• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani

[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#21
17.03.2026, 08:52  ✶  
Rozpromienił się jej odpowiedzią, nie uważając bynajmniej, że brak walki i sporu był nudny. Bardzo chciał przejść się z nią na wieżę, bardzo chciał zobaczyć jak jej włosy falują rozproszone wiatrem, jak kieruje swoją twarz ku burzy z kielichem w dłoni. Przymierze. Może nie pierwsza sprawa, ale pierwsza w której czuł się bardziej przydatny niźli ozdoba jej osoby.
Przyjemne drżenie wypełniło mu zastygłą w wiecznej śmierci klatkę piersiową i może powinien bardziej się bać tego drżenia, ale wolał o wiele bardziej podążyć za nim. Podążyć za nią. Wziąć woreczki z krwią ze znajomego miejsca, wyciągnąć z szafki dwa kryształy i iść wiedziony różanym drewnem i dawno zapomnianą pieśnią jednego z francuskich truwerów.

– Nie sądzisz mon petite fleur, że to szalenie dziwnie? – powiedział trochę nieprzytomnie, głośno wyrażając swoje myśli w sposób nader bezpośredni, choć oczywiście urwał zaraz po tym, uciekając wzrokiem na kamienną poręcz, gdy tak wspinali się do góry, niczym adepci spragnieni mitycznej wiedzy wspinali się na szczyty orientalnych świątyń.

Miesiąc temu. Miesiąc temu nie istnieli dla siebie.

Odchrząknął.

– W niemal całej mojej egzystencji, rozpatrywałem wampiry, jako istoty tak terytorialne, co samotnicze. A cóż my teraz robimy? Przebywanie w Twojej obecności, w Twoim domu… Dawno nie czułem się… Nie czułem się tak mile widziany jak teraz. – Czy nie było to zbyt wiele? Mówił do jej pleców, właściwie do kształtnych pośladków ukrytych pod materią odzienia, a które to pośladki z racji używania schodów były właśnie na wysokości jego twarzy. Tak jednak było nieco prościej, niż mówić prosto w twarz. Z resztą… Niedawno w Poisy upokorzył się po stokroć bardziej wyznając swoje grzechy postaci, którą wziął za anioła śmierci, a która okazała się zupełnym przypadkiem całkiem żywym mimo wszystko wampirem.

– Masz bardzo piękny dom. Nieco tendencyjny w swej postaci, ale piękny. – Komplement zmieszał się z lekkim kręceniem nosa, zaczepnym oczywiście, w oczekiwaniu, że Lucy nadmie policzki i zacznie z werwą bronić swojej własności i wymieniać jej rozległe zalety, na pierwszym miejscu stawiając rozległe lochy w których mogli bezpiecznie stać. Albo fakt, że okolica była bardzo urokliwa. I klimatyczna. Tego nie mógł odmówić, zwłaszcza teraz, gdy wydostali się na chłodny październikowy wieczór i mogli zachwycić nocnym pejzażem. Rojem gwiazd. Kształtem horyzontu. Wiatrem rozczesującym krucze włosy, choć tak bardzo wolałby, żeby czyniły to jego własne palce.

Zamarł.

Odwrócił się ku Lucielle nieco sztywno, jakby zobaczył ducha. Nie. Nic się nie zmieniło. Dwustuletnia wampirzyca nie była przecież człowiekiem, nie była ofiarą, którą ściągnął tutaj na żer. Mieli swoje prymitywne mugolskie woreczki, mieli bardzo cywilizowane, wydestylowane z zabawy metody zachowania bezpieczeństwa. A jednak nęciła go. Przyciągała do siebie komfortem, który kiedyś zdawał się najgorszym sposobem spędzania czasu. Drugi wampir. Do czego to doszło, żeby czas marnotrawić na drugiego nieśmiertelnego. By myśleć o miękkości jego włosów. O ich zapachu. O uśmiechu na twarzy. O słowach, które mogłyby ten uśmiech wywołać. Nie chodziło o samo towarzystwo. Już nie.

– To może Ci naleję – powiedział. Może zbyt prędko. Może zbyt niezdarnie szarpiąc się z workiem. Może zbyt zajęty myślą, że tak bardzo chciał być bohaterem z książek czytanych przez Lucy teraz, że pomyliło mu się z książkami, które Lucy czytała kiedyś, nim przekonała się, że świat nieśmiertelnych istot pozbawionych krwi pozbawiony jest miłości, a romansom bliżej jest do fantastycznych baśni, niż opowieściom o morderstwach.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#22
31.03.2026, 18:38  ✶  
Lucy w pierwszej chwili mu nie odpowiedziała.
Dawno nie czułem się… Nie czułem się tak mile widziany jak teraz.
– Dwójka to jeszcze nie tłum – powiedział w końcu z całych sił próbując nie obejrzeć się za siebie na drugiego wampira. Chciała aby czuł się tu jak u siebie w domu, chciała aby cieszył się przebywając w tym miejscu i nie myślał o powrocie na stare zgliszcza, a jednocześnie zdecydowanie nie chciała się do tego mu przyznawać. Jakby wypowiedzenie prawdy, było dziwnym urokiem, który tylko czekał, aż ktoś go rzuci. – Cieszę się, że dobrze się tu czujesz.

Nie obraziła się. Najpierw po prostu usiadła na kamiennej posadzce, położyła obok pudełko z ciastkami i spojrzała w niebo, pozwalając aby wiatr rozwiał jej włosy. I dopiero wtedy ostentacyjnie wywróciła oczami.
– Kiedy postanowiłam zakupić posiadłość w Anglii najlepszym wyborem było to, albo willa nad jeziorem. Willa nad każdym oknem miała wyrzeźbionego cherubinka, więc wybór był dość prosty. – Poza tym opactwo miała cmentarz, który z biegiem lat stał się niejako własnym ogrodem Lucy, pełnym ukrytych owoców jej pracy. – Ah, sypialnie też miały je wymalowane na suficie, a mi zapewne nie chciałoby się ich wszystkich przemalowywać, więc gdybyś nie był teraz w tym tendencyjnym domu, najprawdopodobniej byłbyś zmuszony do wpatrywania się w brzydkie aniołki.

Opactwo było zdecydowanie lepsze, nawet jeśli urządzone zostało dość przeciętnie - wnętrze było przyjemne dla oka, ale jednocześnie nie było w nim przesadnego przepychu, chocia niektóre pomieszczenia z pewnością skorzystałyby na większej liczbie dekoracji.
Przeniosła spojrzenie na Gabriela, nie do końca świadoma myśli, które właśnie targały drugiego wampira.
– Tak, poproszę. Będziesz jadł makaroniki?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#23
31.03.2026, 19:01  ✶  
– Maka… co? Jakie makaroniki? – wypalił zdezorientowany, myśli mając zupełnie w innym miejscu, a dłonie zajęte woreczkiem z krwią, który nie chciał współpracować. Ta dziwna nerwowość nie była na miejscu, nie dało się jej strzepnąć niczym niechcianego pyłku z klapy marynarki. Wręcz przeciwnie, drobny pyłek zdawał się rozrastać, infekować go, co było przerażające i oszałamiające w takim samym stopniu.

W końcu dostrzegł pudełko i zaśmiał się z własnego zagubienia w słowach i tłumaczeniach. Mógł się domyślić, że panna Lucy nie przepuści okazji, by nażreć się słodkości. Dobrodziejstwo wampirzego stanu sprawiało, że doprawdy mogła żywić się tylko krwią i cukrem, a Gabrielowi przyszła refleksja że gdy była jeszcze człowiekiem, to musiałaby mieć krew słodką jak karmel.

Przysiadł obok, woreczek z krwią wciąż był nienaruszony, teraz powedrowal obok kielichow na bok. Wampir uchylił galanteryjnie wieko pudełka, będąc bardziej niż pewnym że wampirzyca nie odmówi sobie łakocia. Nigdy ich sobie nie odmawiała.

Umilkł. Nie dopytywał się o smaki i nadzienia, o kodyfikacje kolorystyczną ciasteczek. ani które ww pudełku są z marcepanem. Błękitne ślepia zachłannie śledziły jej dłonie, palce łapiące lekko kruchą powierzchnię, zgniatające ukryte we wnętrzu nadzienie. Obserwował całą drogę słodyczy do ust, zasłuchany w oczekiwaniu, na choćby jedno westchnienie, jeden pomruk zadowolenia, cokolwiek co świadczyłoby o finiszu może bardziej pożądanym niż krew.

Milczał, mając poczucie że na moment znalazł się poza czasem, jako uczestniczący w uczcie, która przecież był ledwie skubnęłam biszkoptu na szczycie wieży niezbyt rozległego opactwa. Śmiał się z jej zamiłowania do słodkości, lecz teraz nie było mu do śmiechu, gdy zahipnotyzowany obserwował jak mięśnie twarzy pracują pod białą i cienką niczym miękki atłas skórą.

– Jednak… ja… jednak też chcę. Chcę spróbować. – wyrzucił z siebie nieco niezdarnie, przysuwając nogi bliżej tułowia. Wcześniej zdarzało mu się szydzić z jej kulinarnego hobby, nawet jeśli bardzo dbał by w kuchni domostwa pojawiały się wciąż nowe smaki i wypieki. A jednak teraz poprosil o makaronik i… zamarł. Wciąż jednak trzymał pudełeczko w dłoniach patrząc teraz na jej twarz z odmienną intencją. Z cichym oczekiwaniem na gest, który być może nigdy nie powinien nastąpić, jeśli ich relacja w sumie miałaby pozostać na tej samej, dość zdystansowanej stopie. Ale Gabriel był głodem, nie zwykł się głębiej zastanawiać gdy czegoś chciał. A teraz… chciał małe ciasteczko wybrane przez Lucy.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#24
31.03.2026, 19:29  ✶  
Lucy wskazała ruchem głowy na pudełko makaroników, zawieszając na drugim wampirze pytające spojrzenie, nawet jeśli podejrzewała, że odpowiedź będzie odmowna.  Wzięła więc w pierwszej chwili jeden ze smakołyków i przymknęła oczy, gdy poczuła na języki słodki, truskawkowy smak nadzienia. Doskonałe.

Otworzyła oczy i złapała jego spojrzenie.
Może  mogłaby nawet do tego przywyknąć? Drugiej, nieżywej duszy w opactwie? Chwil takich jak ta po zakończonej pracy? Świadomości, że chociaż nie musieli spędzać każdej minuty wspólnie to zawsze był ktoś obok z kim mogła porozmawiać, lub wywrócić oczami na to co mówiła? Ładnie udekorowanej kuchni w ramach zadośćuczynienia za zepsutą szafkę? Osadzonego na zdecydowanie zbyt przystojnej twarzy psotnego uśmiechu, który sprawiał, że wieczory stawały się bardziej znośne?

– Hm? – Jego prośba wytrąciła ją z zamyślenia. – Oh, tak. Proszę – powiedziała, ponownie wskazując na pudełko, które trzymał w dłoniach, a potem zamarła, gdy i on zamarł, bo dopiero wtedy zrozumiała o co dokładniej mu chodziło.

Ah…
Ona…
Makaronik…
On…

Zawahała się, ale ostatecznie wyciągnęłam rękę w stronę opakowania. Blada dłoń, opleciona czerwoną bransoletką, zawisła nad kolorowymi wypiekami, a wampirzyca z pewnym zaskoczeniem zrozumiała, że najbardziej w tej sytuacji przejmuje się tym który smak powinna wybrać.
Który będzie najlepszy, aby przekonać go do słodyczy?

Różanego smaku niestety nie było, więc pozostawały jedynie trudne wyboru.
Wreszcie, chwyciła czekoladowy makaronik, ten który chciała zostawić na koniec, aby najdłużej się nim delektować i delikatnie uniosła na wysokość ust drugiego wampira.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#25
31.03.2026, 23:44  ✶  
Była w nim pokusa, by rozlać się słowem po kamiennej posadzce wieży, aby ukryć zmieszanie narastające w wampirzej głowie. Burzę, która rozpostarła swoje stalowe chmury nad nimi, która bliźniaczo zalśniła piorunem w nim.

Lucienne była tak blisko. Tak jak wtedy w altanie, jak pośród spopielonych ścian zrujnowanych posiadłości. Tak blisko, wystarczyło wyciągnąć rękę do zebranych na smukłej łodydze szyi płatków pięknego kwiatu zachowanego w wieczności.

I nie zauważył nawet kiedy, rzeczywiście wyciągnął rękę ku niej, wsunął między ciemne kosmyki, opuszkami odnajdując wiązanie. Jeden gest, poddanie się magnetyzmowi. Jak smakował jego makaronik, jak bardzo chciałby spróbować wspomnienia ciasteczka, które miało zaszczyt być przez nią pożarte.

Wiatr szarpnął nimi, dwoma wiekowymi sztandarami, choć w przypadku Gabriela była to już raczej tylko biała poddańcza flaga. Czy i teraz się poddawał? Czy i teraz myślał o śmierci? Bynajmniej.

Grom zalśnił ponownie nad nimi, a on zabrał dłoń z kobiecego karku, uwalniając spętane wcześniej pukle, chłonąc jej postać niemal każdym dostępnym zmysłem.

Smak. Tego mu brakowało. Za tym tęsknił. Tego… nie mógł od niej żądać. Ludzie przychodzili i odchodzili. Gaśli w dłoniach, a ostatnie doświadczenia ponad wszystko utwierdziły go w przekonaniu, że nie rozumieją wieczności. Ona jednak trwała przez ponad dwa wieki, wszystko w czym wyrosła obumarło, pozostawiając żywot, który musiał nauczyć się znajdować cel inny niż skorupka ziarna, którym byli jako ludzie. To nie mógł być kaprys chwili. Nie mógł pozwolić sobie na ryzyko. Co innego droczyć się, co innego pozwalać na niewinny flirt. Być może, gdyby urodziła się w tym stuleciu, podchodziłaby do tego z większą lekkością, być może miałby śmiałość zaproponować jej nieco więcej zabawy w ich nowej rzeczywistości w której coraz więcej było liczby mnogiej. Nasza sprawa. Nasze śledztwo. Nasza kuchnia. Nasz odpoczynek. Być może, gdyby jej twórca nie obiecywał swojego serca i nie porzucił jej kilka chwil później. Być może miałby śmiałość zaryzykować i przyznać, że jego pragnienie bycia obok nie jest li tylko platonicznym wyrazem sympatii.

Ulewa uderzyła w nich z impetem, który powinien przecież być i ich udziałem w żarliwości współdzielonych uczuć.

Uśmiechnął się smutno, uciekając wzrokiem.

Chwila przeminęła.

– No to tyle ze świętowania. Zawsze masz tu taką dramatyczną pogodę? Dobrze, że nie jesteśmy w tej willi z cherubinkami. W świetle błyskawic wyglądałyby zaiście upiornie. – Bardzo się starał, ale jego ton nie brzmiał lekko. Był sztywny sztucznym uśmiechem i goryczą rozrastającej się świadomości, że koniecznie będzie musiał jakoś to naprawić. Zalepić. Potwierdzić czternaście tysięcy razy, że nie chciał uczynić jej dyshonoru. Zacisnął szczękę, unikając patrzenia na ubiór przesiąkający wodą. – Wracajmy do środka może i przełóżmy to na inny wieczór – zaproponował, nie będąc pewnym czy po takiej sytuacji Lucy w ogóle będzie chciała z nim spędzić jakikolwiek inny wieczór.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#26
01.04.2026, 13:16  ✶  
Wpatrywała się w niego, ale nie ponaglała go do odpowiedzi, sama czerpiąc dziwną radość z faktu, że przez tą chwilę mogła się mu po prostu przyglądać, bo chyba nigdy wcześniej nie miała szansy, aby zrobić to tak spokojnie, jak w tym właśnie momencie. Bez odurzającej ekscytacji poznania kogoś nowego, czy tych innych, napędzanych pewnymi wydarzeniami emocji które towarzyszyły ich przy poprzednich spotkaniach.
Naprawdę cieszę się, że cię nie zabiłam – przemknęło jej przez myśl i chociaż nie był go chyba pierwszy raz, gdy nachodziły ją podobne refleksje, to zdecydowanie po raz pierwszy była gotowa złapać go za rękę i powiedzieć mu to prosto w oczy, a potem dodać jeszcze że cieszył ją również ten prosty fakt, że mieszkał razem z nią. Opactwo było wspaniałe samo w sobie bez żadnych gości, , to prawda, ale… Gabriel zdecydowanie dodawał temu miejscu więcej uroku, niż jakiekolwiek dekoracje mogłyby to zrobić.

Deszcz jednak, przynajmniej na jakiś czas, wymył te wszystkie zbyt ckliwe refleksje z jej głowy, a grzmoty burzy sprawiły, że nagle, ponownie, skupiła się na bardziej przyziemnych rzeczach.
– Oh… – mruknęła, czując się tak, jakby ktoś ją właśnie obudził i z jakiegoś powodu nieszczególnie jej to pasowało. – Tak, powinniśmy iść – powiedziała, siląc się na uśmiech, tak aby Gabriel nie widział, że desperacko próbowała zrozumieć czemu czuła jakby coś się nagle zmieniło. Szybko wstała z podłogi, otrzepała się i ruszyła do środka, próbując udawać, że wszystko było pod kontrolą, nawet gdy jeszcze nie wiedziała, który element jej świata został zachwiany.
– Ale i tak napijmy się – powiedziała, zatrzymując się w wejściu. – Nie ma co marnować dobrej krwi.
A potem ruszyła w klatki schodowej, ledwo powstrzymując silną potrzebę odwrócenia się, aby zobaczyć czy na pewno szedł za nią.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#27
01.04.2026, 14:08  ✶  
Czy mu się zdawało, czy ta zmiana planów wcale nie była w smak pannie Rosewood? A może mu się tak tylko zdawało, może tak bardzo chciał, żeby tak było i nie potrafił się pogodzić ze stanem faktycznym. Burza na zewnątrz, burza w sercu… Utkwił spojrzenie w jej karku, w tym gibkim złączeniu umysłu i ciała, w pograniczu, które nie miało dla niego krwi, a przyciągało bardziej niż wszyscy śmiertelni tego świata.

Lucy nie była pożywieniem, jej istnienie nie gwarantowało mu przeżycia, nie wypełniało ciała rozkosznym ciepłem, nie tym fizycznym. A jednak miał wrażenie, jakby samo przebywanie w jej otoczeniu czyniło go pełniejszym, lepszym, mniej… uszkodzonym. Jej obecność nie sprawiała, że mógł dalej egzystować. Była jednak konieczna, wręcz niezbędna do tego, aby ta egzystencja mogła być nazywana życiem.

Czy czujesz to samo Lucy? Czy masz wrażenie, że serce nie musi bić, aby każda komórka martwego ciała śpiewała pieśń dziękczynną za obecność?

– Lucy czekaj, ja… – chciał ją dogonić i zatrzymać, chciał zapytać od razu, chciał, musiał się dowiedzieć prawdy, nie mogąc tkwić przecież w domysłach, które prowadziły donikąd, jak powróz na szyi odciskając się mocno w pozbawionej sensu bezładności.

I tak się stało, że chciał zejść kilka stopni szybciej, by się z nią zrównać, nie przewidując, że na jego prośbę kobieta momentalnie zatrzyma się i odwróci. I tak się stało, że jednocześnie chciał być bliżej niej, ale też nie chciał się zderzyć więc się cofnął, a śliskie kamienne schody nie sprzyjały wcale tej sytuacji. I tak się stało, że klatka schodowa była wąska i może przetoczyłby się obok i zleciał w żałosnej kotłowaninie bardziej niż jakikolwiek inny gest oddającej jego stan serca i umysłu.

Świat zawirował, stracił rozeznanie w tym w jakim położeniu w końcu się znajduje, aż w końcu do świadomości dotarło, że może lepiej byłoby już jakby sięgnął bruku poturbowany przez schody niż…

Jak to się stało, że zawisł odchylony w jej ramionach, czyż to nie powinno być odwrotnie? Oboje byli mokrzy od deszczu który przyłapał ich na degustacji makaroników, od lśniącej bladej skóry odbijało się ciepłe światło migoczących kandelabrów.

– Złapałaś mnie – zauważył bardzo mało przytomnie nie wiedząc co zrobić z oczami, bo miał wrażenie, że zawiesza się raz na niebieskich oczach, raz na czerwonych ustach i och zdecydowanie to nie krwi chciałby dziś spróbować. Zdecydowanie nie…
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#28
01.04.2026, 14:38  ✶  
Nie ma co marnować dobrej krwi. Nie ma co marnować dobrego momentu, kiedy mimo wszystko tak lekko czuła się w jego obecności. Zamknąć się z książką w swoim pokoju mogła zawsze. Na to akurat miała całe wieki. Ale kiedy ponownie nadarzy się okazja, gdy zapadnie pomiędzy nimi ta niewypowiedziana zgoda na wspólne spędzanie czasu? Kiedy ponownie z takim podziwem będzie myślała o tym jak rozwiązał sprawę? Oby niedługo, ale nie warto było tego marnować.

Odwróciła się, aby usłyszeć jego słowa, ale zamiast tego, to nie jej uszy, a ramiona odegrały kluczową rolę w tym co zadziało się chwilę później. Wydawało jej się, jakby na te kilka sekund cały świat został spowolniony, tak aby w karykaturalnie wręcz zwolnionym tempie mogła obserwować lot Gabriela i wyciągnąć swoje ramiona, aby złapać go w odpowiednim momencie, a potem, przez te kilka powolnych sekund, wpatrywać się jeszcze w jego zaskoczoną twarz. Zupełnie jakby tańczyli tango, tylko że to raczej nie on w takim razie powinien być tak odchylony. Zupełnie jakby wszystkie jej narzekania, że w romansach to zawsze rycerz łapie księżniczkę, zostały zauważone. Nie żeby to był romans. To absolutnie nie był romans.
– Na to wygląda – powiedziała i wciąż próbując zrozumieć co się właśnie wydarzyło, nieustannie wpatrywała się w jego oczy. – Nic ci nie jest?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#29
01.04.2026, 14:57  ✶  
Równowaga przestała istnieć. Zarówno ta w ciele, jak i w duchu, choć tę drugą porzucił chyba już dawno, gdy zgodził się na ten szalony plan. Gdy pierwszy raz kotłowali się na podłodze promu, próbując umazać to drugie czerwoną szminką. Gdy zobaczył jej buty na biurku. Gdy otworzył oczy i okazało się że komukolwiek zależy na tym, że to zrobił.

Z niewiadomych przyczyn, to inna rzecz, ale wciąż, miał pełnie świadomości, że przed rumieńcem ratował go brak krwi, przed walącym sercem… coż, rownież brak krwi.

– Tak – odpowiedział słabowicie, nie wiedząc w sumie o co zapytała. Tak, chciałbym Cie teraz pocałować. Tak, nie mogę przestać o tym myśleć, jakby ktoś zagnieździł mi tę myśl w głowie. Tak, jesteś tak piękna, delikatna i silna w doskonałej proporcji. Tak, proszę nie wypuszczaj mnie z ramion. Tak, czy możemy tak trwać już zawsze?

Był głos, wewnętrzny i bardzo karcący w tym całym emocjonalnym tyglu, który mówił, że jeśli tak bardzo chce, to nie byłby jego pierwszy pocałunek w życiu. Mógłby być ostatnim. Nie obrazilby się.

Zimna strużka wody ozdobiła jej skroń, skupiając bezbronny wzrok.
– Tak? – powtórzył mniej pewnie, bojąc się choćby ruszyć.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#30
02.04.2026, 16:40  ✶  
Wciąż pozostawał w jej ramionach, niczym winorośl, która oplotła pergolę i już w życiu nie zamierzała jej puścić, a nawet gdyby ktoś ją oderwał, to i tak pozostawiłaby po sobie te dziwne przyssawki. Czy winorośle w ogóle je miały? A może tylko bluszcze? Jaka była różnica pomiędzy winoroślą a bluszczem? Jedno miało winogrona. Drugie… Zapewne nie. Czy wszystkie winorośla miały winogrona? Czy bluszcze miały jakieś owoce? Czy tęczówki Gabriela zawsze miały taki pobłysk, czy to uciekające światło księżyca podkreślało ich barwę?
– Tak – odpowiedziała w końcu, nie do końca pewna, ile tak padło już z ust Gabriela, po pierwsze zbyt otumaniona wszystkim co się właśnie tutaj działo i po drugie zbyt zaskoczona własnym otumanieniem. Jej palce nieco mocniej zacisnęły się na wampirze, chociaż chyba jednak cel był taki, aby go w końcu wypuściła ze swoich objęć. – Tak. Myślisz… Myślisz, że… Jak mam pomóc ci wstać? – Musiała go przecież w końcu wypuścić. Na pewno było mu niewygodnie. Strasznie niewygodnie. Tak. Na pewno chciał powrócić do poprzedniej pozycji. – Uważaj na makaroniki. Mogły mi się trochę rozsypać.
Bo w końcu musiała poświęcić trzymane pudełko z resztkami przysmaków, aby uratować wampira. Bo Gabriel może nie był tak słodki jak makaroniki. I może w przeciwieństwie do słodyczy, potrafił nawet w niej, nieśmiertelnej, wywołać ból głowy i zdecydowanie mówił od nich więcej, ale… Ale raczej nie wymieniłaby go nawet za milion makaroników.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (6311), Lucy Rosewood (4040)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa