• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Little Whinging [Jesień 72, 22.09 Little Whinging | Mabel, Karl & Samuel]

[Jesień 72, 22.09 Little Whinging | Mabel, Karl & Samuel]
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
10.10.2025, 14:59  ✶  
22.09 Little Whinging

Od czasu gdy Londyn spłonął. Od czasu gdy nie tylko Londyn spłonął, ręce Sama spływały potem i brudem, który pochodził nie tylko od sadzy. Jeszcze kiedy nie było aż tak źle, aby cały kraj cierpiał, miał wystarczająco zamówień by móc sfinansować swój mały warsztat na tyłach ziem Longbottomów.

Teraz nie było warsztatu, a roboty było coraz więcej.

A on... nie umiał odmawiać.

Meble, dachy, ramy okien.

Choć obiecał, że nigdy więcej jego stopa nie postanie w Londynie, nie był w stanie dotrzymać tej obietnicy. Chęć niesienia pomocy innym była silniejsza, a gdy tylko zapewniano mu drewno, w ręce szły narzędzia i lata doświadczeń, które teraz w zaskakujący dla niego sposób czyniła z niego osobę popularną. Osobę pożądaną.

Ze wszystkich ludzi na świecie jednak Sam chciał się widzieć tylko z jednym człowiekiem, dlatego co drugi, co trzeci dzień, gdy słońce układało się do snu, mężczyzna przełamywał własną niechęć do translokacji i znajdował się tam - w kocim Azylu. W Azylu jego maleńkiej córeczki.

Ze wszystkich okropności i strat które podziały się nocą 8 września, ponad wszelką wątpliwość cieszył się, że nie stracił właśnie jej. Mimo początkowych obaw, mimo słabości i lęku, gdy tylko dostał odpowiedź na ofiarowany prezent złożył wizytę. A potem kolejną. I kolejną. I kolejną...

Dziś był dzień świąteczny i był świadom, że wieczór jego mała księżniczka miała zajęty. Dlatego też pojawił się rano. Właściwie o świcie. Cierpliwie odczekał gdy będzie gotowa, aby zabrać ją na okoliczną łąkę.

– Mam pióra hipogryfa, które razem z wujem Nikolaiem zebraliśmy. Niestety przez ten pył dopadła je jakaś niemiła choroba, ale udało mi się je odczyścić na ofiarę dla Matki Kniei. – Eklektyzm Sama postępował sprawnie, a wyznawany dotąd las ciasno splótł się z powszechną religią wśród czarodziei. – Przywiozłem też dobry klocek lipy, myślę, że moglibyśmy spróbować wyrzeźbić jej twarz i ozdobić wiankiem, który zrobisz. Co sądzisz Ma? To brzmi jak dobry pomysł? Skoczylibyśmy potem na moment... na moment do Londynu? – Nerwowy tik nie przyszedł, czuł wewnętrzny spokój. Przelał już swoje łzy za życiem, które nigdy nie miało być jego. Teraz liczyło się tylko jedno. Być dobrym ojcem. Tak jak jego ojciec był dla niego dobry...
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#2
13.10.2025, 11:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2025, 11:44 przez Mabel Figg.)  
Był ładny poranek. Była łąka. Była obietnicą bardzo przyjemnego dnia, który rozpoczęła z tatą i Karlem. Mabel była naprawde całkiem szczęśliwa, nawet jeśli czasem dalej myślała o pożarze w Londynie.
Dziewczynka szczęśliwie nie bała się ognia. Nie myślała, że jej żólto-pomarańczowa sukienka przypomina płomyki ognia. Nie bała się również że jeśli pojawią się na chwilę w Londynie, ten ponownie stanie w płomieniach.

Ale trochę chciała już aby było tak jak przed pożarami.

Chciała być ponownie w swoim pokoju, nawet jeśli nie mogła narzekać na ten w ktorym teraz mieszkała. Chciała aby Londyn znowu był taki ładny jak zawsze, a nie bury i spalony. No i chciała aby dorośli i Karl mniej się przejmowali, bo to że się przejmowali wiedziała na pewno.

Teraz jednak była z tatą i Karlem na ładnej polanie i wszystko było w porządku.

– Ale wszystkl będzie z nimi dobrze? – spytała zmartwiona stanem hipogryfów. – Widziałam, że sporo ludzi teraz kasłało. Czy one też mają kaszel? A wujek Niko? Wujek Thomas czasem kaszle. Będę mogła spróbować pomóc ją rzeźbić? Chciałabym spróbować wyrzeźbić włosy. Albo chociaż rzęsy. – W głowie dziewczynki oczywiście już powstawała znacznie ładniejsza rzeźba niż ta którą byłaby w stanie zrobić, ale nie było to istotne.  – A właśnie. Proszę. Mam coś dla ciebie.
Mabel zdjeła z pleców niewielki rożowy plecak w kwiatki i wyciągnęła z niego ostrożnie tam włożony obrazek nikogo innego jak jej taty.

Karl w tymczasie po prostu usiadł pośrodku trawy i spojrzał w dal. Myślał. Karl ostatnio bardzo dużo myślał.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
16.10.2025, 08:58  ✶  
Była łąka. Byli oni. Było dobrze.

– Są pod dobrą opieką. Wuj Nikolaia robi wszystko co w jego mocy, żeby przywrócić im spokój a my wieczorami chodzimy do nich i czyścimy je. Czeszemy. To uspokaja. Ale zapachu nie ma jak zmienić. Nastroju. Ale nic im nie będzie. Tak jak wujowi Thomasowi. – Uśmiechnął się lekko bo tak na prawdę myślał. Zawsze uważał Thomasa za światowego człowieka i wierzył, że znajdzie lekarstwo na cokolwiek mu było. Samuel tymczasem był i pozostawał szczęściarzem. Może chroniła go Knieja którą zdradził ale tak właściwie to nic mu nie było.

– Masz nożyki, które Ci wysłałem? – zapytał tylko na ge artystyczbe plany. Oczywiscie sam mial dużo narzedzi w torbie, obok bulek, ciastek i kremowego piwa od babci Lizzy na ten ich mały piknik. Potem jednak skupił się na rysunku i zamiast powiedzieć cokolwiek przygarnął do siebie maleńką istotkę, dotulając ją do siebie jak mama kwoka. – Jest piękny, powieszę go u siebie w pokoju – powiedział cicho jej jasnym włosom, zapominając na moment o wieńcu, o Mabon, o tym co planował zrobić wieczorem. W kontakcie z tym dzieckiem, w kontakcie z wlasną córką wciąż zdawał się być świeży. Nieopierzony. Niedość dojrzały. Na moment zapomniał o Karlu, na moment zapomniał o wszystkich zmartwieniach. A przecież robota czekała.
– Niedługo będę stawiał więźbę u Twojego wujka Erika. Cieszysz się? Może będziesz migła troche czasu spędzić wtedy w Dolinie? – wciąż nie lubił uczucia teleportacji. Gdyby Mabel była pod opieką chrzestnego albo prababci mógłby widzieć się z nią częściej. W przeciwieństwie do dziewczynki absolutnie nie wypatrywał jej powrotu do Londynu, ale nie powiedział tego na głos.
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#4
10.11.2025, 21:23  ✶  
Mabel jeszcze nie odblokowała tego etapu w swoim życiu, charakterystycznego dla niektórych nastolatków i dorosłych, kiedy pesymistyczne uznawałaby, że każde będzie dobrze oznacza tak naprawdę że nie będzie dobrze. Zwłaszcza że przecież jej tata sam nie wydawał się zbyt przygnębiony rozmyśleniami na ten temat, a to oznaczało, że wszystko będzie dobrze.
– Nożyki? – spytała marszcząc czoło i od razu zaczeła przeszukiwać plecach, bo chyba gdzieś je widziała, ale gdzie?
– W tylniej kieszeni. Żółty piórnik – wtrącił się Karl, odrywając spojrzenie od nieba.
Po chwili Mabel rzeczywiście wyciągnęła żółty piórnik, ale nawet nie sprawdziła, czy nożyki na pewno w nim są, bo tata pochwalił jej rysunek. Uśmiechnęła się, również go obejmując, ale zaraz potem kolejne słowa czarodzieja sprawiły, że musiała zadać mu kolejne pytania.
– Zaraz... – zaczęła patrząc nieco dziwnie na tatę, wciąż jednak obejmując go ramionami. – Co będziesz stawiał? Więźnię? To coś poważnego? Jakieś zaklęcie? Więzienie?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
12.11.2025, 10:52  ✶  
To nie był w ogóle problem, gdyby zostawiła je w swoim pokoju u dziadków i musieliby na moment wrócić do państwa Figg. To nie byłby problem, gdyby skrzywiła się i powiedziała, że noże nie są odpowiednim narzędziem dla małej dziewczynki. To nie byłby. Teraz jednak Samuel głęboko wzruszył się faktem, że miała je przy sobie i bardzo konsekwentnie próbował myśleć o czymś innym. Odwrócił wzrok. Popatrzył na kota, którego wydarzenia Spalonej Nocy zdawały się… wyciszyć, choć Sam nie wiedział tak na prawdę, czy to rzeczywiście dobrze. Patrzył sobie jednak na Karla i myślał o spokoju. O tym, by magia, która na moment zawrzała w jego żyłach pozostała w nich niezmienna.
- Dobrze. Myślę, że moglibyśmy w wianku dać trochę kotków, co myślisz? - niby obojętnie wyciągnął klocek, a zaraz potem też grafit, po czym podał go dziewczynce. - Musisz…- podjął powoli, zbierając myśli na tę lekcje. Praca. To było coś w czym mogli spotkać się oboje. Coś co znał. Coś w czym czuł się bezpieczne. Bycie ojcem zdawało mu się nierealne. Nie kiedy nie było obok każącego wzroku matki za rozpieszczanie swojej latorośli.
- Rzęsy sobie dzisiaj odpuścimy, ale włosy jak najbardziej możesz próbować. Skoro jednak Ty decydujesz o jej fryzurze, myślę, że możesz naszkicować wstępnie twarz i ociosać klocek tak aby głowa miała kształt jaki chcesz. Potem pokażę Ci jak zrobić detal, a w tym czasie… Może dorobiłbym kilka kotków, które będą jej towarzyszyć? Kugucharów? - zapytał, gdy odkrył, że w plecaku w sumie walają się i inne drewienka, nieco trudniejsze w obsłudze, ale wcale nie takie trudne dla kogoś z wprawnymi palcami.

- Nie wieża, tylko więźba. To drewniana rama pod dach. Wiesz. Pod dach Warowni. Trzeba ją odbudować i powoli działamy w tym zakresie. Ja też. I dla cioci Bee będę robił stół. Chcesz zobaczyć projekt? Może… może pomożesz mi z pomysłem? Bo chciałem zrobić drewniane liście co oplatają nogi tego stołu, ale może powinienem… Może powinienem pomyśleć o czymś innym? To ma być duży stół. Ładny stół. Najładniejszy jaki widziałaś. - opowiadał jej cicho, gdy siedzieli na kawałku koca i strugali, zapominając na moment o jedzeniu. W przerwach między słowami poprawiał kąt nachylenia nożyka, prowadził małą rączkę płynnie, zawsze od siebie, gdy kosiła kolejne lipowe wiórki. I co jakiś czas czuł uścisk w klatce piersiowej, a wtedy się odsuwał, na moment, na chwilę, tak żeby nie czuć tego smutku, żeby klątwa nie wzięła góry. - Myślałaś o tym w jakie zwierzę chciałabyś móc się zamieniać? Wiesz… Im lepiej znasz jego wygląd i zachowanie, tym szybciej można się nauczyć. - dodał nieoczekiwanie, bo przecież i on miał taką rozmowę z matką, gdy był już odrośnięty od ziemi. Czy to nie było za szybko? Było, ale Sam nie rozpatrywał Mabel wiekiem mierzonym liczbami. W jego oczach, zwłaszcza teraz po Spalonej Nocy, wydawała się jeszcze starsza i jeszcze dojrzalsza niż siedmioletnia pannica.
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#6
21.01.2026, 03:51  ✶  
Mabel pilnie wysłuchała wszystkich porad ojca i chociaż w jej głowie całe prace wychodziły zdecydowanie lepiej, niż to co widziała przed oczami, to i tak nie narzekała i dalej pracowała nad swoim dziełem, poprawiają szkic oka figury jedynie sześć razy. Oczy oczywiście i tak pozostały asymetryczne. Podobnie było z włosami. Pierwotnie chciała dać figurce pięknego i skomplikowanego warkocza, ale... Ostatecznie skończyło się na zwykłych, prostych kosmykach.

– O. Więźba jest drewniana. To fajnie – powiedziała, próbując ukryć rozczarowanie faktem, że nie chodziło ani o wieżę, ani o więzienie. – Hm... Ciocia lubi... Eee... Siniaki. Często jakieś ma. Może mógłbyś dać ma tym stole jakieś scenki, że ona walczy ze złymi bandytami. – Zamyśliła się na chwilę po czym dodała. – Albo po prostu możesz dodać koty i słoneczniki. Koty i słoneczniki są zawsze ładne.
Karl podszedł do nich, aby przyjrzeć się bliżej efektom ich pracy.
– Chociaż zgodzę się, że kot na stole, jest pięknym dodatkiem, to nie uważam, aby potrzebne były dodatkowe upiększacze. Stoły nie są piękne przez ozdoby. Stoły są piękne, bo kreują to co roboczo nazywam isolami. Według mojej definicji są to nienamacalne przestrzenie kulturowo-społeczne, utworzone przez spontaniczne więzi wspólnotowo-intelektualne. Innymi słowy, isola tworzą się kiedy przy danym stole zasiada rodzina, je obiad i wymiania się przemyśleniami. Oczywiście są również mniej prymitywne isola, tworzone na bazie stołu. Na przykład te tworzone przez intelektualne dyskusje na wysokim poziomie – oznajmił. Mabel spojrzała skonfundowana na tatę, ale zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć, Karl zapewnił ją, że potem jej to wszystko rozrysuje, a oni mogli przejść do tematu animagii.
– Hm... Myślałam o niedźwiedziu. Lub kocie. Sama nie wiem. A mogę się zmieniać w hipogryfa?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
11.02.2026, 21:24  ✶  
- Och, to nie jest stół dla cioci cioci, tylko dla… chyba cioci cioci. - powiedział całkiem poważnie, a potem zdał sobie sprawę z tego, co właściwie powiedział i zaśmiał się serdecznie, kładąc rękę na głowie Mabel i z czułością czochrając jej płowozłotą grzywkę, włosów tak podobnych do jego, że aż dziw, że nie połączył kropek szybciej.

Aż dziw.

- To jest stół dla kogoś, wydaje mi się, że dla jej cioci. I nie wiem czy rzeczywiście ona ta inna ciocia tak lubi isolia, może tak, może nie, nie wiem czy nad meblami, które się dzieją można robić magię wiązania. Czy intelektualne rozmowy? Ale koty i słoneczniki… to brzmi jak bardzo dobry pomysł moja mała. - Samuel próbował odpowiedzieć najlepiej jak potrafił obojgu, ale przegrywał z Karlem momentalnie, rozumiejąc w części słowa których używał, a co dopiero całego sensu. Ale nie chciało, żeby kot czuł się wykluczony z rozmowy z samego faktu bycia zbyt mądrym… kotem, tak jak Samuel nie lubił czuć się wykluczony z rozmowy za sam fakt bycia… głupim.

Nie rób drugiemu co Tobie nie miłe - tak powtarzał ojciec, nawet jeśli w okolicy nie było komu w sumie robić coś co było niemiłe Samowi. Teraz tych ktosiów i okoliczności było bardzo dużo, więc ta nauka wracała echem.

- W hipogryfa nie, strasznie mi przykro - powiedział nie kryjąc żalu, myśląc sobie jak byłoby wspaniale, gdyby to było możliwe. - A wiesz, że jak byłem mały, to też właśnie chciałem być bardzo hipogryfem? Kiedy moja matka zapytała mnie o wybór zwierzęcia, od razu powiedziałem hipogryf! To bardzo piękne i dumne stworzeni, chciałem być bardzo silny i bardzo zwinny tam w powietrzu. Myślę, że dlatego finalnie nauczyłem się zmieniać w niedźwiedzia i w krogulca. Mam obie te cechy tylko no… oddzielnie. Kiedyś nawet próļowałem zmienić się w latającego niedźwiedzia, ale to jest bardzo trudne, bo mamy za mało ramion mimo wszystko. Tylko jedna para. Trzeba zdecydować czy ręce staną się niedźwiedzimi łapami, czy wielkimi skrzydłami, dodatkowa para jest wbrew naturze. - powiedział z przekonaniem, jakby sam fakt ludzkiej hybrydy nie był wbrew naturze.

- No ale! Nauczę Cię wszystkiego co chcesz złego co umiem. Jak przyjdzie czas i trafisz do szkoły, będziesz musiała bardzo, bardzo, bardzo przyłożyć się do zajęć z transmutacji. To podstawa. Wiedzieć jak to wyczuć. Jak to płynie. A wtedy zdecydujesz. Jest jeszcze czas. - To było dziwne uczucie, być rodzicem, trzymać kciuki za to, by nie wybrała kota, który jest słodki, ale coś co pozwoli jej być bezpieczną. Odlecieć z miejsca, gdzie było niebezpieczeństwo. Być tak malutką, że niemal niewykrywalną. Ten strach. Był dziwny. Nowy. Ale przyjmował go z całym dobrodziejstwem inwentarza posiadania dziecka. Z całą dumą którą czuł obserwując gdy jej małe paluszki operują ofiarowanymi przez niego dłutkami, wydziabując kolejne wzory. Perfekcyjne, bo zrobione przez jego dziecko. Jego krew.

- Upiekłem dla nas dzisiaj ciasto. Nawet całkiem… całkiem wydaje mi się udane.. -rzucił nieoczekiwanie, tak a propos pierwszych razów, a zaraz potem zatopił się w opowieść o tym cieście, uciekając w mniej interesujące detale i dygresje. Skąd wziął przepis, skąd poszczególne składniki, jak szło mu pieczenie. Opowiadał jej o tym co robią z wujem Nikolaiem w Dolinie, ale też słuchał z uwagą, jak spędza jej się czas u dziadków i z Karlem, jak tęskni za domem i przyjaciółmi, których ma w Londynie.

- Ja wolę kiedy jesteś tutaj. - powiedział nieoczekiwanie, bezmyślnie, ale była to prawda. Zagarnął Mabel do uścisku, nie wiedząc czy dziecko rozdrażni się tym stwierdzeniem, skoro chwilę temu mówiła mu, że tęskni. - Nie lubię tego miasta, a tu jest ładnie i tu… tu jesteś bezpieczna. To dobre miejsce. Czuję jego energię i ona i mnie uspokaja. Lubię Cię tu odwiedzać Mabel. Lubię patrzeć jak rzeźbisz. Świetnie Ci to wychodzi. Jestem… jestem bardzo dumny z Ciebie wiesz? - Umilkł, czując jak emocje zaciskają mu serce. Ile musiał zrobić by zasłużyć na te słowa od własnego ojca, ile musiał zrobić by nigdy nie usłyszeć ich od matki. Chwilę potem odszedł na bok, na wszelki wypadek, gdyby klątwa żywiołów miała się odezwać przez ten napływ niechcianych, zbyt silnych emocji.

On też tęsknił za swoją Knieją. Za swoją leśniczówką. A jednak… wolał być tutaj. Ze swoją córką i jej kotem. Z kawałkiem nie tak idealnego ciasta, oprószony wiórkami z pierwszej rzeźby małej dziewczynki.

Pociągnął nosem.

Życie i jego drogi bywało bardzo proste. Bywało też bardzo dziwne.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mabel Figg (675), Samuel McGonagall (1814)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa