• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[Jesień 1972, 20.09 Dziurawy Kocioł | Lucy & Gabriel] Roses are red

[Jesień 1972, 20.09 Dziurawy Kocioł | Lucy & Gabriel] Roses are red
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
12.12.2025, 13:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 13:28 przez Gabriel Montbel.)  
Londyn.

To miejsce w którym zdecydowanie nie powinno go być.

To miejsce w którym nigdy nie powinien się znaleźć.

To miejsce.

Kiedy Lucy wprowadziła go do lokacji zwanej Dziurawym Kotłem i obwieściła mu, że to jedno z najpopularniejszych miejsc w Magicznym Londynie, jego twarz wyrażała więcej niż tysiąc słów, choć aby oddać sprawiedliwość, jego plastyczna twarz zwykle wyrażała więcej niż tysiąc słów, którymi z resztą i tak zwykle raczył zebranych czy tego chcieli czy nie.

– Na prawdę Lucy? Ale tak... tak na prawdę? Nie mogliśmy pójść gdzieś do Soho? Kiedy znikają mugole o wiele łatwiej jest to zatuszować, a ja przynajmniej miałbym szansę napić się czegoś normalnego. – narzekał po francusku, bo lubił brzmienie jej akcentu w uchu. Brzmiała inaczej niż przed dwoma wiekami, gdy jej słowa dopasowane były do czasów. Sztuczka ze znajomością języków, która - jak się okazało - była u niej wrodzona, bawiła go i ciekawiła. Jak z resztą cała wampirzyca.

Co go nie bawiło to fakt, że Lucy była straszliwą smakoszką i bynajmniej nie chodziło o wampirze posiłki.

– Przecież to nie jest nawet cukiernia! – Nie przerywał utyskiwania przemieszczając się za nią między stolikami. Jego garderoba była prosta, wpisująca się w bieżącą modę czarodziei. Co prawda nawet kilka godzin przebywania w Londynie sprawiało, że od razu mu przechodziło wszystko spalenizną, ale... Czegóż się nie robiło dla tak pięknej róży, która właśnie zasiadła przy wybranym przez siebie stoliczku.

Chwilę potem podano im napitek i poczęstunek, a Gabriel uniósł brwi na widok deski degustacyjnej parującego od ciepła grzanego wina. Wybrał mimowolnie to, które iskrzyło się magicznym brokatem.

– Cóż to? Jakaś degustacja? To normalne, że pytacie kmiotków o zdanie? Przecież większość tu zebranych nie miało prawdziwego wina w ustach przez całe swoje plugawe życie – zapytał szczerze zdziwiony, a potem zamoczył wargi i skrzywił się z przekąsem, szybko to skrzywienie przekuwając na nieco sztuczny uśmiech. – Poziom zasłodzenia tego... jest... uh... wydaje mi się, że będzie Ci odpowiadać mon petite fleur. – podsunął kielich w jej stronę, nie robiąc sobie zbyt wiele, że może nie miała ochoty pić z tego samego naczynia. – Powiedz mi... jak z agencją? Byłaś już na miejscu oceniać straty? – zapytał nieoczekiwanie, o wiele bardziej poważnym tonem, rozsiadając się wygodniej i rozważając czy przyniesione pralinki są warte jego zainteresowania. Mógłby zjeść chociaż jedną, spróbować po nią sięgnąć w oczekiwaniu pacnięcia po palcach zaborczej cukierkoholiczki. Nie zrobił tego jeszcze, zostawiając moment przestrzeni na poważną rozmowę o zniszczeniach wydarzenia zwanego lokalnie Spaloną Nocą. Wydarzenie, które przespał, w pewien sposób zapewniając jej bezpieczeństwo. Co by było gdyby nie postanowiła na niego zapolować? Co by było gdyby Lucy nie przetrwała pożaru? Co by było... – Ta ekipa od kuchni wciąż jest do wzięcia, jeśli chcesz. – zasugerował, trochę rozbawiony, ze najpierw po przyjeździe zabrał się za remont jej miejsca niedaleko Bath, które przecież go aż tak nie wymagało, a które sam zniszczył, a nie lokacji w centrum metropolii, które oberwało rykoszetem od zamieszek wywołanych przez śmiertelnych.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#2
13.12.2025, 00:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 20:34 przez Lucy Rosewood.)  
Londyn był całkiem przyjemnym miejscem. Nie kochała go może swoim całym sercem, a gdy ktoś deklarował, że nie było lepszego miasta pod całym słońcem, Lucy zdecydowanie wzdychała, ale serce Anglii, nawet jeśli obecnie nieco nadpalone, nie było złe i trochę żałowała, że nie mogła jeszcze wrócić do swojej agencji.

Chciała jednak pokazać trochę Londynu Gabrielowi, a jego protesty tylko ją zachęcały, i chociaż nie żałowała swojej decyzji, to szybko zrozumiała, że nie potrafiła jednak tak skutecznie ignorować jego gadania, jak myślała, że potrafi.
Weszli do Dziurawego Kotła. Słysząc słowa drugiego wampira Lucy spojrzała w jego stronę i uraczyła pojedynczym uśmiechem.
– Nie – odpowiedziała krótko. – I nie dąsaj się tak, bo wszyscy uznają cię za marudnego Francuza, którego należy podsiąść.

Gdy wreszcie znaleźli miejsce, Lucy zdjęła swój cieńki płaszcz ukazując beżową bluzkę i długie, brązowe spodnie, które miała na siebie założone.
– To grzaniec. Nie wino – odpowiedziała, przyglądając się próbom degustacjnym Gabriela, a następnie bez żadnego problemu przejęła od niego kubeczek. – To że oni nie potrafią tego odróżnić, to już ich problem.
Upiła trochę błyszczącego się napoju. A potem jeszcze trochę. I znowu trochę. I zanim się zorientowała jeden kubeczek, chociaż mały, był już opróżniony. – Idealne. Jestem zaskoczona, że nie przesadzili z przyprawami.

Gdy spytał się jej o agencję, Lucy spochmurniała nieco i sięgnęła po kolejną próbkę grzańca. Kolejny łyk. Spochmurniała jeszcze bardziej i odsunęła od siebie naczynie. Ten był zdecydowanie zbyt gorzki.
– Remont nie jest problemem – westchnęła ciężko, również przechodząc na angielski. – Ogień jej nie dotknął, ale jest tam dziwna runa. Muszę sprowadzić kogoś, kto na nią zerknie.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#3
15.01.2026, 16:08  ✶  
– Moi?! Marudny?! To pomówienia, parszywe kalumnie moja pani, toć ja nigdy bym nie narzekał na nic i na nikogo... kto by nie zasłużył. – fuknął, zamaszyście zasiadając na swoim miejscu, od razu zawłaszczając dość sporą przestrzeń na wyciągnięte nogi, wcale nie pod stolikiem a obok. Nawet nie kłopotał się, aby zdjąć płaszcz. Nie zakładał, że zagrzeją tu miejsca.

Złagodniał dopiero gdy zobaczył jak sprawnie opróżniła pierwszy z kubeczków, obserwując uważnie i nieco niepokojąco każdy jej gest. Być może gapił się, choć oczywiście okazałby kły obrażony, gdyby ktokolwiek tak właśnie nazwał to co robił wobec panny Rosewood. Tak na prawdę jednak wcale się nie gapił tylko czuł znajome, choć niekoniecznie mile widziane ciepło w piersi, właściwe uczuciu, gdy rozpoznaje się skutecznie gust kogoś, kto jest w jakimś stopniu ważny. Na moment zacisnął pięść, by zaraz ją rozluźnić, a następnie wyciągnąć ku niej dłoń by zgarnąć dla siebie kubek pełen goryczy.

– Daj, uratuje Cię od tej trucizny – zaproponował łagodnie, obejmując jej dłoń własną, wysupłując spomiędzy smukłych palców naczynie, w bliźniaczym geście w którym przed momentem ona zabrała mu pierwszą próbkę. Zbyt słodką na jego gusta, zdecydowanie nie tak słodką, jak uczucie pod opuszkami miękkiej skóry wiekowej wampirzycy. Sekundę trzymał ją za długo. Sekundę za długo patrzył, czy może wgapiał się w niebieskie oczy, sekundę milczał, nim przeszedł do działania, nim ukrył się za nim, by skupić się na winie a nie własnym zmieszaniu. Grzaniec nie smakował mu w dalszym ciągu, ale wlał w siebie go bez zawahania, otulając gardło ciepłem zbliżonym do odpowiednio rozgrzanej gorączką pragnienia krwi i był to najlepszy aspekt trunku śmiertelników.

– Paskudna runa. Co to za klątwa? To na pewno po pożarze? A może jakiś rozczarowany klient? Złapany przez Ciebie przestępca, który zbyt szybko wyszedł na wolność? – zasugerował, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby wcale nie trzymał jej za dłoń te drogocenne sekundy dłużej, jak perły kolekcjonowane w skarbcu przeciążonej wszystkimi latami pamięci. – Czy potem pójdziemy na łowy? Kolor tego wina pobudza mój apetyt... – dodał po chwili, będąc głodnym owszem, ale raczej widoku jej na polowaniu, aniżeli pragnienia krwi per se.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#4
21.01.2026, 02:29  ✶  
– Przecież właśnie narzekasz na grzaniec, który sobie na to nie zasłużył – wytknęła mu i upiła kolejny łyk słodkiego napoju. Doskonałe. Naprawdę doskonałe. Uśmiechnęła się do Gabriela i lekko przechyliła głowę. – Wiesz, że w pewien sposób jesteś przeciwieństwem wina? Ono z upływem lat nabiera coraz to lepszego smaku, kiedy twój najwyraźniej trochę się psuje, skoro nie potrafisz docenić tak wybornego grzańca.
Oddała mu swój kubek, a na spochmurniałej twarzy pojawił się lekki uśmiech, nieświadoma patrzeniowej tragedii, jaka właśnie odkrywała się w głowie jej towarzysza.
– Sama nie wiem – westchnęła zakładając kosmyk włosów za ucho. – Nie było nas, to znaczy mnie, przy tym, więc nie mogę być pewna, ale z tego co słyszałam, mój przypadek nie jest odosobniony, a wszystko zaczęło się po pożarach. Wnioski więc wysuwają się same.

Głupi pożar. Głupi ekstremiści. Palić miasto bo... Bo tak. Naprawdę Śmierciożercy byli czasami strasznie uciążliwi dla życia codziennego, a co więcej, na całe nieszczęście, poplecznicy Voldemorta byli jednocześnie na tyle durni, aby podpalać miasto, w którym zapewne też mieszkali, a nie na tyle durni, aby dało się ich namówić, że samym rozdawaniem ulotek zdziałają więcej.
Jego propozycja zaskoczyła ją. Skłamałaby gdyby powiedziała, że wcale na nią nie liczyła. Wspólne polowanie brzmiało w końcu... Zdecydowanie bardziej ekscytująco niż chciałaby to przyznać. Nachyliła się nad nim – gest, ktory miał być zaczepno-tajemnicy, ale zbyt szybko poczuła, że było w nim coś nieco niezręcznego. Odsunęła się trochę.
– O ile obiecasz, że nie wprowadzisz zbędnego chaosu, to nie widzę problemu. Soho czeka. Powiedz mi. Czy upijasz się krwią z alkoholem?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#5
14.02.2026, 21:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 21:57 przez Gabriel Montbel.)  
Prychnął pogardliwie na tę przyganę, choć wciąż się uśmiechał.
– Na wszystkich żywych i martwych bogów, moje kochane dziewcze, toś Ty marudzenia porządnego nie słyszała! Ja dopiero mogę zacząć marudzić to... niewinne igraszki – lekceważąco machnął ręką, ale do wina już nie wrócił, bo zdecydowanie nie było w jego typie.

W przeciwieństwie do kogoś innego z kim spędzał tu czas, więc dla własnej być może przyjemości odpuścił tę sprzeczkę, nie będąc pewnym czy Lucy droczy się z nim, czy poważnie wchodzi w dyskusję i obronę tego ścierwa. Należało wtakim przypadku przegrupować siły.

Było coś przyjemnego w tym, że powiedziała, że nie było "ich" nawet jeśli potem poprawiła się na "mnie". To był okruszek, pewna iskierka buzująca w nim z coraz większą siłą, zapewne od tego feralnego remontu kuchni, bo trzeba było naprawić to co się zniszczyło. Bardzo się starał, choć bez większych nadziei na jej zadowolenie. Tymczasem entuzjazm który wywołał w niej zmianą aranżacji, kolorów i dekoracji (z stanowczo zbyt dużą ilością roślin o które teraz dbał)...

Złapał się na tym, że co świt od tego wydarzenia przywoływał wspomnienie jej twarzy przed zaśnięciem. Takiej zaskoczonej. Takiej rozradowanej. Takiej...

Takiej jak teraz...

Czy było coś słodszego od jej reakcji na niespodzianki, które trafiała w gusta dwustu lat wampirzego życia?

–Obiecuję... że wprowadzę dokładnie tyle chaosu ile trzeba będzie.– odpowiedział jej pochylając się, szepcząc z większą czułością niż chciałby przyznać przed sobą, niemal niemal łapiąc ją za rękę. Wargi łaskotały nieprzyjemnie domagając się przypomnienia, czy jej blada, perfekcyjnie gładka skóra pozostawała tak samo blada, tak samo perfekcyjna, tak samo gładka. Mimowolnie wspomniał ich knucie w altance. Jedna krótka chwila z poprzedniego życia do rozrastającej się kolekcji wspólnych chwil. –Nie, ale doprawdy wystarczy mi Twoje towarzystwo, by nie czuć się za bardzo trzeźwym. – pomyślał. Nie! Powiedział!

Putain!

Wyprostował się gwałtownie, właściwie zerwał się ze swojego siedzenia, przebijając intymną bańkę z łatwością i gracją francuskiego zarozumiałego arystokraty.
– Doskonale! Ruszajmy więc, nie ma sensu czekać – rzucił jowialnie, próbując możliwie gładko i karykaturalnie ukryć swoje zmieszanie.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#6
16.02.2026, 16:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2026, 16:36 przez Lucy Rosewood.)  
Marudził, że uważała, że marudziła, kiedy najwyraźniej potrafił marudzić jeszcze bardziej. Obiecał też, że wprowadzi chaos, chociaż prosiła o coś innego. Mówił też te swoje głupoty na temat upijania się jej towarzystwem, zamiast po ludzku odpowiedzieć na pytanie. 
A ona i tak się uśmiechnęła, nawet jeśli nie zabrakło w tym kilku przewrotów oczami,  i co jeszcze gorsze, no dobrze, lepsze, gdy wyruszyli z Dziurawego Kotła, na swoje wampirze przygody nawet nie próbowała udawać że nie bawiła się dobrze.

Do opactwa wróicili jeszcze mając trochę zapasu przed świtem, ale Lucy czuła już wystarczająco dużo zmęczenia dostosuje wycieczką, że życzyła Gabrielowi spokojnego snu podczas którego nie zrobi nic głupiego i zamknęła się w łazience aby wziąć zasłużoną kąpiel z olejkami.
Miała się odprężyć. Poczytać kolejny krwawy kryminał w towarzystwie piany i zapachu lawendy.

Jak na złość więc jej myśli krążyły głupio wokół postaci wampira i tego, że mogłaby mu w sumie pokazać samo Bath, obok którego leżało Opactwo a zwłaszcza rzymskie ładnie. A potem mogłaby torturować go tymi dobrymi scones z pobliskiej piekarni bezczelnie dekorując już I tak słodkie bułeczki śniadaniowe dżemem i botą śmietaną. Uśmiechnęła się na myśl o minie, która by wtedy zrobił.  A może na myśl o jego minach? Nie. Na pewno chodziło jedynie o złośliwości. Tak. Złośliwości. Ale to dopiero jutro. Dzisiaj zaraz wyjdzie z wanny i położy się do łóżka, tak aby uśpić głowę i jej nieproszone myśl.


!BINGO E1
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#7
16.02.2026, 17:28  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: E1
wariant: 2
typ: zadanie

To miał być spokojny dzień, ale nagle ciszę przecięło zdanie: „a może by tak przemalować tę ścianę?”. Godzinę później jedno z was stoi na drabinie, drugie próbuje zrozumieć instrukcję składania półki, a podłoga wygląda jak pole bitwy. Spontaniczny remont brzmi romantycznie tylko do momentu, gdy okazuje się, że kolor „ciepły beż” w świetle świec przypomina raczej „zakończenie sezonu”. Prawda jest jednak taka, że po Spalonej Nocy wiele wnętrz wymaga odświeżenia, a... no właśnie, nie musicie pracować fizycznie, możecie skupić się na wyborze najładniejszej tapety...
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#8
25.02.2026, 14:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2026, 14:59 przez Gabriel Montbel.)  
A więc kupił jej prezent, obecnie głęboko ukryty w mrokach przestrzeni podłóżkowych.

a więc

Co teraz miał z tym zrobić nie miał pojęcia? Dać tak po prostu? Czy jej się spodoba? Czy nie będzie kręcić nosem, że to bardzo nie na miejscu tak wieszać obraz z obcą kobietą, która co prawda wygląda jak ona, ale jest otoczona różami i…

kupił jej prezent

Może kupił ten prezent sobie? Było w tym obrazie coś co z nim rezonowało i nie mógł się powstrzymać. By za wszystkie pieniądze, które dostał od niej w ramach działalności agencji, kupić to płótno w tubie.

To było takie nie na miejscu, mogła przecież pomyśleć o tamtym feralnym wieczorze, gdy róże otaczały ją skwapliwie w celach raczej morderczych aniżeli pieszczotliwych.

obecnie głęboko ukryty

To było tak głupie, że absolutnie nie mógł o tym myśleć. Przez moment przyszła pokusa, żeby samemu się schować obok tej tuby.

w mrokach przestrzeni

To i tak nie miało znaczenia, bo przecież żadna ściana w opactwie nie była godna nosić tej impronistycznej wizji Lucy pośród ciężkich kwiatostanów różanych.

podłóżkowych…

A gdyby tak przemalować jadalnię?

Myśląc o kolorach i pachnących różą miękkich włosach swojej absolutnie niezwiązanej z nim emocjonalnie wampirzej towarzyszki zasnął i nikomu by się nie przyznał, że nie potrzebował słodyczy, skoro nie było nic słodszego w Londynie nad jej uśmiech.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (1390), Lucy Rosewood (757), Pan Losu (90)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa