• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.1972 Maida Valen] Silhouettes and sorrows (Desideria Zabini, Astoria Avery)

[07.10.1972 Maida Valen] Silhouettes and sorrows (Desideria Zabini, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
13.02.2026, 01:25  ✶  
Gwar sali jeszcze przez chwilę brzęczał jej w uszach, kiedy wymknęła się z parkietu niemal niezauważona. Światło świec odbijało się w złoceniach, w maskach, w kieliszkach - zbyt wiele blasku naraz. Potrzebowała ciszy, choćby skrawka przestrzeni, w której myśli przestaną się o siebie potykać. Drzwi prowadzące do ogrodu uchyliły się z miękkim skrzypnięciem. Chłodne, nocne powietrze musnęło jej policzki jak dłoń przywracająca trzeźwość. Astoria zatrzymała się tuż za progiem, pozwalając, by oddech sam się wyrównał. Wciągnęła powietrze głęboko, aż poczuła w płucach zapach wilgotnej ziemi i przyciętych żywopłotów.
Uniosła dłoń do dekoltu, poprawiając materiał sukni. Jedwab zaszeleścił cicho, kiedy wygładziła go na biodrach, jakby chciała zetrzeć z niego napięcie minionych minut. Wsunęła kosmyk włosów za ucho i pozwoliła, by chłód nocy dotknął odsłoniętej skóry szyi. Nie odeszła daleko. Zaledwie kilka kroków w bok, w cień rozłożystego cisu, którego gałęzie tworzyły naturalną zasłonę. Stąd wciąż widziała taras i przeszklone drzwi, za którymi przemykały sylwetki. Maski migały w półmroku ogrodu jak egzotyczne motyle: pióra, rogi, połyskliwa emalia. Ktoś roześmiał się ciszej, ktoś inny szeptał zbyt blisko czyjegoś ucha. Kroki na żwirowej ścieżce chrzęściły rytmicznie, lecz żaden z tych dźwięków nie był nachalny. Ogród przyjmował je wszystkie i wygładzał, jakby noc miała własną manierę uciszania ludzi. Astoria oparła dłoń o chłodny kamień balustrady. Przymknęła oczy.
Wdech. Wydech.
Na moment pozwoliła sobie na bezruch. Nie potrzebowała wielkiej ucieczki. Wystarczyło kilka kroków od sali, kilka głębokich oddechów w cieniu cisu, by odzyskać równowagę.
W półkolu żwirowej ścieżki stała kamienna ławka, nieco wilgotna od nocnego chłodu. Zrobiła kilka kroków i poprawiła suknię jeszcze raz, unosząc delikatnie materiał, by nie zahaczyć go o szorstką krawędź, i usiadła ostrożnie, z wyprostowanymi plecami, jakby nawet w samotności obowiązywały ją niewidzialne zasady etykiety. Uniosła twarz ku niebu. Gwiazdy rozsypane były gęsto, wyraźniej niż w mieście. Przez moment próbowała odnaleźć znajome konstelacje, te, których uczono ich w Hogwarcie. Pamiętała chłód wieży, zapach pergaminu, cichy głos profesora. Ale czytanie z gwiazd nigdy nie było jej mocną stroną.
Pogrążona w swoich myślach, nie usłyszała od razu tego cichego, urwanego dźwięku, który nie pasował do nocnego ogrodu. Nie był to śmiech ani szept. Był zbyt nierówny, zbyt drżący. Szloch. Zamarła, unosząc lekko głowę, jakby sam ruch mógł go spłoszyć. Może się przesłyszała. Może to wiatr przeciął gałązki w taki sposób, że zabrzmiało to jak czyjeś westchnienie. Przez chwilę trwała w bezruchu, wsłuchując się. Dźwięk powtórzył się, cichszy, jakby ktoś próbował go zdusić w dłoniach.
To nie jej sprawa - przemknęło jej przez myśl niemal automatycznie. Bale rządziły się swoimi prawami. Maski dawały anonimowość nie tylko flirtom i intrygom, ale też słabościom. Każdy miał prawo do własnego kąta w cieniu. Wtrącanie się mogło być nietaktem. A jednak coś w tym brzmieniu było znajome.
Astoria wstała powoli z ławki. To mogła być pomyłka. Mogła narazić się na czyjąś irytację i niepotrzebne nieprzyjemności. Ruszyła w stronę, z której dochodził dźwięk. Kroki stawiała ostrożnie, by żwir nie zdradził jej obecności zbyt szybko. Minęła krzewy róż, których ciemne pąki odcinały się od srebrzystego światła księżyca, i skręciła w węższą alejkę, gdzie cienie były gęstsze. Szloch zabrzmiał wyraźniej.
- Przepraszam. Nie chcę się narzucać, ale czy wszystko w porządku? - zapytała, widząc jedynie cień kobiety.
the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#2
21.03.2026, 06:26  ✶  

Jeszcze parę chwil temu stała w oknie, z którego rozpościerał się widok na Maida Vale. Przepiękne ogrody należące do rodziny Lestrange, którymi ci zwykli chwalić się z dumą. Słusznie - było czym. Lubiła tu przychodzić, by oglądać rozkwitające różane krzewy. Przepadała za spacerami po żwirowych alejkach, które momentami gubiły się w zieleni całkowicie, odcięte wysokimi krzewami i otoczone od góry baldachimami liści. Tworzyły zaułki, ślepe uliczki i atmosferę, którą ciężko było się nie cieszyć. Kiedy przysiadło się na którejś ławeczce i pozostało wystarczająco cicho i w bezruchu, można było obserwować elfy, które ośmielone na nowo rozpoczynały przerwane chwilę wcześniej pląsy.

Ale teraz, kiedy zeszła w pośpiechu po schodach i znalazła się na powietrzu, ogród wcale nie wydawał się jej miły. Było w nim coś zdradliwego, jakby sam fakt że podpisywała się pod nim rodzina Lestrange, nagle stało się jego największą wadą. Może i przez to stawał się nagle współwinny wszelkim krzywdom, które dotknęły ją dzisiejszego wieczora. Może to po tych samych żwirowych alejkach, przesiąkniętych zapachem róż, jeszcze niedawno Louvain oprowadzał tę swoją lafiryndę, nie bacząc na to co powiedzą inni.

Ale w tym cieniu który sobie znalazła, nie było teraz nikogo. Śmiechy wydawały się tak samo odległe, jak towarzyszące im rozmowy. Stukot kieliszków był tutaj niesłyszalny, a muzyka dopadała ją najpewniej tylko wtedy, kiedy ktoś uchylił szerzej drzwi prowadzące do ogrodów. Tutaj była cisza i spokój, które pozwalały jej na wylanie nadmiernych łez i schowanie się ze swoim własnym smutkiem. Ostatnie czego potrzebowała, to żeby ktoś ją zobaczył i co gorsza - rozpoznał, chociaż jakaś jej część z żalem zauważała że przecież nie miał kto jej poznać. Była tylko zapomnianą narzeczoną czystokrwistego dupka, którego imię przestawało znaczyć tyle co kiedyś, dlatego robił to wszystko.

Gdyby mogła, zamoczyłaby teraz stopy w sadzawce. Bliskość wody zawsze koiła i pozwalała zapomnieć o większości problemów. Ale przejście się do oranżerii wydawało się wręcz upiornym pomysłem. Maczanie w tamtejszej sadzawce czegokolwiek, też nie wydawało się najzdrowsze, albo raczej nie było niczym co umywałoby się do siły jaką nadawała jej morska woda. Tak samo słona jak jej własne łzy.

Szloch tłumiony przez dłoń urwał się gwałtownie, kiedy żwir zachrzęścił zbyt blisko już, by go zignorować, a w ślad za nim rozległ się głos. W swojej ciemnej sukience i z włosami pociemnionymi na przyjęcie, bardzo dobrze zlewała się z otoczeniem. Może gdyby pozostała cicho, całkiem cicho, nikogo by tutaj nie przywiało i mogłaby doprowadzić się do porządku. Zamiast tego jednak wyprostowała się gwałtownie, jakby dźgnięta tym rozdarciem nocnej ciszy. Nagle już nie tylko smutna, ale i zawstydzona swoją własną słabością.

- Nie, ja... przepraszam. Nie chciałam przeszkadzać. Myślałam że jestem sama - pełne sztywności słowa znalazły ujście z oporem. Gdyby tylko mogła, zostałaby cicho, licząc na to że kobieta może jednak uda że jej nie widziała i zwyczajnie zniknie, ale wiedziała że tak nie wypadało. To byłoby istnie dziecinne i nieprzystojące młodej damie. Desideria też, całkiem pochłonięta przez swoje własne rozterki, w ogóle nie wyłapała znajomego tonu. Nie odwróciła się też, dłonią nerwowo przecierając policzki, chcąc jak najszybciej pozbyć się wilgoci.




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
26.03.2026, 23:48  ✶  
Zatrzymała się w pół kroku. Przez ułamek sekundy rozważyła wycofanie się - cicho, bez słowa, pozostawiając tę przestrzeń taką, jaką ją zastała. Było w tym coś kuszącego. Bezpiecznego. W końcu nie miała żadnego obowiązku, by się w to angażować. Rozsądek podpowiadał, by pozwolić tej osobie zachować resztki godności. W takich chwilach obecność świadka była gorsza niż samotność. Ale kiedy damska sylwetka spowita cieniem, zwróciła się do niej bezpośrednio, rozpoznała ją. Nie od razu w pełni. Nie przez twarz, nie przez sylwetkę, nie przez zmieniony wygląd. Tylko przez ton. Przez to charakterystyczne spięcie w głosie, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy próbowała ukryć coś, czego ukryć się nie dało. Astoria poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska ją w klatce piersiowej.
- Desi? - zrobiła krok w jej stronę. Minęły miesiące. Cisza między nimi zdążyła osiąść i stwardnieć, zamienić się w coś, co łatwo było udawać, że nie istnieje. Czy mogła jeszcze nazywać ją przyjaciółką? Ich relacja nigdy nie była łatwa, ale była prawdziwa ze swoimi wzlotami i upadkami. I nagle, zupełnie nieproszona, pojawiła się myśl, której nie była w stanie zignorować. Tęskniła za nią. Nie za tymi kłótniami, nie za napięciem, które potrafiło narastać z niczego i wybuchać w najmniej odpowiednim momencie. Nie za słowami rzucanymi zbyt szybko, zbyt ostro, zbyt celnie. Tęskniła za tym wszystkim, co było pomiędzy. Za rozmowami, które płynęły same, za spojrzeniami pełnymi porozumienia, za tą specyficzną łatwością bycia obok siebie, która nie wymagała wysiłku.
Ale Desideria wydawała się jej nie poznać po głosie. Avery z kolei miała już tego dosyć. Nie samego balu, ale tej otoczki - masek, anonimowości i tej pozornej swobody, która zbyt łatwo przeradzała się w coś znacznie bardziej prymitywnego. Zbyt wiele razy tego wieczoru odwracała zniesmaczona wzrok. Niektórzy czarodzieje obdarzeni chwilową bezkarnością, zdawali się natychmiast zrzucać z siebie resztki wychowania, jakby było tylko niewygodnym płaszczem. Pod maskami nie kryło się nic wyrafinowanego - tylko instynkty, niecierpliwe i nienasycone. Wystarczyła odrobina anonimowości, by zaczęli zachowywać się jak niewychowane zwierzęta, zapominając o wszystkim, co odróżniało ich od tych, którymi gardzili. To jeden z powodów, przez który szukała oddechu w zaciszu ogrodu.
Czy maska i otoczka tajemniczości naprawdę były na tyle skuteczne? Czy może to celowy zabieg, żeby uniknąć niekomfortowej sytuacji? W obu przypadkach zwyczajnie nie była w stanie zostawić jej teraz samej. Widok Desi, nawet jeśli częściowo skrytej w cieniu, nawet jeśli próbującej rozpaczliwie przywrócić sobie opanowanie, uderzył w nią z siłą, której się nie spodziewała. To nie był tylko obraz zapłakanej kobiety w ogrodzie. To było coś osobistego. Coś, co pod cienką warstwą chłodu i dystansu poruszyło w niej dawno nieodwiedzane miejsce.
Zrobiło jej się żal tej zapłakanej kobiety. Nie ten powierzchowny, uprzejmy rodzaj współczucia, który okazuje się obcym. Widziała przecież tę wersję Desiderii nie raz, może dlatego poczuła, jak coś w niej mięknie. Jakby ta zbudowana starannie warstwa dystansu nagle przestała być tak potrzebna, jak wcześniej.
- Nie przepraszaj. To ja... Astoria - odezwała się ciszej, w obawie, że ją przepłoszy. Przesunęła się bliżej z ostrożnością, jakby zbliżała się do czegoś kruchego, co mogło rozsypać się przy najmniejszym nacisku. Podała jej chustkę do otarcia łez i patrzyła na nią z troską, jakby ich ostatnia kłótnia i dystans w ogóle nie miały miejsca.
- Proszę, powiedz mi, że rozpaczasz przez złamany paznokieć - w jej tonie pojawiła się delikatna nuta ironii, niemal ciepła w swojej formie. - Powiedz, że nie szlochasz w krzakach przez tego dupka.


learn the rules
then
break some

the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#4
13.04.2026, 04:56  ✶  

Niemal jęknęła z rozpaczą, kiedy usłyszała jak nieznajoma nawołuje do niej. Do niej i po imieniu, co było ważniejsze. Znajome tony nagle nabrały sensu i ubrały się w odpowiednie imię, a świadomość przywołała w głowie imię Astorii i Zabini poczuła, jak łapią ją dławiące wręcz mdłości. Nie chciała, by ktokolwiek ją taką oglądał; smutną i zapłakaną. Rozdartą wewnętrznie przez osobę, która miała być dla niej tak w życiu ważna i nieść ze sobą spełnienie. A tym bardziej już nie chciała, by widownią dla jej porażki była akurat panna Avery.

Przyjaciółka, a może dawna przyjaciółka? Czy mogła ją tak nazywać, biorąc pod uwagę wszystko, co razem przeszły? Wszystkie wzloty i upadki, zazdrosne spojrzenia, wyrywanie sobie skrawków radości, jakby nie można było się nimi dzielić. Im dłużej panowała między cisza, ale nie ta w ogrodzie, a ta niosąca się przez prawdziwe życie, tym Desideria dochodziła do większej pewności, że większość krzywd i niesprawiedliwości zadziało się z jej ręki.

Była zazdrosna, ale jaka dziewczyna by nie była? Szczególnie w momencie kiedy wielu uznałoby Avery za przysłowiową pannę jak z obrazka (co pasowało do niej tym bardziej, biorąc pod uwagę z czego słynęła jej rodzina). Piękna, utalentowana, ambitna, wyedukowana... miała wszystko i prawdę powiedziawszy, Desideria miała dokładnie to samo, ale może chodziło o tę angielską ziemię. Może czuła się na niej zbyt obco i chłodno, by zrozumieć wcześniej że nie było sensu walczyć.

Tęskniła za wszystkimi taktami które rozgrywały się pomiędzy nieprzyjemnościami. Tęskniła za jej bliskością, za wartkimi rozmowami i łatwością, z jaką czasem odnajdywały się w swoim towarzystwie. Można by nawet powiedzieć, że porozumiewały się bez słów, kiedy okazja była ku temu odpowiednia.

Gdyby miała wskazać największy powód, który doprowadził do ich rozłamu, chyba byłby to Louvain. Kiedyś go zazdrościła, potem z zadowoleniem mogła się nim chwalić, a teraz czuła posmak goryczy na języku, kiedy o tym wszystkim myślała. Teraz, gdy stała w cieniu rozmowy jaka rozegrała się z nim chwilę temu, czuła się zwyczajnie śmiesznie. Jakby wszystkie jej przewiny upomniały się o nią w tym jednym momencie.

- Przepraszam - wyszeptała drżąco, kiedy Astoria zbliżyła się do niej. Przyjęła chusteczkę bez protestów, ocierając policzki. - Przepraszam za wszystko. Gdybym mogła cofnąć czas... tyle rzeczy zrobiłabym inaczej... - mówiła cicho, ledwie słyszalnym szeptem, zwyczajnie wstydząc się tych słów. Ale teraz czuła się taka delikatna i mała. I nie miała nikogo innego, z kim mogłaby się podzielić swoim żalem. - Chciałabym, żeby to był tylko złamany paznokieć. Zamiast tego jest człowiek, który mnie nienawidzi.




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
26.04.2026, 17:37  ✶  

Poczuła lekkie ukłucie, widząc Desiderię w tym stanie. Nie cofnęła dłoni od razu, pozwalając, by chustka została przyjęta, jakby ten drobny gest był jedyną rzeczą, którą mogła zaoferować bez ryzyka, że przekroczy granicę, której żadna z nich nie nazwała na głos. Przyglądała jej się uważnie - nie nachalnie, nie z ciekawością podszytą oceną, lecz z cichą, skupioną uwagą, która była jej właściwa, gdy próbowała coś zrozumieć. Widziała więcej, niż Des chciała pokazać. Zawsze widziała. Drżenie dłoni, sposób, w jaki zaciskała palce na materiale chustki, to nieudolne zbieranie siebie z kawałków, które rozsypały się zbyt nagle.
Zamarła w zawahaniu czy powinna skrócić dzielący ich dystans. Z jednej strony instnyktownie chciała ją pocieszyć, ale z drugiej umysł podsuwał bolesne wspomnienia ostatniej rozmowy. A jednak... słowa Desiderii, wypowiedziane cicho, niemal rozpadające się w powietrzu zanim zdążyły wybrzmieć do końca, osiadły na niej ciężarem, którego się nie spodziewała - nie dlatego, że były zaskakujące, lecz dlatego, że były zbyt szczere, zbyt odsłonięte. Stała w bezruchu, z dłonią opuszczoną już wzdłuż ciała, jakby ten drobny gest z chustką wyczerpał na moment wszystkie jej możliwości działania, pozostawiając ją samą z czymś znacznie trudniejszym - z koniecznością odpowiedzi, której nie chciała udzielać ani pochopnie, ani powierzchownie. Patrzyła na przyjaciółkę(?) uważnie, chłonąc każdy szczegół, jakby próbowała odtworzyć z fragmentów obraz, który kiedyś znała na pamięć, a który teraz wydawał się jednocześnie znajomy i obcy. W tej sylwetce było wszystko to, co pamiętała i jednocześnie coś, co wymykało się dawnym kategoriom, jakby czas i milczenie zmieniły proporcje, przesunęły akcenty, sprawiły, że nic nie było już tak oczywiste jak kiedyś. I może właśnie dlatego nie potrafiła od razu odpowiedzieć.
Wspomnienia ich kłótni nie wracały w formie jednego konkretnego obrazu, lecz raczej jako ciąg napięć, niedopowiedzeń, drobnych zadr, które narastały, aż w końcu pękły zbyt gwałtownie, by dało się to cofnąć jednym gestem. Pamiętała zazdrość - nie zawsze nazwaną, nie zawsze przyznaną, ale obecną, jak cienka nić ciągnąca się przez ich rozmowy, spojrzenia, milczenia.
- Dlaczego teraz...? - nie potrafiła zrozumieć jej motywów, dopóki nie dowiedziała się, co się właściwie stało. Czy jej wyrzuty były szczere, czy podyktowane gwałtownymi emocjami i kłótnią z narzeczonym? Astoria przezornie nauczyła się podchodzić z dystansem do słów przyjaciółki wypowiadanych pod wpływem silnego wzburzenia. Czy mogła ufać tym przeprosinom? Czy będzie jak zawsze i po miesiącu znów ich coś poróżni?
Nie chciała podejmować tego tematu tutaj, wśród krzaków. Chciała to na spokojnie przemyśleć, chciała długiej rozmowy, w której mogłyby wyjaśnić sobie wszystkie nieporozumienia i zacząć z czystą kartą.
- To dawne dzieje - naprawdę chciała zamknąć rozdział przeszłości, odciąć się grubą kreską i więcej tego nie rozpamiętywać. Przestać wracać do tych samych punktów, przestać analizować każde słowo, każdy gest, każdą drobną ranę. Ale jednocześnie wiedziała, że to nie jest tak proste. Z pewnością wymagało czegoś więcej niż jednego wieczoru, jednego spotkania w ogrodzie, jednego "przepraszam".
- Nienawidzi? - powtórzyła zaskoczona tymi mocnymi słowami. Ostrzegała ją, żeby była ostrożna, żeby nie wierzyła ślepo w każde zapewnienie i nie dała się zranić. Ale najwyraźniej serce głuche, gdy się uprze. - Co zrobił?


learn the rules
then
break some

the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#6
09.05.2026, 20:30  ✶  

Dlaczego teraz? Sama zadała sobie to pytanie, w momencie kiedy słowa opuściły jej usta. To nie było tak, że żal nad straconą relacją był czymś nowym i niezwykłym, bo Zabini nie raz, nie dwa, opłakiwała to co było między niż i Astorią, ale także to co mogło być. Była jednak istotą dumną i zazdrosną, w sposób który momentami zwyczajnie ją przerastał i dyktował to, jak powinna się zachować. Duma była jej kardynalną wadą. Taką, której nie sposób było się pozbyć i od której nawet przesadnie nie chciała się odciąć. Ale teraz? Teraz kiedy musiała znowu doświadczać Louvaina w takim wydaniu, coś na nowo w niej pękało. Rysy pogłębiały się, sprawiając że wszystko co tłumiła wewnątrz siebie do tej pory, wychodziło na światło dzienne.

Nie dziwiła jej ewentualna ostrożność, jaką mogła przejawiać Astoria. Ba, gdyby zamieniły się miejscami, to ona podchodziłaby do całej sytuacji z pewną wyuczoną ostrożnością, dopatrując się w tym jakichś znajomych schematów, które uchroniłyby ją od kolejnych błędów, potknięć i zawodu.

Dlaczego teraz? Bo teraz potrzebowała przyjaciółki.

A mimo tego zacięła się na moment, kiedy padło pytanie. Bardzo szybko zdała sobie sprawę z tego, że chyba powiedziała zbyt dużo. Nie kontrolowała się, pozwalając by emocje wzięły nad nią górę i rozwiązały język. Nienawiść wydawała się teraz tak wielkim i rozdmuchanym słowem, jakby użytym tylko i wyłącznie pod wpływem emocji. Jeszcze przed chwilą tkwiła w nim cała prawda, jaką była w stanie wycisnąć z siebie Desideria, teraz wydawało się zaledwie mirażem, który sama sobie wyśniła, tylko po to by łatwiej przełknąć rzeczywistość i skondensować w jednym, prostym punkcie to, jak myślała że czuje się w jej stosunku Lestrange.

Zawahała się wyraźnie, przez moment próbując dojść do porozumienia sama ze sobą, co właściwie powinna powiedzieć. Nie ważne? To nie ma znaczenia? Potrafiła być wręcz chorobliwie zazdrosna o tego mężczyznę i ta jej strona chciała, by zamknęła się w sobie na nowo, ale coś spod spodu dobijało się na światło dzienne.

- Plotki, gazety... - powiedziała cicho, przełykając wciąż łzy i zastanawiając się przez moment, czy Astoria faktycznie mogła nie wiedzieć, co Louvain porabiał. - Jak to było, Ekstaza Merlina? - zapytała, siłując się z pamięcią i gubiąc akcent we właściwy dla siebie sposób. - Przeklęty The Globe i cała ta premiera. Zabrał tam kogoś. Ojciec, matka, bracia... wszyscy są niezadowoleni. Ciekawe czy ta kobieta w ogóle wie, że jest zaręczony...




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#7
20.05.2026, 01:37  ✶  
Przez kilka długich sekund stała jeszcze w miejscu, jakby coś niewidzialnego trzymało ją na dystans - nie Desideria, lecz własna duma, pamięć wszystkich gorzkich słów i tych miesięcy milczenia, podczas których obie uparcie udawały, że brak tej drugiej wcale nie zostawił po sobie pustki. Ale teraz, w chłodzie ogrodu, pośród czarnych róż i cichnącej muzyki dobiegającej z rezydencji, tamte urazy nagle wydawały się dziwnie odległe. Nadal istniały, owszem. Nie zniknęły cudownie tylko dlatego, że jedna noc okazała się trudniejsza od innych. Astoria nie należała do osób naiwnych i doskonale wiedziała, że pewnych rzeczy nie dało się zamieść pod dywan jednym spojrzeniem czy kilkoma drżącymi przeprosinami. A jednak była też wystarczająco spostrzegawcza, by dostrzec coś ważniejszego od urażonej ambicji. Desideria potrzebowała teraz przyjaciółki. Nie widowni. Nie kolejnej osoby gotowej ocenić ją chłodno i wyliczyć wszystkie błędy. Nie eleganckiej damy rzucającej uprzejme banały, po których należało poprawić maskę i wrócić na salę balową, jakby nic się nie wydarzyło. Potrzebowała kogoś, kto po prostu zostanie. Ta świadomość przyszła nagle i nieprzyjemnie miękko, rozlewając się pod jej żebrami z irytującą łatwością. Przez tyle czasu była przekonana, że najlepiej będzie utrzymywać dystans, pozwolić tej relacji umrzeć powoli i elegancko, zamiast wciąż wracać do tych samych błędów, zazdrości i wybuchów urażonej dumy. Amimo to nie potrafiła się odwrócić plecami.
Westchnęła cicho. Dopiero z bliska widziała wyraźnie, jak bardzo Desideria próbowała trzymać się resztkami sił. Jak desperacko starała się odzyskać kontrolę nad własnym głosem, oddechem, twarzą. Jakby sama obecność cudzych oczu była czymś zawstydzającym.
- Nie wiedziałam - przyznała po chwili. Nie śledziła Louvaina. Nie czytała plotkarskich rubryk z uwagą, z jaką robiła to część socjety, nie analizowała, z kim pojawiał się publicznie ani jakie nowe skandale przypisywały mu gazety. Astoria od dawna miała wrażenie, że londyńskie towarzystwo żywi się cudzym nieszczęściem z niemal odrażającym entuzjazmem, więc nauczyła się przeglądać podobne artykuły obojętnie, bardziej dla orientacji niż zainteresowania. Widocznie przeoczyła moment, w którym zaczął prowadzać się z jakąś kobietą. I sądząc po stanie Desiderii - nie była to niewinna plotka rozdmuchana przez znudzone dziennikarki. Wyciągnęła dłoń i bardzo delikatnie poprawiła kosmyk ciemnych włosów, który przykleił się Desiderii do wilgotnego policzka.
- Rozmawiałaś z nim o tym? Może to nic takiego? - zapytała, choć nie miała wielu złudzeń, biorąc pod uwagę, jaką stronę Lou sama zdążyła poznać. Nie chciała jej już dokładać, ale przecież przed tym ją właśnie ostrzegała. Patrzyła na nią uważnie, z coraz większym przekonaniem, że sprawa nie kończyła się na kilku artykułach i towarzyskich plotkach.
- Nie byłabyś w takim stanie, gdyby tylko o to chodziło. Co zrobił dzisiaj? - chyba nie potwierdził jej romansu prosto w twarz? Potrafił być okrutny, ale czy wobec narzeczonej nie miał ani za grosz uczucia czy opiekuńczości?


learn the rules
then
break some

the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#8
05.06.2026, 01:23  ✶  

Aż nadto znała uczucie dumy trzymającej ją na odległość. Trzymającej je na odległość – obie miały tendencje, jeśli nie do unoszenia się nią, to do cenienia jej zbyt bardzo. I teraz ta sama duma sprawiała, że Desideria stała, zamiast załamać się pod swoim ciężarem na żwirowej alejce, albo przysiąść na kamiennej ławeczce. Stojąc można było łatwiej uciec, jeśli wymagałaby tego sytuacja. Ta sama duma sprawiała też, że słowa przychodziły jej opornie, ale jednocześnie przegrywała z żalem. Ten był zbyt wielki dzisiejszego wieczoru, torując sobie drogę poprzez łzy i odrobinę szczerości.

Nie wiedziała – Zabini też wolałaby chyba nie wiedzieć. Gdyby nie wiedziała, jej życie byłoby o wiele lżejsze i mogłaby zająć głowę zupełnie czym innym, zamiast wyrzucać Louvainowi niewierność. Słowa Astorii na moment tylko podsunęły jej myśl, że może wyolbrzymiała sobie cały problem i w rzeczywistości wcale nie było aż tak źle, a plotki nie huczały aż tak jak jej się wydawało, ale… ale na pewno Avery była tylko jakimś wyjątkiem. Pochłonięta swoją galerią nie była najlepszą jednostką do weryfikowania tego jak przemieszczały się plotki.

— Rozmawiałam. Dzisiaj. Teraz. Nie nazwałabym tego niczym takim — głos jej zadrżał na wspomnienie jego głosu, który rozbrzmiewał w jej uchu jeszcze chwilę temu. Świadectwem całej sytuacji były rozbite wazony i doniczki, które ktoś będzie musiał potem posprzątać. Wymiana zdań z Louvainem natomiast, jeśli czegokolwiek dokonała to było to utwierdzenie jego narzeczonej w przekonaniu że było gorzej niż myślała. Jednym było oprowadzanie się z jakąś kobietą pod jej nieobecność, ale czym innym absolutne przekonanie o braku swojej winy. On tego chciał, od początku do końca. Straciła go całego.

Potem nastąpiła cisza. Długa, a może tylko taką się wydawała pośród pąków czarnych i czerwonych róż, które porastały krzewy Maida Vale. Spojrzenie Desiderii przez chwilę utkwione było w twarzy Astorii, zanim ześlizgnęło się z niej i przesunęło gdzieś w bok. Chyba nie chodziło tylko o to, co wydarzyło się dzisiaj. Nie. Dzisiejszy wieczór był zaledwie sumą wszelkich problemów, które systematycznie zwiększały dzielący ich dystans od miesięcy. Sama już nie była w stanie przypomnieć sobie od czego właściwie się zaczęło i kiedy to było. A przecież na początku było tak słodko.

— Dzisiaj? Dzisiaj przestałam być już pewna, że cokolwiek z tego zostało — odpowiedziała cicho, z jakimś rozżaleniem, większym niż wcześniej, jakby do tej pory ani razu ta myśl nie przeszła jej przez głowę.




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#9
01.07.2026, 00:52  ✶  
Wahała się, choć nie było to widoczne w gwałtownych ruchach czy nerwowym spojrzeniu. Objawiło się jedynie w tym krótkim, ledwie dostrzegalnym bezruchu, w oddechu zatrzymanym na ułamek sekundy. Nie była odpowiednią osobą do udzielania miłosnych porad. Bo co właściwie wiedziała o miłości? O tej prawdziwej, długo budowanej, codziennej, która dojrzewała przez lata i kończyła się zaręczynami, wspólnymi planami oraz przekonaniem, że druga osoba stanie się rodziną? Niewiele. Zawstydzająco niewiele. Nigdy nie kochała mężczyzny wystarczająco długo, by budować z nim przyszłość. Jej jedyne narzeczeństwo zakończyło się, zanim zdążyło naprawdę się rozpocząć, a i tak nie było budowane na uczuciach, tylko na układach. Czuła się aktualnie całkowicie niekompetentna i nienawidziła tego uczucia.
Każda historia miała przynajmniej dwie strony, a prawda bardzo rzadko znajdowała się wyłącznie po jednej z nich. Ta myśl nie była próbą usprawiedliwiania Louvaina. Była raczej wyrazem ostrożności, którą Astoria pielęgnowała niemal obsesyjnie. Zbyt wiele razy widziała ludzi wydających wyroki, zanim poznali wszystkie okoliczności. Sama nie chciała popełnić podobnego błędu. Oni oboje musieli chcieć szczerej rozmowy, która pozwoliłaby im pokonać trudności. A przecież nie miała pojęcia, czy Louvain tego chciał. Nie wiedziała nawet, czy Desideria jeszcze tego chciała, czy raczej rozpaczliwie próbowała zatrzymać wspomnienie człowieka, którego już nie było. I właśnie dlatego każde słowo rady wydawało jej się nieuczciwe. Mogła powiedzieć: walcz. Mogła powiedzieć: odpuść. Mogła powtórzyć któryś z tych pustych sloganów, które ludzie rozdawali sobie nawzajem z zadziwiającą łatwością, jakby cudze życie było prostym równaniem. Ale żadna z tych odpowiedzi nie należała do niej.
- Przykro mi, Desi - powiedziała cicho, a szczerość tych słów zaskoczyła nawet ją samą. Nie było w nich uprzejmej formułki ani obowiązku. Było tylko ciężkie, autentyczne współczucie. - Nie znoszę patrzeć, jak cierpisz. Nie zasługujesz na takie traktowanie. - przegryzła dolną wargę, podejmując decyzję i ostrożnie uniosła dłonie, by objąć ją ramionami. Przyciągnęła ją do siebie na tyle delikatnie, jakby obawiała się, że zbyt mocny uścisk mógłby rozsypać to, co z takim trudem jeszcze trzymało się w całości.
- Jeśli jest cokolwiek… cokolwiek, co mogę zrobić… - odezwała się cicho, odkładając całą swoją dumę i potrzebę kontrolowania emocji na bok. - Nie obiecuję, że znajdę rozwiązanie. Nigdy nie byłam dobra w sprawach sercowych, ale… możesz na mnie liczyć - nie było jej łatwo wypowiedzieć te słowa, bo nie były tylko obietnicą pomocy. Były pierwszym wyciągnięciem ręki ponad miesiącami milczenia, urażonej dumy i wzajemnych pretensji. A jednak nie potrafiła się odwrócić i przejść obok cierpienia kobiety obojętnie. Nieraz powtarzała sobie, że to męczące, że nie warto, że następnym razem po prostu odpuści. Nigdy nie potrafiła, nie tak naprawdę. Była w tym jakaś irytująca słabość, głęboko zakorzeniona, starsza od jej dumy i rozsądku. Słabość wyłącznie wobec garstki ludzi, których raz wpuściła do swojego świata. Desideria od lat należała do tego niewielkiego grona, nawet jeśli obie uparcie udawały ostatnimi miesiącami, że jest inaczej.


learn the rules
then
break some

the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#10
09.07.2026, 03:01  ✶  

Astoria nigdy nie kochała mężczyzny tak, jak opowiadały o tym książki. A Desideria kochała wręcz obsesyjnie. Coś w gwiazdach kazało chyba utożsamiać się z jej imieniem w każdy możliwy sposób. Jej uczucia były duże, zbyt duże na jej małą osobę, ale wychowanie i wyrachowanie zawsze starały się trzymać w sztywnych ramach. Często czuła się przez to jak w potrzasku, bo głowa wiedziała co należało zrobić, ale serce nigdy nie chciało słuchać tych rad. Narzucane na siebie ograniczenia tylko wszystko utrudniały i powielały zgromadzoną wewnątrz plątaninę. Kiedyś zauroczona była Louvainem do granic możliwości. Teraz kochała go w sposób, który nie pozwalał jej patrzeć przychylnie na nikogo, kto znalazł się zbyt blisko niego. Może dlatego tak bardzo nienawidziła Cynthii, mimo że nigdy nie miała prawa dobrze jej poznać. Była niedoskonałością na portrecie ich narzeczeństwa. Szkoda, że od dłuższego czasu nie była to szczęśliwa relacja. A może to i dobrze, bo wtedy Desideria nienawidziłaby jej jeszcze bardziej.

W Astorię wpatrywały się wilgotne oczy, chyba przez ułamek sekundy autentycznie zdziwione szczerością, jaka płynęła z jej słów. Zabini postanowiła wylać przed nią swoje żale – niewiele ich było, bo mimo bólu i smutku próbowała być ostrożna i przebierać w słowach, ale spodziewała się chyba o wiele większej rezerwy. Potem ręce wyciągnęły się w jej stronę i nawet pociągnięcie było delikatne, a ona uległa mu ostrożnie, jakby nie chcąc spłoszyć przyjaciółki, gest ten przyjęła z ulgą.
Tego chyba w tym momencie potrzebowała – ramiona, które by ją otuliły i sprawiły, że nie była w tym wszystkim sama. Czegoś, co chociażby na chwilę mogłoby ją wzmocnić, a także zapewnić odrobinę ciepła. A obietnice szeptane jej teraz do ucha? Ah, jakże one były słodkie i chciała w nie wierzyć całą sobą, nie pozwalając dość do głosu podstępnym podszeptom, wznoszącym wszelkie ale i gdyby. Chciała się cieszyć tą chwilą; jedyną miłą tego dnia i jakże potrzebną.

— Może mogłybyśmy zacząć od wspólnej kawy któregoś dnia? — rzuciła nieśmiało, kiedy gardło rozwiązało się wreszcie i przestało ściskać pod wpływem emocji. Spróbowała się nawet zaśmiać, gdzieś spomiędzy łez, ale przynajmniej nie brzmiało to przesadnie przekonująco. Próbowała jednak i odsunęła się wreszcie, na moment ocierając łzy, zanim nie ujęła Astorii za dłonie. — Dziękuję. Ja… nie chciałam zrzucać tego na ciebie. Dziękuję że nie uciekłaś…




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2869), Desideria Zabini (2070)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa