• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[01.10.1972] Wyobraź sobie, że umiesz widzieć rzecz taką jaka ona jest

[01.10.1972] Wyobraź sobie, że umiesz widzieć rzecz taką jaka ona jest
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#1
23.04.2026, 03:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2026, 03:07 przez Dora Crawford.)  

Samuel & Dora


[Obrazek: 414f05da860f3ce236786bc9e5a9b730.jpg]  [Obrazek: f6939dad4a8423a084e00aaa82f9a184.jpg]  [Obrazek: 0c40caeb1dc2b13a7f56b3370801e5ba.jpg]

Spalona Noc rozbłysła blaskiem tysiąca płomieni i wraz z nastaniem nowego poranka, przygasła pod górami popiołów. Pojawiła się i zniknęła, ale chyba już nigdy nie mogła zostać zapomniana. Było wiele sposób na to, by zapisać się na kartach historii, ale Voldemort zdecydowanie wybrał ten najbardziej bolesny. Wybrał terror. Wybrał strach i ból, które miały zostać interpretowane jako przejaw czyjej siły. Ale jak silny mógł być ktoś, kto nie widział innego wyjścia jak ucieknięcie się do przemocy? Dora zdążyła się nad tym zastanowić chyba o jeden raz za dużo, na przestrzeni ostatnich tygodni. Z jednej strony czuła rozpacz, ale z drugiej coś w niej budziło się ze zniecierpliwieniem i nie pozwalało o sobie zapomnieć. Nie mogła myśleć o Czarnym Panu jak o każdej innej osobie i w pewien sposób to sprawiało, że czuła się tym bardziej zagubiona. W końcu była do pewnego momentu przekonana, że w każdym kryła się chociaż odrobina dobra. Nikt nie rodził się zły, ale mimo tego... mimo tego w nim nie było za grosz miłości.

Ale na całe szczęście, wszyscy inni ludzie wciąż nie wyzbyli się jej w całości. Była w pomaganiu sąsiadom, wyciąganiu do siebie rąk i dbaniu o drobne szczegóły, aby innym było chociaż odrobinkę lżej. Była też w sprawdzeniu, jak czuli się inni, nawet jeśli od felernej nocy minęło już dwadzieścia jeden dni. Dlatego Dora postanowiła sprawdzić, co z Samem - ona już od sierpnia większość czasu spędzała w Księżycowym Stawie. Wcześniej z wyboru, bo chciała pomóc szybciej doprowadzić go do stanu używalności, a potem z konieczności. Dora była trochę martwa dla Doliny Godryka, bo tak zarządziła Brenna. Miała się tu nie pokazywać tak jak wcześniej, nawet ze zmienioną buzią, ale wieczór i kaptur jesiennego płaszcza robił swoje i z resztą... kto by zwracał na nią uwagę, skoro teleportowała się zaraz pod chatkę Samuela? Nikt.

- Sam? - pukanie rozległo się do drzwi, bo nie wypadało wchodzić bez zaproszenia. - To ja, Dora. Chciałam sprawdzić co u ciebie no i przyniosłam parę rzeczy... - koszyk na przykład. Taki z drobiazgami jak słoiczki z przetworami, ciasteczka, albo fiolki z prostymi eliksirami na zmęczenie. Koszyczek pełen troski.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#2
29.04.2026, 21:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2026, 21:11 przez Samuel McGonagall.)  
To kiedyś była najbezpieczniesza okolica. Warownia otoczona murem z kamienia i drugim niewidzialnymi zaklęciami tkanymi przez pokolenia wojowników i magicznych rycerzy.

To było kiedyś najbezpieczniejsze miejsce.

Ominęło go w całości to piekło, które rozegrało się tu, tuż obok jego spalonej chatki, domku ogrodnika, ktory w sumie teraz często był nazywany chatką Sama. Ominęły go krzyki trwającej ewakuacji, ominął go przerażający ścisk w sercu i nieopisany lęk o ukochaną i córkę. Był tamtego dnia przy nich, mógł na własne oczy i ręce odczuwać, dotykać ich bezpieczeństwa, mieć gwarancje, że o świcie obie kobiety jego życia były całe i zdrowe, umęczone, ale bezpieczne.

A potem mimo dogasających płomieni w Londynie, spłonęło do cna coś innego. Spłonęła jego przyszłość, jego sen o wesołym domu pełnym śmiechu dzieci i zapachu smażonych pączków.

Pamiętał, że było już trochę po świcie, gdy pośród szumiących wrzosów znalazła go Roselin. Chciał tamtego dnia po prostu wejść do Kniei, wrócić do swoich korzeni, położyć się na grobie ojca i czekać na los, który zgotował mu rozdarty świat. Powstrzymała go przed tym zupełnie nieświadoma roztrzęsiona dusza, który kiedyś sama miała zostać jednym z drzew ukochanego przez niego lasu.

Później, poniekąd cieszył się, że podjął takie wybory. Schronienie znalazł w domu Nikolaia i jego wuja Vlada, razem zabrali się do pracy, a w przerwie od pracy zaczął wyrabiać ścieżki teleportacyjne do Little Whining, aby chociaż na chwilę odwiedzac rumianą Mabel. Kobietę jego życia.

Jedną.

Skoro plany wzięły w łeb, to przestał je posiadać. Pochódł, zarósł i uciekł w pracę, a tej nie brakowało. Również w Warowni, wciąż czuł że jest coś winien Longbottomom, choć nie był pewien jakby się czuł, gdyby nagle pojawiła się w drzwiach ona. Już wtedym w sierpniu... już wtedy miał z tym problem. A teraz, gdy absolutnie wszystko było jasne? I oczywiste.

Tam nigdy nie było dla Ciebie miejsca. - szeptały ściany domku, ogrodnika, domku Sama, gdy odsłaniał je, niespiesznie sprzątajac gruzowisko. Zmęczenie mięsni pomagało mu jakkolwiek poradzić sobie ze buzującymi emocjami, które przecież nie powinny znajdować ujścia. To miejsce dość już wycierpiało.

Dora zastała go w momencie, gdy wgapiał się w resztki ściany, na których wczesniej zawisł obrazek z projektem domu ogrodnika od małej dziewczynki, chrześniaczki dziedzica Erika. Wspomnienie letniej zabawy pozostawiało w wysuszonych ustach gorzki posmak. Jak często będzie mógł w ogóle ją widywać, gdy wszystko wróci do tak zwanej normy? Teoretycznie nikt nie zabraniał mu tego teraz, ale może... może to dlatego, że ludzie byli po prostu zbyt zajęci?

Odwrócił głowę w kierunku dźwięku z lekkim opóźnieniem, gdy w końcu dotarło do niego że ktoś puka. Dachu nie było, ale osmalone drzwi stały. Poczerniałe szyby trzeba będzie wymienić ale, podziałał już wcześniej odpowiednie przymiarki i swojej przyjaciółce pszczole dał znać o tych kilku belach więcej by odbudować to miejsce.

O domu i warsztacie przylegającym do muru terenu Longbottomów, o budynku któremu poświęcił cały sierpień aby tylko dać mu wzrosnąć... o budynku, który w całości pochłonęła pożoga nie chciał myśleć. To miejsce nie miało już znaczenia. Nie miał dla kogo go stawiać.

Przez moment nie był pewien na kogo patrzy. Wysoki patykowaty mężczyzna przeczesał spracowaną dłonią płowe włosy i zmarszczył brwi.

- Dziewczyna od ogrodu? I ozdób. Robiliśmy razem ozdoby na Lammas. I sprzątaliśmy obejście. - zauważył, przypisując ją do właściwego czasu i miejsca. A potem jego wzrok, błękitne oczy, które już nie miały sił by nadal użalać się nad swoim przeklętym losem opadły na koszyk. - Idziesz gdzieś? - zapytał, nie do końća rozumiejąc, po co przyniosła parę rzeczy. - Jestem... - chciał coś dodać, ale w sumie wzruszył ramionami. - Długi dzień. Rzadko Cię widać w Dolinie. Masz teraz gniazdo gdzie indziej? - zapytał odwracając się do oczyszczonego wnętrza izby. W kącie stał brudny zydel, ale w dwóch długich krokach podszedł do niego i zabrał aby przysunąć pod drzwi i zaproponować jej spoczynek przed dalszą drogą. Fakt, żę nie było tu żadnego innego mebla... oraz większości sufitu... nie przeszkadzał mu w tym geście za bardzo. Przetarł siedzistko przedramieniem, które okryte było wysłużoną i zupełnie zszarzałą obecnie niebieską koszulą w kratę. Po chwili zmarszczył brwi i wyciągnął rożdżkę nieco od niechcenia wyczarowując płócienną kwadratową szmatkę o przyjemnym oliwkowym kolorze, którym pokrył siedzenie, aby nie ubrudziła się przypadkiem. Nie miał jeszcze czasu odrestaurować to co pozostało z oryginalnych mebli, które tu umieśnił w sierpniu. A to krzesło jakoś... zdawało mu się ważne. Jak uścisk dłoni z Brenną, gdy przyjmował tę pracę. Nie był jednak pewien.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#3
10.05.2026, 05:49  ✶  

- Dora - podsumowała cały jego proces dopasowania jej do odpowiedniej osoby. Żadna Menodora, Crawley, Dorothea czy Crawford. Dora. Dziewczyna miała wrażenie, że Sam był tak oderwany od życia codziennego Doliny, że pewnie nawet nie wiedział jak faktycznie się nazywała, biorąc pod uwagę że zawsze przedstawiała się imieniem. Cztery proste litery, którymi jednocześnie zwracali się do niej wszyscy. Sam zawsze wydawał się jej w swoim oderwaniu bardzo przyjemnym człowiekiem, bo akurat to mieli wspólnego - oboje żyli gdzieś na granicy, jedną nogą w świecie normalnych czarodziei, a drugą w zieleni łąk i drzew.

- Czy idę? Chyba bardziej... przychodzę. To dla ciebie - uniosła nieco koszyk, dając mu znać że miała na myśli zawartość wiklinowego nosidła. Weszła do środka i rozejrzała się z pewnym smutkiem. Ogień oblizał ściany, zjadł dach i przez moment zrobiło się jej głupio, ze nie zdawała sobie sprawy z tego stanu rzeczy, bo była zbyt zajęta tym co stało się z Warownią, listem, własną rodziną i śmierciożercą, który rozdarł jej duszę. - Ah, tak... tata, rodzeństwo... - wymruczała, siłując się ze słowami. - To wszystko bardzo skomplikowane. Ta cała Spalona Noc, to była straszna i okropna rzecz - westchnęła, siadając na zaoferowanym zydelku bez oponowania. Ułożyła sobie koszyczek na kolanach i zdjęła ścierkę, którą nakryła wszystko co w nim miała. - Robisz rzeczy z drewna, więc pomyślałam że teraz musisz tak strasznie dużo pracować. Wszyscy potrzebują, żeby im coś naprawić. No więc przyniosłam ci trochę rzeczy, które się ocalały, albo które udało się jakoś zrobić. Mam ciasteczka, owsiane i z innym paździerzem, jak to mówi mój tata. No bo są takie suche - uśmiechnęła się lekko. - I wzięłam jeszcze parę słoiczków, o tutaj są jabłka i gruszki, zmieszałam je razem jeśli to nie problem. A tutaj truskawki, bo parę miałam - unosiła po kolei rzeczy. - Hmm, co tam jeszcze. Aha, no chleb? Dzisiaj piekłam. No i dorzuciłam do tego jeszcze porcje eliksiru na zmęczenie - wskazała na fiolki, każda mieszcząca w sobie jedną porcję. - Mam nadzieję, że ci się to wszystko przyda.  A no i że będzie smakować.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#4
10.06.2026, 20:57  ✶  
– Dora – powtórzył za nią, choć przecież już kiedyś słyszał to imię. Powtórzył wolniej, patrząc się na nią, zapamiętując jej rysy, bez świadomości, że nie do końca to były jej rysy… nie miał to znaczenia. Co miało znaczenie, to jej kolejne słowa.

Zdziwił się.

Dlaczego miałby nie?

Oczywiście, byli ludzie, którzy się o niego martwili. Bee wiodła wśród nich chyba prym, ale i Nikolai z wujem, Helloise, nawet Thomas i dziadkowie Mabel… Była teraz i w tym niewielkim gronie najwidoczniej Dora, dziewczyna, której zniszczył ogródek, na szczęście nie uszkadzając jej w żadnym stopniu.

Nie wiedział co powiedzieć, więc nic nie mówił. Chociaż…

– Lubię… lubię ciasteczka. Nawet te z paździerzem. – bardzo lubił słodycze, najbardziej lubił pączki i te śmieszne cukierki po których się latało. Miał do nich wielki sentyment. Ale ciasteczka z paździerzem też mogły być. - I truskawki. – wygrzebał z koszyczka czerwone owoce i od razu jeden, razem z szypułką, włożył sobie do ust, zachwycając się słodkością czerwonego soku. Magiczny sezon na truskawki był szczęśliwie dłuższy niż mugolski. Zaraz potem zmiarkował się, że Dora nadal tu stoi i nadal się na niego patrzy, i stoi i… wziął więc drugą z najładniejszych truskawek (tak mu się wydawała, że tej duże dobrze z oczu patrzy i nie jest jeszcze przegnita) i podstawił Dorze tuż pod nos, jakby chciał ją nakarmić. To znaczy nie jakby. Realnie chciał jej wsunąć owoc w usta.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#5
27.06.2026, 18:06  ✶  

— Oh, no to świetnie, bo przyniosłam ich całkiem sporo — wskazała jeszcze raz na paczuszki, które zostały mu już zaprezentowane. Jej tata bardzo je lubił, nazywając najpyszymi, jakie kiedykolwiek miał okazję jeść, ale nawet jeśli dziewczyna bardzo lubiła te pochwały, to rozumiała że najpewniej wynikały one z rodzicielskiej potrzeby. Nie przeszkadzało jej to jednak w obdarowywaniu innych.

— Czy mogę o coś zapytać? — zapytała, bez mrugnięcia okiem sięgając po podaną jej truskawkę, bo nic w jej głowie nie było w stanie zrozumieć, że ktoś chciałby ją faktycznie nakarmić. — Czemu właściwie zamieszkałeś tu przy Warowni? Czy to po to żeby być jej bliżej? — zapytała, samej wkładając owoc do ust. Truskawki faktycznie były słodziutkie i wyrośnięte, bardzo dobre pomimo tego co działo się podczas lata z ziemią i niektórymi roślinami. — Podróżowałeś dużo do tej pory czy jak to wyglądało?



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#6
28.06.2026, 17:13  ✶  
Wyciągnęła z jego palców owoc i odprowadził wzrokiem umykającą słodycz, aż zniknęła przełknięta, obdarzając jego rozmówczynię delikatnym uśmiechem ukontentowania. Sam też się uśmiechnął, bliźniaczo, choć grymas nie sięgał i tak smutnych oczu.

Skinął głową oczywiście na pierwsze pytanie, tak w końcu wyglądały rozmowy, bardziej lub mniej. Ktoś zadawał pytanie i drugi ktoś musiał na nie odpowiedzieć. Albo nie musiał.

– Nie myślałem o tym. Brenna zaproponowała, bo mieszkałem u Lizzy w stodole. No i mogłem tutaj wypasać swoje kozy, a na zapleczu Lizzy one miały mało terenu i nie były zadowolone. – Miłka i Białka obecnie były sąsiadkami hipogryfów, ale Samuel musiał przyznać, że nigdzie nie były szczęśliwsze niż w Warowni. – A wcześniej wcześniej po prostu mieszkałem w Kniei. Tylko jak poszedł zakaz przebywania w Kniei to musiałem się wyprowadzić ale… chyba chciałbym tam wrócić. – Bez pudła odwrócił twarz w stronę lasu, jakby słyszał jego wołanie. Zew. Mógłby chociażby teraz zmienić się w ptaka i odlecieć. Musiał jednak pomóc tylu ludziom. Nie potrafił im odmówić. Więc zamiast tego po prostu wsadził sobie kolejną truskawkę do ust.

– A Ty? Czemu jesteś zielona? Ja też zauważyłem u siebie… o patrz, tutaj… – rozpiął koszulę bezpruderyjnie, odsłaniając klatkę piersiową, która zdawała się w niektórych miejscach… zbrązowiała i pokryta zielonym osadem porostu. Sam przypatrywał się temu z zaciekawieniem. – tak i… w sumie zawsze zastanawiałem się, czy skóra może transmutować w korę, ale jak widać nie trzeba tego za bardzo transmutować. Samo się robi. Transmutuje w sensie…
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#7
19.07.2026, 07:07  ✶  

Dziewczę słuchało odpowiedzi Sama z wyraźnym zainteresowaniem, skubiąc przy tym dalej truskawki, które przecież miały być dla niego prezentem. Spodziewała się jednak, że nie będzie miał do niej o to zbyt dużych pretensji. Przynajmniej ona sama by nie miała.

— No tak. Kózki. Bardzo fajne są, lubię je — wtrąciła. Chociaż Dora lubiła każde żywe stworzenie, więc obrzucanie Miłki i Białki miłością, nie było niczym niezwykłym. Skarmiała je nieco zbyt dużą ilością sianka, ale tylko wtedy kiedy nikt nie patrzył! — Oh, ja też tak mega bardzo tęsknię za Knieją! Bardzo lubiłam po niej spacerować. Albo iść sobie na łączkę i poleżeć w słońcu. Raz mnie z Brenną capnęły w niej diabelskie sidła, ale wszystko było w porządku i w sumie jak się człowiek rozgląda, to jest całkiem bezpiecznie. A teraz to co najwyżej na wrzosowiska. Znaczy może nie aż tak, bo się robi coraz zimniej i w ogóle. Ale wiesz co, podobno jest coś, dzięki czemu te okropne Widma trzymają się z daleka? Jakaś runa, która ma je odstraszać… Ale nie znam detali — w sumie nie była pewna, czemu się tym bardziej zainteresowała, ale zebranie Zakonu, na którym wzmianka padła, było raczej mało przyjemnym wspomnieniem. Kolejny raz, kiedy wszyscy się pokłócili, a pan Moody mówił nawet, że byłby w stanie ludzi zabijać dla dobra sprawy…

— A no bo to taka choroba jak ktoś za dużo w ziemi grzebie. Czasem się człowieka ima. Nazywa się zielona zaraza — nawet nie mrugnęła okiem, kiedy rozpiął przed nią koszulę, mimowolnie chyba wchodząc w tryb lekarski. — To wygląda… hm. To coś odnośnie tej twojej klątwy od ziemi? Pamiętasz, w ogrodzie zrobiłeś taki ambaras… to cię przez to porasta?



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#8
01.08.2026, 10:44  ✶  
Zastrzygł uchem, trudno było nie zastrzyc. Runy nie były jego mocną stroną, nawet teraz gdy stolarskie zajęcie przestało leżeć w przestrzeniach amatorskiego zainteresowania na rzecz fachu, który hah szlifował na licznych zleceniach, lub którego po prostu się uczył pod okiem mistrza Ollivandera. Runy były poza jego zasięgiem, język dziwny, znaki, w których magię dopiero trzeba było zakląć w momencie, gdy jego robota polegała na zachowaniu magii, która już była wewnątrz magicznego drewna. Tymczasem teraz to właśnie runa mogłaby odepchnąć widma od siebie. Mogłaby odepchnąć widma od jego domu…

Przylgnął do tej plotki, uwierzył w nią momentalnie z całej siły, a błękitne oczy pojaśniały mu nadzieją.
– Od kogo o tym wiesz? Z kim musiałbym porozmawiać, by dowiedzieć się… tych no… detali? – Najchętniej poleciałby od razu, na jej oczach zamienił się w krogulca i przemieścił co prędzej do osoby, która miała te informacje, gdziekolwiek ona była. Trochę nie chciało mu się wierzyć że byłaby to Bee, czyli Brenna. Jak mogłaby mu o tym nie powiedzieć? Może, swoim zwyczajem, musiała mieć wszystko do końca potwierdzone i sprawdzone? On by mógł to przetestować. On by bardzo chciał to zrobić!

Istnienie choroby, która zieleni skórę przyjął z o wiele większym spokojem niż by sam po sobie się spodziewał. Zielona zaraza. Ładne.
– Ciekawe, nigdy tego nie… nie złapałem. – przyznał drapiąc się po głowe i lustrując wciąż jej skórę. – Wyglądasz bardzo pięknie, nie wiem jak można nazywać to zarazą, skoro jest takim no… wyrazem łączności z naturą. Podziękowaniem od niej, za troskę i pracę włożoną w jej rozwój. – ogrodnictwo nie do końca było naturalne, wszak ogrodnik wybierał sobie co z ekosystemu pozostawało, podejmował decyzje zamiast Matki o tym, czy słaby miał przetrwać, czy dostawał wsparcie do walki. Samuel jednak sam nie był w stanie odmówić, gdy ktoś prosił o pomoc, więc wpływ z zewnątrz nie jawił mu się jako… nienaturalny, nawet jeśli u samej podstawy swojego istnienia był. Szczególnie teraz, gdy przebywał coraz więcej z ludźmi, gdy się integrował. Na wspomnienie błogosławieństwa, które okazało się klątwą, westchnął tylko cicho przez krótki moment przejeżdżając po korze palcami a potem chowając zmodyfikowany kawałek skóry.
– Tak. Chyba tak. Pani doktor, która się mną opiekowała niestety nie może tego potwierdzić bo no… bo nie żyje, ale myślę, że ma to związek ze sobą. Nie boli na szczęście, mi całkiem dobrze idzie żeby nie robić tego ambarasu dookoła, więc może magia, którą mam musi znaleźć inną drogę? Jedyną rzeczą której się boje, że zacznie sięgać mi kora na twarz czy dłonie. Trochę nie będę mógł wtedy pracować w Dolinie tak często, bo jednak mugole… a chyba nie pójdę do apteki i nie dostanę maści na kore? – zaśmiał się niezręcznie, ostatecznie przecież chciał wrócić do Kniei. Ludzie, uśmiechnięci ludzie, dziękujący mu ludzie… to było miłe, ale było tego czasem za dużo. I czuł się cięzarem na farmie u Nikolaja. I nie widział siebie mieszkającego w domku ogrodnika. Nie kiedy Longbottomów odwiedziłaby Nora. Albo gorzej - gdyby dowiedział się, że przez wzgląd na niego przestała ich odwiedzać. Znów spochmurniał, a truskawki przestały mu smakować jak wcześniej. Tak właśnie było gdy przestawał pracować - za dużo myślał, a myślenie stawało się bolesne.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#9
19.08.2026, 01:56  ✶  

— Hm, pomyślmy… — Dora wyraźnie musiała się zastanowić nad tym, co miała w tym momencie odpowiedzieć. Nie chodziło o to, że nie wiedziała, albo nie chciała mu powiedzieć, ale problem leżał gdzie indziej. W samym zebraniu Zakonu Feniksa. Atmosfera, która wtedy panowała, niesamowicie ją przytłaczała, a słowa które padły w strażnicy, zwyczajnie ją przerażały i napawały smutkiem. Bała się tego, do czego mogli być zdolni ludzie, których kochała i którym ufała. Wiedziała, że los miał dobre i złe strony, ale dla niej była pewna różnica między robieniem rzeczy pod wpływem chwili, a rozważaniu ich w pełni świadomi i tak na chłodno, jakby snuło się plany. Plany morderstwa, żeby być precyzyjnym, bo tak to odbierała młoda Crawleyówna. Wszystko więc mieszało jej w głowie niepomiernie, sprawiając że musiała siegnąć do tamtego momentu, przewertować go na nowo i wychwycić do kogo faktycznie powinien zwrócić się Samuel, jeśli chciał odpowiedzi. — Cóż, Brenna zawsze wie wszystko… — zaczęła od tego, bo akurat w to wierzyła bezgranicznie. Brenna była zawsze i wszędzie, jakby pokonywała prawa czasu i przestrzeni. Miała oczy naokoło głowy i uszy w każdym zakamarku. Niewiele mogło ją zaskoczyć. — Ale myślę, że dobrze byłoby o to zapytać ciocię Tessę. Quintessę. Quintessa Longbottom, mieszka w Dolinie niedaleko Warowni — poprawiła się raz za razem, bo jak się tak nad tym zastanowiła, to nie była pewna czy Sam kojarzył Tessę. — Może też Norę albo Thomasa, bo to chyba miało coś wspólnego z kotkami, ale nie jestem pewna — zastanowiła się, zabierając za kolejną truskawkę, ale jadła ją powoli, malutkimi gryzami i bardziej by się czymś zając. — Ale jak nie chcesz, to ja mogę spróbować się ich bardziej podpytać. Nie robiłam tego wcześniej, bo byłam trochę zajęta i nie chciałam im zawracać głowy — uśmiechnęła się do niego delikatnie, bo wydawał się jej nieco nieśmiałą osobą, więc nie chciała go do niczego zmuszać.

— Ładnie o tym mówisz — zauważyła łagodnie, uśmiechając się nieznacznie. — Myślę, że nazywają to zarazą, bo wnika w ciało. Rośliny inaczej się odżywiają niż zwierzęta czy ludzie. Dodatkowo, jest to odczuwalne, szczególnie poprzez rozrost kwiatostanu na głowie, który zwyczajnie jest bolesny — w jej własnych włosach pyszniły się drobne, błękitne kwiatuszki, przypominające niezapominajki. Dora uważała, że ładnie podkreślają jej kolor oczu, ale oprócz tego ciężko było jej się czesać, więc robiła to ostatnio tylko zaklęciami, żeby nie drażnić roślinności szczotką.

— Przykro mi — odpowiedziała smutno, na wieść o śmierci lekarki. — W sumie… w sumie jest to całkiem zasadna obawa. Z tego co się orientuję, to zawsze można się podobnych narośli pozbyć zabiegowo. Ale myślę, że pójście do apteki wcale nie jest aż takim kiepskim pomysłem. Znaczy może nie do apteki a do kogoś, kto zrobiłby ci maść lub eliksir na zamówienie, a który ograniczyłby rozrost i zmiany. A co do rozpoznawalności przez mugoli… cóż, no zawsze można próbować zaklęć zauroczenia, ale no… nie wiem na ile jesteś z nią zaznajomiony. Ja jestem w niej trochę tragiczna.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#10
05.09.2026, 16:30  ✶  
Skrzywił się boleśnie na brzmienie imienia swojej niedoszłej żony. Ostatnie dwa miesiące nie były dla niego łaskawie, gdy wakacyjna miłość zdążyła na nowo wybuchnąć, tylko po to, aby zwiędnąć nim spadł pierwszy śnieg. Miał szykować się do ślubu, miał stać się mężem i ojcem, odpowiedzialnym stolarzem z pięknym domem i dwiema kobietami, które kochał bardziej niż ktokolwiek inny.

Miał mieć swoje gniazdo.

Mógł tupnąć nogą, mógł się na to nie zgodzić, mógł szarpać się i krzyczeć na nią, że nie ma prawa go odprawiać. Mógł. Rozeszli się w zgodzie, jak wtedy gdy wypuszczał ją z rąk wtedy na peronie. Odjechała do Londynu, nosząc pod sercem ich dziecko.

Teraz w jego dłoniach, w jego objęciu mogła znaleźć się tylko Mabel.

Czy już wybrała swoją zwierzęcą formę?

– Nie. Dość regularnie widuję się z Thomasem, gdy odwiedzam Little Whinging. – Jego niedoszły szwagier zawsze patrzył na niego takim zasmuconym wzrokiem, ale Sam nie znał się za bardzo na ludziach i tego nie dostrzegał, nosząc swój własny żal w sercu. Źycie jednak płynęło dalej. Podniósł się po śmierci rodziców. Podniesie się i po tym.

Nie chcąc kontynuować tematu, skupił się na chorobie, która tak pięknie objawiała się na jej skórze.
– Przykro mi, że Cię boli… Mogę zapytać swoją przyjaciółkę o coś co załagodzi ból, jest zmyślną zielarką, podejrzewam, że nie raz też doskwierała jej ta choroba – jego sękata pracą przy drewnie dłoń opadła na głowę Dory i łagodnie zmierzwiła jej włosy. Nie byli tak blisko by mógł pozwalać sobie na taki kontakt, ale jakoś nie pomyślał, że mogłoby to być niewłaściwe. – W sumie mógłbym od razu zapytać ją o coś na korę… – połączył kropki w głowie, czy raczej zderzyły się dwa nasiona dmuchawca puszczone w ruch falą skojarzeń – Magii zauroczeń nie lubię. To byłoby kłamstwo, a kłamstwo niszczy duszę. Nie chciałbym, żeby moja dusza była zniszczona. Nie bardziej niż czyni to wyrwa na Kniei. – Powiedział całkiem poważnie, z głębi swojego szczerego serca.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dora Crawford (1938), Samuel McGonagall (2059)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa