• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious

[01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#1
21.02.2026, 15:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 17:46 przez Lorraine Malfoy.)  
Jednorożec był zachwycający.

Był też martwy, ale przez to jeszcze bardziej zachwycający.

Usta Lorraine drżały, gdy wpatrywała się w zastygłe w ostatnim swym wierzgnięciu zwierzę. Zamknięte w kryształowej gablocie niby w szklanej trumnie, szczątki jednorożca utrwalone zostały za pomocą magii, zanim zajął honorowe miejsce pośród eksponatów rodziny Fawley. Niewiele było na świecie podobnych mu istot. Niewiele, których mogło równać się z nim w swej piękności. Ale znów, tak wiele było istnień równie delikatnych, równie kruchych. Takich, których eteryczne piękno wabiło ku sobie przemoc. W swej cichej niewinności, jednorożec zdawał się uosabiać je wszystkie. Przemocą było zamknięcie go w szklanej gablocie. Przemocą było uczynienie jego piękna trwałym. Stał bowiem wsparty na tylnych kopytach, z pięknym swym cielskiem w powietrzu. Pysk jego był zadarty, nie toczył jednak piany w panice. Gotów był do rżenia, jak gdyby w ostatnich swych chwilach szlachetne stworzenie chciało zaśmiać się śmierci w twarz. Srebrzysta grzywa spływała kaskadą wzdłuż smukłej szyi odchylonej wdzięcznie, odrzucona w gwałtownym wierzgnięciu. Zarysowane pod skórą mięśnie były napięte w ostatnim paroksyzmie rozpaczy, jak gdyby wciąż rwały się do życia. Ale wszystko to było tylko iluzją. Oczy jednorożec miał przecież spokojne, jak gdyby w ostatnich chwilach pogodził się ze swym odejściem. Lorraine widziała zbyt wiele martwych oczu, żeby nie znać różnicy. Wiedziała, kiedy śmierć łypie z czułą pobłażliwością z dna pustych oczodołów. Wiedziała, kiedy się uśmiecha. Praca w Necronomiconie nie znieczuliła jej na cierpienie, wręcz przeciwnie: wyostrzyła jej zdolność rozpoznawania fałszu, iluzji życia, które trwało tylko dlatego, że ktoś zadał sobie trud, by je odpowiednio upozować.

Pozowane piękno, pomyślała, zakonserwowane wspomnienie życia.  Martwe, lecz niepochowane.

Nie spodobała jej się ta myśl.

Dawno nie odwiedzała Mauzoleum Fawleyów, choć wiele czasu spędzała tutaj, będąc dzieckiem. Zbiory tutejszej kolekcji zawsze były okazałe, ale na przestrzeni ostatnich lat uległy powiększeniu. Podziemne krypty mieściły w sobie wiele tajemnic. Othello, z którym również znała się od czasów dzieciństwa, wdzięcznym okazał się jednak przewodnikiem po wypełnionych truchłem korytarzach. Nie wiedzieć kiedy, Lorraine zaplotła rękę wokół dżentelmeńsko podsuniętego jej ramienia, uśmiechając się delikatnie. Nie wiedzieć też kiedy, zaczęli schodzić niżej i niżej. W przyjemnym oddaleniu od reszty odwiedzających – choć tych w Mauzoleum nigdy nie było przecież wiele – rozmowa stała się swobodniejszą. Gorące ich oddechy przeistaczały się w kłęby pary w zimnym, nieco zatęchłym powietrzu Mauzoleum, gdy śmiali się cicho, klucząc między zamkniętymi w gablotach eksponatami. Odkąd Lorraine zaczęła pracę w zakładzie pogrzebowym na Nokturnie, wreszcie mogła w pełni docenić kunszt, z jakim zostały utrwalone. Z namaszczeniem przypatrywała się niewidocznym niemal szwom pokrywającym skórę, ostrożnie wypreparowanym ścięgnom, naturalnym niemal rysom twarzy, które wcześniej zniekształciło postępujące stężenie pośmiertne. Gdy jednak dotarli do jednorożca, jednego z najnowszych nabytków, zbladła, szybko przysiadłszy na niewielkiej ławeczce ustawionej przed gablotą.

– Myślałam, że jednorożce przychodzą tylko do ludzi o czystym sercu. Kładą łby na dziewiczych łonach pięknych dam, a dosiąść pozwalają się tylko cnotliwym rycerzom, których uczciwości nie można poddać w wątpliwość. – Do tej pory siedziała sztywno wyprostowana, milcząca, wpatrując się niezdrowo błyszczącymi oczami w martwego jednorożca. Nieoczekiwanie przemówiła jednak, zwróciwszy swą wymizerowaną twarz w stronę Othella. – "Jesteśżeś więc uczciwy?" – zacytowała gładko, pozwalając, aby cytat z Hamleta spłynął z jej języka w słodyczy niewinnego żartu. Przechyliła delikatnie głowę, przyglądając się mężczyźnie, w którego stronę wyciągnęła wyczekująco dłoń. Zupełnie jakby zapraszała go do tego, żeby wraz z nią przysiadł na ławce pod gablotą. A może i do tego, żeby tę dłoń ucałował. – "Jestżeś piękny?" – pociągnęła przewrotnie, racząc go słowami sztuki, która nie nosiła jego imienia. Nie, szekspirowskiego Othella zostawiać należało na specjalne okazje. Zapadły policzek Lorraine drgnął, jak gdyby powstrzymywała cisnący się na usta uśmiech. W nikłym świetle Mauzoleum widać było na nim jednak ślad po spływających chwilę wcześniej łzach.


Yes, I am a master
Little love caster
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (190 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#2
08.03.2026, 15:22  ✶  
W jednorożcach zawsze tkwiło coś dziwnego. Teoretycznie były to przecież białe konie z rogami na łbach. Pozornie podobne stworzenia hodowali Prewetci w tych swoich stadninach w Cumbrii. A jednak nawet wdzięczne abraksany nie mogły równać się tym stworzeniom. Sierść barwy lśniącego w słońcu, najczystszego śniegu, przenikliwe oczy i... to coś. Metafizyczne lśnienie, niesamowitość onieśmielająca i wprawiająca człowieka w zatrważające poczucie niższości. A tutaj stał jednorożec wypchany, uwieczniony w swej wspaniałości. Martwy. Ostateczny dowód na to, że człowiek potrafił zawładnąć niemal każdym bytem, bo każdy potrafił zabić.

Lorraine Malfoy przypominała Othellowi jednorożca właśnie pod tym względem. Wyglądała jak gwiazda, która spadła na ziemię. Nie pasowała do świata śmiertelników, taka blada i lśniąca, smukła jak łabędź, delikatna jak piórko, które nie wiedzieć czemu wydostało się z miękkiej poduszki. Dla takich kobiet umierali niegdyś rycerze i kmiotkowie, którzy rycerzami pragnęli zostać. W ich imię wszczynano wojny, obalano imperia. Na prośbę takiej kobiety można było skazać się na wieczne potępienie, zabić jednorożca.

Znali się od dziecka, choć przez dłuższy czas nie widywali. Czas minął, oboje stali się dorosłymi. Nadszedł czas na ponowne spotkanie po latach, które ich zmieniły, wysmukliły, głosom nadały głębi, a spojrzeniom smutku. Podziemne krypty rodzinnego mauzoleum również przepoczwarzyły się razem z nim. Odkrywały przed nim swe sekrety, te których kiedyś albo nie rozumiał, albo nie miał prawa ujrzeć. Te dwa lata zanurzyły go w mroku. Dlatego, niczym filozof wychodzący z jaskini, oślepiony został światłem. Nie słońca, lecz kobiety, która go tu odwiedziła.

– Nie ma tu żadnego cnego rycerza, żadnego bohatera. Ten eksponat okupiono honorem, bowiem zabić jednorożca jest ogromną zbrodnią. Człowiek został skazany na żywot przeklętego nieszczęśnika po to, by dać tym zwłokom łaskę wieczności – rzekł przytłumionym głosem.

Na jego ziemistej twarzy wymalował się łagodny uśmiech. Lorraine cytowała mu jego dramat formacyjny. Tak dobrze go znała, czy może jego osoba tak bardzo emanowała szekspiryzmem? Othello często myślał o Hamlecie. O księciu, którym chciałby zostać. Którego chciałby spotkać, poznać. Któremu przysiągłby swą lojalność, bez względu na wszystko. Hamlet był wszakże pierwszą fantazją Othella, pierwszym wyobrażeniem pchającym jego umysł na nieznane wcześniej tory.

Ujął jej dłoń delikatnie, uniósł łagodnie ku swym ustom. Myślałby ktoś, że złoży na alabastrowej skórze delikatny pocałunek, lecz w ostatniej chwili spojrzał Lorraine w oczy. Na jego ustach znów zamajaczył delikatny uśmiech.

– Słowa, słowa, słowa... – wypowiedział cichutko swój ulubiony cytat duńskiego księcia. Usiadł obok kobiety. –Nie sposób byłoby dla mnie zobaczyć jednorożca w naturalnym środowisku. Ciekaw jestem tylko, czy gdyby mnie ujrzał, uciekłby, czy może przebiłby mnie na wylot? Często przychodzę tu, patrzę na niego. Myślę sobie, jak ocenia, kto ma czyste serce. Przecież każdy może wejść na drogę mroku, jeśli zapewni się mu właściwe warunki, czyż nie?
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#3
06.04.2026, 17:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2026, 17:26 przez Lorraine Malfoy.)  
Jednorożec był piękny.

Był też martwy, ale przez to jeszcze piękniejszy.

– Jeżeli piękno zostało utrwalone kosztem gwałtu, zachwyt nad nim jest aktem współudziału – stwierdziła obojętnie, beznamiętnie niemal. Próżno było szukać w niej gniewu, próżno było szukać gwałtowności. Było w Lorraine coś upiornego, gdy odwróciła się w stronę Othella. Gdy powiodła oczami, skrytymi pod ciężkimi powiekami, po przystojnej twarzy mężczyzny. – Jak możesz nazywać to łaską – spytała, a choć nie nadała swym słowom intonacji właściwej pytaniu, było w nich coś czułego. Była to jednak czułość z jaką wspominało się dawno zmarłych.

Jeżeli Lorraine Malfoy przypominała mu jednorożca, to nie dlatego, że była piękna, tylko dlatego, że była tak samo martwa.

Uważnie przesunęła spojrzeniem po twarzy Othella, z powagą przysłuchując się jego słowom. Pod wieloma względami niewątpliwie się zmieniła, a jednak... W pewnym sensie zawsze taka była. Uważna. Gdy przypatrywała się siedzącemu obok mężczyźnie, to było tak, jak gdyby każdy detal jego osoby miał dla niej znaczenie. Nie tylko słowa, ale i sposób, w jaki je dobierał. Ton głosu, maniera, z jaką się wypowiadał. Czuła nienachalność gestu, z jaką ujął jej dłoń. Przyjęła wszystko, co jej dał bez sprzeciwu, bez polemiki. Nieruchoma jak skryty za gablotą jednorożec, a jednak zastygła w emocji, którą odczuła wcześniej tak silnie, że aż uroniła przez to łzę.

"Ciekaw jestem tylko, czy gdyby mnie ujrzał, uciekłby, czy może przebiłby mnie na wylot?"

– Dlaczego miałby to zrobić? – zapytała, przechyliwszy przy tym lekko głowę, jak zawsze, gdy się czemuś dziwiła... A może tylko udawała, że się dziwi. Jakże podobna była w tej manierze do swego ojca. Zimnym był żar na dnie oczu, jakie po nim odziedziczyła. Wciąż zdawały się delikatnie zeszklonymi, chociaż otarła powolnym ruchem łzy, które spłynęły wcześniej po policzku. Przyglądała się siedzącemu obok mężczyźnie, cierpliwie oczekując odpowiedzi.

Gdy zacytował na głos tekst sztuki, Lorraine pokręciła delikatnie głową, ruchem tak subtelnym, że niemal niezauważalnym. Gdyby wyjawił, że gotów był przysiąc Hamletowi wierność, zapłakałaby. Gdyby wyznał, że pragnie nim się stać, zaśmiałaby się w głos. Jej wcześniejsze pytania o uczciwość i o piękno nie były w istocie pytaniami skierowanymi do Othella, lecz do świata, który potrafił jednocześnie mitologizować niewinność i bez skrupułów ją unicestwiać. Świata, który zamykał niewinność w szklanych gablotach jako dowód własnej wielkości. Lorraine, siedząca pod martwym jednorożcem, była boleśnie świadoma tej sprzeczności: zbyt doświadczona życiowo, by wierzyć w bajki o czystych sercach, zbyt wrażliwa, by przejść obok nich obojętnie. Może dlatego jej flirt był tak niepokojącym. Jeśli ktoś odczytałby go dosłownie, zostałby uprzejmie ośmieszony. Jeśli odczytałby go właściwie, zrozumiałby, że Lorraine nie zaprasza do siebie, lecz stawia pytanie. O uczciwość. O piękno. O to, czy potrafi się spojrzeć na martwego jednorożca, i uczciwie przyznać, że zabrało mu się piękno za cenę życia.

Czy potrafi się nie odwrócić wzroku.

– Nie zawsze w mroku kryje się zło – zauważyła Lorraine.


Yes, I am a master
Little love caster
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (190 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#4
12.04.2026, 13:15  ✶  
Jeżeli piękno zostało utrwalone kosztem gwałtu, zachwyt nad nim jest aktem współudziału

Skrzywił się na te słowa Lorraine. Wraz z takimi uwagami srebro stawało się zaledwie szarością, a coś, co mogło być skomplikowanym przemyśleniem, przechodziło w jednowymiarową, nudną uwagę. A może po prostu nie myślała tak samo jak on? Nie oczekiwał od niej tego. Nie mógł.

– Łaską jest przekroczenie partykularności. Ten jednorożec już nie jest egzemplarzem. Stał się ucieleśnieniem swego gatunku. Nasz byt jest bez znaczenia, jeśli nic po nas nie pozostaje. Jest tak z większością ludzi i zwierząt. Wielu może zostawić po sobie co najwyżej potomstwo. Być może więc akt przemiany był bolesny, ale czy poczwarka nie czuje bólu, gdy zamienia się w motyla?

Dla Othella Lorraine wywodziła się jakby z innego świata, zupełnie jak jednorożec. Lśniąca i nierealna, a przez to odległa. Służyłoby to narracji, gdyby czuł do niej coś poza fascynacją. Gdyby dali się porwać czemuś niewyjaśnionemu. Gdyby to napięcie między nimi jakoś się skumulowało. Mężczyzna jednak czuł, że byłoby w tym coś fałszywego.

– Dlaczego miałby to zrobić? – powtórzył cicho. Nie patrzył na Lorraine, a na jednorożca. Na jego piękno, które jednocześnie odpychało go od siebie. Jakby był dementorem, a blask Patronusa przeganiał go w siną dal. – Bo jestem spaczony. Nieczysty. Inny niż reszta, ale nie w dobry sposób. Nienawistni bogowie skazali mnie na mrok, którego nie mogę pokonać. Pozostaje mi tylko trwać w nim i czekać, aż mnie pochłonie.

To wszystko przez Hamleta. Duński książę sprowadził go na tę drogę. A im dalej w las, tym gorzej. Jednorożec od niego uciekał, a mrok otaczał go i skazywał na wieczne męki. Rozpoznawał piękno tego stworzenia, ale widział je jak eksponat w Mauzoleum. Jak coś pięknego, ale coś, czego do końca nigdy nie umiał poczuć. Jakkolwiek by nie próbował. Bezustannie oszukiwał wszystkich dookoła, a przede wszystkim samego siebie.

– Mrok zawsze coś skrywa. A ukrywamy to, czego nie chcemy innym pokazywać – zdobył się jedynie na półszept. Coś ścisnęło się w jego piersi. – Ciemność przeraża, ale tak naprawdę kryje się w niej słabość. Chce zdusić jasność, pozbawić ją znaczenia. Wie jednak, że od początku jest na przegranej pozycji. Że ze samej swej natury nigdy nie odnajdzie się w świecie.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#5
Wczoraj, 12:38  ✶  
Lorraine zaśmiała się. Czysto, dźwięcznie, śmiechem, w którym było coś obcego, nadnaturalnego niemal. Zaśmiała się w głos, niepomna, czy jest to właściwym. Gdy pozbawiona skrępowania okazywała uczucia, wtedy najbardziej była podobna wili. Jej śmiech był odgłosem bijącego z ziemi zdroju, wesołym poszumem strumienia, z którego chciało się zaczerpnąć, aby ugasić pragnienie. Taką była natura wili, na tym polegało przyciąganie, jakie czuli wobec nich ludzie. Na tym, że mieli ochotę otworzyć przed nimi serca, wierząc, że obmyją je z win. Niektórzy być może nazwaliby więc śmiech Lorraine okrutnym, ale wtedy musieliby nazwać okrutnym świat natury, którego wile były poniekąd uosobieniem. W Lorraine zawsze więcej było wili niż kobiety, było w niej więc coś niespodzianie okrutnego, ale i coś niesłychanie czułego zarazem. Coś bardziej zwierzęcego niż ludzkiego, bo wymykającego się ocenie moralnej właściwej ludziom.

– Śmierć ani życie nie mają wyższego celu, jakich w nich upatrujesz. Są celem samym w sobie. A ty brukasz śmierć stworzenia, czyniąc z niego marną imitację życia, wierząc, że robisz mu tym przysługę. Przecież nigdy nie powiedziałam, że nie mogłabym zachwycić się martwym ciałem. Wręcz przeciwnie. Nie zachwyca mnie dlatego tylko, bo jest upozowane. – Lorraine uśmiechnęła się znacząco. Wiedziała, że inni ludzie potrafili wyczytać z jej uśmiechu najrozmaitsze rzeczy, a ona zezwalała na to, nie zdradzając tego, o czym myśli naprawdę. – Zresztą, jak na kogoś, kto nie wierzy w znaczenie, niesłychanie desperacko go poszukujesz. A jednorożec nie potrzebował, abyś nadał znaczenie ani jego życiu, ani jego śmierci. Zawsze był doskonałym. Nie tylko wtedy, gdy żył, ale i wtedy, gdy już umarł. Był doskonale... Niewinnym. – Lorraine spojrzała w zamyśleniu w stronę jednorożca. – Nasz świat, gdy tylko widzi niewinność, natychmiast pragnie ją skalać. A gdy odkryje, że niewinności skalać się nie da, sięga po inne rozwiązanie. Zamyka ją w klatce. – Na powrót skierowała spojrzenie w stronę mężczyzny. – Konserwuje tę niewinność za kratami, aby każdy mógł ją podziwiać. Aby każdy mógł ją kupić, ażebyś ty mógł ją sprzedać. Tanią imitację życia. Śmierci. Imitację znaczenia. Nigdy nie zrozumiem tego świata. Nigdy nie zrozumiem też ciebie.

"Nasz byt jest bez znaczenia, jeśli nic po nas nie pozostaje."

– Nie rozumiem, dlaczego smuci cię to, że nic nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia – powtórzyła jak gdyby lekko rozbawionym tonem Lorraine, przechyliwszy głowę, aby lepiej przyjrzeć się znękanej twarzy Othella. – Wiesz dlaczego? Bo powtarzasz te same słowa, które powtarzali wszyscy, którzy tak samo jak ty, pragnęli być wielkimi. A ja spotkałam raz podróżnika, który z pradawnych powracał stron. I rzekł mi: widziałem dwie ogromne, pozbawione pnia, w kamieniu kute nogi. Stań na pustyni, blisko nich na piasku. Tam wpół zatopione, strzaskane oblicze tonie. Wzrok szyderczy, usta ściśnięte. I grymas zimnego rozkazu. Powiedzą ci, że rzeźbiarz na tej bryle głazu odtworzył żądze skryte. Namiętności, co choć w poniewierce, przetrwały. Odciśnięte pieczęcią na tych martwych rzeczach ręka, co z nich drwiła, i serce, które je karmiło. A na piedestale te słowa się ostały: "Ja jestem Ozymandias. Król królów. Spójrzcie na me dzieła, o potężni i... rozpaczajcie." Nic poza tym nie pozostało. Wokół rozkładu tego kolosalnego wraku rozległego i nagiego, gruz bezkształtny oczom się ukaże. I piaski, bielejące na bezkresie pustyni.

Lorraine swobodnie obróciła słowa wiersza na języku, wplatając je tak gładko w konwersację, jak gdyby cały czas deklamowała poezję. Podwinęła elegancko nogi i oparła się rękoma o ławkę, odwracając się w miejscu tak, aby móc patrzeć wprost na siedzącego obok mężczyznę. Materiał białej sukni odcinał się od otaczającego ich mroku tak samo jak sierść zamkniętego w gablocie jednorożca.

– Nic po nas nie zostanie – powtórzyła z mocą Lorraine. – Nic nie jest wiecznym. Nawet pamięć. Oto ucieleśnienie gatunku ludzkiego, którego pożądałeś, ucieleśnienie jego tragedii, i jego chwały. Żyjemy intensywniej, bo każda chwila może być naszą ostatnią. Wszystko zdaje się bowiem piękniejszym, gdy jesteś skazany na zagładę. – Znowu się zaśmiała się, tym razem jednak ciszej, radośniej, odrzucając mimowolnie włosy do tyłu. – Jest więc piękno w rozkładzie, w trawionym zgnilizną ciele, które odchodzi od kości. Gdy próbujesz to piękno utrwalić, staje się sztucznym... Tak jak ty. Ty jesteś sztuczny. Cenisz życie tylko wtedy, gdy kończy się dobrą śmiercią. Cenisz śmierć tylko wtedy, jeżeli poprzedza je dobre życie. Wartości tak życia, jak i śmierci, nie należy rozpatrywać w relacji do siebie. Właśnie dlatego uważasz się za złego. Właśnie dlatego nazywasz się grzesznym. Powinni i ciebie zamknąć w gablocie, tak jako i tego jednorożca! Oto grzeszny człowiek, który czuje się zagrożony przez istotę grzechu pozbawioną! – Zawsze taka była. Najbardziej okrutna, gdy próbowała być czułą, najbardziej czuła, gdy wykazywała się okrucieństwem. – Mówisz, że jednorożec przebiłby cię swym rogiem, znając twe grzechy. Ale skąd w ogóle pomysł, że tak łagodna istota zdolna byłaby do tak obmierzłego aktu agresji? Dlaczego jednorożec miałby chcieć cię skrzywdzić? Jednorożce znają przemoc, ale nią gardzą. Nawet zranione, nie ranią w odwecie. Nigdy. – powiedziała z mocą Lorraine. – Zastanawiasz się, czy jednorożec uciekłby na twój widok? Oczywiście, że by uciekł. Ale nie przez grzechy, które sam sobie przypisujesz. Uciekłby, bo zabolałoby go, że spojrzawszy na jego czystą, nieskalaną duszę... Upatrzyłbyś w nim jedynie brud. Bo boisz się własnego grzechu tak bardzo, że nie jesteś w stanie znieść myśli, że istnieje czystość, której nikt nie może skalać.

Wyciągnęła rękę, aby go zatrzymać. Zmusić, żeby obrócił twarz tak, żeby wciąż na nią patrzeć. Może dlatego tak bardzo przypominała mu jednorożca. Tak samo jak Othello obawiał się, że jednorożec przebije go swym rogiem, tak samo bał się, że słowa, które wypowiadała Lorraine, mają na celu go upokorzyć, a wręcz skrzywdzić. A jednak jednorożce nigdy nie atakowały, nawet w samoobronie. A w słowach półwili nie było jadu, tylko przewrotny spokój, gdy uśmiechała się do niego z rozrzewnieniem w oczach.

– Jak straszliwe grzechy popełniłeś, skoro sądzisz, że nie można ich wybaczyć? Czy odmówiono ci rozgrzeszenia? Czy może cierpisz bez powodu, a jedynym twoim grzechem jest wiara w to, że urodziłeś się skalanym?


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2051), Othello Fawley (809)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa