• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[24.09.72] Od kiedy świat tylko gra, Alex wciąż z Navi gra...

[24.09.72] Od kiedy świat tylko gra, Alex wciąż z Navi gra...
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#1
06.04.2026, 18:19  ✶  
24.09.1972 - mała knajpka na ulicy Pokątnej. Rzecz się dzieje po turnieju gargulkowym w Dziurawym Kotle.

… ludziom na złość, limbo wbrew
bieguny ich dwa łączą się.


Prawdę powiedziawszy to turnieju nie przegrali.
Oni ten turniej przerżnęli odpadając jak ostatnie lamusy w pierwszej rundzie. Ale wcale to nie przeszkadzało Navi wymusić na Alexandrze, żeby zostać do samego końca. W końcu o to chodziło w duchu sportowej rywalizacji. Dlatego klaskała zawzięcie, gdy ich przeciwnicy zgarnęli główną nagrodę.
Ale zanim ten wysoki chłopak w zielonej kamizelce zdążył się przecisnąć przez tłum, Mulciber zdążył czarownicę zabrać z baru. Było już późno. Nawet bardzo późno, ostatni pociąg do domu już na pewno odjechał. Nie żeby to był jakiś problem dla czarodziejów, ale Navi… po prostu lubiła podróże pociągami. Nigdy nie wiadomo było kogo się pozna po drodze. Poza tym teleportacja czy sieć fiuu nie dawały tyle przyjemności z podróży.
Obracała w dłoniach pluszowego gargulka (Kapitan Nemo się ucieszy z nowej zabawki), którego wygrali, przez całą drogę do… nie wiedziała jakoś dokładnie dokąd ją prowadzi. Nie znała na tyle dobrze Londynu.

Mogli tak spacerować po Londynie do samego rana tylko że w końcu oboje zgłodnieli. Jakoś tak wyszło, że z tych emocji wszystkich emocji związanych z turniejem, Navi kompletnie zapomniała o obiedzie, który miała przygotowany. Nie było straty - spakuje warzywne curry Alexowi na jutro do pracy (miała dziwne przeczucie, że go nie karmili, a już na pewno nie tak porządnie jak ona), tylko teraz wypadałoby coś znaleźć.
Natrafili na małą magiczną knajpkę, wepchniętą w jakąś boczną odnogę ulicy Pokątnej, serwującą coś tajemniczego, co się nazywało “fish and chips”. Jedno spojrzenie na zastygłą w zachwycie twarz panny Pandit, w której odbijało się kolorowe światło magicznego szyldu wystarczyło, żeby wiedzieć dokładnie co myśli - chce spróbować tego dziwacznego tworu.

Takim oto sposobem dziedzic wielkiego rodu Mulciber i jego towarzyszka wylądowali na plastikowych krzesełkach przy chwiejącym się stoliku w pustej knajpce. Tylko on, ona i wielki talerz frytek między nimi. Jeden z poprzednich klientów zostawił za sobą puste pudełko po fajkach i ostatni numer Czarownicy, który Navi ułożyła na stole między nimi, otwarty idealnie na stronie z rozrywką wszelaką tzn. krzyżówką i horoskopem i przepisem Babuszki Barbrey na świąteczne pierniczki. Całkiem przyzwoity przepis prawdę powiedziawszy.
Jahnavi była akurat zajęta piciem swojego truskawkowego shake’a (ktoś kto wymyślił, że truskawki można wymieszać z lodami waniliowymi i mlekiem był geniuszem większym niż Merlin), gdy Alex przeszedł od rozwiązywania krzyżówki do czytania horoskopów. Postukała palcem w rubryczkę “rak”, co by przeczytał jej. W końcu kto wie? Taki wróżbita w gazecie to na pewno musiał być bardzo dobrym wróżbitą prawda? Inaczej na pewno by go nie zatrudnili.
Siorbnęła płynną ambrozję przez kolorową słomkę, wyczekująco oczekując na wróżbę z gazety.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#2
2 godzin(y) temu ✶  
Gdy światło zaklętego neonu padło na twarz zachwyconej Navi, zalewając jej postać blaskiem jarzeniówek, Alex wiedział już, że przepadła. Nie protestował, gdy zatrzymała się przed pustą knajpką. Zastanawiał się przez chwilę, czy widok świateł spowijających jego ulubione niegdyś kasyno zachwyciłby ją, czy przytłoczył. A jednak nie pasowała mu na ćmę, nocnego motyla, który zdecydował się rozwinąć roztrzepotane skrzydła. Zbyt gwałtowne były to stworzenia, zbyt chciwie rwały się do światła, podczas gdy Navi tylko patrzyła na neonowy szyld.

Alexander patrzył na nią.

Świat stawał się nieco bardziej znośnym, kiedy odbierał go przez pryzmat jej oczu. Bo kiedy ostatnio czerpał przyjemność z przebywania pośród ludzi? Nie mógł sobie przypomnieć. Nie wiedział, kiedy Londyn stał mu się obcym. Wszystko wokół było dziwnie spowszedniałym, wtórnym. Jak gdyby już się wydarzyło, a on mógł oglądać przeszłość w formie świetlnych powidoków, odbijających się w oczach Navi jak gwiazdy na niebie. Nie musiał nawet mrużyć własnych. Doznania były, ale przygaszone, niewystarczające, aby przyciągnąć jego uwagę. Nie potrafił odbierać świata inaczej. Może dlatego tak miło było spędzać czas z Navi. Łatwiej było skupić się na niej, na wszystkich tych drobnych rzeczach, które wydawały się sprawiać jej przyjemność. Na świecie odbitym w jej oczach, podczas gdy jego własne były niczym schowane za szkłami ciemnych okularów, nawet gdy te dawno już nie tkwiły na jego nosie. Pociągnął więc kobietę w stronę głupiej knajpki, która zdawała się ją fascynować, chociaż byłoby to pewnie ostatnie miejsce, które sam wybrałby im na przystanek. Nie tylko dlatego, że było tanie, ale dlatego, że w ogóle nie zwróciłby na nie uwagi. A jednak, gdy mógł sprawić Navi przyjemność, to było niemal tak, jak gdyby sam był w stanie poczuć coś na kształt satysfakcji. Z ulgą przyjął, że nie czuła zawodu, gdy przegrali turniej. Gdy siedział rozwalony na plastikowym krześle, obok talerza wypełnionego frytkami, i bezmyślnie zgadywał kolejne rzędy krzyżówki, nie czytając wcale haseł... Czuł tak po prostu spokój. Chciał siegnąć akurat po swojego zapomnianego shake'a, ale Navi wskazała palcem na gazetę.

– Wiesz, nie przepadam za horoskopami zamieszczanymi na łamach tych wszystkich szmatławców – przyznał niechętnie Alexander, składając gazetę tak, aby wygodniej było mu czytać. Odchylił się lekko w krześle, podnosząc wzrok na Navi. – Nie lubię, gdy ludzie to sprzedają. Dar, mam na myśli. Miałem w życiu ten przywilej, że nigdy nie musiałem się do tego zniżać. Ale moja praprababka musiała wróżyć za pieniądze, gdy uciekła do Hiszpanii. Dla niej było to koniecznością, nie wyborem. Zmuszona handlować tym, co posiadała najcenniejszego, a więc darem widzenia, czyniła to nie z próżności, lecz z przymusu. – Alexander postukał palcem w nazwisko autora horoskopów. – A ten tutaj na brak pieniędzy z pewnością nie narzeka – dodał, zobojętniałym tonem. – Ale nie chodzi nawet o to, po prostu... – Przez chwilę Alexander wyglądał tak, jak gdyby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale potem wzruszył tylko delikatnie ramionami. Tak jak nie warto było pochylać się na wróżbami skrojonymi pod gusta rzeszy czytelników, gotowych zapłacić za subskrybcję... Tak samo nie warto było się przecież z nimi kłócić.

Alexander kochał wróżbiarstwo. Kochał jarmarczne sztuczki karciane, otoczkę tajemnicy, która spowijała akt dywinacji. Nie drażniło go bynajmniej, gdy ktoś czynił z wróżenia spektakl. Dogłębnie wierzył w to, że należy dbać o zachowanie odpowiedniej dozy performatywności. Sam nie potrafił inaczej. Gdy rozsypywał kości na stole, to było przecież jak gdyby badał geometrię świętości. Gdy ofiarował trzewia zwierzęcia, poświęcał życie w zamian za wiedzę. Wszystko miało swój porządek, właściwość rytu, którego nie należało profanować chciwością. Wróżąc, należało wyzbyć się ziemskich przywiązań. Może dlatego tak bardzo nie znosił, gdy wróżbici pokroju Dolohova sprzedawali swoje talenta masom, rozmieniając dar widzenia na drobne. Nie znosił, gdy obracali misterium w marketingową sztuczkę. Gdy udawali, że przybliżają innym istotę dywinacji, ale zamiast nauczać, dokonywali spłycenia... A może wręcz trywializacji tego, co winno być sztuką. Kiedyś doceniał to, że próbuje popularyzować się zainteresowanie wróżbiarstwem w kulturze masowej, teraz jednak odnosił się z większym sceptycyzmem do podobnych praktyk. Wróżba była dla niego czymś osobistym. Podobnie przecież wróżba, którą mu ofiarowała tego dnia Navi, nie była usługą ani demonstracją, lecz czymś znacznie trudniejszym do uchwycenia. Była aktem zaufania, który nie domagał się zapłaty, a jedynie przyjęcia. Odrzucony mógł zostać wyłącznie przez brak wiary, nie przez brak złota.

Odchrząknął, żeby przeczytać na głos.

– Horoskop partnerski raka. Krótko mówiąc: albo wyjaśnicie sobie wszystko w rozmowie, albo… W sposób znacznie mniej werbalny. Gwiazdy nie mają nic przeciwko żadnej z tych... Ekhem... Opcji. – Alexander zmarszczył lekko brwi, bardzo szybko doczytując horoskop do końca. O nie, tego ostatniego zdania nie przeczyta na głos, nie wypadało, trzeba je będzie przeredagować w głowie. – Wasza relacja stoi na rozdrożu, a jednak ten czas może sprzyjać odkrywaniu siebie nawzajem na nowo – ciągnął jak gdyby nigdy nic. – Od ciebie, raku, zależy, czy odważysz się pokazać, czego naprawdę chcesz, czy schowasz się za niedopowiedzeniami. Planety obiecują między tobą i twoim partnerem wiele namiętności, co będzie sprzyjać odnowieniu łączącej was więzi. Tylko nie udawaj przed sobą, że nie czujesz, bo czujesz, i to bardzo. – Alexander podniósł oczy znad gazety, żeby spojrzeć na siedzącą naprzeciw kobietę. – No dobrze, to teraz zobaczmy, co mnie czeka – rzucił zobojętniale, odwracając stronę. Zaczął czytać byka, ponieważ chciał dać Navi czas, żeby ochłonęła. Zdążył ją już trochę poznać, wiedział więc, jakiej reakcji oczekiwać. – ...Przed tobą i twoim partnerem albo wielka decyzja albo drobne nieporozumienie, które może urosnąć do rangi katastrofy. Uważaj na swoją skłonność do nadinterpretacji! Niewinne milczenie partnera może urosnąć do rangi tajemnicy, której wcale nie ma. Skieruj więc swoje fantazje w inną stronę, byku... – Ominął jedno zdanie. I jeszcze jedno. Przecież nie przeczyta czegoś takiego na głos! Nie dał jednak po sobie poznać, że coś jest nie tak. – ...Mniej myślenia, a więcej działania! Planety sprzyjają nie tylko emocjonalnemu zbliżeniu, a jeżeli odważycie się mówić wprost, zamiast czytać siebie między wierszami, możecie odnaleźć w swej relacji zupełnie nową głębię. Koniec.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (971), Jahnavi Pandit (447)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa