04.05.2026, 11:23 ✶
– Jeśli chcesz ćwiczyć walkę i odruchy, to już znalazłam: odpowiednia osoba stoi przed tobą – stwierdziła Brenna, rozkładając ręce, jakby demonstrowała samą siebie. Trochę czasu na taki trening zawsze znajdzie, a może pokazać Olivii kilka sztuczek, które ta będzie mogła ćwiczyć później sama. – Mnie też przyda się trochę treningu w rozpraszaniu. Gdy już wybierzecie nowe lokum, zgłoś się i zaczniemy. Obiecuję, że znajdę czas, chociaż nie obiecuję, że nie będzie to w jakiejś bardzo dziwnej porze dnia i nocy.
Ale Olivii wydawało się zależeć i prawdopodobnie zaakceptuje, jeśli okaże się, że Brenna zawlecze ją na ćwiczenia o piątej rano albo dziesiątej wieczorem. Roboty w Ministerstwie teraz było mnóstwo, a ona zajmowała się też różnymi sprawami związanymi z Zakonem… tyle że pomaganie członkom też było częścią tych spraw. A Olivia potrzebowała pomocy: z załatwieniem dla niej mieszkania, z ćwiczeniami, i przede wszystkim z pozbieraniem się psychicznie.
- W kwestii translokacji chyba zacznę od spytania Millie, ale mam też kilka innych pomysłów. – W najgorszym razie też mogły ćwiczyć razem, bo Brenna chciała podciągnąć się w tej dziedzinie magii, podobnie jak w rozproszeniu, ale pewnie Olivii więcej dałby ktoś, kto miał naprawdę duży talent. I tu pewnie najbardziej pasowaliby albo Miles, albo Thomas. – Nie byłaś kulą o nogi, Livy – dodała jeszcze cicho, pochylając się ku niej, by spojrzeć prosto w oczy. – Pomogłaś ratować ludzi. Wbiegłaś do płonącego budynku i dzięki temu dwie osoby żyją. Znalazłaś Tristana. A potem rozdawałaś eliksiry, żeby pomagać ludziom. Zrobiłaś więcej niż praktycznie każdy w tym mieście. Nigdy nie zapominaj, że to ma znaczenie. I proszę… gdyby cokolwiek się działo, gdybyś miała problem, odezwij się – dodała jeszcze cicho, ściskając jej dłoń po raz ostatni. Nie była pewna, czy zawsze zauważy sama na czas, że coś się dzieje: była niestety pod wieloma względami czasem za mało uważna. Ale miała nadzieję, że Quirke faktycznie się do niej zwróci.
– Odezwę się niedługo, jak trochę się ogarniemy, w co jeszcze możesz się zaangażować – dodała. Po raz ostatni wzdrygnęła się lekko, gdy zdało się jej, że coś iskrzy na ścianie.
A potem się pożegnała i teleportowała.
Ale Olivii wydawało się zależeć i prawdopodobnie zaakceptuje, jeśli okaże się, że Brenna zawlecze ją na ćwiczenia o piątej rano albo dziesiątej wieczorem. Roboty w Ministerstwie teraz było mnóstwo, a ona zajmowała się też różnymi sprawami związanymi z Zakonem… tyle że pomaganie członkom też było częścią tych spraw. A Olivia potrzebowała pomocy: z załatwieniem dla niej mieszkania, z ćwiczeniami, i przede wszystkim z pozbieraniem się psychicznie.
- W kwestii translokacji chyba zacznę od spytania Millie, ale mam też kilka innych pomysłów. – W najgorszym razie też mogły ćwiczyć razem, bo Brenna chciała podciągnąć się w tej dziedzinie magii, podobnie jak w rozproszeniu, ale pewnie Olivii więcej dałby ktoś, kto miał naprawdę duży talent. I tu pewnie najbardziej pasowaliby albo Miles, albo Thomas. – Nie byłaś kulą o nogi, Livy – dodała jeszcze cicho, pochylając się ku niej, by spojrzeć prosto w oczy. – Pomogłaś ratować ludzi. Wbiegłaś do płonącego budynku i dzięki temu dwie osoby żyją. Znalazłaś Tristana. A potem rozdawałaś eliksiry, żeby pomagać ludziom. Zrobiłaś więcej niż praktycznie każdy w tym mieście. Nigdy nie zapominaj, że to ma znaczenie. I proszę… gdyby cokolwiek się działo, gdybyś miała problem, odezwij się – dodała jeszcze cicho, ściskając jej dłoń po raz ostatni. Nie była pewna, czy zawsze zauważy sama na czas, że coś się dzieje: była niestety pod wieloma względami czasem za mało uważna. Ale miała nadzieję, że Quirke faktycznie się do niej zwróci.
– Odezwę się niedługo, jak trochę się ogarniemy, w co jeszcze możesz się zaangażować – dodała. Po raz ostatni wzdrygnęła się lekko, gdy zdało się jej, że coś iskrzy na ścianie.
A potem się pożegnała i teleportowała.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.