06.12.2025, 22:47 ✶
—24/09/1972—
Drugi dzień wesela Geraldine Yaxley i Ambrożego Greengrassa, Snowdonia
Erik Longbottom & Mildreda Moody
Kawa, kawa... Gdzie, do cholery, jest ta kawa?, powtarzał w myślach Erik, wodząc na wpół obecnym wzrokiem po jednym z namiotów w których zebrali się goście wesela na popołudniowy posiłek. Jak na jego gust było tu całkiem sporo ludzi, a przecież nie wiedział, ile osób zjawiło się na głównej ceremonii poprzedniego dnia. Mężczyzna westchnął ciężko. Żałował, że nie mógł zobaczyć Geraldine i Ambroise'a przed ołtarzem, ale zjawienie się na tak ważnej uroczystości tuż przed pełnią byłoby szalenie nierozsądne. Musiałby wyjść wcześniej i tłumaczyć się co bardziej wścibskim gościom lub igrać z ogniem chcąc spędzić tutaj jak najwięcej czasu. Żadna opcja nie była zbytnio zachęcająca.
Pełnia z ubiegłej nocy dość mocno dała mu się we znaki, ale po powrocie do Warowni dopełnił wszelkich starań, aby pojawić się na drugim dniu wesela w odpowiednim stanie. Wybrał jeden z lepszych garniturów, wziął kilka miksturek regenerujących i skorzystał z kosmetyków Potterów podsuniętych mu przez matkę. Dalej jednak czuł się ociężały; gdyby nie wesele to zapewne odsypiałby teraz poprzednią noc w swoim łóżku i nic nie byłoby go w stanie wygonić. Longbottom uśmiechnął się półgębkiem do jakiegoś dalszego kuzyna Geraldine, którego kojarzył i ruszył w kierunku stołu na którym zgromadzono dodatkowe przekąski, filiżanki i zaklęty warnik dla gości, którzy chcieli sami się obsłużyć i zrobić sobie herbatę lub kawę.
— Nareszcie — mruknął pod nosem, zatrzymując się nieopodal jakiejś kobiety. Dopiero po chwili zorientował się, że wcale nie była to żadna obca czarownica, a Millie. — Och. Hej, Mills. Jak impreza? Ktoś już zdążył zrobić sobie krzywdę? Mam nadzieję, że obyło się nagłej interwencji BUMu?
Przy ostatnim zdaniu mimowolnie ściszył głos. Odkąd znalazł się na tyłach rezydencji Yaxleyów zdołał przywitać się z zaledwie kilkoma osobami, toteż nie zdążył się jeszcze zorientować w tym, jak wielkim sukcesem okazała się sama ceremonia, jak i wesele. Poza tym, zależało mu na tym, aby uzyskać sprawozdanie z kilku źródeł. Wątpił, aby Brenna mogła przekazać mu wszystkie szczegóły. A w pewnym momencie będzie musiał jeszcze podpytać Geraldine, jak się teraz czuje, kiedy weszła w tak poważną unię. Wzrok Erika ześlizgnął się po kreacji panny Moody.
— O, i tak na marginesie: bardzo dobrze wyglądasz — dodał jeszcze, nasypując sobie do filiżanki kilka łyżeczek kawy. Zdecydowanie tego potrzebował, aby przetrwać imprezę. Kto wie, może nawet zostanie na trzeci dzień, jeśli będzie maił wystarczająco dużo energii? — Powinienem na kogoś uważać, czy raczej zebrali się tu sami porządni obywatele?
Pełnia z ubiegłej nocy dość mocno dała mu się we znaki, ale po powrocie do Warowni dopełnił wszelkich starań, aby pojawić się na drugim dniu wesela w odpowiednim stanie. Wybrał jeden z lepszych garniturów, wziął kilka miksturek regenerujących i skorzystał z kosmetyków Potterów podsuniętych mu przez matkę. Dalej jednak czuł się ociężały; gdyby nie wesele to zapewne odsypiałby teraz poprzednią noc w swoim łóżku i nic nie byłoby go w stanie wygonić. Longbottom uśmiechnął się półgębkiem do jakiegoś dalszego kuzyna Geraldine, którego kojarzył i ruszył w kierunku stołu na którym zgromadzono dodatkowe przekąski, filiżanki i zaklęty warnik dla gości, którzy chcieli sami się obsłużyć i zrobić sobie herbatę lub kawę.
— Nareszcie — mruknął pod nosem, zatrzymując się nieopodal jakiejś kobiety. Dopiero po chwili zorientował się, że wcale nie była to żadna obca czarownica, a Millie. — Och. Hej, Mills. Jak impreza? Ktoś już zdążył zrobić sobie krzywdę? Mam nadzieję, że obyło się nagłej interwencji BUMu?
Przy ostatnim zdaniu mimowolnie ściszył głos. Odkąd znalazł się na tyłach rezydencji Yaxleyów zdołał przywitać się z zaledwie kilkoma osobami, toteż nie zdążył się jeszcze zorientować w tym, jak wielkim sukcesem okazała się sama ceremonia, jak i wesele. Poza tym, zależało mu na tym, aby uzyskać sprawozdanie z kilku źródeł. Wątpił, aby Brenna mogła przekazać mu wszystkie szczegóły. A w pewnym momencie będzie musiał jeszcze podpytać Geraldine, jak się teraz czuje, kiedy weszła w tak poważną unię. Wzrok Erika ześlizgnął się po kreacji panny Moody.
— O, i tak na marginesie: bardzo dobrze wyglądasz — dodał jeszcze, nasypując sobie do filiżanki kilka łyżeczek kawy. Zdecydowanie tego potrzebował, aby przetrwać imprezę. Kto wie, może nawet zostanie na trzeci dzień, jeśli będzie maił wystarczająco dużo energii? — Powinienem na kogoś uważać, czy raczej zebrali się tu sami porządni obywatele?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞