• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life

[24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#1
12.03.2026, 21:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 21:57 przez Alexander Mulciber.)  
Dziurawy Kocioł, turniej gargulkowy

Co innego było grać na podłodze jej sypialni, w zaciszu starej drewnianej chatki położonej na obrzeżach lasu, pomyślał Alex, objąwszy Navi ramieniem, aby przecisnąć się przez zgromadzony przy wejściu tłum, a co innego w głośnym wnętrzu Dziurawego Kotła w samym sercu Londynu. Panujący tutaj harmider go przytłaczał. Widok tak wielu ludzi w jednym miejscu go przytłaczał. Prawdę mówiąc, wszystko go przytłaczało. Odkąd wyprowadził się z Londynu, trudno było mu znieść hałas metropolii, do którego wcześniej był nawykły. Może dlatego milczał, oparty swobodnie o krzesło, na którym przysiadła Navi, aby wypełnić ich formularz zgłoszeniowy na turniej. Zerknął ponad jej ramieniem, choć nie po to, żeby zgłębić treść zgłoszenia czy regulamin turnieju, ale po to, żeby skontrolować jej reakcję.

Lubił twarz Navi. Była niesłychanie ekspresyjna. Niesłychanie żywa. Być może bogowie dali jej tak piękną twarz, bo wiedzieli, że wykorzysta każdy, najdrobniejszy choćby mięsień, żeby się uśmiechnąć. Lubił to, jak wiele można wyczytać z jej uśmiechu. Podsunął wierzchem dłoni ciemne okulary, które zaczęły zsuwać mu się lekko z grzbietu nosa. Alexander miewał niegdyś problemy z pogodzeniem sprzeczności jakie drzemały w ludziach. Zawsze był dobrym obserwatorem, zbyt uparcie doszukiwał się jednak logiki we wszystkim, co go otaczało. Bywało, że intencje różniły się od uczuć, a uczucia od myśli tak jak dzień różnił się od nocy. Wszystko to było takie pokrętne, takie nieintuicyjne. Skryty za czarnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych, przyglądał się teraz promiennemu uśmiechowi Navi, próbując dociec, czy jest podekscytowana, onieśmielona czy... Uśmiecha się tak po prostu, bo Navi nie potrzebowała powodu, żeby się uśmiechać.

Zastanawiał się, czy bardzo obrazi się na niego, jeżeli zasugeruje jej, żeby trochę pooszukiwać. Tak przynajmniej mieliby jakieś szanse na wygraną. A może na nagrodę pocieszenia? Co innego było przecież grać tutaj, a co innego na drewnianej podłodze chatki Navi, gdzie dokarmiane przez nią koty bezczelnie ganiały za toczącymi się gargulkami, kompletnie zmieniając wynik rozgrywki. Alexander rozejrzał się po sali, szukając odpowiadających ich poziomem przeciwników. A gdyby tak zagrać z parą staruszków w kącie? Dziadek miał okulary grube jak goblińskie szkło powiększające, więc Alex łatwo mógłby mu nakłamać, że niedowidzi. Nachylił się w stronę Navi, zasłoniwszy usta, jak gdyby nie chciał, aby ktokolwiek podsłuchał... Choć przy panującym w Dziurawym Kotle rozgardiaszu było to wątpliwym.

"A co jeśli przegramy?" było pytaniem, którego obawiał się zadać przez cały ten czas. Było jak dziura po wybitym zębie, po której wciąż mimowolnie przejeżdżał językiem, nie potrafiąc pogodzić się z poczuciem braku. Co innego było przecież śmiać się z Lorien, gdy przegrywali pieniądze w kasynach, obstawiając wręcz na przekór sobie, a co innego patrzeć jak uśmiech Navi gaśnie. Zwłaszcza, że chyba jej na tym zależało. Nawet po drodze do Londynu próbował więc po cichu spleść zaklęcie, które pomogłoby na jego drżące dłonie, przez większość czasu schowane w kieszeniach. Wyglądało to tak, jak gdyby bawił się bezmyślnie różdżką. Wyszło tak, jak gdyby właśnie to robił.

– Czy jak prze...puszczę wszystkie rzuty, mogę się znowu utopić w twoim jeziorku? – mruknął Alex, gdy razem z Navi zmierzali w stronę przydzielonego im stolika. Chociaż wydawał się żartować, jego głos jak zawsze brzmiał monotonnie.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#2
13.03.2026, 09:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2026, 09:04 przez Jahnavi Pandit.)  
Jahnavi czuła, że po tym jakże pełnych wyzwań, potu i łez (głównie śmiechu, kiedy koty broniły zaciekle pierścienia, a jej gąska ugryzła Alexandra w piętę, gdy uznała, że oszukuje) treningu, oboje są gotowi na podbój świata. No może nie całego świata, ale na pewno londyńskiego dziurawego kotła i turnieju gargulkowego.
Trochę jej to uczucie przeszło jak zobaczyła ile osób czuło dokładnie to samo, bo tłum w pubie był przeogromny! Ale nie mogło jej to nie cieszyć, prawda? Miłość do gargulków była silna w narodzie i było w tym coś pięknego - że zbierali się tu i młodzi i starzy i ci w wieku “pomiędzy” tymi pięknymi etapami życia. Wszystko po to, żeby pomimo całego zła jakie wyrządzono światu parę tygodni temu, pograć razem, śmiać się i walczyć o tytuł mistrza.

Gdy Alexander objął ją ramieniem, przysunęła się odrobinę bliżej do niego. To było miłe z jego strony, choć Navi nie przeszkadzało, że co chwila ktoś w nich wpadał. Kłaniała się wtedy grzecznie, składała ręce i przepraszała za swoje gapiostwo. Namaste. Ale jak tu nie być gapą, kiedy pub był tak pięknie przystrojony i oświetlony!
Zadarła nawet raz głowę, żeby zobaczyć czy Alexowi też się tu tak podoba jak jej, ale miał na sobie te szalone, ciemne okulary! A przecież był wieczór! Wyglądał w nich jak taki mugolski aktor, z takiego filmu co go dwa lata temu pokazywali w małym “kinie” w Great Hangleton - wspaniała była to sprawa, gdzie mugole tworzyli swoją własną magię, co by sprawić, że różne obrazki się ruszały po ekranie. Czasami taki jeden chłopak co sprzedawał na targu różne rzeźbione zabawki, ją zabierał do tego kina. Wszyscy się śmiali, że “pali do niej cholewki” ale to wcale nie była prawda! Chyba.
No ale Alexander przypominał jej takiego głównego bohatera z bardzo ekscytującego “filmu” o gangsterach. Tamten bohater się nazywał jakoś tak zabawnie - Roger jakiś tam. I był tam w ogóle wątek mafii, która go wyciągnęła z aresztu, a on miał im potem pomóc napaść na salony z bardzo drogą biżuterią i zrabować wszystko! A oni nawet nie wiedzieli, że on knuje przeciwko nim! I był taki śledczy, który wpadł na ich trop. Ale potem główny bohater się zakochał w chyba córce… nie, nie córce, chyba synowej (o tak, bo to był taki skandal!) i no… chociaż bardzo nie popierała kradzieży biżuterii (ale potem kolega powiedział jej, że to tak na niby tylko dla fabuły filmu i też do nikogo nie strzelali z mugolskiej broni tak naprawdę - to dobrze, bo się przestraszyła nawet bardzo), to miłość była piękna. I tamta aktorka co grała tą synową też! Ale tak… Alexander w okularach jej strasznie tego Rogera w tym momencie przypominał (bo też nosił), chociaż tamten aktor nie miał takich loczków jak Alexander. A Alexandrowi w loczkach było zdecydowanie dobrze - wyglądał trochę jak Kapitan Nemo, którego musiała dzisiaj zostawić w domu.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, bo choć nie potrzebowała powodu, żeby się uśmiechać, to powód przecież miała!
To było takie miłe, że zgodził się wziąć udział z nią w tym turnieju. I to było takie miłe, że nawet ją obejmował, co by ludzie na nich za bardzo nie wpadali - przez moment sama się poczuła jak w jakimś filmie!

Wypełnienie zgłoszenia nie było trudne, ale wymagało przeczytania od deski do deski wszystkich zasad. Nie chciała przecież przez przypadek złamać regulaminu! No i pewnie, gdyby Mulciber zagaił o to oszukiwanie to natychmiast postukałaby w punkt 14a. karty zgłoszenia. Oszukiwanie było srogo zabronione! Mogli ich za to wyrzucić! Więc tak - byłaby szalenie obrażona, ale bardziej na fakt, że Alexander po prostu w siebie nie wierzył! Przecież ćwiczyli bardzo ciężko.
Chyba czarodziej nie do końca rozumiał, że Jahnavi naprawdę nie interesowało to czy wygrają czy przegrają - po prostu chciała spędzić z nim miło czas. Nie zwracała też uwagi na jego trzęsące się dłonie. No straszna sprawa! Toć to przecież nie jakaś straszna magimedyczna procedura na otwartym sercu, tylko mały turniej. Nie zależało jej nawet na żadnej nagrodzie (chociaż w głębi serca uważała, że im się należy mistrzostwo). Zaśmiała się bezgłośnie do swoich myśli, uświadamiając sobie, że Alexander przypomina jej w tym momencie też bodyguarda. Zupełnie jakby była jakąś zamorską księżniczką, a nie po prostu panną Pandit z Little Hangleton. Zadarła lekko nos, uniosła podbródek i… zaśmiała się jeszcze raz. No nie, nie potrafiła tak udawać.

“A co jeśli przegramy?” było pytaniem, które powinien jej zadać, bo odpowiedź na wszystkie jego strachy była bardzo prosta. To nic. Wygra ktoś inny. Najważniejsze było, że będą się dobrze bawić. Dlaczego miałoby ją smucić szczęście kogoś, kto na pewno też bardzo bardzo długo się przygotowywał do tego turnieju? Poza tym… Jak nie na tym, to na pewno będzie jakiś inny. A zresztą - ona już słyszała, że takie mistrzostwa to mogą trwać do nocy. To strasznie długo, a rano przecież trzeba było wstać. No i pomyślała, że mogliby wrócić pociągiem do Little Hangleton. Niby teleportacja była szybsza, ale Navi lubiła podróżować pociągami. Może po prostu lubiła podróże, te małe i duże?

Na pytanie o utopienie się w jeziorku, aż oburzona otworzyła usta. Poruszyła nimi jak rybka wyjęta z wody i oburzona zmarszczyła brwi. Przy jej lekko napuszonych policzkach nie dało to aż tak złowrogiego efektu. Więc na dodatek pacnęła Alexa w ramię. Nie żartuj tak nawet! To było bardzo straszne co chciał wtedy zrobić! Bardzo ją wtedy przestraszył!
Ale nie miała czasu się dłużej boczyć, bo dotarli do stolika. Uśmiechnęła się do przeciwników. No bo przeciwnicy trafili im się rzeczywiście… wybitni.

Pierwszy z nich był wysoki, bardzo chudy i miał na sobie coś, co kiedyś prawdopodobnie było czarną, chyba skórzaną peleryną, ale teraz przypominało raczej zasłonę zdjętą z okna starej sowiarni. Na głowie tkwił kapelusz typu fedora z zielonym piórkiem, przechylony pod takim kątem, jakby właściciel uważał, że dodaje mu to tajemniczości. Spod ronda wystawały pojedyncze strąki włosów w kolorze nieokreślonym - coś pomiędzy tłustym blondem a smutnym brązem - które wyglądały, jakby od bardzo dawna nie spotkały się z mydłem ani grzebieniem. Zresztą unoszący się nad nim zapach mieszanki potu i bardzo tanich perfum wcale nie pomagał. Drugi był niższy, ale za to znacznie… bardziej obecny. Siedział ciężko na krześle, oparty łokciami o stół, w przyciasnej kamizelce w kolorze zgniłej zieleni, na której szybko dostrzegła plamy z ketchupu, bo chłopak cały czas podgryzał chyba kurczaka z papierowego kubełka. Jego broda była czymś pomiędzy zarostem a ambitną próbą wyhodowania czegoś epickiego, lecz skończyło się na tym, że wyglądała jak porzucony w połowie projekt. Na nosie miał maleńkie okularki, które co chwilę poprawiał jednym palcem z niezwykłą powagą, babrząc je przy tym tłuszczem
Obaj patrzyli na nich z taką koncentracją, jakby właśnie rozpoczęła się bitwa o losy magicznego świata, a nie turniej gargulków w pubie. Ten w fedorze pierwszy skinął głową.
-  M’lady - powiedział z powagą godną samego ministra magii, lekko dotykając ronda kapelusza.
Jahnavi zamrugała i spojrzała na Alexandra nie do końca rozumiejąc tej dziwnej zbitki słów. No ale dźwięk dzwoneczka ogłosił początek rundy.  Wyciągnęła gargulki z woreczka.
- Damy mają pierwszeństwo.- Palnął ich drugi przeciwnik, plując na stół kurczakową panierką. Zorientowała się, że jest jedyną damą przy stoliku, więc wykonała pierwszy ruch.

percepcja ●●●○○, wycelowanie gargulków
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana

aktywność fizyczna ●●○○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut N 1d100 - 83
Sukces!

Rzut jej nieszczególnie wyszedł, ku wyraźnej radości obu samozwańczych mistrzów..
- No no. Interesujący dobór figur.- Chłopak w fedorze stwierdził tonem na tyle protekcjonalnym, że nawet Navi lekko się cofnęła.- Widać, że to meta z zeszłego sezonu.
- Niektórzy gracze w ogólnie się nie uczą.- Zarechotał drugi, po czym pokazał na jednego z gargulków.- Zapominają, że ta figura ma poważne ograniczenia ruchu przy wilgotnej nawierzchni, a zgodnie z zasadą numer 145 kodeksu turniejów gargulkowych, wilgotność w pomieszczeniach do gry musi być między 17,5- a 19,4%. Kiepski wybór na start.

Czarownica westchnęła cicho patrząc tylko na swojego nieszczęsnego gargulka, który właśnie wyglądał jakby planował opluć przeciwników dla samej zasady oplucia ich. No może Alexowi pójdzie ciut lepiej...
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#3
26.03.2026, 21:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2026, 22:03 przez Alexander Mulciber.)  
Nie tylko gargulek wyglądał jakby chciał kogoś opluć. Skryty za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych Alexander wpatrywał się pustym wzrokiem w siedzących przed nimi mężczyzn. Dobrze, że Navi zwiesiła nieco główkę, westchnąwszy po nie do końca udanym rzucie: w ten sposób nie mogła zobaczyć zmarszczki zniesmaczenia, która pojawiła się nagle na czole Alexa. Posłyszawszy kpiące komentarze przeciwników, jasnowidz ściągnął bowiem gniewnie brwi. Szybko jednak wygładził twarz, na której zagościł z powrotem wyraz absolutnej obojętności. Jego pogarda była niczym więcej jak przemijającą aberracją na powierzchni gładkiej tafli jeziora, z którego wyciągnęła go Jahnavi. Nic nie mogło zaburzyć spokoju jasnowidza. A jednak zmieniło się coś w sposobie, w jakim siedział. W sposobie, w jaki patrzył. 

Navi budziła w nim uśpione pokłady instynktu opiekuńczego, o których istnieniu często zapominał. Nie dlatego, że była jakąś damą w opresji, bo z podniesioną głową wydawała się podchodzić do wyzwań, jakie stawiało jej życie. Niewiele wydawało się zdolnym do wytrącenia jej ze stanu wewnętrznej równowagi. Było w niej coś wyjątkowego, czego nie zdołał zepsuć otaczający ją świat. Jahnavi łapała go czasem na tym, że się jej przygląda, próbując zrozumieć. Skąd się to bierze? Czym jest? Alexander tego nie rozumiał. Być może nie będzie mu to nigdy danym, myślał. Navi zwykle śmiała się w odpowiedzi, ale nie wydawała się już uciekać przed jego wzrokiem. I dobrze. Chciał, żeby się śmiała. Nie chciał jednak, żeby ktoś śmiał się z niej. 

Palce ręki spoczywającej dotąd swobodnie na oparciu krzesła Navi, zaczęły wystukiwać bezgłośny rytm, który wpasowywał się częstotliwością w drganie grdyki siedzącego przed Alexandrem mężczyzny. Bogowie, jakże go irytowały te oblechy. Znał dobrze ich rodzaj, można było bowiem znaleźć takich nie tylko w pieleszach dziwacznych kółek zainteresowań, ale i w niszowych kręgach naukowych. Właśnie przez takich gości unikał zbytniego integrowania się na sympozjach jasnowidzów. Niechęć ta sięgała jednak głębiej: udostępnionego anonimowo poradnika do builda na wróżbitę w Magicznych Kartach Magów, jaki napisał w czasach hogwarckich. Gry, na punkcie której wszystkie dzieciaki dostawały wówczas świra. Nawet Alex, chociaż udawał, że wcale nie interesuje się karciankami, bo nie znosił podążać za tym, co popularne... Nawiasem mówiąc, lubił Magiczne Karty Magów zanim jeszcze stały się popularnymi! Utarł nosa zasmarkanym gówniarzom w przyciasnych szatach odziedziczonych po starszym rodzeństwie, nieoczekiwanie wygrywając turniej Magicznych Kat Magów, jaki zorganizował klub karciany. Nigdy nie zniżył się do wstąpienia w jego szeregi, nawet gdy zgromadzone wokół niego nerdy rozdziawiały buzie, patrząc jak rozpierdala wszystkich swoim dokokszonym wróżbitą. Wszyscy mówili, że to najgorsza klasa postaci, ale Alex zrobił wszystko, żeby udowodnić, że to najlepsza klasa postaci! Potem łaziły za nim różne przegrywy, błagając o wskazówki, "bo przecież nie grasz w naszym klubie, więc co ci to robi za różnicę, żeby mi trochę pomóc z opracowaniem strategii!", ale Alexander niewiele robił sobie z nich, i z hogwarckiego rankingu Magicznych Kart Magów. Swoje notatki z buildu na wróżbitę i nie tylko przybił do tablicy ogłoszeń, wywołując tym wielkie oburzenie, i polemikę w gronie zapalonych graczy, którzy nie chcieli, żeby ich sekrety wyszły na jaw. Zapewne wciąż można było znaleźć poradniki Alexandra rozsiane w zamku. Tylko że w Magicznych Kartach Magów był więcej niż dobry, a gargulki... O gargulkach to w ogóle szkoda było gadać.

– To bardzo interesujące – odpowiedział chłopaczkowi w fedorze. – Zapewne wiesz więc, że zgodnie z adnotacją do wspomnianej przez ciebie zasady, wydanej w najnowszej nowelizacji naszego kodeksu turniejowego, wszyscy gracze, którzy spróbują wpłynąć na warunki rozgrywki, zostaną zdyskwalifikowani z uczestnictwa w lidze gargulkowej. Pocisz się, co znacząco podnosi wilgotność powietrza. A twój pomagier? Myślisz, że nie widziałem, czego się dopuścił? Tłuszcz z jego palców skapnął na pole gry, zaburzając magiczne napięcie powierzchniowe. Nie dość więc, że jesteście przebrzydłymi oszustami, to jeszcze śmiecie łamać święte prawo gargulkowych rozgrywek. – Alexander wychował się z Lorien, która od najmłodszych lat wiedziała, że będzie sędzią Wizengamotu, jego starszy brat był prawnikiem, a babka zawiadywała sławną kancelarią. Przez lata zdążył zinternalizować wystarczająco wiele z ich manieryzmów, żeby umieć wywrzeć na ludziach odpowiednie wrażenie. Nie sprawiało mu również problemu naśladowanie charakterystycznego, adwokackiego żargonu. Sprowadzało się do głównie do zastraszania i używania poważnie brzmiących słów. W mądrzeniu się zawsze był dobry. A w zastraszaniu... Wystarczyło powiedzieć, że na koniec swej przemowy wycelował w nich paluchem, jak na oskarżyciela, sędziego i wykonawcę wyroku w jednym przystało. – Możecie być pewni, że wystosuję w stosunku do was oficjalne zgłoszenie do federacji gargulkowej – dodał tym samym, doskonale opanowanym tonem, ani razu nie podnosząc głosu. 

Oczywiście, że bezczelnie skłamał, ale wyglądał przy tym tak groźnie, że naprawdę trudno było podejmować z nim jakiekolwiek dyskusje. 

Siedzący przed Navi mężczyzna przełknął głośno kęs kurczaka, który już od dłuższej chwili tkwił mu w przełyku. Rzeczywiście, w tym momencie Alexander podobny był do kapitana Nemo, którego Navi zostawiła pod troskliwą opieką sąsiadów. Nie dlatego, że zdecydowanie zbyt długie, pokręcone włosy opadały mu na oczy, ale dlatego, że zachowywał się tak, jak przystało na psa stróżującego. A przy tym wszystkim nawet na chwilę nie raczył zdjąć ciemnych okularów. 

– Zobaczymy, czy twoje wróżby się sprawdzą – rzucił jak gdyby nigdy nic w stronę Navi, gdy celował wybranym gargulkiem. Ta mogłaby jednak przysiąc, że wyjątkowo usłyszała w jego głosie coś na kształt uśmiechu.

percepcja ◉◉◉◉○, wycelowanie w odpowiedniego gargulka
Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...

aktywność fizyczna ◉◉◉○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana

Gargulek trafił dokładnie tam, gdzie miał trafić. W czoło siedzącego przed nim typa. Jaka szkoda, że nie zdołał go znokautować! Niestety, rzucił za słabo.

– Ojej – wygłosił monotonnym głosem Alex, wcale nie siląc się na to, aby udawać zaskoczonego. – Ale ze mnie gapa.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#4
31.03.2026, 21:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 21:49 przez Jahnavi Pandit.)  
Z zewnątrz mogło to wyglądać jakby Navi była bardzo zraniona słowami i podejściem mężczyzn. Nie była. Nie do końca przynajmniej. Bardziej… nie rozumiała ich podejścia. Podobnie jak nie rozumiała tego co się stało naraz z Mulciberem.
Mówił jak taki jeden straszny prawnik co nawiedzał czasem jej sąsiada. Komornik mówił pan Wasilij, po czym pluł na chodnik i płukał usta zawartością swojej piersiówki. Wszystko chcą mi zabrać cholerne pluskwy z ministerstwa.
Nie podobało jej się, gdy Alexander zaczynał tak straszyć ludzi. Pan Wasilij też kiedyś był inny - znacznie milszy i bardziej uczynny. A teraz tylko pił i groził wszystkim dookoła. Przez tych komorników.
Lubiła kiedy Alexander był… no po prostu Alexandrem. Kiedy pokazywał jej książki o wróżbiarstwie tak piękne i drogie, że potem bała się je nawet czytać co by ich nie zniszczyć. I kiedy rozkładali razem tarota. I kiedy pomagał jej karmić cały zwierzyniec. Ale nie teraz. Teraz wcale go nie lubiła, bo jeśli chciał jej pomóc - nie tędy droga.
Wydęła delikatnie dolną wargę, po czym spojrzała niemal przepraszająco na przeciwników… Ten jeden biedaczek zaczął się jeszcze bardziej pocić, a to przecież nie jego wina… Nie było potrzeby się złościć.
Ostrożnie złapała Mulcibera za rękę, dając znać, że nie czuje się komfortowo. Nie kiedy tak groził tym nieszczęśnikom. Nic się nie stało, że trochę tłuszczu spadło na planszę. Zaraz się wytrze i będzie po problemie. Pogrzebała w sakiewce, którą nosiła zawsze przy sobie, po czym wyciągnęła z niej jedną ze swoich haftowanych chusteczek. Ta miała wyszyte po bokach zielone liście i żółto-czarne pszczółki. Wręczyła ją chłopakowi, racząc go tym niemal przestraszonym uśmiechem. Brodacz zdębiał na moment, ale chusteczkę przyjął.

Wystosuję w stosunku do was oficjalne pismo.
Odwróciła powoli głowę w stronę Alexandra. No co on mówił! Przecież nie trzeba zaraz pisać jakichś pism. A już na pewno nie do samej federacji (czy od gargulków w ogóle była jakaś taka poważna federacja gdzieś tam u ważnych ludzi?), bo przecież wszyscy chcieli się tylko dobrze bawić.
Spojrzała na niego, ostrożnie zaciskając i puszczając palce splecione na jego nadgarstku. Nie trzeba grozić. Nie trzeba!
Puściła czarodzieja dopiero, gdy był czas na jego rzut i o matulu złota! Co za nieszczęście się wydarzyło. Wcale nie to co zobaczyła w jego dłoni. Zobaczyła pomyślność, a tu co? Tragedia za tragedią.

Prawie poderwała się na nogi widząc jak gargulek bardzo zręcznie omija pole do gry, leci i… ląduje na czole ich przeciwnika. Odbił się z niemal komicznym “stuk”, po czym potoczył po stole, by zlecieć na podłogę i zniknąć pod krzesłami.
Navi była zbyt zaskoczona, żeby jakkolwiek zareagować. Docisnęła jedynie dłoń do ust, zerkając niemal rozpaczliwie to na chłopaka już-nie-w-fedorze (z tego wszystkiego kapelusz gdzieś poleciał), to na miejsce, gdzie ostatni raz widziała gargulka z ukochanego zestawu po wujku. Drżącą ręką wyciągnęła różdżkę i machnęła ją w prostym zaklęciu przywołującym. Teraz na pewno pomyślą, że Alex zrobił to specjalnie, a przecież ona go znała - nie zrobiłby tego. Ale oni go nie znali, więc mogli pomyśleć, że jest kimś takim. Miała tylko nadzieję, że nic się figurce nie stało.


Tak/Nie - czy gargulkowi ułamała się jego gargulkowa głowa przy upadku i trzeba będzie kleić.
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


Spojrzała na dwa kawałki gargulka, które wylądowały w jej dłoni. Och. Wuj nie byłby zadowolony, gdyby to zobaczył. Nie szkodzi. Naprawi to… Jakoś. Jedno proste zaklęcie, przecież nic się nie stało. To tylko figurka. Nic zaraz nie będzie widać. Zamrugała powiekami czując jak w kącikach oczu zbierają jej się łzy. Nie, nie ma co płakać. Wrócą do domu i to naprawi. Naraz poczuła, że ten cały turniej gargulkowy to nie był wcale taki dobry pomysł. Znaczy był, bo wszystko poszło na ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy, no i zawsze to miło było spędzić czas z innymi ludźmi, ale… czuła, że ci tutaj wcale nie chcą siedzieć z nią.
Otarła szybko łzy wierzchem dłoni, wrzucając stłuczonego gargulka do sakiewki. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do Alexandra, dając znać, że nic się nie stało. Ale będą musieli zmienić strategię, teraz kiedy im brakowało jednej z figur.

Tymczasem brodacz od kurczaków nie do końca wiedział co zrobić. Kurczaki mu się skończyły i gapił się w ofiarowaną chusteczkę jak sroka w gnat. Nigdy żadna dama nie dała mu czegoś tak cennego. Zupełnie jak w baśniach o magach, gdzie nadobne niewiasty ofiarowywały swoje chustki na znak oddania i miłości. Czy ona z nim flirtowała? Z pewnością. W tej samej chwili, gdy dostrzegł jak dziewczę roni łzy zrozumiał co się dzieje. Burkliwy typ w ciemnych okularach musiał być czarnoksiężnikiem, który więził ową niewiastę! Należało ją uratować. A zrobić to można było tylko wygrywając z nim w turnieju.
- Nie lękaj się!- Zakrzyknął więc, niepomny, że ściąga na siebie uwagę wszystkich przy najbliższych stolikach, a Jahnavi patrzy na niego jakby się z choinki urwał. Poderwał się na równe nogi, odpychając krzesełko, które poleciało do tyłu. Miłość ustrzeliła go z miejsca. Wepchnął chusteczkę do butonierki zielonej kamizelki i sięgnął po swoje figurki.
Musiał zwyciężyć!

Gość od kurczaków: percepcja (Z) - wycelowanie gargulkiem
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...


Gość od kurczaków: af (Z) - siła
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#5
06.04.2026, 15:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2026, 15:59 przez Alexander Mulciber.)  
– Nie płacz – burknął cicho – nie można, gdy gargulki patrzą. – Jak gdyby nigdy nic zasadził swoje ciemne okulary na nosek Jahnavi. Przechylił przy tym lekko głowę, udając, że ocenia, jak się w nich prezentuje. Oględziny musiały wypaść pomyślnie, bo kąciki ust Alexandra uniosły się w lekkim uśmiechu. Na swój sposób próbował widać rozweselić siedzącą obok kobietę. – Nie podważaj ich bitewnego morale, kapitanie. – Mówił tak do niej czasem, odkąd opowiedziała mu o swych przygodach na morzu. Monotonia jego tonu przypominała bezwietrzne pasmo morskiej ciszy, nie chciał jednak wzbudzić w niej grozy. Nawet na moment nie podniósł głosu. Niezwruszony był jego spokój. W końcu nie miał złych zamiarów. Chciał tylko troszeczkę nastraszyć irytujących współgraczy zasiadłych po przeciwnej stronie stołu. W przeciwieństwie do Navi niewiele dbał o większość ludzi wokół siebie. Nie znajdował powodów, żeby być miłym dla kompletnie obcych. Po prawdzie, nawet dla bliskich rzadko kiedy był takim. Wyroki przeznaczenia mało komu były miłymi, więc wyrocznia, która je wypowiadała, nie powinna dawać takiego wrażenia. Może dlatego Alexander nie przejął się wcale, że mógł zostać uznanym za gbura. W końcu był jasnowidzem. Zawsze roztaczał wokół siebie tę specyficzną aurę inności. Niepokojące miał wejrzenie, coś apokaliptycznego czaiło się na dnie niebieskich ślepi. Przyzwyczajony był do tego, że wszyscy wokół uznają słowa jego profecji za świętość. Nie znosił, gdy wróżbici pokroju Vakela Dolohova sprzedawali swoje talenta masom, profanując misterium daru widzenia marketingowymi sztuczkami, a naukę obracając w towar, którzy można sprzedać. Kiedyś doceniał to, że popularyzuje się sztukę dywinacji, teraz odnosił się z większym sceptycyzmem do podobnych praktyk. Zwłaszcza, gdy deprecjonowano dokonania jego przodków, jarmarcznymi sztuczkami nazywając arkana cygańskiej magii. Jakże wielkim przywilejem było, że nie musiał nigdy wróżyć za pieniądze. Cyganie zmuszeni byli kupczyć swymi darami, nigdy jednak nie wróżyli za złoto tym, z którymi łączyły ich więzy krwi. Wróżby świadczone za pieniądze były niczym. Może dlatego tak bardzo lubił, gdy wróżyła mu Navi. Wróżba była darem, który nie oczekiwał wzajemności innej niż wiara. Wzajemność... To nigdy nie było dla Alexa łatwym. Zmarszczeniem brwi przyjmował zachowanie Navi, która witała się uprzejmie ze wszystkim napotkanymi we wnętrzu Dziurawego Kotła. Nie rozumiał, po co to robiła. Większość ludzi z absolutną obojętnością podchodziło do wszystkich, których napotykali na swej drodze. Znał przecież ich intencje. Wiedział, kiedy udają, zawsze kuło to jednak, gdy wytykał im hipokryzję. Alex nie udawał. Ale Navi... Navi też nie udawała. Na początku nie chciało mu się w to wierzyć. Na początku chciał nazwać to naiwnością, ale Navi nie była naiwna.

Może tylko trochę, przemknęło mu przez głowę. Tylko gdy chodziło o niego.

Alexander przewrócił niegrzecznie oczami, gdy Jahnavi uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco, próbując zamaskować swój smutek. Nawet z okularami przeciwsłonecznymi przesłaniającymi jej twarz, widać było, że jest nieswoja. No ale po co te łzy, chciał powiedzieć Alexander, ale zamiast tego bez słowa wyjął z dłoni Jahnavi woreczek, w którym trzymała gargulki. A bo to jego wina była, że gargulek się rozpadł?! Kto by pomyślał, że ten debil w kapeluszu może mieć taki twardy łeb. Normalnie mokry sen frenologa, pomyślał z niesmakiem Alex, obejmując Navi ramieniem, tak, aby mogła patrzeć, jak naprawia nieszczęsnego gargulka. Dobrze, że to zrobił, bo niechybnie podskoczyłaby do góry na okrzyk bojowy tego pajaca, który wcześniej wcinał kurczaki w kubełku. "Nie lękaj się!", wrzasnął na cały pub, ściągając spojrzenia innych zawodników w stronę ich stolika, ale Alex niespecjalnie się tym zamieszaniem przejął. Siedział ze spuszczoną głową, majstrując różdżką przy gargulku, zdmuchnąwszy tylko włosy, które opadły mu na twarz, przeszkadzając w pracy.

W tym czasie facecik z fedorą (który odzyskał kapelusz, po tym jak zamiatający akurat podłogę Finn uczynnie podał mu niechlujne nakrycie głowy, zamiast wyrzucić je na zmiotce do śmieci), widząc wolę walki, jaka obudziła się w jego towarzyszu, na nowo odzyskał zapał, jaki zgasił w nim wcześniej gburowaty typ, zasiadający po przeciwnej stronie planszy. Chociaż teraz widział trzech typów, bo nieco kręciło mu się w głowie, o którą rozłupał się gargulek laski naprzeciwko. O, lepiej byłoby patrzeć na laskę. Trzy laski to o wiele lepiej niż trzech typów! Może nawet któraś zechciałaby dać mu całusa, gdyby otrzymał tytuł czempiona. Nie był samolubny, więc wspaniałomyślnie uznał, że z trzema laskami, to całusów starczy i dla niego, i dla jego kolegi. A niechby już i ten cham naprzeciwko dostał swój przydział! Ale nie, nie po tym, jak strącił mu z głowy kapelusz. Ta zniewaga wymagała krwi... To znaczy, gargulków. A teraz gbur nawet nie patrzył w jego stronę, nie przepraszał, tylko mizdrzył się do swojej panny, naprawiając jej potłuczonego gargulka, jak gdyby to była jaka znowu wielka rzecz. Mężczyzna zerwał się na równe nogi, skłonił się, zamierzał wykonać bowiem swój popisowy numer. Podniósł fedorę, która spadła mu, gdy się kłaniał... I wykonał rzut.

Oto nastąpiła jego wielka chwila chwały. Wyrównał rachunki. Sprawił, że wraz z kolegą wygrali mecz... Nie, żeby było to takie znowu trudne, skoro grali z amatorami. Dobra passa sprzyjała im przez resztę turnieju, chociaż mieli momenty zawahania, kiedy zmuszeni byli ocierać spływające potem czoła chusteczką podarowaną im przez Navi. Chusteczka, na której wyszyto wylatujące z ula pszczółki niewątpliwie przyniosła im pomyślność, została zresztą zatknięta za rondem fedory, gdy mężczyźni odbierali nagrodę główną. Nie był nią jednak całus od Navi, choć i tej nie zabrakło w tłumie oklaskujących ich zawodników. Alex oczywiście nie klaskał. Nie mógł klaskać, wzruszył ramionami, gdy Navi spojrzała na niego karcąco. W końcu w jednej ręce trzymał głupią nagrodę pocieszenia, jaką był mały, pluszowy gargulek, a drugą... Drugą obejmował stojącą obok Navi. Trudniej było jednak wyjaśnić, dlaczego nie patrzył na scenę, tylko na nią, zatopiony w myślach, do których nie miała dostępu.

!BINGO A2

Koniec sesji


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#6
06.04.2026, 15:54  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: A2
wariant: 2
typ: prompt

Horoskopy.

Horoskopy partnerskie w „Czarownicy” zawsze brzmią podejrzanie trafnie... Uwaga, bójcie się! Według gwiazd wasza relacja stoi na rozdrożu – przed wami wielka decyzja albo drobne nieporozumienie, które może urosnąć do rangi katastrofy. Jednocześnie planety obiecują namiętność i odnowienie więzi. Czytacie to na głos, raz po raz unosząc brwi. Na ile pozwolicie gwiazdom wpływać na wasze nastroje? I czy przypadkiem nie zaczniecie doszukiwać się „znaków” tam, gdzie wcześniej ich nie było?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2341), Jahnavi Pandit (2139), Pan Losu (77)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa