabawki i kazano się nimi bawić. Ale czy aby na pewno musieli? Czy musieli słuchać poleceń, skoro oboje byli już dorośli? Czy musieli stawiać dobry swoich rodów, ponad swoje własne? Może... Może Alexander był zbyt ostry dla Yeleny? Może powinien zmienić podejście?
I mimo, że Brenna miała słuszność, Alexander wiedział w głębi duszy, że miała rację, to nie mógł przekonać do tego samego siebie. Odpychał te myśli jakby były czymś toksycznym, jakby miały zatruwać go od środka. Nie mógł sobie przecież pozwolić na słabość. Nie mógł przecież tak po prostu odpuścić. Jednak gdy Brenna zaznaczyła, żeby Alexander wspomniał Yelenie, że Brenna jest brzydka no i że nadaje się na kumpla, a nie na kumpele. Spojrzał na nią zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi. Dopiero po chwili w jego głowie zapaliła się drobna lampka.
-Oooh... - wydał z siebie dźwięk, jakby w końcu załapał naturalny porządek wszechświata. A więc to tak. Yelena mogła poczuć się zazdrosna! Więc czemu by nie zrobić jej jeszcze bardziej zazdrosną...? Może zamiast tego powinien powiedzieć jej, że Brenna jest jego ulubioną przyjaciółką? Nie byłoby to zbyt duże kłamstwo. Jedynie lekkie nagięcie prawdy. Bo przecież Alexander nie miał innej przyjaciółki. Więc Brenna automatycznie stawała się jego ulubioną. Tak to chyba działało, przynajmniej w głowie Alexandra.
-Tak zrobię. - odpowiedział spokojnie, choć miało to być potwierdzenie jego własnych myśli, jednak skąd Brenna mogła to wiedzieć? To będzie interesujące, a jeśli Panienka Karkaroff rzeczywiście tylko się bardziej zirytuje... Może to potwierdzić przypuszczenia Alexa, że ona rzeczywiście może coś do niego czuć. Że może rzeczywiście było między nimi coś więcej niż tylko wzajemna nienawiść.
-Polityka to strasznie śliski temat. Jak brzuch ryby. Czasem może się tak zdarzyć, że ktoś kogoś spróbuje wyeliminować.
Alexander na swoje słowa wzruszył tylko ramionami. Ton głos miał bardziej jakby opowiadał o pogodzie, niż jakby mówił o zamordowaniu byłego Ministra Magii. Może Alexander po prostu za dużo śmierci widział w swoim otoczeniu, aby robiło to na nim jakiekolwiek wrażenie. Bo przecież Alexander nie bał się śmierci samej w sobie. Umieranie zawsze było łatwe, życie było trudniejsze. Nie masz przecież kontroli nad tym kto umrze, a kto przeżyje. Nad tym kto opowie twoją historię. Nie miał nad tym kontroli nikt z żyjących. Nawet Noby Leech. Więc Alexander pokiwał tylko głową na słowa Brenny.
-Nigdy prawdopodobnie nie dowiemy się jak było rzeczywiście. Czy ktoś go otruł, czy ktoś rzucił na niego klątwę, a może to były tylko pogłoski, które rozpuścił on sam, aby ludzie mu współczuli... Takie rzeczy też przecież się zdarzały.
Jednak zaraz Brenna spytała o jego siostrę i Alexander delikatnie się wzdrygnął. Oczywiście, że ojciec nie pozwoli jej nigdy go odwiedzić. Mógł jedynie liczyć na to, że jeśli uda mu się wziąć ten ślub z Yeleną, to ojciec będzie musiał się pojawić...
-Nie, dopóki żyje. Nie wiem jak Ana, ale ja nie pałam do niego ogromną miłością... - powiedział Aristov, choć w jego głosie można było usłyszeć nutę szacunku. W końcu ten człowiek nadal był jego ojcem. Może nie był zbyt ciepłą osobą, ale nadal rodziną. -Jeśli dojdzie do tego ślubu, mam nadzieję, że zabierze ją ze sobą. A tak... Musimy czekać, aż ojciec umrze. Choć nie mogę jej zmusić, aby zostawiła wszystko i przeniosła się tutaj. Ana jest dorosła. Powinna decydować za siebie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
17.01.2026, 21:50  ✶  
Dla Brenny miłość nie była skomplikowana, ale wynikało to ot z tego, że jeszcze ani nie musiała przekonać się nadmiernie boleśnie, że czasem ludzie, których się kochało, robili rzeczy, których nie dało się zaakceptować, ani nie była faktycznie zakochana. Pozostawała jednak świadoma tego, że sytuacja Alexandra nie była łatwa, choć zarazem zamierzała się upierać, że nie było potrzeby, aby tę komplikował, ani by nie spróbował jakoś zbudować sobie tego nowego życia w Anglii.
Biedna, naiwna dziewczyna, nie miała pojęcia, co chodziło mężczyźnie po głowie, ani w jaki sposób zamierzał ją wykorzystać, aby sprawdzić, czy jego narzeczona okaże się zazdrosna. Uśmiechała się więc do niego jak gdyby nigdy nic, choć powinna teraz walnąć go po łbie.
– Świetnie, to odezwę się… tak za dwa dni? Powinnam dać radę się zorientować, czy uda się coś zdobyć w Little Hangleton. Masz jakieś konkretne wymagania odnośnie metrażu albo dodatkowych udogodnień? Od razu ostrzegam, że nie ma tam wielu nowych domów na sprzedaż, ale znam paru rzemieślników, więc w razie czego nie powinno być wielkiego problemu z remontem… – oświadczyła, gotowa zapisać w notatniku ewentualne dodatkowe instrukcje od Alexandra.
– Taaaak, masz rację. Dlatego naprawdę nie lubię polityki – przyznała w zadumie. Lubiła mówić, że to nie na jej głowę, choć w istocie chodziło o coś zupełnie innego. Polityka po prostu była brzydka. Zdarzali się politycy faktycznie chcący coś zrobić, coś zmienić, i pewnie takim był Leach, ale ten świat niszczył jeśli nie ich, to ich starania. A Brenna… Brenna chyba chciała zachować tyle wiary w ludzi i tyle pogody ducha, ile tylko się dało i przeczuwała, że będzie to niemożliwe, jeśli się w to wszystko za mocno zaangażuję. – Chociaż nie sądzę… żeby liczył na współczucie.
Byli może tacy ludzie, jak ona, ale to w jedno nie wątpiła: gdy Nobby odchodził, musiał wszędzie doszukiwać się wrogów i wiedział, że jest znienawidzony. Nie tylko przez czystokrwistych. Kampania przeciwko niemu na pewno sprawiła, że i ludzie półkrwi nie czuli za wiele sympatii wobec Leacha, a przynajmniej większość z nich.
– Hm…
Brenna podparła się łokciem o blat, a potem głowę ułożyła na dłoni, przypatrując się Alexandrowi. Nie lubiła jego ojca. Nie dziwiła się, że on go nie lubił. Bolało ją, że miał taką rodzinę, a jednocześnie wiedziała, że nie chciałby jej współczucia, i nie chciała, by pomylił tę z litością. Nie skomentowała więc tego, mówiąc, że jej przykro. Nie zaoferowała, że pomoże się ojca pozbyć, bo wbrew temu, co czasem o niej myślał, nie była mafijnym cynglem. Nie dodała nawet, że chętnie przestawiłaby seniorowi nos.
– Wiesz, Alex, rozumiem, że nie możesz się mu ot tak przeciwstawić, bo to nie takie łatwe, ale… jesteś sprytny, a teraz oddziela was morze i kilka europejskich krajów, bardzo różnych od Rosji. Może należałoby uśpić jego czujność i zacząć budować własną pozycję? – spytała, zniżając głos do szeptu i nawet ustawiając palce tak, by częściowo przysłaniały usta.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#15
19.01.2026, 17:07  ✶  
Cieszył się w zasadzie z tego, jak Brenna podchodziła do całej tej sytuacji. Z taką dziwną wyrozumiałością, takim dziwnym ciepłem, którego jemu ewidentnie brakowało. Może wiedziała więcej o takich sytuacjach, niż zdawała się pokazywać. Nawet jeśli tak było, to Alexander nie miał zamiaru jej naciskać i próbować z niej coś wydusić. Nie chciał być, przynajmniej wobec nie, w żaden sposób natarczywy czy wrogi. Jeśli będzie chciała się czymś podzielić sama zadecydujesz czy i kiedy. Tak samo był wdzięczny jej, że nie naciskała, że nie pytała. Że nie próbowała wydusić z niego żadnych więcej informacji. W zasadzie nie wiedział co więcej mógłby jej powiedzieć. Bo to, że kochał się w Lenie było na tyle prywatne, że nikt nie miał o tym pojęcia. Ani jego ojciec, siostra, Lena. Nawet przed samym sobą zaprzeczał, że czuje coś tak absurdalnego.
-Tylko dwa dni? Byłem przygotowany na tydzień, co najmniej. Nie mam żadnych konkretnych wymagań. Chciałbym, żeby było dość przestronnie, może jakiś ogród, albo sad, ale jeśli nic takiego się nie znajdzie, to nie szkodzi. Nie będę ubolewał z tego powodu. Jednak Yelena... - Aristov wzruszył tylko ramionami, obracając swoją szklankę w dłoniach. Nadal nie podjął decyzji w sprawie swojej narzeczonej. Mógł jej powiedzieć prawdę, sprawić, że będzie zazdrosna, albo skłamać, dla jej i swojego dobra i powiedzieć, że Brenna była brzydką kumpelą. Tak jak ją widział. To znaczy, nie że widział ją brzydką. Była dosyć atrakcyjną młodą kobietą, jednak... No nie wiedział jej w TEN sposób. Bardziej jak młodszą, ciamajdowatą, umiejącą przywalić, siostrę.
-Nikt normalny nie lubi polityki. Dlatego najczęściej w polityce siedzą szaleńcy.
Pokiwał głową, ale jakoś tak bez przekonania. Polityka zawsze była, zawsze będzie, obecna w życiu społecznym. Nieważne, czy to mugole, czarodzieje, jakieś wyznania religijne. Wszystko opierało się o jakąś hierarchię. A władzę, o pragnienie władzy. I tak jak Alexander mógł zrozumieć pożądanie takiej władzy, tak nigdy nie chciał zajmować się polityką. Nawet jak na jego standardy, polityka był zbyt obślizgła. A warto pamiętać, że prowadził interesy na granicy prawa.
-Nieważne na co liczył. Dostał to co dostał i nic już raczej tego nie zmieni.
Wtedy jednak Brenna powiedziała na głos to o czym Alexander myślał już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było okazji powiedzieć tego na głos. Musiał w jakiś sposób wyrwać się spod jarzma ojca. W jakiś sposób zerwać ten zasrany łańcuch, jednak łatwiej było powiedzieć niż zrobić. I Brenna miała rację. Był sprytny. Pokiwał głową poważnie, słuchając jak tamta kończy swoją wypowiedź. Przez chwilę panowała absolutna cisza, a potem Alexander rzucił: -Albo po prostu go otruć.
I tak jak Brenna rzuciła konspiracyjny ton, mówiąc jedynie o budowaniu jego własnej pozycji, tak on rzucił swoje hasło głośno, w przestrzeń, jakby nie bał się, że ktoś go usłyszy. Potem jednak uśmiechnął się szybko, chłodno, surowo, ale jednak uśmiechnął. -Wybacz. Nie powinienem tak żartować. To nie przystoi.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
20.01.2026, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2026, 15:00 przez Brenna Longbottom.)  
– Nie lubię tracić czasu – stwierdziła Brenna beztrosko i zgodnie z prawdą zresztą. Gdy chciała coś robić, działała tak szybko, jak tylko się dało, a sprawdzenie czy w Little Hangleton są jakieś nieruchomości na sprzedaż, nie było zadaniem trudnym do zrealizowania. – W Little Hangleton ludzie cenią sobie prywatność, domy stoją obok siebie głównie w centrum, ale tak sobie myślę, że tam i tak by wam nie pasowało… więc ogródek nie wydaje mi się zadaniem trudnym do zrealizowania, może ot trzeba będzie dokupić od kogoś innego kawałek ziemi. No i znając Little Hangleton… zadbać o to, a może też przekopując grządki znajdziecie jakiegoś starego trupa. – Ale nie wydawało się jej, aby akurat pieniądze były problemem dla Alexandra, a trup prawdopodobnie niezbyt by go poruszył. Chociaż trochę tu żartowała.
Trochę.
Bo to nie zdarzało się może w każdym domu, ale była pewna, że jeśli gdzieś się przydarzy, to właśnie w Little Hangleton.
– Użyłabym chyba innego określenia – powiedziała, kąciki ust uniosły się jej lekko, w jakimś takim trochę dziwnym jak na nią uśmiechu. Słowo, które krążyło jej po głowie, brzmiało bowiem gnidy, ale nie wypowiedziała go, i to nie tylko dlatego, że było to niepoprawne politycznie czy ryzykowne. Po prostu… mimo wszystko… choć widziała to całe zepsucie… nie była na etapie, na którym czułaby się dobrze nazywając ludzi gnidami. Nie całą grupę. Gościa, który bił swojego małego synka, kobietę, która wypchnęła z okna przyjaciółkę, czarnoksiężnika, zabijającego ludzi, tak, ale nawet wśród polityków chciała doszukiwać się porządnych ludzi.
Nawet jeżeli porządni ludzie idący do polityki kończyli tak jak Leach. Zniszczeni w ten lubi inny sposób.
– Nie. Rzeczywiście już się nie zmieni – dodała zaraz cicho, nietypowo dla siebie lakonicznie. Tego nie mogła zmienić. Nikt nie mógł tego zmienić. Musiała trzymać się nadziei, że mogą zmienić inne rzeczy.
Przekrzywiła lekko głowę, przypatrując się Alexandrowi – chyba przeczuwała, że byłby zdolny do czegoś takiego, i o dziwo, gdyby faktycznie otruł Aristova, to chociaż cierpiałaby na wewnętrzne rozdarcie, i wolała nic nie wiedzieć, pewnie to potrafiłaby… zrozumieć. Może nie zaakceptować, nie na tym etapie, ale zrozumieć: bo jego ojciec nie był niewinnym człowiekiem. Ale też nie sądziła, by planował to teraz, bo nie dzieliłby się tym planem tak otwarcie, i pewnie niekoniecznie z kimś, kto jednak pracował w policji i choć czasem tańczył na granicy prawa, raczej nie lubił poza tę granicę wyskakiwać.
– To pewnie nie byłoby takie proste, co? – spytała lekko, zsuwając się z krzesła. – Wypiłeś tę ognistą whiskey? Bo jak tak, to mogę ci pokazać parę ciekawych miejscówek w Londynie, które powinieneś znać.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (4828), Brenna Longbottom (4013)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa