Czas mijał, jednak nie do końca czuła jego upływ. Wino wydawało się być zbyt słodkie, jak na jej nastawienie, być może smakowało tak przez te owocowe nuty, które przestała wyczuwać z każdym, kolejnym wypitym kieliszkiem. Wlała ich w siebie już wiele, przestała liczyć przy szóstym, nie było sensu tego robić. Była w bezpiecznym miejscu, mogła sobie pozwolić na to, aby dzisiaj nieco odpłynąć.
Chłód nadal był dla niej odczuwalny, chociaż alkohol powodował, że nie przeszkadzał, aż tak bardzo, być może wpływ na to miał również ten koc, którym Ellie ją okryła, jej twarz nabrała kolorów, nie była już blada jak ściana, chociaż nadal raczej wyglądała jak siedem nieszczęść. Rozmowa się toczyła, zrzucała z siebie po kolei wszystko, co leżało jej na sercu, może nawet robiło jej się dzięki temu lżej, a może to wino powodowało, że rzeczywistość robiła się odrobinę bardziej znośna. Nie była jeszcze w stanie tego stwierdzić.
Od słowa do słowa stwierdziły, że warto sięgnąć po karty. Prue nie sądziła, że powiedzą im coś ciekawego, nie miała dzisiaj zbyt przyjemnych myśli na temat przyszłości, przeszłości, czy teraźniejszości, jednak Ellie wcale nie musiała długo jej namawiać do tego, żeby sprawdziły co mają im do powiedzenia.
Prue w końcu znalazła się na podłodze, chwilę zajęło jej wydostanie się z tego kokonu, w który wczesniej się owinęła, usiadła jednak wreszcie na dywanie, przy niewielkim stoliku, koc nadal miała narzucony na ramiona, kieliszek, znowu pełny postawiła tuż obok swojego kolana, musiała pamiętać, że się tam znajdował, szkoda by było ubrudzić go czerwonym winem. Była gotowa do tego, aby babcia robiła swoje. To było ich rutyną, często spędzały czas w podobny sposób, Ellie lubiła karty, karty lubiły ją i nie było sensu z tym walczyć. Zresztą przecież znalazła się tu dlatego, że potrzebowała czegoś się złapać, aby nie utonąć.
Dywan był całkiem miękki, zupełnie nie przeszkadzało jej to, że siedziała na podłodze. Przez chwilę wpatrywała się w talię, później spojrzała na Ellie, jakby czekała na jej zgodę, odetchnęła ciężko, nieco bała się tego, co mogą dzisiaj zobaczyć, jednak nie miała zamiaru się wycofać, przecież nic gorszego nie mogło się już jej przydarzyć, prawda? Była rozbita, pełna bólu i cierpienia, nigdy jeszcze tak nie przejmowała się swoim losem. Nie mogło być gorzej, może w końcu miało być lepiej? Nie nastawiała się raczej na jakiś wielki zalet akcji, raczej musiała się oswoić z tym, że teraz będzie już tak, bardzo szaro, może nawet bardziej ciemno niż szaro, tak w końcu wyglądało życie. Nie zawsze musiało być kolorowe.
Nachyliła się nad stolikiem, sięgnęła po pięć kart i ułożyła je na stole, póki co spoglądała na Ellie, jakby bała się zobaczyć tego, co na nią czekało, nie, żeby miało ją to ominąć, ale potrzebowała krótkiej chwili, żeby zebrać się na odwagę.
Król Denarów
Tak
Mag
Nie
Umiarkowanie
Tak
Dziesiątka Mieczy
Nie
Umiarkowanie
Tak
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control