07.03.2023, 00:44 ✶
Uprzedzenia wobec poprzedniego ministra były jego winą, bo…? Urodził się w rodzinie mugoli? Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała sens słów siostry. Niemniej postanowiła nieco odwrócić sytuację:
- Hm, czyli jeśli ktoś żywy wobec ciebie uprzedzenia, bo urodziłaś się w rodzinie uznawaną za czystokrwistą, to znaczy, że to jest twoja wina? – nie oczekiwała jednak odpowiedzi na to pytanie; chciała tylko, by Stella po prostu rozważyła tę kwestię. Niekoniecznie tu i teraz.
I choć naprawdę chciała, żeby siostra inaczej spojrzała na te sprawy; dokładnie tak, jak sama je widziała, to jednak zdawała sobie sprawę z tego, iż nie jest w stanie jej do tego zmusić. Nie – to wymagało przemyślanego planu i metody małych kroczków. Powoli, powolutku, a może uda się w końcu przekonać Stellę do tego, że nie do końca jest tak, jak to sobie teraz wyobrażała.
- Ale może lepiej to zostawmy, naprawdę nie chcę się z tobą kłócić – wyrzekła łagodnie, uspokajająco. Kłótnia do niczego by nie doprowadziła, a dokładniej rzecz biorąc: do niczego dobrego. Rozłożyła dłonie. Cóż mogła rzec…?
- Przyjaźnię się z nimi od czasu Hogwartu. Nigdy tego nie ukrywałam i nie zamierzam ukrywać. A jeśli tacy czarodzieje jak ja są wyłapywani, gdzie jedyną winą jest to, że nie uważam osób pochodzenia mugolskiego za istoty podrzędne, to chyba najlepszy dowód, że coś jest nie tak z głosicielami tej idei – zauważyła, utrzymując spokojny ton.
Tyle że ostatecznie nie było to jej jedyną przewiną.
I choć ogólnie zdawała sobie sprawę z zagrożenia, to jednak niezbyt spodziewała się, że nie będzie już miała wielu okazji do rozmowy z siostrą.
Właściwie to mało kto się tego spodziewał, prawda? Snuło się plany i… nale się okazywało, że nigdy nie zostaną zrealizowane.
- W każdym razie… o mnie się nie martw, poradzę sobie – zapewniła siostrę. Co innego zresztą miała powiedzieć? Ach, chyba tylko… - A co do klatki, Stello, to obawiam się, że w przypadku naszych rodziców, to sama musisz znaleźć z niej wyjście.
Zanim będzie za późno.
Zanim zmarnuje całe lata w nadziei, że jednak zmienią zdanie.
Zanim wszystko pochłonie otchłań.
- Hm, czyli jeśli ktoś żywy wobec ciebie uprzedzenia, bo urodziłaś się w rodzinie uznawaną za czystokrwistą, to znaczy, że to jest twoja wina? – nie oczekiwała jednak odpowiedzi na to pytanie; chciała tylko, by Stella po prostu rozważyła tę kwestię. Niekoniecznie tu i teraz.
I choć naprawdę chciała, żeby siostra inaczej spojrzała na te sprawy; dokładnie tak, jak sama je widziała, to jednak zdawała sobie sprawę z tego, iż nie jest w stanie jej do tego zmusić. Nie – to wymagało przemyślanego planu i metody małych kroczków. Powoli, powolutku, a może uda się w końcu przekonać Stellę do tego, że nie do końca jest tak, jak to sobie teraz wyobrażała.
- Ale może lepiej to zostawmy, naprawdę nie chcę się z tobą kłócić – wyrzekła łagodnie, uspokajająco. Kłótnia do niczego by nie doprowadziła, a dokładniej rzecz biorąc: do niczego dobrego. Rozłożyła dłonie. Cóż mogła rzec…?
- Przyjaźnię się z nimi od czasu Hogwartu. Nigdy tego nie ukrywałam i nie zamierzam ukrywać. A jeśli tacy czarodzieje jak ja są wyłapywani, gdzie jedyną winą jest to, że nie uważam osób pochodzenia mugolskiego za istoty podrzędne, to chyba najlepszy dowód, że coś jest nie tak z głosicielami tej idei – zauważyła, utrzymując spokojny ton.
Tyle że ostatecznie nie było to jej jedyną przewiną.
I choć ogólnie zdawała sobie sprawę z zagrożenia, to jednak niezbyt spodziewała się, że nie będzie już miała wielu okazji do rozmowy z siostrą.
Właściwie to mało kto się tego spodziewał, prawda? Snuło się plany i… nale się okazywało, że nigdy nie zostaną zrealizowane.
- W każdym razie… o mnie się nie martw, poradzę sobie – zapewniła siostrę. Co innego zresztą miała powiedzieć? Ach, chyba tylko… - A co do klatki, Stello, to obawiam się, że w przypadku naszych rodziców, to sama musisz znaleźć z niej wyjście.
Zanim będzie za późno.
Zanim zmarnuje całe lata w nadziei, że jednak zmienią zdanie.
Zanim wszystko pochłonie otchłań.
Koniec sesji