• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[16.09.72] Cekinowa koszula z Bangladeszu

[16.09.72] Cekinowa koszula z Bangladeszu
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#1
30.04.2026, 21:38  ✶  
16/09/72
Rejwach

Jak wszystkie dobre rzeczy, przyjechała z Ameryki. Było to gdzieś na początku dekady, kiedy w imporcie przyjechała także gorączka disco. Sprzedawali ją przed klubem, na rozstawionym nielegalnie kramie. Podczas gdy Zenek przeglądał koszule, subiekt przeczesywał swe afro grzebykiem. Koszule miały różne wzory i śliskie materiały. Żaden nie czuł się dobrze pod palcami Zenka. Przejechał w końcu opuszkiem po ostrym cekinie i następnym, i następnym. Cekiny pokrywały całą granatową koszulę. Nawet w świetle ulicznej lampy połyskiwała od tych cekinów. Wyobraził sobie, jak będzie wyglądała wśród stroboskopów w klubie, i nie szukał już dłużej. Przebrał się w nią na ulicy. Wpuścili go po tym do klubu, bo "nie wyglądał już tak smutno". W domu przeczytał, że wykonali ją w Bangladeszu.
Koszula przyjechała z nim do Rejwachu jako odzienie "estradowe". Wieczorem stawał przed komodą i ciągnął za gałkę. Z szuflady brał cekinową koszulę. Cekiny drapały, za to materiał ślizgał się po skórze, gdy ją nasuwał na nagie ramiona i klatkę. Każdy guzik miał swoją dziurkę. Te dwa górne też, ale ich nie zapinał. Kiedy jej nie wkasywał, koszula rozlewała się po jego torsie.

Z pokoju wychodził z walizką i zamykał go na klucz. Im niżej po schodach, tym powietrze stawało się gęstsze od alkoholu i dymu. Cekiny szeleściły z każdym krokiem. Od strony walizki wbijały mu się w pachę, ale był dzielny. Kluczył między stolikami, a lud tworzył jednorodną masę. Bez osobnych twarzy, bez osobnych szat, tylko jedno ciało pijące, przed którym uciekał na scenę.
Pianino na podeście, nastrojone i nieużywane, z zazdrością patrzyło na walizkę, do której bebechów dobierał się Zenek. Kiedy rozsuwał suwak i rozchylał klapę, ze środka wyłaniało się plastikowe cacko. Do stania miało rozkładane nóżki. Walizka leżała tam, gdzie padła (a nuż ktoś się pomyli i zacznie sypać galeonami). Zenek dosuwał sobie stołeczek od pianina i zasiadał do syntezatora.

Ramiona miał jeszcze rozluźnione; siedział prosto. To się zawsze tak zaczynało. Syntezator nie działał na prąd, należało go samemu odpalić. Wyciągał zza pasa różdżkę. Wkładał rozgrzaną końcówkę w dziurkę z boku i, precyzyjnymi ruchami nadgarstka, przekręcał parę razy. Mamrotał inkantacje, ale ledwo rozchylał usta; szczękę zaciskał mocno w skupieniu. Z dziurki zaiskrzyło i... instrument wydał głos. Schował różdżkę za pazuchę.
Zaczynała się nagroda dla Zenka. Mógł już chwytać za gałki, kręcić, ustawiać modulacje, zmieniać pitch. Jeden suwak w dół, drugi suwak w górę. Klawisze: bach, bach, bach. A syntezator odpowiadał. Jakby wygrywał symfonię do stąpania po Księżycu, a nie do przepijania wypłaty.
Z czoła leciał mu pot. Świece wisiały na tyle nisko, że w przydymionym Rejwachu widział klawisze, ale biło od nich gorąco. Śliska koszula nie pomagała. Rozgrzane palce biegały po pokrętłach i klawiszach, rozgrzewając także obudowę. Do nozdrzy Zenka dotarł zapach plastiku.
Pociągnął nosem. Raz. Drugi. Dotąd zasuwał równo, ale teraz zjechał o pół tonu. Rozejrzał się po sali. Publika paplała w przytłumieniu, w typowej dla siebie pijackiej plamie. Z widowni leciał tytoń w szarym dymie, ale czy na pewno? Wyprostował się znad klawiszy. Serduszko puknęło w przyspieszonym tonie.

Pamiętną Spaloną Noc Zenek może i spędził w kuckach, własną piersią chroniąc płyty przed ogniem, ale w końcu musiał wyjść z Rejwachu. U nich się tylko drzwi przypaliły. Zapamiętał tamten smród po ich uchyleniu. Przed wyjściem z domu musiał zawiązać sobie jakąś prowizorkę ochrony na nosie, bo inaczej nogi odmawiały posłuszeństwa.
Utwór dobiegał końca. Zdjął palce z klawiatury, o nutę za szybko, i wydał z siebie bezgłośne westchnięcie. Skręcił nosem we własne ramię; zanurzył się w tkaninie. Cekiny dziabnęły go w koniuszek nosa, ale nie wyczuwał topiącego się plastiku. Niuchnął ponownie. I znowu. Nie do końca wierzył w to, co wyczuwał. W końcu cekiny i tak capiły plastikiem. Bangladesz. Bangladesz. Trzymać z dala od ognia. Oparł ręce o obudowę, ale palce za nic już nie chciały wrócić na klawisze.

!Trauma Ognia


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
30.04.2026, 21:38  ✶  
Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#3
07.05.2026, 08:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2026, 08:36 przez Baldwin Malfoy.)  
Obcemu ciężko byłoby wyjaśnić nokturnowską kulturę, dlaczego ich mały świat dzielił się na tych, którzy chadzali tu, a inni tam. Przecież - każdy bar miał swoje inne przeznaczenie! - chciałoby się rzec. I byłaby to prawda. Rejwach nadawał się na piątkowe chlanie z przyjaciółmi, a Wiwern do wyjebania i zabicia deskami.
To trochę jak z klubami sportowymi. Tłumaczył kiedyś najebany Macnair, rozlewając chrzczoną wódkę na wszystko dookoła. Jak widzisz kogoś w szaliku Zjednoczonych to masz cywilny obowiązek mu wpierdolić. To samo z tymi chrrr tfu - tu nastąpiło dramatyczne splunięcie na podłogę - pedałami wiwerninczykami.
Trwała w końcu wojna. Ale nie jakaś tam daleka wojna między państwem, a randomowymi czarnoksięskimi lordami, nie, nie. Na Nokturnie wojna przyjmowała zupełnie inny wymiar. Była to wojna podjazdowa, gdzie każdy musiał w końcu wybrać stronę.
Baldwin Malfoy wybrał Rejwach tylko i wyłącznie dlatego, że stary Tarpaulin miał zdecydowanie lepszą oprawę muzyczną niż właściciel Wiwerna. No i Lorraine go lubiła. Poza tym nazywał się Woody jak poranny… a nieważne. Sentyment był i już.

Co do muzyki zaś.
Rzekł kiedyś jakiś tam pisarz (Baldwin nie kwapił się co by sprawdzić autora, ale pamiętał, że fragment ten znalazł się w takiej zielonej, podniszczonej książeczce na 205 stronie, w dodatku książka była w jakimś szeleszczącym słowiańskim języku pełnym “ą” i “ę” i “ń” i różnych “u” więc znał ją tylko z tłumaczenia i słuchu) w swojej wielkiej epopei, że “cymbalistów było wielu. Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu.”
Nie miał pojęcia kim był cymbalista per se, ale ten Zenek Zza Zagramanicy  to był prawie takim ichnim  rejwachowym Jankielem. W dodatku dziś miał na sobie n a p r a w d ę dojebaną koszulę.

Jeśli pośród zajętej rozmowami i alkoholem publiczności Zenon miałby wskazać jednego fana, z pewnością byłyby to rozwalony na krześle panicz Malfoy osuszający butelkę cherry w towarzystwie bezimiennej blond panny w zdecydowanie przykrótkiej szatce (może biedactwo współdzieliło garderobę z młodszą siostrą?). Na widok muzyka gwizdnął przeciągle i klasnął parę razy. Tak na zachętę!
Czy spodziewał się tej symfonii? Nie. Może dlatego przez chwilę siedział nieruchomo, ze wzrokiem utkwionym w magicznym instrumencie Zenka.
Muzyka smakowała popiołem.
A popiół przywodził na myśl wspomnienia, których pewnie wszyscy chcieli się pozbyć.
Jakie miało znaczenie, że minął ledwie tydzień od pożarów, które pochłonęły ich domy, majątki i życia? Żadne. Może przejmowali się nimi ci bogaci chuje, zadzierający nosa i gnijący w Ministerstwie. Może im paliły się stołeczki pod dupami, gdy w ogniu usłyszeli bunt proletariatu, a śmierciożercy spopielili ich wielkie posiadłości. Niewiele było w nim empatii, bo nikt nigdy za empatię dobrze nie zapłacił. Zresztą, jemu osobiście Spalona Noc wyszła na zdrowie. Interesy w Eurydyce kwitły, bo wielu podłapało, że ogień nie zszedł na Podziemne Ścieżki, więc spędzali tam czas pijąc jego wódkę i paląc opium Changów. W dodatku niemal za darmo dostał do łapy pretekst co by zamieszkać z Lorraine w Necronomiconie, a typa, który go wtedy napastował pewnie już dawno zeżarły szczury w Katakumbach. Życie toczyło się dalej, a grajek wciąż grał.

W końcu muzyka ucichła, pozostawiając w sobie posmak głębokiej melancholii. Zajebiście niepasującej do wtorkowej nocy jakby kto go pytał.
- Yo! Zenek! Znasz Ev'ry Nigh ? - Zawołał unosząc swoją szklanicę z cherry w geście toastu. Blondwłose dziewczę zaśmiało się, ewidentnie nie kontaktując za bardzo z rzeczywistością. Malfoy nie zwrócił jednak na nią żadnej uwagi. Najwyraźniej mu się już znudziła.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#4
14.05.2026, 10:24  ✶  
Czasami igła gramofonu napotykała kurz w szczelinach kręcącej się płyty. Lubiła wtedy trzeszczeć. Z tuby wydostawał się śnieżek, zupełnie taki jak z telewizora, a Zenek miał wtedy podejść i unieść igłę. Ująć płytę w obie ręce. Ten winylowy krążek, płaski i okrągły jak ciasto naleśnikowe. Śliską szmatką przecierał rowki i szczeliny. Śnieżek często się wtedy oburzał. Kopał go. A Zenek do niego: śnieżek, pijacy chcą posłuchać czystej płyty. Zwykle się wtedy uspokajał. No, to podczas Spalonej Nocy było zupełnie tak samo. Tylko o wiele gorzej, bo śnieżek trawił wszystko na swojej drodze. Kiedy Zenek przestał się już zapowietrzać od śnieżku, to umyślił, żeby go różdżką przenieść na syntezator w formie dźwięku. Miał teraz taki guziczek. Po naciśnięciu śnieżył i łaskotał ucho od środka. Odpalił go na początku grania, kiedy już się usadowił, a Malfoy sobie gwizdał. Na to też miał suwaki.

Uniósł głowę znad tkaniny. Na sali dymiło. Świeczka rzucała cienie. Spalała się i malała. Spływał po niej wosk i tak sobie spływał, aż do miedzianego trzymadełka, z którego skapnął Zenkowi za kołnierz. Aaah! Ciepłe. Zadrżały mu ramiona. Po czym stwierdził, że coś za ciekły jest ten wosk, i że to chyba kropelka potu. Twarze nadal maskował dym papierosowy, otulający Rejwach tym charakterystycznym Nokturnowym brązem z przebłyskami światła świec. I to trzeszczenie, którego jeszcze nie wyłączył. Nacisnął kwadratowy guzik. I cisza.

Yo! Zenek!
Podskoczył na stołeczku, przy czym niemal nacisnął guziczek ponownie. Nie musiał go nawet wyszukiwać w tłumie, bo Malfoy mu się przecież podstawiał cały wieczór. Błyskał szklanką czegoś z procentami, która teraz poszybowała w górę. Chichrało się obok niego jakieś dziewczę. Skupił wzrok na najjaśniejszej plamie. Zaczęła się wyostrzać, aż z dymu wyłoniła się blond czupryna Malfoya. Zenek nie miał nic przeciwko kontaktom z młodzieżą. Baldwin był jeszcze o tyle w porządku, że jego imię znaczyło łyse zwycięstwo. Przypominało mu to o Woodym, który go przecież zatrudnił, przygarnął i ugasił wielki pożar. Baldwin to w ogóle był cały pożarem. Wzniecał się procentami, kobietami i wszystkim tym, co Malfoyowi przystawało. Zenek zakładał.

Usiadł bardziej prosto. Palce jak spoczęły, tak spoczywały na rozpalonej obudowie, ogrzewającej mu opuszki. Odchrząknął od tego dymu, co to spłynął z widowni na scenę, bo jak już go Malfoy rozgarnął, to dym musiał gdzieś iść. Zenek odchylił głowę. Spojrzał w górę i oblizał usta, jakby szukał nośników pamięci na suficie, ale tytuł piosenki nadal mu nic nie mówił. Spłynął wzrokiem znów na Baldwina.
— Nie znam — odezwał się w końcu. Suszyło go w ustach. — Zaśpiewaj.
Patrzył i czekał.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#5
20.05.2026, 12:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2026, 12:18 przez Baldwin Malfoy.)  
Niezwykła była ta artystyczna bohema, którą Nokturn wypluwał ze swoich trzewi. Niezwykła, bo prawdziwa.
Pierdolona Jessica Abbott by tego nie zrozumiała. Tak. Baldwin wciąż się gniewał na panią prezes Muzy. Nie rozumiała sztuki! Nie rozumiała, że rodzić ta winna się w bólu i głodzie, cierpieniach i męce pańskiej. Sztuka miała być bowiem w swojej prawdzie brutalna, nie mogła być leniwa. Wsparcie. Ach czymże innym było wsparcie jebanych bogaczy, jak nie jeno aktem przekupstwa i zrzucaniem kości ze stołu artystom niczym kundlom niewartym skopania.
Nie.
Sztuka to byli oni. Oni! Lorraine przygrywająca w kowenie ku czci Bogini Matki, bo bliższa ta była jej sercu niźli roztańczeni na parkiecie szlachcie bez serc i ducha. Malouel, który obiektywem chwytał odpad ludzkiego człowieczeństwa, którego miejsce było na łamach wszystkich Skorowidzów. Ich! Nie bogaczy! Jego. Ach jak miłym były myśli o śliniących się na widok jego dzieł kustoszów. Nie na sprzedaż. Jakże słodkim były te słowa, które ścierały uśmieszki z wymalowanych fałszem ust. Jego była sztuka. Jego była Eurydyka. Jego było dziedzictwo Orfeusza.
Sztuką był też Zenek w swojej zajebistej koszuli. Nawet jeśli krwi nie miał najczystszej, miał w sobie pierwiastek boskiej iskry. To wystarczyło, by Baldwin chętnie zasiadał z nim do wspólnego stołu i szklanicy.

- Nie znam. Zaśpiewaj.
No i kurwa nie trzeba było długo Malfoya, namawiać, bo ten bardzo chętnie by zaśpiewał. Nawet jeśli śpiewać nieszczególnie potrafił. Mimo młodego wieku głos miał już nieco zdarty od picia i pracy w teatrze, a i bogom czulsze były jego obrazy niż pieśni, stąd i talent dostał do malowania nie do darcia mordy. Szczęśliwie, w tym samym momencie dziób mu zatkała blondynka, która uznała, że to dobry moment na pocałunek.
Bardzo nieszczęśliwie okazję tą wykorzystał rejwachowy duch Enjorlas, który może i Evry Night’ nie znał, ale nieszczególnie się swoją niewiedzą przejmował. Wszystkie te "nowoczesne umca umca" były przecież sobie podobne i równie bezwartościowe. Nie to co prawdziwe francuskie pieśni. Zaintonował jakąś żarliwą balladę, rzępoląc przy tym na swojej lutni niemiłosiernie. Im głośniej jęczała zapijaczona publika tym głośniej jęczał duch. perpetuum mobile.
Minęło parę sekund, gdy pannica odsunęła się wreszcie od Malfoy’a, a ten mruknął tylko coś do niej. Krótko. Niemal… ostro? Ciężko było wyczytać z jego znużonej twarzy coś więcej niż mogły zdradzić wykrzywione w nieprzyjemnym grymasie usta, w dodatku zranione po pocałunku. Otarł szybko wierzchem dłoni krople krwi z dolnej wargi.
Jego towarzyszka, którą szybko okazała się kojarzona mniej lub bardziej, głównie przez bywalców Podziemnych Ścieżek, Sabrina (zwana potocznie nastoletnią wampirzycą) podniosła się ze swojego miejsca na skórzanej kanapie i wymaszerowała z knajpy. Nie omieszkała przy tym trzasnąć drzwiami i nafukać na jakiegoś nieszczęśnika, który próbował ją w nich przepuścić. Pijaczek podrapał się niemal z zakłopotaniem po głowie, ale chyba szybko przeszedł do porządku dziennego z faktem, że wszystkie baby nawiedzone są.

Baldwin machnął zachęcająco ręką na Zenka, bo skoro duch ani myślał przerywać koncertu póki mu nie zagrożą egzorcyzmami, to równie dobrze mógł se Kozioł zrobić chwilę przerwy. Zwłaszcza, że i Malfoy nieszczególnie lubił pić samemu. Dawało mu to poczucie, że jeszcze ma kontrolę nad alkoholem. W końcu pił dla towarzystwa i w towarzystwie.
Odpalił leniwie papierosa od końca różdżki, którą zresztą odłożył na blat obok swojej szklanki. Zaciągnął się raz a dobrze, smakując każdą chwilę, gdy dym wypełnił mu płuca, a zbawienna nikotyna dostała się do krwioobiegu.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#6
22.05.2026, 13:11  ✶  
W Rejwachu nie było telewizji. W starożytności też nie, a ludziom nudziło się wtedy tak bardzo, że wynaleźli tragedię. W wolnym tłumaczeniu pieśń kozła. I w sumie to tyle.
Obudowa nadal śmierdziała przypalanym plastikiem, chociaż zdążyła już trochę ostygnąć. W przeciwieństwie do Zenka, któremu koszula przyklejała się do pleców. Umieścił ostrożnie jeden palec na klawiszu. Już go nie paliło, a akord prężył się w gotowości. Potrzebował jedynie zajawki. I… nie, nie takiej, Enjorlasie. Chór pijaków zawtórował. On zimny, on zimny, ona gorąca. On nie chce, on nie chce, ona go trąca. Zenek za to dalej czekał, zastygając nad syntezatorem. Co mu po tym, że Enjorlas darł się do ucha, skoro nie usłyszał tamtej piosenki? Dziewczyna ostatecznie odskoczyła i wybiegła przez drzwi, ale aktor został.

Z perspektywy kanapy wyglądał równie malfoysko. Gdy siadał, pozostałości Zenka po koncercie zderzyły się ze skórzanym obiciem. Kanapa wydała głuchy odgłos. Zenek premiował takie rozwiązania w Rejwachu, które pozwalały na proste mycie nawet bez użycia różdżki, ale niewątpliwie obaj siedzieli na wspomnieniach wymiocin. Czoło nadal miał zroszone kropelkami potu. Za to pachniał już cekinami. Plastik, plastik, wszędzie ten plastik. Cekiny pośród dymu nie miały gdzie błyszczeć.
Blond czupryna Malfoya siedziała równie jasna pośród dymu, a platynowe refleksy przywodziły Zenkowi na myśl farbki ze sklepu. Zazwyczaj jednak na opakowaniu siedziała błyskająca zębami baba. Włosy białe, a wargi czerwone. Na początku Zenek myślał, że to od napoju, szklanica bowiem emitowała woń procentów z nutą wisienki. Ale jak się przyjrzeć, to Malfoyowi z wargi krew leciała. Już nie, teraz zastygał cienki strup. Ciemnawe wybrzuszenie sugerowało jednak swoje, a Malfoy jeszcze peta w usta pakował. Dopakowując wokół swojej twarzy jeszcze gęstszą warstwę dymu.

Nie czekając na zaproszenie, rozlał się po siedzeniu, za sobą pozostawiając scenę. Światło świec tu go już nie drażniło, a tapicerka przyjemnie chłodziła. Pogładził śliskie obicie obok siebie.
— Smakowało? To cherry.
Rozejrzał się wokół, choć raz dając spokój Malfoyowi. W Rejwachu nie mieli kelnera kluczącego między stolikami z tackami drinków. A szkoda. Mógł przy barze, ale po co. Iść się nie chciało. Na stole szklanka była. No to Zenek wziął.
Przechylił się nad stołem i wyciągnął rękę. Zacisnął palce na szkle. Fajne, zimne, nawet lepiej niż kanapa. Uniósł szklanicę i dostarczył ją do ust.
Hmm, no, dobre. Znośne. Dekadenckie. Właśnie tak.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#7
31.05.2026, 17:27  ✶  
Kiedy Enjorlas skończył rzępolić, Zenek wrócił na scenę. Drink Malfoya dobrze mu zrobił, nawet jeśli zawierał nieco więcej hemoglobiny, niż drinki miały w zwyczaju. Kiedy Zenek rozsiadał się na stołku, ręce mu już tak nie drżały, a wisienki rozwiązały problem suchości w ustach. Pijacy za to rozochocili się na tyle, że kontynuowali przyśpiewki, nawet, kiedy nikt im nie przygrywał. Zenek musiał ich wtedy uspokoić. Dobył różdżkę i zaczął przemawiać jak do mikrofonu.
— Proszę o spokój, pijacy.
Kiedy to nic nie dało, Zenek zawiesił dłonie nad klawiaturą. Delikatnie opuścił nadgarstki na klawisze i zaczął przygrywać im kołysankę. Po chwili miał już przed sobą widownię, która słuchała spokojnie znad kufli z piwem. Wszyscy przetrwali kolejną noc bez wybuchu ognia.

Koniec sesji


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1102), Pan Losu (40), Zenon Kozioł (1530)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa