• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[24.09.72] Od kiedy świat tylko gra, Alex wciąż z Navi gra...

[24.09.72] Od kiedy świat tylko gra, Alex wciąż z Navi gra...
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wróżbitka, wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#1
06.04.2026, 18:19  ✶  
24.09.1972 - mała knajpka na ulicy Pokątnej. Rzecz się dzieje po turnieju gargulkowym w Dziurawym Kotle.

… ludziom na złość, limbo wbrew
bieguny ich dwa łączą się.


Prawdę powiedziawszy to turnieju nie przegrali.
Oni ten turniej przerżnęli odpadając jak ostatnie lamusy w pierwszej rundzie. Ale wcale to nie przeszkadzało Navi wymusić na Alexandrze, żeby zostać do samego końca. W końcu o to chodziło w duchu sportowej rywalizacji. Dlatego klaskała zawzięcie, gdy ich przeciwnicy zgarnęli główną nagrodę.
Ale zanim ten wysoki chłopak w zielonej kamizelce zdążył się przecisnąć przez tłum, Mulciber zdążył czarownicę zabrać z baru. Było już późno. Nawet bardzo późno, ostatni pociąg do domu już na pewno odjechał. Nie żeby to był jakiś problem dla czarodziejów, ale Navi… po prostu lubiła podróże pociągami. Nigdy nie wiadomo było kogo się pozna po drodze. Poza tym teleportacja czy sieć fiuu nie dawały tyle przyjemności z podróży.
Obracała w dłoniach pluszowego gargulka (Kapitan Nemo się ucieszy z nowej zabawki), którego wygrali, przez całą drogę do… nie wiedziała jakoś dokładnie dokąd ją prowadzi. Nie znała na tyle dobrze Londynu.

Mogli tak spacerować po Londynie do samego rana tylko że w końcu oboje zgłodnieli. Jakoś tak wyszło, że z tych emocji wszystkich emocji związanych z turniejem, Navi kompletnie zapomniała o obiedzie, który miała przygotowany. Nie było straty - spakuje warzywne curry Alexowi na jutro do pracy (miała dziwne przeczucie, że go nie karmili, a już na pewno nie tak porządnie jak ona), tylko teraz wypadałoby coś znaleźć.
Natrafili na małą magiczną knajpkę, wepchniętą w jakąś boczną odnogę ulicy Pokątnej, serwującą coś tajemniczego, co się nazywało “fish and chips”. Jedno spojrzenie na zastygłą w zachwycie twarz panny Pandit, w której odbijało się kolorowe światło magicznego szyldu wystarczyło, żeby wiedzieć dokładnie co myśli - chce spróbować tego dziwacznego tworu.

Takim oto sposobem dziedzic wielkiego rodu Mulciber i jego towarzyszka wylądowali na plastikowych krzesełkach przy chwiejącym się stoliku w pustej knajpce. Tylko on, ona i wielki talerz frytek między nimi. Jeden z poprzednich klientów zostawił za sobą puste pudełko po fajkach i ostatni numer Czarownicy, który Navi ułożyła na stole między nimi, otwarty idealnie na stronie z rozrywką wszelaką tzn. krzyżówką i horoskopem i przepisem Babuszki Barbrey na świąteczne pierniczki. Całkiem przyzwoity przepis prawdę powiedziawszy.
Jahnavi była akurat zajęta piciem swojego truskawkowego shake’a (ktoś kto wymyślił, że truskawki można wymieszać z lodami waniliowymi i mlekiem był geniuszem większym niż Merlin), gdy Alex przeszedł od rozwiązywania krzyżówki do czytania horoskopów. Postukała palcem w rubryczkę “rak”, co by przeczytał jej. W końcu kto wie? Taki wróżbita w gazecie to na pewno musiał być bardzo dobrym wróżbitą prawda? Inaczej na pewno by go nie zatrudnili.
Siorbnęła płynną ambrozję przez kolorową słomkę, wyczekująco oczekując na wróżbę z gazety.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#2
17.04.2026, 11:43  ✶  
Gdy światło zaklętego neonu padło na twarz zachwyconej Navi, zalewając jej postać blaskiem jarzeniówek, Alex wiedział już, że przepadła. Nie protestował, gdy zatrzymała się przed pustą knajpką. Zastanawiał się przez chwilę, czy widok świateł spowijających jego ulubione niegdyś kasyno zachwyciłby ją, czy przytłoczył. A jednak nie pasowała mu na ćmę, nocnego motyla, który zdecydował się rozwinąć roztrzepotane skrzydła. Zbyt gwałtowne były to stworzenia, zbyt chciwie rwały się do światła, podczas gdy Navi tylko patrzyła na neonowy szyld.

Alexander patrzył na nią.

Świat stawał się nieco bardziej znośnym, kiedy odbierał go przez pryzmat jej oczu. Bo kiedy ostatnio czerpał przyjemność z przebywania pośród ludzi? Nie mógł sobie przypomnieć. Nie wiedział, kiedy Londyn stał mu się obcym. Wszystko wokół było dziwnie spowszedniałym, wtórnym. Jak gdyby już się wydarzyło, a on mógł oglądać przeszłość w formie świetlnych powidoków, odbijających się w oczach Navi jak gwiazdy na niebie. Nie musiał nawet mrużyć własnych. Doznania były, ale przygaszone, niewystarczające, aby przyciągnąć jego uwagę. Nie potrafił odbierać świata inaczej. Może dlatego tak miło było spędzać czas z Navi. Łatwiej było skupić się na niej, na wszystkich tych drobnych rzeczach, które wydawały się sprawiać jej przyjemność. Na świecie odbitym w jej oczach, podczas gdy jego własne były niczym schowane za szkłami ciemnych okularów, nawet gdy te dawno już nie tkwiły na jego nosie. Pociągnął więc kobietę w stronę głupiej knajpki, która zdawała się ją fascynować, chociaż byłoby to pewnie ostatnie miejsce, które sam wybrałby im na przystanek. Nie tylko dlatego, że było tanie, ale dlatego, że w ogóle nie zwróciłby na nie uwagi. A jednak, gdy mógł sprawić Navi przyjemność, to było niemal tak, jak gdyby sam był w stanie poczuć coś na kształt satysfakcji. Z ulgą przyjął, że nie czuła zawodu, gdy przegrali turniej. Gdy siedział rozwalony na plastikowym krześle, obok talerza wypełnionego frytkami, i bezmyślnie zgadywał kolejne rzędy krzyżówki, nie czytając wcale haseł... Czuł tak po prostu spokój. Chciał siegnąć akurat po swojego zapomnianego shake'a, ale Navi wskazała palcem na gazetę.

– Wiesz, nie przepadam za horoskopami zamieszczanymi na łamach tych wszystkich szmatławców – przyznał niechętnie Alexander, składając gazetę tak, aby wygodniej było mu czytać. Odchylił się lekko w krześle, podnosząc wzrok na Navi. – Nie lubię, gdy ludzie to sprzedają. Dar, mam na myśli. Miałem w życiu ten przywilej, że nigdy nie musiałem się do tego zniżać. Ale moja praprababka musiała wróżyć za pieniądze, gdy uciekła do Hiszpanii. Dla niej było to koniecznością, nie wyborem. Zmuszona handlować tym, co posiadała najcenniejszego, a więc darem widzenia, czyniła to nie z próżności, lecz z przymusu. – Alexander postukał palcem w nazwisko autora horoskopów. – A ten tutaj na brak pieniędzy z pewnością nie narzeka – dodał, zobojętniałym tonem. – Ale nie chodzi nawet o to, po prostu... – Przez chwilę Alexander wyglądał tak, jak gdyby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale potem wzruszył tylko delikatnie ramionami. Tak jak nie warto było pochylać się na wróżbami skrojonymi pod gusta rzeszy czytelników, gotowych zapłacić za subskrybcję... Tak samo nie warto było się przecież z nimi kłócić.

Alexander kochał wróżbiarstwo. Kochał jarmarczne sztuczki karciane, otoczkę tajemnicy, która spowijała akt dywinacji. Nie drażniło go bynajmniej, gdy ktoś czynił z wróżenia spektakl. Dogłębnie wierzył w to, że należy dbać o zachowanie odpowiedniej dozy performatywności. Sam nie potrafił inaczej. Gdy rozsypywał kości na stole, to było przecież jak gdyby badał geometrię świętości. Gdy ofiarował trzewia zwierzęcia, poświęcał życie w zamian za wiedzę. Wszystko miało swój porządek, właściwość rytu, którego nie należało profanować chciwością. Wróżąc, należało wyzbyć się ziemskich przywiązań. Może dlatego tak bardzo nie znosił, gdy wróżbici pokroju Dolohova sprzedawali swoje talenta masom, rozmieniając dar widzenia na drobne. Nie znosił, gdy obracali misterium w marketingową sztuczkę. Gdy udawali, że przybliżają innym istotę dywinacji, ale zamiast nauczać, dokonywali spłycenia... A może wręcz trywializacji tego, co winno być sztuką. Kiedyś doceniał to, że próbuje popularyzować się zainteresowanie wróżbiarstwem w kulturze masowej, teraz jednak odnosił się z większym sceptycyzmem do podobnych praktyk. Wróżba była dla niego czymś osobistym. Podobnie przecież wróżba, którą mu ofiarowała tego dnia Navi, nie była usługą ani demonstracją, lecz czymś znacznie trudniejszym do uchwycenia. Była aktem zaufania, który nie domagał się zapłaty, a jedynie przyjęcia. Odrzucony mógł zostać wyłącznie przez brak wiary, nie przez brak złota.

Odchrząknął, żeby przeczytać na głos.

– Horoskop partnerski raka. Krótko mówiąc: albo wyjaśnicie sobie wszystko w rozmowie, albo… W sposób znacznie mniej werbalny. Gwiazdy nie mają nic przeciwko żadnej z tych... Ekhem... Opcji. – Alexander zmarszczył lekko brwi, bardzo szybko doczytując horoskop do końca. O nie, tego ostatniego zdania nie przeczyta na głos, nie wypadało, trzeba je będzie przeredagować w głowie. – Wasza relacja stoi na rozdrożu, a jednak ten czas może sprzyjać odkrywaniu siebie nawzajem na nowo – ciągnął jak gdyby nigdy nic. – Od ciebie, raku, zależy, czy odważysz się pokazać, czego naprawdę chcesz, czy schowasz się za niedopowiedzeniami. Planety obiecują między tobą i twoim partnerem wiele namiętności, co będzie sprzyjać odnowieniu łączącej was więzi. Tylko nie udawaj przed sobą, że nie czujesz, bo czujesz, i to bardzo. – Alexander podniósł oczy znad gazety, żeby spojrzeć na siedzącą naprzeciw kobietę. – No dobrze, to teraz zobaczmy, co mnie czeka – rzucił zobojętniale, odwracając stronę. Zaczął czytać byka, ponieważ chciał dać Navi czas, żeby ochłonęła. Zdążył ją już trochę poznać, wiedział więc, jakiej reakcji oczekiwać. – ...Przed tobą i twoim partnerem albo wielka decyzja albo drobne nieporozumienie, które może urosnąć do rangi katastrofy. Uważaj na swoją skłonność do nadinterpretacji! Niewinne milczenie partnera może urosnąć do rangi tajemnicy, której wcale nie ma. Skieruj więc swoje fantazje w inną stronę, byku... – Ominął jedno zdanie. I jeszcze jedno. Przecież nie przeczyta czegoś takiego na głos! Nie dał jednak po sobie poznać, że coś jest nie tak. – ...Mniej myślenia, a więcej działania! Planety sprzyjają nie tylko emocjonalnemu zbliżeniu, a jeżeli odważycie się mówić wprost, zamiast czytać siebie między wierszami, możecie odnaleźć w swej relacji zupełnie nową głębię. Koniec.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wróżbitka, wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#3
20.04.2026, 09:14  ✶  
Świat, w którym przeżywała swoje życie panna Pandit był światem, który sobie ukochała. Nie czyniło go to piękniejszym, ulice naraz nie stały się czystsze, a ludzie wciąż w większości pozostawali bucami. Ale chłonęła go takim jaki był, bo nie znała przecież innego. Londyn zawsze wydawał jej się przerażająco wielki, więc bała się podróżować sama. Teleportacja przychodziła jej z łatwością, ale zawsze istniał cień szansy, że się rozszczepi - nie podejmowała więc ryzyka zbyt często, bo nie miała nikogo kto by ją uratował. Podróżowała więc wiele pociągami albo Błędnym Rycerzem. Nigdy siecią fiuu z oczywistych powodów.
A teraz - poznawała świat, którego nie znała wcześniej. Świat nocnych neonów, zgiełku i ludzi, którzy nie chodzą spać z nadejściem zmierzchu. Niezwykły świat! Przepiękny! Czy więc było tak dziwnym, że złapana za nadgarstek i pociągnięta do knajpki, Navi z pewnością była najszczęśliwszą osobą na całym tym świecie.

Rozbierała akurat frytkę na części pierwsze, próbując rozgryźć w jaki sposób została przygotowana i jakich użyto przypraw, gdy Alex… zaczął marudzić. Westchnęła bezgłośnie. Jeśli nie chciał czytać, wcale przecież nikt go nie zmuszał.
- Nie lubię gdy ludzie sprzedają Dar.
Spochmurniała odrobinę, odstawiając szklankę na rozchwiany stolik z nieco większym impetem niż zamierzała. Przecież ona… ona też wróżyła ludziom jeśli tego potrzebowali. Zawsze na jej stoisku stała tabliczka z informacją, że panienka potrafi odczytywać znaki przyszłości z dłoni i dymu kadzideł. Nie powinna była? Nawet jeśli czasem nie brała od ludzi pieniędzy, zwłaszcza teraz, gdy większość bardzo ucierpiała w tych okropnych pożarach? Dlaczego mówił o tym z taką… pogardą?
Choć wcześniej nachyliła się w jego stronę, by pokazać palcem gdzie dokładnie ma czytać - teraz odsunęła się, pogrążona w rozterkach. Może mogłaby się obejść bez tych kilku czy kilkunastu sykli w tygodniu, które miała z wróżenia innym ludziom? Wystarczyłoby zrobić kilka świec więcej, albo teraz, gdy dzień stawał się krótszy, a wieczory chłodniejsze, wrócić do robienia na drutach szalików albo skarpet. Nie potrafiła dziergać skarpet, ale może się nauczyć. Albo takie swetry. Miała jeszcze trochę wełny schowanej w skrzyni w kuchni. Chociaż nie była pewna czy przypadkiem nie dorwały się do niej mole, ale zawsze może dokupić nowy motek!
Nie chciała dalej sprzedawać wróżb jeśli miało to mu to sprawić przykrość.

Alexander zaczął w końcu czytać, a Navi bardzo uważnie słuchać. Co prawda, żeby mieć użytek z horoskopu partnerskiego to trzeba chyba było mieć partnera, ale… Alex był takim trochę jej partnerem. Do gargulków na przykład. Pokiwała głową, gdy powiedział o “mniej werbalnym sposobie”. No tak. Znaczy, że nie będą musieli schodzić na dno jeziora. To ważne, bo woda zaczynała się robić irracjonalnie zimna.  "Wasza relacja stoi na rozdrożu". Pokręciła głową. Straszna głupota. Przecież jak nie ten turniej to inny! Nie ma co zaraz myśleć o rozchodzeniu się. "Od ciebie zależy czy odważysz się pokazać czego naprawdę chcesz…"Czego ona chce? Zmarszczyła delikatnie nos. Nigdy nie miało większego znaczenia to czego chciała? A przecież nie chciała prosić o nie wiadomo co. Nie chciała żeby myślał, że jest niegrzeczna i lubi go tylko dla pieniędzy. Alexander i tak robił dla niej bardzo dużo. Jak wtedy, gdy ściągnął tego czarodzieja do naprawy jej okien. Nie spodziewała się, ale piękny był to gest. Albo jak kupił łóżko. Nie spodziewała się!
Na słowo “namiętność” policzki Jahnavi pokryły się rumieńcem zawstydzenia, więc bardzo szybko sięgnęła po frytkę, próbując się ukryć za włosami. Niewiarygodne, że pisali o… o takich rzeczach w gazecie! To przecież czytały na pewno dzieci. Angielskie rozpasanie było zaiste przerażające.
Metodycznie moczyła frytkę w ketchupie, póki lepki sos nie okleił jej całej. Dla zajęcia czasu. Zjadła ją, starając się mimo wszystko unikać spojrzenia Alexandra. Nie, to był jakiś dziwny horoskop dla ludzi z prawdziwymi partnerami, a nie takimi do gry w gargulki. Oblizała umorusany palec, gdy zaczął czytać swój własny.

Czy Alexander ma takiego partnera?
Naraz zaczęła się zastanawiać. Nie nosił obrączki, to wiedziała na pewno. Ale nie musiał zaraz nosić obrączki, prawda? Taki wielki pan jak Alexander mógł być zaręczony. To też się zdarzało. Gdy była młodsza często widziała jak rodzice wybierają swoim dzieciom żony i mężów. Taka była tradycja. Ale gdy przyjechała z tatą do Anglii - ten nigdy nie poruszył tematu wydania córki za mąż. A Navi nie naciskała. Ojciec potrzebował jej bardziej. Kiedy umarł… w ogóle przestała myśleć o założeniu własnej rodziny.
No ale Alexander to co innego. Nie pytała go o to nigdy, bo i po co? Gdyby robili coś złego na pewno zaraz by jej o tym powiedział, a może przedstawiłby jej wybrankę? Na pewno musiała być przemiłą, uczynną dziewczyną. Założyła włosy za ucho, a gdy przeczytał o skłonności do nadinterpretacji… zaśmiała się bezgłośnie. O to to! Klasnęła w dłonie. No przecież, że pan wróżbita z gazety miał rację! Alex zawsze wszystko nadinterpretował. Oczywiście nie wyłapała momentu, kiedy Mulciber litościwie pominął co pikantniejsze fragmenty horoskopu.
"Planety sprzyjają, odważcie się mówić wprost". Pokiwała głową. Tak, taka rozmowa na pewno by bardzo dobrze Alexandrowi i jego partnerce zrobiła. Navi nie do końca co prawda rozumiała co oznacza “odnalezienie nowej głębi”, ale podejrzewała, że chodzi o coś co w jej wierze nazywano karmicznym porozumieniem dusz.
Oparła łokieć o blat stołu, a policzek o dłoń. Sprawiała wrażenie naprawdę przejętej tym całym horoskopem. Bo wiadomo - jej to się wcale nie spełni, bo nie ma “partnera”, ale co jeśli Alexander doprowadzi do jakiejś strasznej katastrofy, bo nie będzie potrafił dogadać się ze swoją wybranką? A może (i ta myśl ją szalenie naraz przeraziła) to ona stanie się tą kością niezgody? Nie chciała. Naprawdę Mulciber będzie musiał porozmawiać ze swoją piękną i miłą narzeczoną (szkoda, że nie znała jej imienia, bo już sobie kobietę wyobraziła jako przepięknej urody blondynkę z jasnymi oczami i tak samo wielką miłością do psów co ta Alexandra) albo najlepiej - niech zabierze ją na kolejny turniej gargulkowy! To bardzo zbliża ludzi.

Zabrała mu z rąk gazetę, dając jasny sygnał, że starczy już czytania tych bezeceństw.  Nawet przez moment nie przyszło jej do głowy, żeby zastanowić się… czy przypadkiem gwiazdy nie mówią o nich. To byłoby bardzo naiwne myślenie, a Jahnavi Pandit nie była naiwną dziewczynką!

!BINGO A3
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
20.04.2026, 09:14  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: A3
wariant: 1
typ: zadanie

To babciny przepis stary na świat: jeżeli chcesz żyć w szczęśliwym związku, przejmuj się tym, co buduje drugą osobę, nawet kiedy niekoniecznie cię to interesuje. Wysłuchaj kogoś w chwili, kiedy dzieli się czymś związanym z zainteresowaniem, które was nie łączy i okaż swoją wrażliwość lub niezrozumienie.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#5
24.04.2026, 10:49  ✶  
– Powiedziałem coś nie tak? – spytał nieoczekiwanie Alexander. Odwrócił głowę w stronę Navi, powiódłszy za nią wzrokiem, gdy tylko się odsunęła, jak gdyby robiła miejsce dla trzeciej osoby między nimi. Próbował pochwycić intencję, jaka jej przy tym wszystkim towarzyszyła. Gdy nie było słów, liczyły się przecież gesty. Gdy nie było słów... A jednak słowa były, i jak zawsze, stały się problemem.
– Nie chciałem. Czasem mówię dużo słów i nie wszystkie są dobre. Słowa są dla mnie... Trudnymi. – Niechętnie to wyznał. Zrobił to niby mimochodem, widać było jednak po lekkiej zmarszczce, jaka zarysowała się na moment na jego czole, że przyznanie się do uchybienia nie przyszło mu łatwo. Spłycony jego afekt nie pozwalał mu na właściwe dostosowanie intonacji. Ugładzenie wypowiedzi tak, aby nie wybrzmiewały jak oskarżenia. Zawsze mówił, że jego słowa przypominają broń masowego rażenia, ale przecież nie słowa były tu problemem. Nie słowa były trudnymi, lecz to, co się za nimi kryło. Uczucia niemożliwe do przepracowania, rozmywające się jak odbicie w tafli jeziora, gdy próbowało się je pochwycić w ręce. Wciąż przecież ich znajomość była czymś nowym. A Alexander zapominał, że nie wszyscy nawykli do brania go inaczej niż z dystansu. Nie chciał na pewno sprawić Jahnavi przykrości swoimi uwagami. Choć było to zabawnym, kiedy nieświadomie postępował dokładnie tak, jak przepowiedział mu horoskop, doszukując się znaczenia w zwykłym milczeniu.
– Po prostu nie lubię, kiedy używa się ich do okłamywania kogoś pod pozorem dobrej woli. – Zignorował własną hipokryzję. Trudno powiedzieć, czy dlatego, że nie był jej świadomy, czy nawykł do niej tak bardzo, że stała się integralną częścią jego charakteru. Nachylił się nieco bliżej, ściszywszy głos, jak gdyby chciał, żeby to, co mówi, zostało między nimi. – To nie jest prawdziwa wróżba, bo tutaj słowa są specjalnie dobrane tak, żeby pasowały do sytuacji życiowej bardzo wielu bardzo różnych ludzi. Pozbawione konkretów. Pozbawione... No przecież sama wiesz. – Alexander wzruszył ramionami. Urwał swoje wyjaśnienia ledwie te zdążyły wyjść z jego ust. Bardzo rzadko mówił o takich rzeczach z ludźmi pozbawionymi daru widzenia. Navi była jednak wróżbitką, więc trudno było mu umknąć przed tematem, po który oboje sięgali naturalnością przyzwyczajenia. – Poza tym, nie czeka nas żadna katastrofa. Chyba, że na następnym turnieju gargulkowym znowu sparują nas tak niefortunnie z profesjonalnymi graczami – dodał, zdawałoby się, w nieco weselszym tonie, podsuwając gazetę po stole, aby sprawdzić, czy nie ogłaszają przypadkiem następnego turnieju. Nie wydawało mu się niczym nienaturalnym, że treść swojego horoskopu odnosi do siedzącej obok Navi. Nie pojmował chyba tak do końca wiążących się z tym implikacji. Ale znów, nie traktował wyczytanej w gazecie przepowiedni poważnie. Przeczytał ją przecież na prośbę Navi, siedzieli tutaj teraz we dwoje, kogo innego mogło to dotyczyć, jeśli nie jej? Nawet przez głowę by mu nie przeszło, żeby odnieść wszystkie te porady do związku z Lorettą. Co dobrego by to dało? Skieruj więc swoje fantazje w inną stronę, radził horoskop. Nie wiedział nawet o czym miałby fantazjować, gdy chodziło o Lorettę. O tym, jak wybija jej wszystkie zęby, aby lepiej mu mogła obciągać? Kiedyś taka myśl sprawiłaby mu przyjemność, jak wszystko, co podszyte było przemocą. Być może powinien poczuć obrzydzenie, choć trudno powiedzieć, czy do Loretty, czy do samego siebie. A jednak czuł jedynie obojętność. Nie pozwalał swoim myślom błądzić w kierunku tematów, które sprawiały mu dyskomfort. "Czyż nie kochałem ich wszystkich najlepiej, gdy byłem napierdolony?", pytał Lorien, bo odpowiednio postawione pytanie było czasem ważniejszym niż odpowiedź. Jak mógłby w ogóle odważyć się na głębsze myślenie o wszystkich tych relacjach. O Ambrosii. O Lorettcie. Nawet o Lorien, a nie dajcie bogowie o siedzącej obok Navi. Jak mógł myśleć o nich wszystkich, kiedy jego amortencja wciąż wonęła heroiną. Gdy zrozumiał, że Navi myśli przy nim o kimś innym, poczuł więc ukłucie zażenowania, ale też i ulgę. Nie zapytał, czy był w jej życiu ktoś, kto pozwolił jej poczuć się kochaną. Być może powinien, ale... Czasami był, mimo wszystko, mężczyzną najpierw, a prorokiem dopiero potem. Siedziała teraz obok nieco, czemu więc miałby to wszystko roztrząsać, gdy wiedział, że chciała być tutaj z nim? Zamiast tego odwrócił stronę gazety, żeby sprawdzić daty kolejnych turniejów gargulkowych. Wylądował jednak z powrotem na krzyżówce, dopiero w połowie rozwiązanej, bo miał przecież tego wieczoru lepsze rzeczy do roboty. Machnął parę haseł z czystego przyzwyczajenia, zaczynając, oczywiście, od odgadnięcia hasła, żeby nie było zbyt nudno. Potem mógłby alternować między zgadywaniem poszczególnych haseł, może nawet zamienić kilka z nich miejscami, żeby sprawdzić, czy krzyżówka ma więcej niż kilka rozwiązań... Oczywiście, nie mógł przecież rozwiązywać krzyżówek w normalny sposób. W kącikach jego ust pojawił się uśmiech, gdy postukał palcem gazetę.
– O, widzisz, takie słowa są łatwe. Masz napisane dokładną ich definicję, poszukujesz więc właściwych. Wszystkie muszą zgrywać się ze sobą, żeby hasło wyszło. Dlatego tak bardzo lubię krzyżówki. Nie chcesz spróbować?


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wróżbitka, wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#6
24.04.2026, 16:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2026, 16:42 przez Jahnavi Pandit.)  
- Powiedziałem coś nie tak?
Natychmiast pokręciła przecząco głową, odwracając się tak, by mógł się dokładnie jej przyjrzeć. A ona jemu. Nie chciała, żeby tak odebrał jej milczenie. Zawahanie jednak wkradło się w jej minę, gdy próbowała zdobyć się na bardziej zdecydowany gest. To nie było proste, powiedzieć “nie” i mieć pewność, że “nie” zostanie odczytane tak jak miało zostać. Wskazała więc tylko palcem na stronę z horoskopem i ułożyła dłoń na sercu. Nie wierzyła w złe intencje twórcy. Ani w jego złą wolę.
Po prawdzie nie wierzyła też w złe intencje Alexandra, który tylko krytykował tego nieznajomego człowieka. Bliżej jej przecież było do gryzipiórka niż do wielkiego proroka jakim był Mulciber. Czym więc różniły się jej wróżby od horoskopu w gazecie? Czy ona też okłamywała innych, choć zdradzała swoim klientom wszystko co wiedziała, często odmawiając zapłaty?
Każda wróżba jest prawdziwa, jeśli potrafi się zrozumieć to co zapisane między słowami.- Chciała mu powiedzieć, nie uciekając spojrzeniem od tłumaczącego jej swoje racje czarodzieja. Powstrzymała się jednak przed jakąkolwiek gestykulacją, po prostu go słuchając.

Uśmiechnęła się delikatnie, gdy wspomniał o ich bardzo uzdolnionych przeciwnikach. Miała nadzieję, że tym chłopcom pójdzie dobrze w następnych turniejach. Ona nie czuła się na siłach konkurować z im podobnymi. Potrzeba było wielu lat ciężkiej pracy, by być tak dobrym!
- Nie czeka nas żadna katastrofa. Zatrzymała się na moment przy tych słowach. Nas. Czyli jego i... kogo? Tą miłą dziewczynę, którą na pewno gdzieś tam miał? A może używał “nas” mówiąc o sobie? Niektórzy Anglicy tak robili. Ale tamci byli z reguły starzy i bardzo bardzo bogaci. Niewyobrażalnie dla Navi bogaci. Oderwani od jej świata tak bardzo jak to było tylko możliwe.
Nie powinna się tym chyba jednak zamartwiać, prawda? Nie zmusiła go do przyjścia, mógł powiedzieć, że nie chce brać udziału w turnieju i zaakceptowałaby tą odpowiedź. Przyszedł z nią w tak bardzo publiczne miejsce i chociaż to dla niej nie miało znaczenia, to wiedziała, że tacy ważni ludzie jak Alex mogliby mieć duże problemy!
Może dlatego odetchnęła z ulgą, gdy przestali mówić o horoskopach.

Przewrócił stronę, a dziewczyna aż westchnęła cierpiętniczo. KRZYŻÓWKI.
Nie przepadała za nimi , bo słowa nigdy nie były dla niej “proste”, jak twierdził Alexander. Dla niego wszystko to miało sens; jakąś definicję, do której potrafił dopasować kolejne hasła. Tylko, że to nie do końca była prawda. Czasami, gdy przeczytała już całego Proroka Niedzielnego, którego tata zaczął subskrybować, a ona nie wiedziała jak się z tej subskrypcji wyplątać, to zerkała na krzyżówki. Ale hasła z reguły były zbyt trudne, często dotyczyły jakichś staroangielskich słów, albo nazwisk znanych Ministrów Magii czy sportowców Quidditcha. Radziła sobie tylko z pytaniami dotyczącymi zielarstwa i eliksirów i… to było zbyt mało albo co gorsza - słowo nie pasowało wcale w okienka, bo nie potrafiła go poprawnie zapisać.
Naprawdę dobrze znała angielski. Rozumiała przecież bez większego problemu, gdy ktoś do niej mówił, potrafiła wyłapać kontekst wypowiedzi i sens zdań. Ale gdy miała cokolwiek zapisać sama - pojawiała się wątpliwość. Pewnego razu przygotowywała tabliczkę na stragan i pani Pettigrew mieszkająca w Great Hangleton zauważyła drobny błąd. Navi do dziś pamiętała jak kobieta zacmokała niemal czule i powiedziała jej jak poprawić… tylko po to, żeby później powiedzieć do koleżanki coś o “przyjezdnych nieszanujących języka angielskiego”. A przecież Navi bardzo szanowała język! I czarownicę również. Po prostu czasem słowa pisało się inaczej niż brzmiały wypowiadane, czasem rzeczowniki wędrowały przed czasownikami, ale tylko czasem. Bała się popełnić błędu, którym mogłaby kogoś urazić tak jak panią Pettigrew.
Dlatego nawet na lądzie unikała porozumiewania się słowem pisanym. Gesty były prostsze, nawet jeśli bardziej ograniczające jej myśli - bo choć wiedziała co dokładnie chce powiedzieć, to nigdy nie była pewna czy da radę przekazać to “dobrze”. Czy nie wybrzmi zwyczajnie w świecie “dziwnie”. Dlatego wolała słuchać tych, którzy język opanowali doskonale.
Milczenie było bezpieczne. Milcząc nie mogła się tak strasznie pomylić.

A jednak Alexander mówił to wszystko tak jakby słowa były czymś oczywistym. Tak trochę, jak gdyby wystarczyło je wyjąć z głowy, idealnie dopasowane do potrzeb i gotowe do użycia. Bycie obok kogoś kto posługiwał się angielskim bez żadnego wysiłku było szalenie onieśmielające, ale… lubiła to. Bo wtedy wcale nie musiała się odzywać. Czarodziej uśmiechał się, gdy mówił o krzyżówkach. Tak tylko troszkę się uśmiechał, kącikiem ust, nie tak jak śmiał się do Kapitana Nemo, ale tak jak wtedy, gdy próbował przemycić mu kolejnego krakersa, chociaż ona już tupnęła raz nogą. Coś w tym zajęciu dawało mu takie ciche zadowolenie. Nie rozumiała co - ale chyba powoli zaczynała rozumieć Alexandra. Pasowało do niego układanie słów w kartkach.

Postanowiła spróbować. Miała tylko nadzieję, że go nie zezłości jeśli popełni jakiś błąd.
Przesiadła się z krzesełka naprzeciw czarodzieja, na to drugie - obok niego, bardziej jednak zwracając uwagę na to, że będą mogli rozwiązać krzyżówkę bez kręcenia gazetą, niż na to jak blisko się znalazła. Bliskość z nim zdawała się być czymś naturalnym, zwłaszcza teraz, kiedy byli sami w tej małej knajpce.
Mały złodziejaszek skarbów, często wykorzystywany przez gobliny do ich poszukiwania.
Odpowiedź przyszła jej na myśl od razu - ale czy potrafiła ją zapisać? Siedem pustych okienek.
Niffler?
Znała te stworzenia. Kiedyś, gdy jeszcze pływała z rodzicami po statkach, taki jeden zagnieździł się w ich kuchni i wykradł wszystkie łyżki. O ile było śmiechu,  gdy stary Joshua nie mógł się ich doliczyć, a wreszcie przyłapał niuchacza, gdy ten połasił się na chochelkę. Potem ganiali się po całym pokładzie, a że Joshua miał tylko jedną nogę (drugą odgryzła mu w młodości kelpia), to zwierzątko miało sporą przewagę.
Wzięła do ręki pióro i bardzo ostrożnie zaczęła wpisywać kolejne litery. N. I. F. Zatrzymała się. Stalówka zawisła nad papierem, a jej dłoń zaczęła drżeć. Kropla granatowego tuszu spadła na kartkę brudząc krzyżówkę. O nie. Jahnavi policzyła kratki jeszcze raz. Siedem liter. Jeśli się pomyli teraz, Alexander dowie się jak wielką trudność sprawiają je nawet proste słowa. F. Znów przerwała, ale nie podniosła głowy. Przez moment patrzyła tylko na pozostałe puste pola. Zacisnęła usta, gotowa oddać pióro natychmiast, gdy czarodziej tego zażąda zły, że popsuła krzyżówkę. L. E. R.
Szybko odłożyła pióro na gazetę, rozcierając niechcący atrament.
Zatrzymała dłonie na moment w powietrzu, po czym złożyła je ostrożnie w prosty gest przeprosin. Dotknęła lekko palcami mostka i przesunęła je w jego stronę, posyłając mu krótkie „sorry”, bardziej z ruchu niż ze słów.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#7
25.04.2026, 14:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2026, 16:19 przez Alexander Mulciber.)  
Alexander zamrugał delikatnie, gdy Jahnavi położyła dłoń na sercu, wcześniej wskazawszy palcem w stronę horoskopu. Zrozumiał, oczywiście, że zrozumiał. A jednak spuścił na chwilę wzrok, jak gdyby potrzebował pozbierać rozproszone nagle myśli. Na powrót podjął przerwaną rozmowę, zwracając ją na nieco inne tory. Nie tylko ona chciała w tym momencie uciec spojrzeniem. A jednak oboje powstrzymali się, zamiast poddać się pokusie trwania w niedopowiedzeniu. Potrzebowali być czytani jak wróżby, w ciszy między słowami, w milczeniu między spojrzeniami. W zawahaniach towarzyszących gestom. To wszystko wymagało skupienia uwagi na drugiej osobie. Nie było tu miejsca na odwracanie wzroku.

"Mały złodziejaszek skarbów..."
– Wilgowron – odpowiedział natychmiast niemal, pewny siebie, że hasłem będzie grackle, mimo że nie przeczytał nawet opisu do końca. Skojarzenie było tak oczywistym, że słowo to od razu wyrwało mu się spomiędzy warg. No bo kto w jego życiu bardziej kochał błyszczące się skarby niż Lorien? Na wszystkie większe okazje kupował jej w prezencie biżuterię, wiedząc, że zadowoli tym siostrzany instynkt gromadzenia świecidełek. Jakież było więc jego zdziwienie, gdy za chwilę zmuszony był potrząsnąć głową, uznając swoją porażkę! Na jego oko, w jednej z kratek krzyżówki powinna być już bowiem inna literka. – A nie... – Doczytał hasło do końca.
"...Często wykorzystywany przez gobliny do ich poszukiwania."
Biorąc pod uwagę poglądy Lorien na temat wojen goblinów, mogłaby tym chciwym pokurczom co najwyżej kazać się pocałować w dupę. Oczywiście, zrobiłaby to w grzeczny, zawoalowany sposób, w ogóle nie przystający do reakcji Alexandra, który oburzył się na samą myśl, że ktoś mógłby Lorien do czegoś wykorzystywać. A już zwłaszcza jakiś obleśny goblin przyuczony w sztuce lichwiarstwa. W sklepie magizoologicznym, który ostatnio odwiedził, aby kupić zabawki dla Łajki, usłyszał, że mugole wykorzystują kanarki celem wykrywania toksycznych gazów w kopalniach wydobywczych. Biedny ptak, nieprzystosowany do życia w podziemiach, mniejszą miał wytrzymałość na trujące opary wydobywające się z wnętrza ziemi. Ginął więc często, aby ocalić skórę towarzyszących mu mugoli, bardziej odpornych na nieprzyjazne czynniki środowiskowe. Alexander jak zwykle uniósł wtedy brwi na mugolską głupotę i zacofanie technologiczne: czarodzieje od wieków posiadali stosowne artefakty i zaklęcia pomagające w eksploracji! Sam wielokrotnie z nich korzystał, podróżując w nieznane. Ale gobliny również należały przecież do ras niższych. Czy to znaczy, że mogłyby chcieć wykorzystać wilgowrona do niecnych celów tak samo, jak robili to mugole? Aż mu się zrobiło niedobrze na samą myśl. Jebane gobliny.

Musiał zapytać Navi, czy kiedykolwiek w trakcie swoich podróży słyszała o podobnych przypadkach. Nie znał przecież nikogo, kto miałby lepszą rękę do magicznych stworzeń. Nachylił się nad gazetą, gdy się do niego przysiadła, żeby móc przyjrzeć się, jak wypełnia kolejne okienka. "Niuchacz", przeczytał. Miał bardzo mgliste pojęcie, co to w ogóle mógł być za stworek. Rzeczywiście, słyszał, jak narzekali na nie łowcy skarbów w Ameryce, ale sam nigdy nie widział żadnego na oczy.
– Woah, dobra jesteś – pochwalił Navi, zachęcając ją, żeby uzupełniała krzyżówkę dalej. Odpuścił jednak, gdy odłożyła na bok pióro z wymuszonym uśmiechem. Niewiele mogło ukryć się w odblaskach neonowego światła bijącego od szyldu budki z jedzeniem, przy której usiedli. Niewiele mogło ukryć się przed jego oczami. Alex oparł swobodnie rękę o oparcie jej krzesła, porzuciwszy nierozwiązaną krzyżówkę na stoliku. – Ja mam zawsze okropne problemy z hasłami przyrodniczymi. Zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami kolidowały ze starożytnymi runami, a z zielarstwa... –pokręcił wstydliwie głową, jak gdyby szkoda w ogóle było o tym gadać. Tak po prawdzie, pewnie mógłby jakoś dokształcić się w naukach przyrodniczych, ale nigdy jakoś specjalnie nie interesowało go egzystencja niższych form gatunkowych. Do tego jeszcze musiałby się uczyć o tych wszystkich żywych trupach, o ghoulach, wampirach, poltergeistach, boginach, i całej reszcie obrzydliwego tałatajstwa, którego nawet nie potrafiłby nazwać.
– Jak w ogóle wygląda taki "niuchacz"? – zapytał, zaciekawiony. – Możemy pójść jutro do magicznej menażerii, jeżeli chcesz. Albo zoo, chociaż wątpię, żebyśmy znaleźli tam niuchacza.

Jak gdyby od niechcenia sięgnął po jej dłoń, odwracając własną, tak, aby zobaczyła, że umazał sobie wcześniej atramentem cały przegub. Z drżącymi rękoma trudno było nie narobić kleksów podczas pisania, zwłaszcza, gdy grezdało się od niechcenia po krzyżówce, zgadując kolejne hasła. Alex ujął delikatnie dłoń Navi, obracając własną tak, aby móc wyczyścić plamy z atramentu prostym zaklęciem. Weszło mu to w nawyk, ile to czasu spędzał bowiem zakopany pośród papierzysk, otoczony stertami książek i własnoręcznie wykonanych notatek? Uśmiechnął się lekko, powstrzymując się jednak od zbliżenia jej dłoni do swych ust. Od złożenia na niej pocałunku.

!BINGO A4


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#8
25.04.2026, 14:09  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: A4
wariant: 1
typ: zadanie

Nasłuchaliście się dzisiaj o tym, jak romantycznym gestem jest stworzenie wspólnej kapsuły czasu. Temat jest bardzo angażujący – poruszcie go wspólnie i zdecydujcie, czy macie ochotę stworzyć coś takiego wspólnymi siłami. Co umieścicie w środku i kiedy zamierzacie ją otworzyć? To skrytka pełna emocji i wspólnych sekretów, zamknięta na kłódkę obietnicy.
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wróżbitka, wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#9
27.04.2026, 21:23  ✶  
Grackle?
Spojrzała jeszcze raz na krzyżówkę. Wilgowrony były zmyślnymi ptaszkami, ale chyba nie na tyle, by stać się użytecznymi dla goblinów. Podobne były w tym do srok, równie ponoć inteligentne i urocze. Nie spotkała nigdy żadnego.
Wiele było ptaków, które podczas swych dalekich podróży trafiały na jej statek. Przysiadały na falszburtach, wiły sobie gniazda na masztach. Czasem przylatywały ranne, zmęczone swoją odwieczną wędrówką - szybko nauczyła się składać delikatne skrzydła, pielęgnować pióra i koić ból każdego z nich. Potem odlatywały ciesząc się odzyskaną wolnością. Lubiła, gdy wracały ze swoimi pisklętami, zupełnie jak gdyby chciały się nimi pochwalić.
Nie opowiadała o tym nigdy Alexandrowi. Ale, zadecydowała nagle, jak wrócą do domu, pokaże mu taki stary album, który kiedyś zrobiły dla niej dzieciaczki z Little Hangleton. Wykleiły go przeróżnymi rysunkami i zdjęciami okolicznego ptactwa zapewne poświęcając przy okazji kilka porządnych książek swoich rodziców.
Żaden wilgowron nie pasował jednak do krzyżówki, więc nieco pewniej wpisała niuchacza.

Przekręciła się na krześle, gdy zaczął mówić o zajęciach z opieki nad magicznymi stworzeniami. Jej źrenice rozszerzyły się jakby na samą myśl, że można się tego uczyć tak po prostu, w szkole. Nie była głupia - wiedziała, że większość młodych czarodziejów chodzi do szkoły. Ona nie chodziła, bo rodzice woleli ją uczyć sami, zresztą z jej chorobą byłoby to pewnie szalenie niepraktyczne. Ale to musiało być niesamowite. Wstawać rano i iść się uczyć o przeróżnych zwierzętach Wspomniał coś o zielarstwie. Z tego też mieli przygotowanie? I starożytne runy? Niesamowite. Gdyby mogła uczestniczyć w takich lekcjach to… to pewnie chodziłaby na wszystkie jakie się tylko da!
Nagle uświadomiła sobie, że jeśli chodził do pełnoprawnej szkoły, to na pewno miał też takie specjalne podręczniki. Kiedyś nawet ona miała taki jeden do wróżbiarstwa, choć uczyła ją matka. Przygryzła lekko wargę. Może Alex mógłby jej pożyczyć? Może nawet nauczyłaby się czegoś nowego?

- Jak w ogóle wygląda taki niuchacz?
Zastanowiła się. Podniosła obie ręce dłońmi pokazując mniej więcej wielkość zwierzątka. Puchata kulka. Potem złączyła palce przy nosie, odsuwając je i robiąc przy tym dziubek. Ma długi ryjek. Na koniec rozczapirzyła palce, zginając je w szpony i uśmiechnęła się jak “najdrapieżniej” potrafiła szczerząc zęby i marszcząc nos. Ostre pazurki i małe kiełki. Zaśmiała się bezgłośnie, kryjąc twarz w dłoniach, więc ubrudziła się tuszem. Tak, dokładnie tak wyglądał taki niuchacz.
Skinęła głową, gdy wspomniał o Magicznej Menażerii. Mijali ten sklep po drodze, ale był już zamknięty. Może mieli tam coś na suchą skórę u starych druzgotków? Albo mogłaby kupić coś dla Kapitana Nemo. Miała nadzieję, że nie roznosił sąsiadom domu podczas jej nieobecności! Na pewno nie, uspokoiła się w myślach, Nemo bardzo lubił tam przebywać, bo sąsiedzi mieli sad, a pies uwielbiał podkradać jabłka.
- Albo do zoo.
Tu już nie wyglądała na tak chętną. Nie lubiła zoo. Ani cyrków. Kiedyś widziała taki jeden występ i ci ludzie zamknęli przepięknego Abraksana i och, jakiż ten koń był biedny. Wyraźnie się spięła, co pewnie wystarczyło Alexowi za odpowiedź.

Serce zabiło jej odrobinę mocniej, gdy ujął jej dłoń. Nie zauważyła wcześniej, że się pobrudziła tuszem, ale to wystarczyło, żeby zawstydzenie wykwitło czerwienią na jej policzkach.
Dziękuję. Odpowiedziała gestem wolnej dłoni… nie cofając ręki z jego uścisku. To było miłe. Jego dotyk był miły. Już nie był straszny. Powstrzymała się od splecenia ich palców razem, po prostu ciesząc się bliskością czarodzieja, tak długo jak bliskość ta trwała. Wiele się zmieniło od tamtego pamiętnego wieczoru, gdy znaleźli siebie nawzajem w jeziorze.
W końcu jednak poczuła, że powinni już iść. Alex wspomniał coś o nocowaniu w Londynie (co już samo w sobie było ekscytujące), Navi nie wiedziała jednak czy do tego miejsca czeka ich kolejny długi spacer czy też się teleportują od razu. Może spacer? Londyn nocą był naprawdę piękny, gdy tak rozpalano wszystkie latarnie. Odsunęła od nich gazetę - nie będzie im potrzebna, a może ktoś przyjdzie i zechce sobie dokończyć krzyżówkę. Zaklęciem posłała talerze na blat przy którym krzątał się właściciel tego jakże zacnego przybytku. Kolejnym - wyczyściła stół.

Gdy Alex opłacił rachunek (była bardzo wdzięczna i nawet chciała się dołożyć, ale miała w swojej wsiąkiewce tylko kilka kolorowych muszelek, które znalazła ostatnio w wodzie i jeden mały różowy kwarc) mogli wyjść w chłodną noc. Nieco niepewnie ujęła go pod rękę i przez moment próbowała wybadać czy czarodziejowi to nie przeszkadza. Nie przeszkadzało. Więc oparła głowę o jego ramię, zadzierając ją tylko po to by móc spojrzeć w niebo. No tak. W Londynie nie było widać gwiazd.
Nie szkodzi - pomyślała, uśmiechając się ciepło, przytulając pluszaka, którego wygrali w turnieju. Nie potrzebowała ich do szczęścia, nie dzisiaj.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2486), Jahnavi Pandit (3241), Pan Losu (109)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa