17.02.2026, 12:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2026, 15:13 przez Brenna Longbottom.)
Po porannej wizycie u Philippy Barclay Brenna nie czuła się ani trochę lepiej.
Wciąż była wytrącona z równowagi i roztrzęsiona bardziej niż chciałaby przyznać. Przede wszystkim tym, że zalała kanapę ogniem, ale fakt, że ktoś grzebał jej w głowie, też nie pomagał. Kilka wspomnień zostało wymazanych z jej pamięci, i teraz odczytując raz za razem własne zapiski, które sporządziła wcześniej, by się ich nauczyć, zanim zostaną zniszczone – tak aby wiedzieć, co dokładnie działo się w Spaloną Noc, choć nie będzie tego pamiętać – czuła się z tym cholernie dziwnie. Źle. Jakby coś jej zabrano. Nawet jeśli sama o to prosiła, i jeśli wiedziała, że jest to konieczne. Nie mogła bać się widoku świec, do diabła. Ani podpalać mebli.
I miała jakąś godzinę na wzięcie się w garść, zanim będzie musiała stawić się w pracy. Nie powinna tam iść, ale nie mogła nie pojawić się bez uprzedzenia. „Voldemort namieszał mi w głowie” było może odpowiednim powodem do zwolnienia, ale Brenna prędzej zjadłaby jeden ze swoich kapeluszy albo nawet ten Woody’ego niż taki komukolwiek przedstawiła.
Zamknęła wreszcie notatnik i wstała ze stopni, prowadzących do frontowego wejścia do Księżycowego Stawu, by ruszyć ku… cóż, labiryntowi. Temu co z niego zostało. Obraz zniszczenia, który ostał się po letnim pożarze, drażnił ją teraz bardziej niż kiedykolwiek. Miała zamiar ocenić, ile zostało ze szklarni i dało się jeszcze uratować, ale teraz zastanawiała się, czy nie mogło to poczekać do wieczora. Albo do jutra.
Może powinna iść nad staw.
Albo zniszczyć magią resztki tego cholernego żywopłotu, niegdyś tak pięknego, po którym teraz pozostały suche badyle, zniszczona fontanna i nadpalone posągi. Może to będzie pierwszy krok do tego, aby na zgliszczach powstało coś nowego.
Kiedyś Księżycowy Staw odzyska dawną świetność: Brenna po prostu musiała trzymać się myśli, że z tych wszystkich popiołów da się powstać.
!Trauma Ognia
Wciąż była wytrącona z równowagi i roztrzęsiona bardziej niż chciałaby przyznać. Przede wszystkim tym, że zalała kanapę ogniem, ale fakt, że ktoś grzebał jej w głowie, też nie pomagał. Kilka wspomnień zostało wymazanych z jej pamięci, i teraz odczytując raz za razem własne zapiski, które sporządziła wcześniej, by się ich nauczyć, zanim zostaną zniszczone – tak aby wiedzieć, co dokładnie działo się w Spaloną Noc, choć nie będzie tego pamiętać – czuła się z tym cholernie dziwnie. Źle. Jakby coś jej zabrano. Nawet jeśli sama o to prosiła, i jeśli wiedziała, że jest to konieczne. Nie mogła bać się widoku świec, do diabła. Ani podpalać mebli.
I miała jakąś godzinę na wzięcie się w garść, zanim będzie musiała stawić się w pracy. Nie powinna tam iść, ale nie mogła nie pojawić się bez uprzedzenia. „Voldemort namieszał mi w głowie” było może odpowiednim powodem do zwolnienia, ale Brenna prędzej zjadłaby jeden ze swoich kapeluszy albo nawet ten Woody’ego niż taki komukolwiek przedstawiła.
Zamknęła wreszcie notatnik i wstała ze stopni, prowadzących do frontowego wejścia do Księżycowego Stawu, by ruszyć ku… cóż, labiryntowi. Temu co z niego zostało. Obraz zniszczenia, który ostał się po letnim pożarze, drażnił ją teraz bardziej niż kiedykolwiek. Miała zamiar ocenić, ile zostało ze szklarni i dało się jeszcze uratować, ale teraz zastanawiała się, czy nie mogło to poczekać do wieczora. Albo do jutra.
Może powinna iść nad staw.
Albo zniszczyć magią resztki tego cholernego żywopłotu, niegdyś tak pięknego, po którym teraz pozostały suche badyle, zniszczona fontanna i nadpalone posągi. Może to będzie pierwszy krok do tego, aby na zgliszczach powstało coś nowego.
Kiedyś Księżycowy Staw odzyska dawną świetność: Brenna po prostu musiała trzymać się myśli, że z tych wszystkich popiołów da się powstać.
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.