30.05.2026, 09:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 09:28 przez Brenna Longbottom.)
Cholerne Samhain.
Te dwa słowa całkiem często krążyły po głowie Brenny. Tym częściej im dłuższe i ciemniejsze robiły się noce. Już dawno usłyszała od specjalistów, że Beltane i Samhain są jak dwa przeciwne bieguny, a nie trzeba było być kapłanką, aby po wiernym uczestniczeniu w wielu sabatach wiedzieć, że Samhain kojarzono z jednym: triumfem mroku nad światłem. Z duchami. Z opętaniami. I choć Brenna bywała oskarżona o nadmierną paranoję, miała dziwne wrażenie, że tym razem spodziewanie się jeżeli nie końca świata to przynajmniej małej apokalipsy jest jak najbardziej normalne. Podeszła więc do tego metodycznie i poświęciła trochę czasu na grzebanie w książkach w Stawie, a potem w Bibliotece Parkinsonów, zostawiła karteczkę Dorze, czy ta czegoś nie wie, i ostatecznie doszła do wnioski, że istnieje kilka rzeczy, które „może nie pomogą, ale nie zaszkodzą”.
W sprawach życia i śmierci lepiej było niczego nie zaniedbywać.
Nie znała zbyt wielu krawców – a raczej znała takich, u których kupowała się raczej stroje na specjalne okazje, z dużym wyprzedzeniem, nie szyło magiczne peleryny na pełne zła i mroku sabaty – ostatecznie postanowiła więc zwrócić się do siostry Basiliusa. Basiliusa i jego rodziny Brenna nie podejrzewała o żadne mroczne intencje, Electra dopiero rozpoczynała karierę, więc prośba prawdopodobnie jej nie oburzy, a po tym, jak ich dom ucierpiał, pewnie nie pogardzi dodatkowymi pieniędzmi. Posłała jej więc krótką wiadomość z ofertą i potem stawiła się we wskazanym miejscu. Jeśli Brenna dobrze rozumiała, coś tam trzeba było dostosować, przymierzyć, dokonać poprawek i tak dalej.
– Cześć! – przywitała się, posyłając jej swój zwykły uśmiech. Zupełnie jakby nie czuła się w ostatnich dniach jak ktoś, kto idzie po bardzo cienkiej linie nad bardzo głęboką przepaścią i w dodatku wie, że tę samą drogą musi pokonać bardzo, bardzo dużo osób, na których mu zależy. – Szyłaś już kiedyś takie rzeczy? Nawet nie wiedziałam, że da się zrobić ubrania, które odstraszają duchy. Znaczy się nie wiedziałam do zeszłego tygodnia.
Te dwa słowa całkiem często krążyły po głowie Brenny. Tym częściej im dłuższe i ciemniejsze robiły się noce. Już dawno usłyszała od specjalistów, że Beltane i Samhain są jak dwa przeciwne bieguny, a nie trzeba było być kapłanką, aby po wiernym uczestniczeniu w wielu sabatach wiedzieć, że Samhain kojarzono z jednym: triumfem mroku nad światłem. Z duchami. Z opętaniami. I choć Brenna bywała oskarżona o nadmierną paranoję, miała dziwne wrażenie, że tym razem spodziewanie się jeżeli nie końca świata to przynajmniej małej apokalipsy jest jak najbardziej normalne. Podeszła więc do tego metodycznie i poświęciła trochę czasu na grzebanie w książkach w Stawie, a potem w Bibliotece Parkinsonów, zostawiła karteczkę Dorze, czy ta czegoś nie wie, i ostatecznie doszła do wnioski, że istnieje kilka rzeczy, które „może nie pomogą, ale nie zaszkodzą”.
W sprawach życia i śmierci lepiej było niczego nie zaniedbywać.
Nie znała zbyt wielu krawców – a raczej znała takich, u których kupowała się raczej stroje na specjalne okazje, z dużym wyprzedzeniem, nie szyło magiczne peleryny na pełne zła i mroku sabaty – ostatecznie postanowiła więc zwrócić się do siostry Basiliusa. Basiliusa i jego rodziny Brenna nie podejrzewała o żadne mroczne intencje, Electra dopiero rozpoczynała karierę, więc prośba prawdopodobnie jej nie oburzy, a po tym, jak ich dom ucierpiał, pewnie nie pogardzi dodatkowymi pieniędzmi. Posłała jej więc krótką wiadomość z ofertą i potem stawiła się we wskazanym miejscu. Jeśli Brenna dobrze rozumiała, coś tam trzeba było dostosować, przymierzyć, dokonać poprawek i tak dalej.
– Cześć! – przywitała się, posyłając jej swój zwykły uśmiech. Zupełnie jakby nie czuła się w ostatnich dniach jak ktoś, kto idzie po bardzo cienkiej linie nad bardzo głęboką przepaścią i w dodatku wie, że tę samą drogą musi pokonać bardzo, bardzo dużo osób, na których mu zależy. – Szyłaś już kiedyś takie rzeczy? Nawet nie wiedziałam, że da się zrobić ubrania, które odstraszają duchy. Znaczy się nie wiedziałam do zeszłego tygodnia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.