• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22 Marca, Pogrzeb Simone Malfoy] Wiltshire, rezydencja Malfoyów

[22 Marca, Pogrzeb Simone Malfoy] Wiltshire, rezydencja Malfoyów
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#41
26.08.2024, 22:08  ✶  
Cóż, do jego urodzin pozostało jeszcze siedem długich miesięcy, więc miał sporo czasu na zastanowienie się nad tym, czego właściwie oczekuje od swojej imprezy. Nie planował bankietu na sto czy sto pięćdziesiąt osób, jednak taki występ mógłby zadowolić każde grono. Jasne było drobne ryzyko, że niektórzy zachwycą się nieco za mocno, ale panna Avery na pewno była świadoma tego rodzaju wyzwań związanych ze swoim zawodem. W przeciwnym wypadku podjęłaby próby... wyciszenia... swoich zdolności, jeśli faktycznie obawiała się reakcji co poniektórych słuchaczy.

— Stali bywalcy naszych przyjęć mogą być niepocieszeni — skomentował pod nosem, gdy Brenna raz jeszcze wyraziła sprzeciw, wobec występów wili na jakichkolwiek bankietach Longbottomów. — Skoro chcemy zrezygnować z magicznych występów oraz handlem członkami rodziny, to trzeba będzie wymyślić coś innego. Może turniej szermierczy na jakichś uproszczonych zasadach?

Uniósł wymownie brwi. Gdyby faktycznie zdecydowaliby się na taką atrakcję, to najprawdopodobniej spotkałoby się to ze sporym niezadowoleniem ze strony socjety. I nie dlatego, że wymachiwanie rapierem było mało imponujące, a przez to, jak wysoki byłby próg wejścia dla laików niezaznajomionych z tego typu sportem. Większość rodów, jeśli już skupiała się na wpajaniu swoim pociechom lekcji pojedynków, to zazwyczaj skupiali się na czarodziejskich rozgrywkach. Na ten moment chyba jedynie Longbottomowie i Yaxleyowie sięgali po bardziej tradycyjne oręże.

— Naprawdę? — mruknął z przekorą w głosie, powstrzymując się od teatralnego wywrócenia oczami. Przecież ledwo co przyszli! Wprawdzie wcześniej byli w kaplicy, ale wypadałoby zostać nieco dłużej. — Zostawiasz mnie tutaj. Samego. Wiesz, że to rzadko kiedy dobrze się kończy, prawda?

Dalej zdarzało mu się wypominać siostrze, że zostawiła go na urodzinach ich kuzynki od strony matki, przez co koniec końców skończył w krzakach z Vincentem Prewettem, wypalając zioło skonfiskowane młodszym uczestnikom zabawy. Teraz wprawdzie przyjęcie odbyło się z dużo smutniejszego powodu, ale dalej byli otoczeni przedstawicielami rodów czystej krwi. A niektórzy byli dosyć zaawansowani wiekiem. I poglądami dalej tkwili w głębokim średniowieczu. Starcie z takimi ludźmi wymagało ogromnego opanowania. Poszłoby mu lepiej, gdyby miał siostrę u boku.

— Postaraj się nie wpaść w kłopoty, dobrze? Wystarczy nam jedna przykra okazja na tydzień — rzucił na odchodne, posyłając siostrze dobrotliwy uśmiech. Może będzie na tyle zadowolona, że urwała się z tej stypy, że wlepi mniej mandatów podczas obchodu po magicznym Londynie?

Westchnął cicho. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko popijać powoli alkohol, słuchać muzyki wygrywanej przez pannę Stellę i modlić się w duchu, żeby nie zagadał do niego nikt obcy. Może powinien znaleźć Geraldine? Rozejrzał się na prawo i lewo w poszukiwaniu swojej dobrej przyjaciółki. Jak już spotykali się na czystokrwistych spędach, to zazwyczaj spędzali je wspólnie, co by bronić wzajemnie swoich pleców. Później, postanowił, nakładając sobie mikroskopijną porcję ciasta. Będzie robił krok za kroczkiem, a może jakoś to wszystko przetrwa. Merlinie, daj mu siłę.

Postać opuszcza sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#42
01.04.2026, 23:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 23:25 przez Lorraine Malfoy.)  
Nie godziło się pozbawiać dziecka możliwości ostatniego pożegnania z matką, nawet jeżeli nie mogło w pełni zrozumieć powagi żałobnego nabożeństwa. Nicholas był Malfoyem, należało mu się więc miejsce u boku Malfoyów. Nieważne, że dopiero zaczynał składać słowa, a wypowiedzenie imienia Lorraine wciąż nastręczało mu duże trudności z powodu podwójnego "r". Lorraine zabrała Nicholasa z ramion piastunki, która odstroiła chłopczyka w odświętną szatę. Nie chciała, żeby ktoś obcy kołysał go w ramionach, gdy grzebano jego matkę. Wielkim żalem przejęła ją śmierć Simone. Wielkim poczuciem niesprawiedliwości, że odeszła przedwcześnie, osierocając dziecko, które mogło dać jej szczęście, nawet jeżeli nie zdołałby zrobić tego mąż. W tym wszystkim tylko to się przecież liczyło. Tylko dzieci, pomyślała Lorraine, uciekając na chwilę myślami w stronę małej ghoulki, czekającej na nią w Necronomiconie. A jednak wszyscy zdawali się zapominać o tym, że to maleńkie dziecko w jej ramionach spotkała największa tragedia z powodu śmierci jego matki.

Nicholas. Nicholas, którego imienia Elliott nie wspomniał nawet w mowie pogrzebowej, choć zadbał o to, aby napomknąć o swej pasji do jazdy konnej. Lorraine spuściła wtedy oczy, bojąc się, że siedząca obok Eden zdoła dostrzec gniew na dnie jej oczu. Być może Elliott nie różnił się od swego ojca tak bardzo, jak myślał. Słuchając jego przemówienia Lorraine czuła się bowiem tak, jak gdyby słyszała stryja Fortinbrasa. On też zawsze poświęcał więcej uwagi swym psom aniżeli rodzonym dzieciom.

Bez wątpienia trudną była miłość jej ojca, ale przynajmniej nigdy nie kazał jej wątpić w to, że jest jego córką. Armand trzymał ją w objęciach, wtedy, gdy Lorraine urządzała swój pierwszy pogrzeb. Wtedy, gdy nieomal rozpłakała się, bo kot przyniósł jej umierającego ptaszka. Niewiele myśląc schwyciła pod pachę dachowca, który zdążył się do niej przyzwyczaić: dokarmiała go przecież, gdy zakradał się ranem na ganek. Nie wypuścił swej zdobyczy z kociego pyszczka, a wręcz przeciwnie, zaczął głośno mruczeć. Nie dało się uratować wymemłanego przez kota gołąbka, zorganizowali mu więc pogrzeb. Pochowali ptaszka w pudełku po cygarach, które ojciec dostał na urodziny od stryja Marcusa. Pudełko było bardzo piękne, solidnie wykonane. Pomieściło drobne, ptasie ciałko, które pogrzebali w Lesie Wisielców. Już wtedy śmierć domagała się od Lorraine uwieńczenia ceremonią, nazwania straty. Wierzyła, że od maleńkości winno się wychowywać dzieci w poszanowaniu rodzinnych tradycji. Zachęcać, żeby podpatrywały zachowania dorosłych w swym otoczeniu, oswajać z wartościami takimi jak pamięć, obowiązek, poświęcenie...

– Moja mama i mój tata też tutaj leżą, wiesz? Chociaż umarli, gdy byłam starsza niż ty – powiedziała cicho Nicholasowi, gdy po zakończeniu ceremonii pogrzebowej spacerowali pośród grobów.

Było w powierzchowności wili coś, co sprawiało, że wyjątkowo łatwo lgnęły do niej dzieci. Nawet gdy była młodsza, kręciły się wokół niej podlotki na salonach, a berbecie gaworzyły głośniej na jej widok. Nicholas nie płakał, gdy go trzymała, zawsze przybierał jednak nieco zdziwioną minę, gdy brała go na ręce. Nicholas w ramionach Lorraine zawsze był spokojny. W pełni skupiał na niej uwagę, przypatrując się jej z zachwytem. Wyciągnął ku niej rączkę.

– Ach, a więc jest w tobie Malfoy! – Lorraine zaśmiała się cicho do brzdąca, gdy ten pociągnął ją boleśnie za włosy. Nie gniewała się, przecież Nicholas nie mógł jeszcze w pełni zrozumieć, że sprawia jej ból. Gdy wplótł wcześniej drobne paluszki między jej srebrnoblond włosy, którymi nakryła go niemal, pozwalając ich czołom zetknąć się ze sobą, kierowała nim dziecięca ciekawość. Nicholas uwielbiał bawić się włosami cioci Lorraine. Ta jednak pokręciła wyraźnie głową na nie, zmuszając kąciki ust, żeby opadły w dół, jak gdyby była zasmucona. Nieładnie tak!, mówiła jej mina. Wielkie oczęta śledziły z przejęciem wszystkie zmiany w twarzy półwili, przynajmniej dopóki chłopczyk nie odwrócił główki, jak gdyby zawstydzony, chowając się przed spojrzeniem Lorraine w jej objęciach. Gdy się wyprostował, aby sprawdzić reakcję półwili, pomogła mu powoli wyplątać paluszki spomiędzy spływających na plecy blond loków. Ufnie, przyzwolił jej i na to.

– Musisz pamiętać o tym, że twoja mama bardzo cię kochała, moja kruszynko. Może nie być jej przy tobie, ale wciąż będzie obok twój tata. Kiedyś odziedziczysz po nim to wszystko. Tak jak i on weźmiesz odpowiedzialność za rodzinę, która winna być ostoją. Będziesz kiedyś dla kogoś, tak jak ja jestem dla ciebie teraz. A gdy zwątpisz, wystarczy, że przyjdziesz między groby. – Lorraine kroczyła między nimi pewnie, jak gdyby była tutaj częstym gościem. Znała przecież wszystkie epitafia wyryte na grobach. Znała też wyryte na nich imiona. – Tutaj spoczywają nasi przodkowie – wyszeptała. – Tu kiedyś spoczniesz i ty, gdy Starucha przyniesie ci śmierć. Ale najpierw Dziewica poprowadzi twą rączkę, abyś nauczył się czytać z napisów wyrytych na grobie twej matki. Nieraz za nią zatęsknisz. Ale nie złorzecz wtedy, nie rozpaczaj. A gdy przytulisz się do zimnego nagrobka, sama bogini Matka przygarnie cię do swego łona. Spójrz, powie. Spójrz, ci wszyscy ludzie byli przecież mymi dziećmi. Pokaże ci wszystkich, którzy byli przed tobą. Pokaże ci, że nad tobą czuwają. Może więc będziesz tak ambitnym jak Fortinbras, twój dziadek, który od lat dzielnie prowadzi nasz ród. A może będziesz tak cierpliwym jak Elliott, który następuje po nim. Może będziesz tak dumnym jak Armand. Tak dobrym jak Baldwin. – Przywołując imiona należące do kolejnych pokoleń mężczyzn z rodu Malfoy, jej głos stawał się coraz bardziej czułym. Tak wiele było słów, których mogła użyć, żeby móc ich opisać. Przecież umiała mówić tak pięknie, tak ostrożnie dobierała zawsze słowa! Tymczasem każdy dostał od niej po jednym w przydziale. Wybór ten musiał być więc celowym. Musiał być też w pełni przemyślanym. Musiał być wyborem poety. Jedno słowo, żeby podsumować całe życie człowieka w świecie, w którym "dobroć" była jak żart rzucony na pogrzebie, słowem, jakie użyła Lorraine, aby opisać Baldwina, było właśnie "dobry".
– A może będziesz taki jak ja? – spytała cicho, przytulając Nicholasa, który zaplótł swe małe rączki wokół jej szyi. Serce zabiło wówczas mocniej w piersi Lorraine. – Może będziesz po prostu kochanym – szepnęła, ucałowawszy główkę dziecka. Dopiero po powrocie z cmentarza, gdy chłopiec zasnął w jej ramionach, oddała go piastunkom, palcem wyrysowując wcześniej święty symbol Matki na jego małym czółku. Niechaj bogini wyprostuje ścieżki jego życia, poprosiła, ostatni raz przeczesawszy blond włoski.

Postać opuszcza sesję


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (1022), Bard Beedle (272), Brenna Longbottom (2069), Eden Lestrange (543), Elliott Malfoy (3183), Erik Longbottom (2476), Eunice Malfoy (1063), Geraldine Greengrass-Yaxley (1230), Henrietta Mulciber-Slughorn (1100), Lorraine Malfoy (998), Martin Crouch (959), Micah Bagshot (520), Perseus Black (391), Robert Mulciber (1263), Rowena Ravenclaw (389), Stella Avery (396), Theon Travers (1350), Vakel Dolohov (496), Victoria Lestrange (812), William Fletcher (720)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa