• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[25.10] Zasoby przeciwko duchom

[25.10] Zasoby przeciwko duchom
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
02.06.2026, 11:19  ✶  
Pod nowe mieszkanie Tristana i Olivii teleportowała się wprost z miejsca, w którym odbierała rzeczy od Electry. Do torby wcisnęła już dwie udane szaty stagnacji i miała wielką nadzieję, że niedługo uzupełni te zapasy o parę kompletów gwoździ. Brenna tak naprawdę nie miała pojęcia, czy żelazo i szaty mogły odstraszać złe duchy, i była wściekle pewna, że niewiele pomogą przeciwko śmierciożercom – a podejrzewała, że ich problemem wcale nie będzie możliwość opętania czy kowen, lecz śmierciożercy właśnie. Ewentualnie widma. Albo to co wypełznie z Polany Ognisk. Ogółem… mieli bardzo dużo problemów, ale jedyne, na co mogła w tej chwili cokolwiek poradzić, to zbieranie zasobów przeciwko duchom.
Zasoby przeciwko duchom.
Nie żeby Brenna dotąd nie świętowała sabatów, ale nie podejrzewała dotąd, że kiedykolwiek będzie się czymś takim zajmować. Nie znała się na duchach. I nie była pewna, czy w ogóle z nimi można było walczyć.
– Hej – rzuciła, kiedy drzwi się otworzyły i przywołała na twarz uśmiech. Robiła to już odruchowo, niezależnie od nastroju, bo ludzie po Spalonej Nocy, co oczywiste, byli przygnębieni i przerażeni, a teraz przed Samhain… cóż, stawali się jeszcze bardziej przerażeni. Miała wrażenie, że każdy spodziewa się, że tej nocy stanie się coś złego. Po tym, co wyprawiało się podczas Beltane i Lithy zdawało się to niemal tak samego pewne, jak noc następująca po dniu.
Pytanie jaki dzień nadciągnie po tej mrocznej nocy.
– Przepraszam za spóźnienie, odbierałam inne zamówienie. Urządziliście się już? – spytała, trochę dlatego, że była szczerze ciekawa, a trochę, bo jednak wyskakiwanie tak na progu z „hej, dawaj gwoździe”, byłoby trochę niegrzeczne. – Nie sądziłam, że będę zamawiała bardzo dużo gwoździ. To znaczy… sądziłam, ale myślałam, że takich zwykłych, do przybijania ich w Warowni przeze mnie i Sama, a nie do tego, żeby nosić je w kieszeniach na wypadek, jeżeli ktoś musiałby rzucić nimi w złego ducha – powiedziała. Lekkie słowa, na przecież wcale nie lekki temat.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący aż 193 cm wzrostu. Długość włosów często sięga mu karku. Zazwyczaj goli się na gładko, bądź pozwala sobie utrzymać zarost. Ostatnie wydarzenia spalonej nocy doprowadziły do tego, że zapuścił brodę. Twierdząc, że być może w ten sposób, nie zostanie rozpoznany przez oprawców. Ubiera zwyczajnie jak każdy mugol. Posiada bardzo dobrze zbudowaną sylwetkę, co zasługą jest wieloletnie ćwiczenie ciała.

Tristan Ward
#2
06.06.2026, 13:14  ✶  

Domek, w jakim zamieszkali Tristan z Olivią, wyglądał znacznie lepiej na zewnątrz niż w dniu, w którym go otrzymali. W miarę możliwości i z pomocą ukochanej, naprawili najważniejsze usterki, sprawdzając przy tym, aby okna i drzwi były szczelne. Tak samo dach, aby nie przeciekało im do środka. Angielska jesień często bywała deszczowa. A kiedy przyjdzie zimna, dobrze aby mieli zapewnione ciepło. Także i tutaj obejrzany i naprawiony został komin, jak i również kominek w środku. Dzięki temu mogli też mieć podłączoną sieć fiuu. Z tym jednak nie spieszyli się jeszcze. Wewnątrz ogarnięta i przystosowana do funkcjonowania była kuchnia, łazienka, salon i ich sypialnia. Dodatkowo jedno pomieszczenie było przygotowane na pracownię dla Olivii, aby mogła przechowywać swoje składniki i wytwarzać eliksiry. W kolei Tristan, ogarnął sobie wstępnie niewielką dobudówkę obok domu, aby móc mieć własny warsztat kowalski w połączeniu ze złotnictwem. Miesiąc intensywnej pracy, a połowę mieli już za sobą. Nie udałoby się to, gdyby nie pomoc znajomych. A tym samym Brenny Longbottom. Bo właśnie dzięki niej, mają własny, wymarzony dom.

Wczorajszy dzień Tristan spędził niemal cały na własnym wykuwaniu gwoździ. Dzisiaj zwolnił, aby przygotować zamówienia do wysłania i osobistego odebrania. Był z tym ostrożny. Komu mógł zaufać, pozwolił odebrać spod ich domu, ewentualnie samemu dostarczając. Z innymi klientami, pozostawał w korespondencji listownej.

Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, właśnie przygotowywał sowę do lotu. Pogładził ją po główce, aby poczekała. Podszedł do drzwi wyjmując różdżkę. Ostrożności nigdy za wiele. Otworzył drzwi a widok Brenny go uspokoił, że przywiódł uśmiech na swojej twarzy. Zrobił jej przejście, gestem dłoni z trzymają różdżką, zaprosił do środka.

"- Nie szkodzi. Nie będziesz miała nic przeciwko. Jeżeli będę z Tobą rozmawiał z pomocą Fali?"
Zapytał "telepatycznie", zamykając za nią drzwi, różdżkę chowając do tylnej kieszeni. Wolał uprzedzić koleżankę, aby nie dziwiła się, że mówi w jej głowie. Ale jeżeli nie będzie sobie tego życzyła, zobowiązuje się do pisania treści słów na papierze.

Wysłuchał jej jeszcze w małym korytarzu, kierując się do kuchni, zachęcając aby też się udała. Okno miał tam otwarte, Sowa siedziała na stole, czekając aż Ward przypnie jej dodatkowo list do nóżki.

"- Sam byłem zaskoczony tym zamówieniem. Z gwoździami też mam styczność na co dzień. Jak widzisz, ogarnęliśmy z Olivią większość usterek i urządziliśmy się, na tyle, aby dało się mieszkać i mieć najpotrzebniejsze meble."
Odpowiedział Brennie, dopinając list adresowany dla Roberta Croucha i wypuścił sowę z paczką, aby odleciała.
"- Napijesz się herbaty?"
Zaproponował używając zdolności Fali, kiedy sowę miał z głowy. Chcąc ugościć Brennę, a może przyda się jej też chwila oddechu od wędrówek z odbieraniem zamówień.


________________
Przewaga: Fale II
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
07.06.2026, 08:58  ✶  
Brenna niezbyt była zaskoczona tym, że Tristan ma w ręku różdżkę: szkolił się na aurora, czasy były niespokojne, i chyba uznałaby za zły znak, gdyby po prostu te drzwi otworzył bez niej. Z jakimś wewnętrznym westchnieniem pomyślała, że powinna naprawdę przyspieszyć pracę nad ogarnianiem magimechanizmów i innych zabezpieczeń, ale cholera, Samhain… Samhain wszystko dezorganizowało.
– Nie jasne że nie – odparła odruchowo na głos, bo jakoś tak było jej wygodniej czy raczej był to wciąż dla niej pierwszy wybór, ale potem uśmiechnęła się trochę przepraszająco. Chyba lepiej było używać fal, skoro on ich używał, no i była to też doskonała okazja do ich ćwiczenia. A skoro miała uczyć innych, powinna bardzo, bardzo szybko zostać w tym mistrzynią. Cieszę się, że już się urządziliście. Potrzebujecie czegoś jeszcze? Olivia jest w domu czy wyszła? – spytała już tą samą drogą co on, rozglądając się z pewnym zaciekawieniem. Trochę jej ulżyło, że odbudowywali swoje życie z gruzów, i ten widok napełniał ją jakąś podwójną determinacją.
Nie mogli pozwolić, żeby to życie w gruzy ponownie się obróciło.
Wiedziałam, że żelaza może według opowieści odstraszać duchy, ale nie podejrzewałam, że mogłoby być odpowiedzią na niektóre z naszych problemów, ale… warto spróbować, prawda? – powiedziała za pomocą fal, obserwując, jak Tristan pakuje zamówienie. Najwyraźniej nie tylko ona tak pomyślała. Jak wyszło? Czy będzie problemem jeśli poproszę o jeszcze jeden zestaw?
Wyszło jej, gdy jeszcze raz pomyślała, że powinna zamówić jeszcze przynajmniej jeden dla Jonathana. Nie wierzyła, że Jonathan Selwyn tej nocy będzie trzymał się z dala od Doliny Godryka i jeśli nawet miało to nic nie dać… to nie wybaczyłaby sobie potem, gdyby się okazało, że jednak ten cały szał na gwoździe miał jakiś sens.
– Dopiero co piłam kawę, ale chętnie na moment usiądę – stwierdziła, tym razem znów się zapominając i mówiąc na głos. Kolejny odruch, bardzo rzadko u kogoś coś piła, choć przecież nie podejrzewałaby Tristana o złe intencje, no i faktycznie wypiła tego dnia już trzy kawy. Jeszcze trochę, a w układzie krwionośnym będzie miała kofeinę zamiast krwi. Widzę, że przed Samhain wpływa dużo zamówień? Też gwoździe? Słyszałam, że niektórzy zamawiają specjalne pudełka na proch.
Sama zresztą napisała do Sama z pytaniem, czy nie mógłby takiego dla niej wykonać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący aż 193 cm wzrostu. Długość włosów często sięga mu karku. Zazwyczaj goli się na gładko, bądź pozwala sobie utrzymać zarost. Ostatnie wydarzenia spalonej nocy doprowadziły do tego, że zapuścił brodę. Twierdząc, że być może w ten sposób, nie zostanie rozpoznany przez oprawców. Ubiera zwyczajnie jak każdy mugol. Posiada bardzo dobrze zbudowaną sylwetkę, co zasługą jest wieloletnie ćwiczenie ciała.

Tristan Ward
#4
07.06.2026, 23:14  ✶  

Nawyk zawodowy. Dodatkowo własne bezpieczeństwo, sprawiły, że często sięgał po różdżkę, gdy miał kogoś gościć zapowiedzianego, czy nawet i nie. Bo nigdy nie wiadomo, kogo zastanie się za drzwiami. Brenna najwyraźniej go rozumiała. Sama przecież przechodziła takie szkolenia, co on. Ward był nawet wdzięczny, że koleżanka zgodziła się na komunikację przez zdolność Fali. Słuszna uwaga, że pomoże to im nawet przećwiczyć telepatyczne rozmowy, aby wzmocnić działanie tego, czego w ostatnich miesiącach opanowali.

Tristanowi nie przeszkadzało, że Brenna będzie mówiła normalnie. Ale też przyjął opcję, że odpowiadała mu w tej samej umiejętności "telepatycznej". Wygodne, kiedy nie chciało się o czymś mówić przy osobach trzecich. W przypadku Tristana, to raczej wymóg, przez wadę i brak głosu.

"- Z podstawowych rzeczy, to mamy wszystko jak na razie."
Odpowiedział na pierwszą część pytania, gdyż co najważniejsze do życia w domku, mieli. Łóżko, kanapa, stół i krzesła, szafki w kuchni, piecyk i wyremontowany kominek. Oraz inne potrzeby znajdujące się w łazience, a nawet dwie szafy, to na początek im wystarczało. Stopniowo i oszczędnie kupowali ubrania. A jak oboje są czarodziejami, to część rzeczy łatwo ogarnąć z pomocą magii.
"- Olivia pomaga ze zleceniami rodzicom w Fiolce."
Udzielił odpowiedzi na drugie pytanie. Co znaczyło, że tutaj byli sami. Tristan i Brenna. Czarodzieje nie tylko zapewne składali zamówienia na przedmioty ochronne na nadchodzące Samhain, ale mogli również zaopatrzyć się na przód w eliksirach. Twórcy eliksirów mogą także mieć pełne ręce roboty.
"- Prawda. Ale skoro żelazo ma takie właściwości, to dlaczego muszą to być gwoździe? Nie może być to element biżuterii jak na przykład, bransoleta? Skoro trzeba mieć to przy sobie? No i czy rzuca się na to jakieś zaklęcie ochronne albo odprawia rytuał? Wybacz że pytam, ale wczoraj zasiedziałem się w swoim warsztacie i nie dopytałem o te szczczegóły Olivii. I zaraz Ci pokaże jak wyszły."
Odpowiedział pierw przez Fale, upewniając się także, że sowa poradziła sobie z paczką i odleciała. Jako urodzony mugolak, miał prawo nie wiedzieć wszystkiego o zwyczajach czarodziei. Sabaty w ostatnich latach odbywały się spokojnie, bez krwawych atrakcji. A wtedy był aurorem, to nie odczuł mnogości zamówień jak obecnie. Bo ich niemiał.

Podszedł do komody, zgarniając pudełko, podpisane jako zamówienie dla Brenny. Postawił je na stole i otworzył. Zestawy gwoździ były podpisane dla kogo, a także zaznaczone te, które niezbyt wyszły. Wziął także te, które mu dosłownie nie wyszły, aby pokazać jej, że w ogóle się starał.

"- Nie będzie problemu. Zrobię dodatkowy zestaw dla Jonathana."
Przyjął od niej kolejne zlecenie, posyłając jej także przyjazny uśmiech. I tak wieczorem będzie siedział i wykuwał dalej gwoździe, to i dla jej znajomego także zrobi.
Zapytał przy okazji, czy napije się herbaty, a tu proszę, napojono ją trzema kawami. Tak się kończy odbieranie zleceń?
"- To może dam ci wodę, na przepłukanie tych kaw."
Zasugerował i wlał do szklanki przegotowaną wodę z czajniczka i postawił na blacie stołu. Będzie chciała, wypije. Jeżeli nie, to zostawi.
"- Tak. Same gwoździe zamawiają. Właśnie sowa poleciała z jednym z tych zamówień do Croucha. Ale o pudełkach na proch nie słyszałem."
Odpowiadając jej, wyjmował zestawy gwoździ i pozwolił Brennie je obejrzeć. Tym samym wyrażając zainteresowanie tematem pudełek na proch. Po co to?
"- Muszę Cię przeprosić, ale nie wszystkie zestawy mi wyszły."
Przyznał się i gdyby mógł mówić, to wtedy by usłyszała zwód, ponieważ starał się, aby podołać temu zadaniu. A tutaj, kilka zestawów wyszło wspaniale, kilka trochę było szpetnych, a pozostałe okazały się do niczego.


Wykonanie zleceń
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
09.06.2026, 12:42  ✶  
Podejrzewała, że nawet gdyby pokój zapanował jutro, niektórzy z nich nigdy nie zmieniliby zwyczaju sięgania po różdżkę, kiedy ktoś puka do drzwi. Trzymania jej zawsze pod ręką. Były czasy, gdy nawet nie pomyślałaby o jej wyciągnięciu biegnąc do wejścia, ale teraz to było równie naturalne jak oddychanie. Brak różdżki w ręku mógł być wyrokiem śmierci. Tristan i Olivia ledwo się przeprowadzili: nie chwalili się pewnie, gdzie mieszkają. Ale nikt nie mógł wykluczyć, że zostaną znalezieni, jeżeli jakiś śmierciożerca weźmie Warda na cel.
Podobno niektórzy po Samhain przybijają te gwoździe do drzwi. Może to pomoże w Fiolce? Robiłeś zestawy też dla was?
Brenna miała wielką nadzieję, że tak. Życie Olivii zdawało się pękać na dwoje przy Spalonej Nocy: i wielu rzeczy nie dało się pozbierać, a inne wymagały czasu, nim zostaną naprawione. Utrata sklepu, dziwna ciemność, która zdawała się tam gnieździć, dręczyły Quirke i Brenna liczyła, że jeśli przynajmniej to uda się jakoś pozbierać… to Olivia poczuje się choć odrobinę lepiej.
O ile Samhain nie pochłonie ich wszystkich, ale o tym wolała nie myśleć za wiele.
Mówiąc szczerze, nie jestem pewna. Szukałam przez chwilę informacji w bibliotece… Może chodzi o symbolikę gwoździ? Znalazłam książkę, gdzie ich wbijanie w próg lub drzewo stanowiło rytuał ochronny samo w sobie. Albo o to, że są solidne? Łączą rzeczy. Trudno je wyrwać. W Samhain granice między światami były cienki. Ty jesteś magicznym kowalem, więc twoja intencja, by były trwałe… może to o nią chodzi?
Bardziej spekulowała niż dawała jakiś wykład, bo prawda była taka, że wcale nie miała pewności: i starała się, by w falach oddać to tonem, jak gdyby mówiła na głos, nie była jednak wcale pewna, czy się jej to udało. W każdym razie choć trochę szperała, nie należała do kowenu, jej religijność sprowadzała się do przestrzegania czarodziejskich rytuałów, nie studiów teologicznych, rzucała więc to, co przychodziło jej do głowy, gdy pierwszy raz spojrzała na zdanie w jakiejś książce i uznała, że koniecznie musi zamówić gwoździe.
Może kowal znający się na runach mógłby tworzyć i ochronne runy. Przyznaję, że magiczne rzemiosło i ja… no to średnie połączenie, dodała jeszcze. Dziękuję.
Uniosła wodę i umoczyła usta bardziej z grzeczności niż pragnienia, zaraz zresztą odstawiła szklankę po to, by sięgnąć po przygotowane pudełeczka. Nie okazała rozczarowania, że nie każde zamówienie wyszło. Wolałaby, aby wszyscy, którzy potencjalnie trafią do Doliny, je przy sobie mieli, ale były inne drogi na ich pozyskanie, a ona nie zamierzała zgłaszać pretensji.
Nie szkodzi. Masz nawał zamówień, a być może przygotowanie ich z intencją ochronną utrudnia zadania? – spytała, przeglądając pudełka pełne gwoździ… i uśmiechnęła się do niego, bo ulżyło jej trochę, gdy zauważyła, że większość się udała. Zwłaszcza te dla Millie. Ona… mogła potrzebować zakorzenienia. Dziękuję za nie. Mam nadzieję, że żelazo w kieszeni to dobry pomysł. A co do pudełek, to chodzi o proch z rytualnych ognisk… niektórzy je zbierają.
Oczywiście, tu wchodziło założenie, że sami nie zmienią się w proch. Tak, myśli Brenny tuż przed Samhain coraz bardziej zasnuwała czerń.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący aż 193 cm wzrostu. Długość włosów często sięga mu karku. Zazwyczaj goli się na gładko, bądź pozwala sobie utrzymać zarost. Ostatnie wydarzenia spalonej nocy doprowadziły do tego, że zapuścił brodę. Twierdząc, że być może w ten sposób, nie zostanie rozpoznany przez oprawców. Ubiera zwyczajnie jak każdy mugol. Posiada bardzo dobrze zbudowaną sylwetkę, co zasługą jest wieloletnie ćwiczenie ciała.

Tristan Ward
#6
10.06.2026, 12:58  ✶  

Tristan z Olivią byli ostrożni w przekazywaniu informacji, gdzie mieszkają i wie o tym najpewniej garstka osób. W tym właśnie Brenna. Mimo odległej lokalizacji od samego centrum miasta, ostrożności nigdy za wiele. Możliwe, że zanim wybuchła wojna rok – dwa temu, związana z ogłaszającym się Lordem Voldemortem, wcześniej nie musieli tak często sięgać po różdżkę, kiedy ktoś pukał do drzwi. Nawet, jeżeli było się świadomym, że to ktoś, z kim umówiło się.

Zaś teraz, nawet nie masz pewności, czy faktycznie przyszła ta osoba, której oczekujesz. Strach o własne życie, a przede wszystkim bliskich, stał się już codziennością.

Ward zanotował w umyśle słowa Brenny, dotyczące przybijania gwoździ do drzwi po Samhain. Możliwe, że jak stworzy dla siebie, to przybije je tutaj do tego domu. To sami zaleci Olivii odnośnie Pękatej Fiolki. Ale to już jej rodzina będzie może o tym pamiętać. Jeżeli faktycznie cokolwiek to da.

"- Dla nas będę dzisiaj robił. Twoje zamówienie było spore i jeszcze dostałem kilka innych zleceń, to miały priorytet. Dam ci znać, czy mi się udało je zrobić."
Uśmiechnął się na pocieszenie, aby Brenna na zapas się nie przejmowała. Uspokoił także, że poinformuje ją o swoich postępach w wytwarzaniu. Przynajmniej mierzy się zawodowo z hurtowymi zleceniami i rozwija się bardziej w jednym kierunku. Dobrze, że łyknął tego jeszcze zza życia ojca, gdy ten specjalizował się w złotnictwie. Tristan poszerzył swoje umiejętności. Co jak widać, przydaje się w tych czasach. Zaskakująco. Nie pomoże jako auror, ale chociaż jako kowal.

Tristan zdawał sobie sprawę z tego, jak ucierpiała psychika jego ukochanej w ostatnim miesiącu. Nie zamierzał jej z tym zostawić i jeżeli trzeba, to zrobi wór gwoździ dla niej, aby zabezpieczyć jej rodzinną Fiolkę.

Symbolika. To co właśnie usłyszał z zebranych informacji przez Brennę, gwoździe z żelaza miały ten sens, że można je wbić w drewno. Właściwie to nawet sprzedawane w sklepach czasami można spotkać żelazne. Zaskoczyła go jednak w innej kwestii, że aż poczuł dumę bycia nazwanym – magicznym kowalem. Jakby to miało wiele znaczyć, gdy je robił. Robiły te gwoździe ręce kowala, będącego też czarodziejem.

"- Teraz to poczułem się, jakbym awansował."
Odparł w przekazie telepatycznym z uśmiechem pozytywnego odbioru jej słów. Od teraz zacznie robić sam gwoździe i remontować ten dom nimi właśnie, aby ochrona tego miejsca, trwała całe lata. Ale to byłaby już pewnie przesada. Chciał też rozluźnić sytuację, gdy znów na zbliżające się wydarzenie, trzeba było się zabezpieczać jak przed nawałnicą pogodową.
"- Specjalistą od nakładania magii na obiekty nie jestem. Ale mógłbym podszlifować swoją wiedzę o runach i nanosić je na przedmioty stworzone z metalu. Tylko ktoś inny musiałby je… nie wiem. Pieczętować? Dawać im właściwości magiczne?”
Rozwinął jej wypowiedź patrząc też na siebie. Szukał możliwości rozwinięcia się w tym rzemieślniczym kierunku. Myśląc nawet o naprawach magicznych przedmiotów. Tak zwanej – renowacji. Może w przypadku run wystarczy, że zna ich podstawy i poćwiczy tylko ich pisanie na materiale?

Obserwował reakcję Brenny, kiedy oglądała przygotowane zestawy. Był wdzięczny za jej wyrozumiałość. Większość zamówienia powiodła się, a tylko nieliczne się nie udały.

"- Można tak powiedzieć. Dlatego dla siebie i Olivii zostawiłem na później. Do Sahmain się wyrobię. Mam taką nadzieję."
Odwzajemnił uśmiech, ciesząc się że podołał zadaniu. Choć duże na małe rzeczy, to i tak był dla niego sukces. Może nawet jedna dwudziesta długu została spłacona.
"- Te pudełka coś dają, chronią przed czymś? I czy o czymś jeszcze powinienem wiedzieć w związku z Samhain? Coś jeszcze przygotować? Pod ochronę miejsca czy w ogóle."
Dopytywał, aby być dobrze przygotowanym. Nie zadręczałby tymi pytaniami Olivię, a może nawet pokazał jej, że o wszystko zadbał. Przyjąłby nawet od Brenny namiary do osób, co u kogo powinien zamówić. W zamian za swoje usługi i po taniości. Ewentualnie rozważyłby samodzielne wykonanie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
11.06.2026, 10:03  ✶  
Starasz się chronić innych. Nawet jeżeli to tylko tradycja, to ma znaczenie, odparła mu Brenna telepatycznie na to o awansie. Wiedziała, że praca kowala nie była i pewnie dla niego nigdy nie będzie tym samym co ta aurora. Ale to nie znaczyło, że nie mogła być ważna. Bo jeśli te gwoździe mogły zadziałać… może ocali kogoś w inny sposób? Przed złymi duchami? Albo przywróci komuś utracony dom, teraz spowity przez klątwy?
Zamyśliła się na chwilę nad tym, co mówił Tristan. Zastanawiała się nad runą, której wzór przysłał jej Hjalmar, i nad którym podobno ktoś odprawił rytuał. Może warto było spróbować? Sięgnęła do kieszeni i zaczęła szukać najpierw notatnika, a potem właściwej strony.
– Może warto spróbować? W sensie… wykuć coś takiego – powiedziała, pokazując mu wzór aegishjalmur. – Nie mam pojęcia, czy to cokolwiek da, i czy runa faktycznie chroni, ani czy udałoby się nadać jej moc, ale mogę poszperać… za rytuałami albo kimś, kto zna się na pieczęciach. Ale to eksperyment – zastrzegła. Pewnie nawet nie pomyślałaby o tym, by coś takiego sugerować, gdyby Tristan sam nie wspomniał, że byłby zainteresowany próbami rozwijania się w tym kierunku. Chyba nie znała nikogo, kto znał się na pieczętowaniu, mogła jednak spróbować kogoś takiego poszukać. Ale Hjalmar wspominał o tym, że dziecko zrobiło jakiś rytuał, więc kluczem nie była raczej pieczęć…
Cóż.
Brenna zawsze mogła sama spróbować eksperymentów z tworzeniem magii…
Byłaby niewdzięczna, gdyby złościła się na Tristana, bo trzy zestawy okazały się nieudane. Przyjął to zamówienie praktycznie na ostatnią chwilę, a i owszem, umówili się, że taki niby będzie układ, ale wciąż pracował dla niej w pośpiechu, gdy jednocześnie zgłaszali się inni klienci. A ona dorzuciła mu jeszcze „do zestawu” Jonathana, bo uświadomiła sobie, że Selwyn pewnie też zechce przybyć do Doliny, gdy porozmawiają o tym, co może się tam stać. I tak wyglądało na to, że spora część sił bojowych będzie miała… gwoździa w kieszeni, jakkolwiek to nie brzmiało.
Oby teraz to wszystko przyniosło jakiś skutek.
– Jeśli chronią, to niczego o nim nie wiem, są przeznaczone na prochy. I hm… wykrawałeś dyniowe lampiony? Magiczne światło podobno też jest przydatne w domu podczas Samhain. Ale szukałam tylko trochę książek w bibliotece, no i znam niektóre tradycje mojej rodziny, może jest coś jeszcze, co przegapiłam.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący aż 193 cm wzrostu. Długość włosów często sięga mu karku. Zazwyczaj goli się na gładko, bądź pozwala sobie utrzymać zarost. Ostatnie wydarzenia spalonej nocy doprowadziły do tego, że zapuścił brodę. Twierdząc, że być może w ten sposób, nie zostanie rozpoznany przez oprawców. Ubiera zwyczajnie jak każdy mugol. Posiada bardzo dobrze zbudowaną sylwetkę, co zasługą jest wieloletnie ćwiczenie ciała.

Tristan Ward
#8
15.06.2026, 14:32  ✶  

Tak. Chronił innych. Starał się przynajmniej to robić. Kiedyś, jako auror. A teraz, może to robić inaczej, jako kowal. Tworząc coś, co może być również silnym narzędziem do obrony. Przez kogoś, nawet naznaczone magią. Czy to broń, czy biżuteria, czy nawet zwyczajne gwoździe. Wykute jego rękami. Powinien być wdzięczny swoim oprawcom, że pozbawili go jedynie głosu, ale oszczędzili ręce.
Skinął głową w zrozumieniu jej słów, z lekkim uśmiechem.

W temacie run, Tristan spojrzał na notatkę Brenny, która miała narysowany wzór runy. Za jej pozwoleniem, wziął jej notes aby się jej przyjrzeć. A następnie, położył na stole. Sięgnął po swój notes, jaki zawsze ma przy sobie i przerysował do swojego. Dopisał, jak się runa nazywa i co znaczy. Potem sam doszuka reszty informacji na jej temat. Pod względem wyrobów. Jeżeli to faktycznie pomoże, będzie tworzył dalsze produkty i może też gwoździe z symbolem runicznym. Jako, podwójna ochrona?

"- Warto spróbować." – Potwierdził jej pytanie odpowiadając mentalnie. Jakby był zdecydowany to zrobić.
"- Jeżeli to podziała, można w ten sposób zabezpieczyć dom lub wejścia. Gdybym zrobił zawiasy, klamki metalowe i posiadałyby wyrytą runę, nałożone zaklęcia na nie mogą mieć dodatkowe zabezpieczenie, gdyby magia ochronna otoczenia zawiodła. Albo gwoździe. Wyobraź sobie budować dom z wbijaniem setki tysięcy gwoździ z wyrytą runą na ich główce."
Przy ostatnim zdaniu uśmiechnął się dla rozluźnienia atmosfery. Z jednej strony wyglądałoby zabawnie, ale jaka byłaby to siła zabezpieczenia, gdyby okazało się, że runa ochronna faktycznie sama w sobie może tyle zdziałać. Symbol symbolem. Aby to faktycznie zadziałało, potrzebne jest dodatkowo odpowiednie zaklęcie.

Notes oddał. Ze zleceniem wyrobił się a jego stan, był jaki widać. Co ważniejsze, większość egzemplarzy udała się z powodzeniem. Powinien być z siebie dumny, że wyrobił się w tak krótkim czasie. Spędzając niemal cały ostatni dzień na wykuwaniu.

Wysłuchał także informacji dotyczącej pudełka na prochy. Zanotował sobie, aby porozmawiać o nich z Olivią, czy będą im potrzebne. Jeżeli tak, będzie trzeba zorientować się, u kogo można zamówić takie. Przy czym nie pomyślał, że to Samhain, jest tak podobne do znanych mu mugolskich świąt zmarłych. Dyniowe Lampiony. Traktował to jako dodatkowe ozdoby domostw. Zewnątrz czy wewnątrz. Ale żeby i to miało jakieś dodatkowe właściwości? Nie musieli wystawiać na zewnątrz, gdyby zrobił. Ale trzymać w środku. Nie chcieli przykuwać na siebie oddalonych sąsiadów.

"- Do tej pory myślałem, że Dyniowe Lampiony, to tylko zwyczajna dekoracja. Przynajmniej w moich kręgach tak uważano. Nie robiłem jeszcze, ale dziękuję, że przypomniałaś. Tutaj może być dowolna dynia? Czy musi być zakupiona od magicznego ogrodnika?"
Zapytał, zapisując sobie w swoim notesie, aby zrobić jeszcze dyniowe lampiony. Było dla niego ważne, skąd powinny być brane. Skoro gwoździe mają swoje właściwości tylko wykonane przez magicznego kowala, to jak jest z dyniami?
No i świece. Aby oświetlić dynię, będą potrzebować także świec.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
17.06.2026, 12:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2026, 12:56 przez Brenna Longbottom.)  
Nie było niczego, za co ktokolwiek mógłby być wdzięczny śmierciożercom, przynajmniej zdaniem Brenny, a już Tristan, okaleczony i pozbawiony bliskich, był chyba do tego ostatnią osobą. Ale nie znała jego myśli i nie wydawało się jej też, że Olivia chciałaby, aby w ogóle wspominała przy nim o śmierciożercach. Zdawało się, że Ward pragnął jedynie spokoju, a Brenna powinna to uszanować i być wdzięczna, że pomagał im w taki sposób: realizując te zlecenia.
Nie pokazuj jej na razie dalej, proszę. I zaczęłabym od dwóch, trzech próbnie… tak naprawdę one chyba nie przydadzą się do chronienia domów, ale może byłyby przydatne w Samhain. Tyle że jeżeli to jakaś bzdura, nie chciałabym, żeby ludzie ufali nieistniejącej ochronie. Oferują dość podejrzanych, nieskutecznych towarów – westchnęła w duchu. Była ostatnią osobą, która chciałaby kogoś przekonać, że jest chroniony, kiedy w istocie wcale nie jest. A ta runa mogła być bezużyteczna. Mogło chodzić o rytuał. Albo to od początku była jakaś ściema. Jeśli ci wyjdzie, może uda mi się ją przetestować.
Chociaż po prawdzie i na to nie miała jakoś wielkiej nadziei.
W przypadku ochrony domu pewnie skuteczniejsze byłoby pieczętowanie. I magimechanizmy. Mam paru przyjaciół, którzy być może znajdą trochę czasu, żeby nad tym pokombinować… Tyle że na razie zrzuciła im na głowy sprawę komunikacji, a nie mogła wymagać, aby zajmowali się pięćdziesięcioma rzeczami na raz. Zwłaszcza przed Samhain, kiedy wszyscy chyba świadomie lub podświadomie szykowali się na nadciągającą nieuchronnie nawałnicę. Może całą katastrofę.
To czarodziejska tradycja i nie mogę ci powiedzieć, ile jest prawdy w tym, że ich światła naprawdę odgonią złe moce… Ale niektóre z naszych tradycji powstały nie bez powodu, prawda? Na twoim miejscu bym spróbowała. I wydaje mi się, że każda dynia będzie wystarczająco dobra, jeśli użyje jej magiczny rzemieślnik. W najgorszym razie będziecie mieli z Olivią dyniowe ciasto – podsumowała i posłała mu uśmiech, zanim się podniosła. Chyba powinnam dać ci trochę czasu na te gwoździe, skoro klienci walą drzwiami i oknami.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący aż 193 cm wzrostu. Długość włosów często sięga mu karku. Zazwyczaj goli się na gładko, bądź pozwala sobie utrzymać zarost. Ostatnie wydarzenia spalonej nocy doprowadziły do tego, że zapuścił brodę. Twierdząc, że być może w ten sposób, nie zostanie rozpoznany przez oprawców. Ubiera zwyczajnie jak każdy mugol. Posiada bardzo dobrze zbudowaną sylwetkę, co zasługą jest wieloletnie ćwiczenie ciała.

Tristan Ward
#10
27.06.2026, 13:30  ✶  

To i tak był cud, że w ogóle przeżył dwa spotkania ze śmierciożercami, którzy  darowali mu życie. Bądź przy drugim spotkaniu, byli przekonani, że leżąc pod gruzem, mugolak nie przeżyje. Zamaskowani czarodzieje, może nie byli aż tak źli do szpiku kości, aby bezlitośnie mordować każdego obywatela miasta? Czy według nich, karą życia miało być cierpienie?
Po tym co przeszedł, Ward odcinał się stopniowo od świata magicznego, wracając do swojego mugolskiego. Za wiele stracił i równie tyle może, jeżeli wciąż będzie pokazywał się na ulicach magicznych. Śmierciożercy dali mu do zrozumienia, gdzie jest jego miejsce. Gdyby nie utrata głosu, możliwe że podjąłby się dalszej walki o bezpieczeństwo słabszych obywateli kraju. Musiał jednak pozostać z boku i pomagać inaczej.

"- Bez obaw. To będzie między nami."
Zapewnił Brennę, aby była spokojna o tajemnicę runiczną. Póki nie przetestują, nie sprawdzą na ile ta teoretyczna wiedza sprawdza się w praktyce, nie będzie tego szerzył dalej. Przećwiczy jej rysowanie i wycinanie na materiałach. a potem spali nieudane próby. Nie będzie ryzykował, jeżeli mogłaby czasem mieć negatywny skutek. Najwyraźniej, tę sprawę będzie musiał na razie trzymać w sekrecie przed Olivią.
"- Jak się uda, wyślę do Ciebie sowę i zdecydujesz co dalej z tym zrobisz."
Dodał mentalnie z lekkim uśmiechem, na kwestię przetestowania runy na wytworzonym przedmiocie. Bo nawet mała rzecz, może ochronić daną osobę, która go nosi. Choćby biżuteria.

Magimechanizmy. Gdyby mógł się i tego nauczyć. W końcu tworzył różne przedmioty z metali i stopów. Części do zegarków i broni. A teraz nawet i gwoździe. Myślał nad tym, czy nie iść w kowalstwie dalej pod naprawy magicznych produktów, czy też czymś bardziej inżynieryjnym. Współpraca z osobami, które Brenna znała, była by może bardziej korzystna. Jeden robi części, drugi to wszystko łączy ze sobą. Ochrona domu w tym kierunku jak i pieczętowanie, byłoby dobrym pomysłem. Ale nie teraz. Jak to już sama Brenna zauważyła.

"- Umówmy się tak. Jeżeli przetrwamy to Samhain i nikt nas nie znajdzie z wrogów, nie zaatakuje, to będziemy dobrej myśli, że jesteśmy bezpieczni. W przeciwnym wypadku, będziemy szukać pomocy u osób zdolnych do pieczętowania i w magimechanizmach. Póki co, sam postaram się zadbać o ochronę tego miejsca. Z pomocą Twoich rad."
Zasugerował i zapewnił, że pamiętając jeszcze szkolenia i pracę zawodową aurora, postara się to miejsce zabezpieczyć tym co sam umie. Dodatkowo weźmie się za zrobienie lampionów dyniowych, zamówi i koleżanki Olivii świece i może los tym razem oszczędzi im koszmarów. A na samo Samhain, nie zamierzał się wybierać.

Gdy Brenna zbierała się do wyjścia, wspominając o zleceniach na gwoździe, wleciała właśnie jedna z obcych sów z kolejnym zleceniem. Na co Tristan się uśmiechnął.

"- Uważaj na siebie."
Powiedział na pożegnanie Brennie, spojrzeniem mówiąc także, aby dosłownie uważała podczas Samhain, jeżeli jako Brygadziści dostaną jakieś patrole. Jeżeli znów dojdzie do ataku, żeby nie dała się zabić. Straty w bliskich, ich Olivia tego nie zniesie.

Gdy Brenna opuściła jego dom, jakąkolwiek drogę transportu wybrała aby udać w swoim kierunku po odbiór kolejnych zleceń, Tristan zajął się sową i listem, z jakim do niego przyleciała.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1869), Tristan Ward (2572)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa