• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1969] Marsz Praw Charłaków (Kate Barclay, Astoria Avery)

[1969] Marsz Praw Charłaków (Kate Barclay, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
25.03.2026, 00:55  ✶  
1969 - Marsz Praw Charłaków
Dzień ciągnął się za nią niemiłosiernie, a dziś miała ochotę jedynie zapaść się w wygodnym łóżku pod kocem. Godziny spędzone nad pergaminami, zestawieniami, listami nazwisk i dat - wszystko to zlało się w jedną, jednostajną całość, pozbawioną barw, których tak bardzo potrzebowała, by funkcjonować. Litery tańczyły jej jeszcze przed oczami, a pulsujący ból głowy narastał z każdą kolejną minutą, jakby ktoś uparcie przypominał jej o granicach własnego ciała.
Wyszła z galerii po czasie, jakby nadgodziny były nieodłączoną częścią jej pracy. Szła szybkim krokiem, niemal zamaszystym, pozwalając, by materiał eleganckiej szaty poruszał się wokół jej nóg z każdym zdecydowanym ruchem. Nie oglądała się za siebie, nie zwalniała, jakby sam rytm marszu miał ją uwolnić od ciężaru dnia.
I wtedy natknęła się na nich. Tłum rozlał się na ulicy jak niechciana plama, zatrzymując wszystko, co próbowało iść naprzód. Transparenty, podniesione głosy, chaotyczny ruch. Zatrzymała się gwałtownie, odruchowo prostując plecy, jakby samą postawą mogła oddzielić się od tego, co widziała przed sobą.
Marsz. Oczywiście, że marsz.
Przez moment stała nieruchomo, obserwując ich z chłodnym dystansem, który był jej naturalnym odruchem wobec rzeczy, które uznawała za nieistotne. Charłaki. Słowo przemknęło przez jej myśli bez emocji, bez współczucia, bez zainteresowania. Byli częścią świata, w którym żyła, ale nie należeli do niego naprawdę - przynajmniej nie w sposób, który miał dla niej znaczenie. Nie czuła gniewu. Nie czuła też żadnej szczególnej pogardy. Była to raczej obojętność, czysta i uporządkowana, niemal wygodna. Ich problemy nie były jej problemami. Ich walka nie była jej walką. To, co działo się teraz na ulicy, było jedynie zakłóceniem, niepotrzebnym hałasem w dniu, który i tak był już zbyt ciężki. Westchnęła cicho, unosząc dłoń do skroni i na moment przymykając oczy. Ból głowy pulsował mocniej, jakby reagował na krzyk i zamieszanie, które odbijały się echem uliczek. Nie miała cierpliwości do tego chaosu. Do ludzi, którzy podnosili głos, wierząc, że w ten sposób zmienią świat.
Rozejrzała się krótko, szukając przejścia, możliwości ominięcia tłumu, jakby był jedynie przeszkodą na drodze, niczym więcej. Zbyt była zmęczona, zbyt zdeterminowana, by dotrzeć do domu, by pozwolić, aby przypadkowy tłum dyktował jej kierunek. Zmierzyła przestrzeń przed sobą krótkim, chłodnym spojrzeniem i ruszyła. Początkowo szło jej zaskakująco łatwo.  Przeciskała się między ludźmi z wprawą, ze spojrzeniem utkwionym przed siebie. Nie patrzyła nikomu w oczy. Nie chciała wchodzić w interakcje. Chciała jedynie przejść. Ale tłum nie był statyczny, a fala charłaków i ich przyjaciół poruszyła się nagle. Zanim zdążyła zareagować, została porwana wraz z nimi. Ktoś ją potrącił, czyjeś ramię uderzyło o jej bark, czyjaś dłoń zahaczyła o jej ramię, popychając ją dalej, głębiej w tłum, którego wcale nie chciała być częścią. Jej krok stracił rytm, oddech spłycił się od nagłego napięcia. Dookoła narastał hałas - krzyki, urwane zdania, podniesione głosy, które zlewały się w jeden, chaotyczny szum. Gdzieś obok ktoś się kłócił, ktoś inny próbował się wyrwać, jeszcze ktoś podnosił głos, jakby to miało cokolwiek zmienić. Próbowała odzyskać kontrolę. Cofnąć się, wyrwać z tego wiru, znaleźć stabilny punkt, na którym mogłaby się oprzeć. Ale nie zdążyła. Kolejne pchnięcie przyszło nagle, mocniejsze, bardziej zdecydowane. Jej stopa zahaczyła o coś twardego i zanim zdążyłaby zareagować, upadła na kolana. Dłonie instynktownie powędrowały w dół, by zamortyzować upadek, ale nie były w stanie zatrzymać ciężaru.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#2
26.03.2026, 09:48  ✶  
Kate nie maszerowała wraz z ludźmi w tłumie. Nie dlatego, że nie współczuła charłakom, bo współczucia wobec nich miała sporo. Chyba po prostu nie pojmowała zbytnio, jakie prawa mogliby im dać, aby faktycznie stali się równi w świecie opartym na magii, skoro tej magii nie posiadali. Żyła zresztą trochę w swoim świecie, tak niewiele uwagi poświęcając gazetą, ogłoszeniom czy nawet plotkom, że jakimś cudem informacje o tym marszu po prostu… przegapiła.
Była tu, bo zamierzała kupić trochę składników na amulety. A potem, nagle, znalazła się w morzu ludzi. W pierwszej chwili zdumiała się, że może to był jakiś sabat, i czy naprawdę spędziła tak wiele czasu w pracowni? Zaraz przypomniała sobie jednak, że nie, przecież miała dwa zamówienia właśnie na najbliższy sabat i jeszcze zostało trochę czasu do ich oddania, a jedyne terminy, których Kate pilnowała z nabożnością, to były te ustalane z klientami. Jakiś protest może, jakiś marsz poparcia albo wiec polityczny, coś, co nie obchodziłoby jej zupełnie, gdyby nie wpadła w sam jego środek.
Nie przeszkadzało jej to, przynajmniej z początku. Nie spieszyła się nigdzie, nigdy nie obawiała się tłumów i nie miała skłonności do irytowania na przeciwności losu, mogła więc dotrzeć z jednego zakładu do drugiego te trzy minuty później. Ale potem nagle dźwięki zaczęły się zmieniać: szmer rozmów i szelest tysięcy szat zastąpiły coraz bardziej zaniepokojone głosy, i to narastało, narastało, aż rozbrzmiały pierwsze krzyki. Gdzieś błysnęło. Trzasnęło. I Kate uświadomiła sobie, że chyba ktoś zaatakował tłum, a potem ją potrącono, i gdy to nastąpiło, zrozumiała też, że moment, w którym mogła się teleportować, nie ryzykując rozszczepienia, właśnie minął.
Astoria miała to szczęście, że padła prosto pod jej nogi, i że nie stało się to za parę sekund. Jeszcze moment i nawet gdyby Kate chciała pomóc, albo by nie zdołała, albo została powalona na ziemię razem z nią. Nie była filigranowa ani niska, ale też nie tak mocno zbudowana, by móc po prostu przeć przez tłum. Teraz jednak jeszcze zdążyła, chwyciła kobietę za ramię i pociągnęła po prostu w górę: albo ta zdołała wstać, i tłum pociągnie je dalej obie, albo obalą ją całkiem na ziemię.
Nie miała pojęcia, komu próbuje pomóc. Nie miała szans przyjrzeć się Astorii w tym ścisku, a i ona dla niej mogła być teraz głównie zauważalna przez wzgląd na kolorową szatę i dłoń, znacznie ciemniejszą od tych, które co rusz je teraz potrącały, podobnie jak łokcie, ramiona, niekiedy głowy, gdy każdy usiłował utrzymać się na nogach i oddalić od źródła zagrożenia.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
03.04.2026, 02:08  ✶  
Uderzenie w bruk odebrało jej oddech na krótką, niepokojącą chwilę - wystarczającą, by świat wokół niej zdążył wymknąć się spod kontroli jeszcze bardziej. Szum głosów narastał, splatając się w coś ostrego, chaotycznego, pozbawionego struktury, którą mogłaby uchwycić. Przez ułamek sekundy widziała jedynie fragmenty - skrawki szat, poruszające się zbyt szybko, cienie sylwetek, które nie zatrzymywały się ani na moment. A potem ktoś ją chwycił.
Nagłe szarpnięcie wyrwało ją z tej krótkiej, niebezpiecznej bezwładności. Palce zacisnęły się na jej ramieniu, stanowczo, bez zawahania, zmuszając ciało do reakcji, zanim umysł zdążył ją przeanalizować. Instynkt zadziałał szybciej niż myśl - napięła mięśnie, odepchnęła się od bruku, pozwalając się podciągnąć, wykorzystując tę siłę, która pojawiła się z zewnątrz. Znalazła się znów na nogach, choć nie w pełni stabilnie, nie w pełni na własnych warunkach. Tłum natychmiast wciągnął ją z powrotem w swój rytm, narzucając tempo, kierunek, sposób oddychania. Jej ciało kołysało się wraz z naporem ludzi, zmuszone do dostosowania się do czegoś, nad czym nie miała kontroli. To była najgorsza część. Astoria nie była przyzwyczajona do bycia zdawaną na łaskę przypadkowych ruchów, do bycia elementem tłumu, który nie rozpoznaje jednostek. A jednak teraz była dokładnie tym. Jej dłoń odnalazła przedramię kobiety, która ją podniosła, zaciskając się na nim mocniej, niż zwykle pozwalała sobie na jakikolwiek kontakt z obcymi. Był to gest czysto praktyczny, niemal chłodny w swojej funkcjonalności - punkt oparcia, coś stałego w świecie, który nagle przestał być przewidywalny. Uniosła spojrzenie. Widziała ją tylko fragmentami - linia twarzy, ruch włosów, odcień skóry kontrastujący z chaotycznym tłem poruszających się sylwetek. Było w niej coś znajomego, ale nie miała teraz czasu, żeby się nad tym zastanowić.
Ktoś krzyknął głośno, zbyt blisko. Gdzieś błysnęło światło, krótkie i ostre, jak przecięcie powietrza. Napięcie zgęstniało, niemal namacalne, wdzierając się pod skórę. Astoria poczuła, jak jej oddech znów się skraca, jak klatka piersiowa unosi się zbyt szybko, zbyt płytko, jakby organizm próbował nadążyć za czymś, czego nie rozumiał. Zacisnęła szczękę. Nie pozwoli sobie na panikę. Jej palce przesunęły się nieznacznie na ramieniu kobiety, chwyt stając się bardziej świadomy. Dopasowała krok do jej ruchu, wykorzystując jej obecność jak kotwicę w tym bezładzie. Jej ciało wciąż reagowało na każdy napór tłumu, na każde szarpnięcie, ale umysł powoli odzyskiwał kontrolę; analizował, oceniał, szukał drogi. Skupiła się na tym, co przed nimi - na lukach między ludźmi, na kierunku, w którym tłum był choć odrobinę rzadszy, na możliwościach, które mogły pozwolić im wyrwać się z tego chaosu. Ostatnie czego chciała, to ucierpieć przez plugawe charłaki.
- Tędy! - krzyknęła, gdy dostrzegła fragment przestrzeni, wąski i nieregularny, jakby szczelina między ciałami na kilka sekund straciły swój rytm. Jej ciało poruszyło się natychmiast, wślizgując się w powstałą przestrzeń z naturalną dla niej lekkością. Była drobna, smukła, przyzwyczajona do poruszania się w ciasnych przejściach. Tłum próbował się zamknąć za nimi niemal natychmiast, a ona instynktownie przyciągała drugą czarownicę bliżej siebie, by ta nie została wciągnięta z powrotem.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#4
03.04.2026, 21:07  ✶  
Kate nie puściła, chyba bardziej wiedziona odruchem niż świadomą myślą, i nie poczuła nawet, że czyjeś palce zaciskają się na jej ramieniu mocno, tak mocno, że może i potem pozostaną na nim siniaki. Nie próbowała walczyć z tłumy, pozwalała się ciągnąć, skupiając głównie na tym, by przypadkiem nie stracić równowagi. Nie myślała teraz jasno, ale na jakimś instynktownym poziomie rozumiała: upaść tutaj może oznaczać śmierć.
A ona bardzo nie chciała umierać.
Gdzieś coś błysnęło, bez wątpienia zaklęcie. Gdzieś z daleka docierały krzyki, tym razem nie paniczne, a niesione zaklęciem nagłaśniającym raczej wydawane polecenia, ale ten, kto je wykrzykiwał, był chyba zbyt daleko lub Kate za mocno świszczało w uszach, by mogła je zrozumieć. Tu i teraz zresztą trudno byłoby się jej dostosować do jakichkolwiek rozkazów.
Nie wpadła w panikę. Nie dlatego, że była nieustraszona: do tego Kate Barclay było bardzo daleko. Raczej tak absolutnie skupiła się na napierającym na nią tłumie, że zwyczajnie zabrakło w jej umyśle przestrzeni na coś więcej. Tu ktoś walnął ją łokciem w twarz, tu ktoś popchnął, ale potem tłum zaczął się jakby przerzedzać: może oddalili się już od miejsca, gdzie zaczęło się zamieszanie, może rzeka ludzi rozlewała się powoli, gdy kto mógł wpadał do sklepów, w boczne alejki. Nie namyślała się długo, gdy dziewczyna, z którą czystym przypadkiem przedzierały się przez to ludzkie morze razem, pociągnęła ją na bok, pozwoliła na to, ruszając za nią. Odruchowo wręcz objęła dziewczynę, kiedy jacyś ludzie na nie wpadli, ale zaraz wypadły na bok, do alejki. Nie same wprawdzie, bo kto tylko zdołał, też tu odbijał, ktoś już płakał pod ścianą, ktoś opierał się o mur, ktoś teleportował się z trzaskiem… ale tu nie groziło im już stratowanie, nie popychano je do przodu, tu dało się oddychać. Tu dało się myśleć.
Kate puściła pannę po paru sekundach dopiero, jakby nie od razu do niej dotarło, że wcale nie muszą się siebie trzymać, by ich nie rozdzielono: i że pewnie nie musiały robić tego i wcześniej. Spojrzała na jej twarz, ale choć pewnie musiały gdzieś się minąć, to były to spotkania rzadkie, przelotnie, a Barclay zupełnie nie miała pamięci do ludzi.
– Już dobrze? – upewniła się, dopiero teraz unosząc dłoń do własnej twarzy. Pod palcami poczuła opuchliznę, siniak musiał już się formować, bolało ją ramię i stopa, na którą ktoś bardzo mocno nadepnął, ale miała dziwne wrażenie, że i tak wykpiła się naprawdę nic nieznaczącymi obrażeniami w porównaniu do tego, co stać się mogło.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
25.04.2026, 01:53  ✶  
Przedarcie się przez tłum nie było łatwym zadaniem. Niektórzy parli do przodu, inni byli spychani przez silniejszych, jeszcze inni próbowali uciekać w popłochu. Otaczające ją chaos i strach były paraliżujące, gdyby nie to, że znalazła towarzyszkę niedoli, z którą próbowała wydostać się z bezwlędnej masy osób.
Nie była w stanie określić, ile to trwało, ale zatrzymała się dopiero wtedy, gdy była pewna, że grunt pod nogami przestał się poruszać. Gdy znalazły się w alejce, dźwięki choć nadal obecne, nie miały już tej ostrości; rozpraszały się, jakby traciły znaczenie wraz z dystansem od źródła paniki. Dopiero po kilku sekundach napięcie ustąpiło, palce rozluźniły się powoli, niechętnie oddając tę jedyną rzecz, która jeszcze chwilę temu była gwarancją stabilności. Odsunęła się nieznacznie, prostując sylwetkę z charakterystyczną dla siebie kontrolą, choć oddech wciąż zdradzał ślady niedawnego wysiłku. Poprawiła materiał sukienki płynnym ruchem, jakby ten gest miał przywrócić porządek. Wygładziła niewidoczne zagniecenia, strzepnęła kurz z kolan - drobne, precyzyjne czynności, które pozwalały jej odzyskać siebie. Dopiero wtedy spojrzała na kobietę. Ślady zdarzeń odcisnęły się na niej bez subtelności: opuchlizna formująca się pod skórą, napięcie w ramionach, drobne, niekontrolowane ruchy, które zdradzały, że ciało wciąż pozostaje w stanie gotowości. Astoria zarejestrowała to wszystko z charakterystyczną dla siebie dokładnością.
- T-tak - wykrzytusiła w końcu. W klatce piersiowej wciąż czuła echo wcześniejszego napięcia, a serce biło szybciej, niż powinno, przypominając o swojej zawodności, o granicach, których nie mogła ignorować. Nie potrafiła wskazać, kiedy dokładnie została uderzona, kto na nią wpadł, czyje łokcie czy ramiona odbiły się od jej ciała, bo wspomnienia zlewały się w jeden, bezkształtny ciąg szarpnięć, nacisku i utraty kontroli. Wiedziała tylko, że było tego wiele. Żebra dawały o sobie znać przy każdym głębszym oddechu, stopy pulsowały bólem, przeciążone, zdeptane. Przesunęła ciężar ciała nieznacznie, ostrożnie, testując granice własnej stabilności, a mięśnie odpowiedziały jej cichym protestem, zdradzając zmęczenie, które wcześniej było skutecznie tłumione przez adrenalinę. Teraz, gdy jej działanie zaczynało słabnąć, ból powoli przebijał się na powierzchnię, choć wciąż jakby przytłumiony, odsunięty na bok przez resztki napięcia. Uniosła podbródek nieznacznie. - Dziękuję - dodała ze szczerą wdzięcznością. Gdyby nie ta kobieta, nie jej refleks, nie jej decyzja podjęta w ułamku sekundy, Astoria mogłaby nie zdążyć się podnieść.
- Cała jesteś? - zapytała jeszcze, by opracować plan działania, bo chociaż nie musiały nadal trzymać się razem, to jednak instynktownie nie chciała zostać sama po traumatycznym przeżyciu. Może obie potrzebowały wizyty w św. Mungu, ale Astoria była zbyt roztrzęsiona, żeby się teleportować, a zbyt dumna, żeby to przyznać.

Rzut N 1d100 - 84
Sukces!

rzut na percepcję czy skojarzę Kate


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#6
27.04.2026, 10:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2026, 10:13 przez Kate Barclay.)  
Kate nie dbała w tej chwili o swój strój, choć stroić lubiła się bardzo. Barclay nie była tak bogata, by stroić się u Rosierów na co dzień, ale pewnie i tak nie chciałaby tego robić, lubując się w bardzo określonych ubraniach i nawet w tej chwili w zaułku, szata kobiety wyróżniała się i nietypowym krojem, i kolorami. Ubranie nosiło oczywiście ślady przedzierania się przez tłum: pantofelki były brudne, szata poszarpana na ramieniu, gdzieś na boku pojawiło się rozdarcie. Jedna ze spinek, podtrzymujących fryzurę, musiała wysunąć się, gdy przeciskały się pomiędzy ludźmi, i część włosów opadła teraz luźno, gdy resztę trzymała spinka druga, co na pewno nie wyglądało zbyt dobrze.
Kate jednak nawet nie próbowała tego wszystkiego poprawiać, a po upewnieniu się, że wszystkie kończyny są całe, a jej towarzyszka wydaje się żywa, zaczęła uważnie oglądać własne dłonie. I z ulgą stwierdziła, że choć jedna bolała, to chyba od jakiegoś niedużego uderzenia. Dobrze, ręce były dla niej narzędziem pracy, a choć absurdem było martwienie się w takich okolicznościach zleceniem… to i tak się zmartwiła.
– Żaden problem. Trzeba sobie pomagać – powiedziała, wyrwana z zamyślenia przez Astorię. Opuściła dłonie i posłała jej uśmiech. Co mogła o niej skojarzyć Avery? Pewnie imię i głównie to, że czasem przemknęła tu i ówdzie, ale trzymała się z boku, a zapamiętana została raczej ze względu na ciemniejszą skórę, biżuterię, którą się obwieszała i stroje, jakie nosiła. Kate była tym dziwnym rodzajem osoby, któremu uwaga na pewno nie przeszkadzała, skoro nosiła się tak, a nie inaczej, a jednocześnie zupełnie nie była zainteresowana światłem reflektorów. Skupiona mocno na rodzinie i własnej pracy, myśląc głównie o kolejnej błyskotce i amulecie do wykonania. – Tylko parę siniaków, ale ciebie chyba trochę poobijali. Dasz radę się teleportować? Zabrać cię dokądś? – spytała, plecami przytulając się do ściany, bo w zaułek skręcały kolejne osoby, ale wydawało się, że tłum się powoli rozbija, że krzyków słychać mniej, mniej ludzi przebiega obok. Panika powoli przemijała. A Kate zadumała się trochę, czy uciekać stąd, daleko, daleko, może aż do Szkocji i dawnego domu rodzinnego, czy może zachować się przyzwoicie i spróbować pomagać, tak jak właśnie powiedziała Avery.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#7
05.05.2026, 23:53  ✶  
Przyglądała się jej w milczeniu, uważniej niż pozwalała sobie zazwyczaj. Po pierwszym szoku była w stanie zidentyfikować kobietę, która jej pomogła. Nie wspomnienie konkretnej rozmowy ani sytuacji, raczej zbiór skojarzeń. Nawet, jeśli trzymała się z boku, to ze względu na jej nietypową w tych kręgach urodę oraz sposób ubioru, i tak dostatecznie się wyróżniała. Astoria zmrużyła lekko oczy, analizując to w ciszy, niemal mechanicznie, jakby porządkowanie ludzi było czymś równie naturalnym jak porządkowanie przestrzeni w galerii. Miała pamięć do twarzy.
- Barclay, mam rację? - lubiła wiedzieć, z kim ma do czynienia, dlatego szukała potwierdzenia swojej tezy. Potem zorientowała się, że w drugą stronę sytuacja może nie być aż tak oczywista, dlatego ostatecznie wydusiła swoje imię i nazwisko. Po tak emocjonującym wydarzeniu wydawało jej się niewłaściwym, by pozostać sobie anonimowymi.
Astoria odetchnęła głębiej, tym razem spokojniej, choć ból w żebrach natychmiast się odezwał, przypominając o sobie tępo i uparcie. Nie skrzywiła się, ale przez ułamek sekundy jej oddech zatrzymał się w połowie, zanim znów ruszył dalej, bardziej świadomie prowadzony.
- Potrzebuję chwili - odpowiedziała niechętnie, przyznając się tym samym, że teleportacja była w tej chwili niemożliwa. Z drugiej strony nie zamierzała rezygnować z propozycji - bardzo chciała się stąd ulotnić, więc kiwnęła głową. - Myślę, że obie powinnyśmy się zbadać w Mungu. Możemy nadal być w szoku, a przez to nie czuć obrażeń - nie chciała tego rozwijać, przyznawać się skąd wie takie rzeczy, a tym bardziej nie chciała mówić o swojej chorobie, bo to właśnie przez nią musiała się upewnić, że wszystko w porządku. Gdy kobieta oparła się o ścianę, a kolejne sylwetki zaczęły napływać do zaułka, Astoria instynktownie przesunęła się nieco, dostosowując swoją pozycję, tak by nie znaleźć się znów w samym środku ruchu. I wtedy zorientowała się, że przez tę całą sytuację powstał dług do spłacenia. Nie była to kwestia uprzejmości ani dobrze wychowanej reakcji, którą należało odegrać w takich okolicznościach. Raczej potrzeba wyrównania rachunków, zamknięcia każdej sytuacji w jasnych ramach, w których nic nie pozostaje zawieszone, nic nie ciąży w niedopowiedzeniu. Myśl o odwdzięczeniu się była silniejsza nawet niż zmęczenie, niż ból, niż resztki chaosu, które wciąż krążyły gdzieś na obrzeżach jej świadomości. Nie znosiła być czyimś dłużnikiem.
Jej spojrzenie znów zatrzymało się na kobiecie, tym razem już z wyraźniejszą intencją. - Czy... mogę ci się jakoś odwdzięczyć? - zapytała w końcu, ochrypłym ze zmęczenia głosem.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#8
08.05.2026, 11:33  ✶  
– Kate Barclay – przyznała. Była trochę zaskoczona, że w ogóle została rozpozna, zwłaszcza że sama nie miała pojęcia, kim jest Astoria: pamięć Kate do twarzy była co najmniej kiepska. Zdarzyło się już, że podeszła do niej jakaś dziewczyna, rozmawiały wesoło dobre pół godziny, a Kate cały czas zastanawiała się, kto to jest, by przy kolejnym spotkaniu zostać uświadomioną, że ta też chodziła do Ravenclawu, ot rok wyżej od niej. Nazwisko Avery uruchamiało już jednak pewne skojarzenia i sugerowało, że spotkały się pewnie kiedyś przy okazji jakiegoś wesela, pogrzebu albo przyjęcia z okazji wielkiego sabatu.
– W razie potrzeby powinnam dać radę teleportować nas obie – oceniła po chwili wahania, i upewnienia się, że nic jej nie boli tak, by było to przeszkodą. Kate z transolakcją radziła sobie ot na poziomie przeciętnego, dorosłego czarodzieja: teleportowała się często, drugą osobę zabierała ze sobą dość rzadko, ale nigdy nie doszło do żadnego wypadku. Nie zaryzykowałaby skoku z tłumu, ale teraz, gdy stały z boku, bezpieczne, sądziła, że zdoła je stąd zabrać. – Och, obawiam się, że w Mungu będą mieli teraz bardzo dużo cięższych przypadków, a ja mam tylko trochę siniaków. Ktoś u Yaxyleów mnie obejrzy – zdecydowała Kate, bo mogła podrzucić Astorię do kliniki, ale sama na myśl o czekaniu tam aż skończą się zajmować stratowanymi ją trochę przerażała. Zwłaszcza że jeśli szło o jej obrażenia, to najpoważniejsza była stopa: miała wielką nadzieję, że nic nie złamała, ale u Yaxleyów była jedna osoba, co mogła na to spojrzeć i zaaplikować jej szkiele wzro.
– Chyba nie jestem w szoku – dodała po chwili, marszcząc lekko brwi, jakby się nad tym tematem zastanawiała. Była trochę zdziwiona tym wszystkim, trochę przerażona, że przez czyjąś głupotę omal nie skończyli źle i bardzo, bardzo nie chciała wychodzić z powrotem na główną ulicę, gdzie prawie na pewno leżeli stratowani ludzie. Coś szeptało jej, że powinna, ale przecież w ogóle nie znała się na magii uzdrawiającej, a o ile mogła teleportować Astorię, o tyle ryzykowanie teleportacji kogoś umierającego zdawało się jej złym pomysłem. – I czuję każdy z tych siniaków, ale nie sądzę, by któryś miał mnie zabić. Okropne rzeczy, tak rzucać zaklęcia w tłumie – westchnęła i odgarnęła z twarzy ciemne włosy, teraz trochę rozczochrane.
Zamrugała, gdy Astoria zaproponowała, że się jej odwdzięczy. Zastanawiała się nawet przez moment, o co chodzi: jej umysł dopiero po paru sekundach zaskoczył i uświadomił jej, że pomogła Avery poderwać się na nogi, gdy ta upadła w tłumie. A potem milczała jeszcze moment, zastanawiając się, czego mogłaby pragnąć od Averych, jakoś jednak nic jej nie przychodziło do głowy. Lubiła amulety, lubiła biżuterię, a ta rodzina niezbyt się jej z tym wszystkim kojarzyła.
– Zabrzmi źle, jak powiem, żebyś po prostu pomogła komuś innemu w kłopocie? Chyba niczego nie potrzebuję. Może poza maścią na siniaki, ale pewnie nie masz takiej w kieszeni.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#9
18.05.2026, 23:12  ✶  
Astoria skinęła głową powoli, niemal odruchowo, kiedy kobieta przedstawiła się pełnym imieniem i nazwiskiem. W tym geście kryło się ciche potwierdzenie - pamiętała. Może nie znały się dobrze, może ich dotychczasowe interakcje ograniczały się do przelotnych spotkań na salonach, wymienionych mimochodem uprzejmości albo krótkich rozmów prowadzonych gdzieś między tańcem a kolejnym toastem podczas sabatów, ale nazwisko nie było jej obce. Jednocześnie absolutnie nie zdziwił jej brak rozpoznania z drugiej strony. To było naturalne. Ich światy przecinały się jedynie powierzchownie, nie oczekiwała zapamiętania, choć czarodzieje zwykle kojarzyli rodzinę, prestiż i galerię.
- Masz rację - mruknęła. Na wspomnienie Munga jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się ku wylotowi alejki, gdzie wciąż przewijały się pojedyncze sylwetki uciekających ludzi, a echo zamieszania odbijało się od kamienic coraz bardziej stłumionym pogłosem. Dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczynała ustępować, jej umysł był w stanie naprawdę wyobrazić sobie skalę tego, co właśnie wydarzyło się na ulicy. Mung musiał tonąć w chaosie. Połamane kości. Stratowani ludzie. Ataki paniki. Oparzenia od rzuconych zaklęć. Ta myśl sprawiła, że mimowolnie zacisnęła mocniej szczękę. Nie chciała tam trafić, jeśli nie musiała. Dlatego na kilka sekund odsunęła od siebie wszystko inne i skupiła się wyłącznie na własnym ciele. Powoli nabrała powietrza. Żebra zaprotestowały tępo przy głębszym wdechu, ale nie poczuła ostrego ukłucia, które sugerowałoby coś poważniejszego. Stopy pulsowały nieprzyjemnie po tym, jak wielokrotnie ktoś nadepnął na nie w tłumie, a jedno kolano nadal piekło po upadku na bruk. Oddech pozostawał nierówny, odrobinę zbyt płytki, jednak znała swoje ciało na tyle dobrze, by wyłapać różnicę między zmęczeniem a prawdziwym zagrożeniem. Włochatość serca zmusiła ją do ostrożności wobec własnego organizmu; nauczyła ją słuchać sygnałów szybciej niż inni. Była poobijana, ale chyba nic poza tym. Dopiero teraz zaczynało do niej docierać, jak bardzo była spięta - jak całe ciało pozostawało w gotowości jeszcze długo po tym, gdy zagrożenie minęło. Mięśnie karku bolały od napięcia, dłonie miała lodowate mimo przyspieszonego pulsu, a w uszach nadal pobrzmiewał jej tamten chaos.
- Mi chyba też nic poważnego nie dolega. Najwyżej wezwę uzdrowiciela do domu - dodała i wzięła powoli głębszy wdech, a potem kolejny. - Wygląda na to, że już nawet maszerować nie wolno - uśmiechnęła się jeszcze blado. Nie popierała tego marszu. Nawet teraz, po wszystkim, nie zamierzała nagle zmieniać własnych przekonań pod wpływem chwili. Charłaki pozostawały dla niej ludźmi stojącymi obok magicznego świata, nigdy naprawdę w jego centrum. A jednak atakowanie tłumu pełnego przypadkowych ludzi - kobiet, starszych czarodziejów, przechodniów, osób, które równie dobrze mogły znaleźć się tam przez zwykły pech - wydawało jej się czymś prymitywnym. Tanim i chaotycznym. Pozbawionym jakiejkolwiek klasy czy honoru, nawet jeśli sama idea marszu wzbudzała w niej głównie obojętność i irytację.
Westchnęła cicho i otworzyła oczy, czując, że myśli wreszcie zaczynają układać się w znajomy porządek. Emocje nadal pulsowały gdzieś pod powierzchnią, ale przestawały nią rządzić. Zaczęła się zastanawiać, czy będzie się w stanie teleportować, czy jednak będzie zmuszona prosić o pomoc.
- Niestety. Ale jeśli zmienisz zdanie albo będziesz czegoś potrzebowała, znajdziesz mnie w galerii OdNowa - Astoria nie puszczała w niepamięć swoich długów, dlatego zostawiła dziewczynie furtkę.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#10
19.05.2026, 15:45  ✶  
Jeśli szło o Kate, to prawda była taka, że istnienia charłaków w ogóle nie dostrzegała.
Byli gdzieś tam, ale ich nie zauważała, nie miała z nimi kontaktu i nie interesowało ich, co robią ze swoim życiem. Nigdy nie zastanowiła się nad tym, że bez różdżek nie mogą dostać się na ulicę Pokątną. Ani nad tym, że większość z nich wcale nie mogła odejść do świata mugoli, bo nie mogli ot tak sami załatwić sobie niemagicznych dokumentów, papierów o ukończonej edukacji, odnaleźć w świecie, z dala od którego mieszkali jako dzieci. Nie obchodził jej ten marsz nie dlatego, że była złą osobą, że potępiała charłaki albo że chciałaby, aby spotkało ich coś złego: po prostu to nie miało znaczenia w świecie Kate Barcklay.
Ale na ludzi, którzy postanowili ot tak atakować, była zła. Nie poparłaby nawet napaści na charłaka, a już na pewno nie mogła poprzeć czegoś, co wywołało ogólny chaos, skończyło się z pewnością wieloma obrażeniami, zniszczonym mieniem i przy okazji zaangażowało osobiście i ją.
Jeśli przeciwnicy charłaków chcieli coś tym uzyskać, to tylko tyle, że Kate miała teraz ochotę wpłacić parę galeonów na jakąś organizację tylko im na złość.
Ale do Astorii uśmiechnęła się nawet całkiem pogodnie, choć i z odrobiną współczucia.
– Jeżeli masz prywatnego medyka, to na pewno będzie najlepsze wyjścia – powiedziała. – Teleportować cię dokądś czy tutaj się rozstaniemy?
Sama miała zamiar początkowo wrócić za pomocą sieci Fiuu, ale w tej chwili szukanie czynnego kominka nie wydawało się jej najlepszym pomysłem. Postanowiła więc po prostu przeteleportować się stąd o jakiegoś bezpiecznego miejsca, gdzie będzie mogła odpocząć, a potem udać się dalej, nawet na dwa czy trzy skoki.
– Dziękuję. Zapamiętam – stwierdziła po prostu, kiwając głową. Wiele osób byłoby pewnie zachwyconych przysługą u Averych, ale Kate żyła w takim oddaleniu od Londynu i jego spraw, że nie potrafiła sobie wyobrazić, do czego miałaby użyć takiej przysługi.
Uśmiechnęła się więc jeszcze tylko jeszcze raz, zanim – czy to sama, czy z Astorią, by ją odstawić pod właściwe miejsce – znikła z trzaskiem.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2330), Kate Barclay (1974)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa