• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
1952 — Lyra & Syl — Wąż w damskiej łazience

1952 — Lyra & Syl — Wąż w damskiej łazience
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#1
11.04.2026, 11:58  ✶  
1952, łazienka Jęczącej Marty

Niedużo roczników potrzebował Hogwart, aby okrutne i brutalne morderstwo ze szkolnych korytarzy stało się przekręcaną na niemożliwie wielką ilość sposobów opowieścią, którą starsi uczniowie opowiadali młodszym podczas wieczornych posiedzeń w dormitoriach. Niewielu znajomych Seisylla pamiętało kim była Marta Warren, a nawet jeśli pamiętali – cóż niby miało to zmienić? Hogwart zamknięty nie został (nawet jeśli mało ku temu brakowało), a oni podchodząc do tego z należytą empatią i zrozumieniem, wciąż nie mogli zmienić gorzkiej prawdy: dziewczyna, której resztki w postaci ducha wędrowały po piętrze, była bezczelna, natrętna i irytująca. Szybko zdobyła przydomek Jęczącej, a jej koszmarne zawodzenie skutecznie odganiało wszystkich chętnych do skorzystania umiłowanej przez nią ubikacji.

Niewątpliwie ułatwiło to Seisyllowi podążanie krokami swojego przodka.

Wiesz dobrze, dlaczego stworzyłem tę Komnatę.

Prawdę mówiąc, nawet pomimo wszystkich słów, jakie Slytherin wypowiedział w jego głowie, a nawet pomimo stania nad kranem, który okazał się przejściem do przerażającego kompleksu korytarzy prowadzących do miejsc żywcem wyjętych z jego koszmarów... Seisyll nie wiedział, ani nie rozumiał. Miał wrażenie, że podąża za słowami Salazara z czystej, ludzkiej ciekawości – nie sięgnęła go jeszcze nienawiść do nikogo – umysł miał więc nieskalany ideami, które miały prowadzić go w dorosłości przez robienie rzeczy wybitnie okrutnych.

To był wieczór. Niedługo miała zacząć się cisza nocna i chłopak ani trochę nie spodziewał się, że do środka mógłby wejść ktoś inny. Na jego twarzy szybko pojawiło się głębokie speszenie. Pospiesznie odkręcił kran i zanurzył dłonie pod strumieniem wody. Udawanie, że myje ręce w nawiedzonej damskiej łazience, a nie próbuje otworzyć wejście do przeklętych kanałów zbudowanych przez założyciela szkoły – absurd, aż się pocił na samą myśl jak głupie to było – ale przecież Delyra o tym wszystkim nie wiedziała. Uśmiechnął się krzywo, niemrawo. Próbował zgonić niezręczność na to, że to była damska łazienka i już snuł w głowie kłamstwa na wypadek, gdyby Lestrange go o cokolwiek zapytała.

– Cz-cześć – powiedział, po czym odchrząknął. Wzorkiem uciekł w bok, później w dół. Wpatrywał się w zieleń własnego mundurka. Założyciel tego cholernego domu pakował go w coraz dziwniejsze sytuacje.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#2
11.04.2026, 19:19  ✶  
Oczywiście, że zasiedziała się w bibliotece, ale mchy nie mogły na nią czekać. Ani storczyki, ani fiołki, ani psiankowate. Moża by wymieniać w nieskończoność, ponieważ roślin na świecie jest co nie miara, a Delyra Lestrange kochała wszystkie. Nawet jeżeli były trujące, miały ciernie lub były po prostu kłujące. W jej głowie nie istniał podział na rośliny magiczne i mugolskie, każde były tak samo warte uwagi. Zielsko dzieliło się tylko na lecznicze i trujące.

I właśnie tym razem, dla odmiany, śledziła poczynania magicznych botaników, zajmujących się leczniczymi działaniami madragór. Podobno w średniowieczu uważano je za afrodyzjak, ale według kilku wierzeń, korzenie oblane jakąś miksturą i powieszone na suficie potrafiły omamić i nawet zabrać duszę! Działało to prędzej pod względem izolacji ofiary i jej samotności niż faktycznie magicznie zamieniało ludzi w narzędzie oraz naczynie na ideę. Lyra nie do końca wierzyła w bujdy średniowieczne. Musiałaby je sama przetestować.

Niestety przez nocne zagłębianie wiedzy, której zdecydowanie na szóstym roku nie potrzebowała, prawie została złapana na gorącym uczynku przez prefektów. Dzięki swojej idealnie wykształconej umiejętności kłamania i cukrowania przekonała dziewczynę, że faktycznie już wybierała się do łóżka. Oczywiście nie przyznała, że jeszcze musi trochę przed snem z toalety zrobić.

Za bardzo zajęta była lustrowaniem, jak delikatne stawały się rysy twarzy prefektki Puchonów pod wpływem światła świecy, którą ze sobą wszędzie zabierała. Na chwilę przez to zabrakło jej oddechu i zapomniała się odezwać na odchodne.

Na spokojnie, nie spiesząc się, podążyła krokiem godnym szlachciankę, którą niewątpliwie była, do dormitoriów Ślizgonów, żeby zabrać potrzebne rzeczy na dziesięciokrokową pielęgnację skóry stworzoną specjalnie dla niej od niej. Do tego jeszcze sprzątnęła z szafki różdzkę i koszulę nocną.

W jak wielkie zdziwienie wprawił ją Seisyll, który wparował do Łazienki Jęczącej Marty. Delyra też nie powinna tam być przez owego ducha, ale akurat nakładała serum z lawendy na policzki i delikatnie je wsmarowywała. Została nakryta w środku ruchu.

Nastolatek się odezwał, a ona instynktownie próbowała zasłonić się. Nie spodziewała się gości w łazience, szczególnie, gdy przez pół przezroczystą koszulę nocną wyzierał na świat jej dekolt. Na szczęście na materiale znajdowały się wyszyte korony kwiatów, które jako tako nadawały tekstylium nieprzepuszczalności.

— Cześć? — odezwała się niepewnie, bardziej zdziwiona niż faktycznie przerażona niezapowiedzianą wizytą chłopaka.
— Nie powinieneś byś w łóżku o tej godzinie? — zapytały bardziej instynkty Delyry niż ona sama, nie mogła powstrzymać tego pytania. A nie była przecież w żaden sposób opiekuńcza wobec osób trzecich. Może chodziło jej o ciszę i spokój łazienki, który Seisyll zaburzył swoją obecnością?

Mimo uważania chłopaka za intruza swoich rytuałów piękności w środku nocy, Lyra zmierzyła go wzrokiem. Był jeszcze w mundurku z krawatem. Zmarszczyła brwi, oceniając go w głowie. Co on w ogóle chciał? Od niej? Od łazienki? Od Marty? Każdy chciał od Marty, by zamknęła jadaczkę. Ale coś poza tym?
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#3
13.04.2026, 09:59  ✶  
Chłopak zakręcił kran, zmierzył koleżankę niepewnym spojrzeniem i otrzepawszy dłonie z kropli wody, przesunął palcami po krótkich włosach, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc mu w ujarzmieniu niezbyt ładnej fryzury. Niepewność w źrenicach niknęła jednak, kiedy się wpatrzyło w tę paskudną, jaszczurzą twarz odrobinę dłużej i do człowieka docierało, czym Rowle (przynajmniej według plotek) przypłacili tak bliskie trzymanie się ze smokami. Wyglądał jak… oh, to jemu przydałby się ten krem – ale nawet najgrubsza jego ilość nie poradziłaby sobie z pokrywającymi lewą część jego szyi łuskami i tym, że Delyry nie mierzyły teraz wzrokiem oczy człowieka, lecz oczy jaszczurki.

– To samo pytanie mógłbym zadać tobie – zauważył, poprawiając przy tym krawat ślizgońskiego mundurka w nieco nerwowym, szczeniackim ruchu. Zachowywał się dziwnie, ale zachowywał się dziwnie w taki sposób, w jaki zachowywałby się losowy gówniarz w jego wieku chcący zaimponować koleżance, uniknąć losowej kary, albo po prostu kogoś pozaczepiać. Przybrał już nawet tę pozę – jakby miał zaraz rzucić jakimś żartem, zbyć ją jakoś mimo tego, że to on był tutaj niepasującym elementem – bo wychował go Slytherin. I chodziło tu zarówno o przodka opowiadającego mu przedziwne legendy, jak i dom pozostawiony przez niego w Hogwarcie. W Slytherinie musiałeś przecież radzić sobie z nieustanną rywalizacją o dominację, a on był na swoim roczniku twarzą znaną – bo Rowle byli znani, a on musiał dopieścić swoim zachowaniem to, co zbudowali jego bracia. – Nie masz czasem…

JEBUT!

Nie zdążył dokończyć zaczętego zdania, kiedy z odpływu wydostała się nagle smuga czegoś, co w pierwszym momencie wziął za parę, a milisekundy później książka, którą Marta wyciągnęła zapewne z ubikacji, wylądowała na samym środku jego głowy. Jak nie będzie miał po tym guza, to sam się zdziwi.

– ILE RAZY MAM CI TO POWTARZAĆ?! – Wrzasnęła Warren, wypadając z jednej z kabin, omal nie wyrywając z zawiasów i tak zniszczonych już drzwi. – To. Jest. Łazienka. Dla. DZIEWCZYN!!


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#4
29.04.2026, 12:37  ✶  
Na obliczu Delyry zagościła wielka lwia zmarszczka na czole, której nawet nie próbowała ukryć. Nie rozluźniła mięśni twarzy, jej brwi nadal stykały się w grymasie zdziwienia i lekkiego obrzydzenia. Czym dokładnie był Rowle? I dlaczego miał oczy jaszczurki. Autentycznie spojrzała gdzieś indziej oraz pomasowała skronie. Zdecydowanie ta noc pozostanie w jej pamięci jako bliskie spotkanie z człowiekiem, który za bardzo zmiksował się ze smokami.

Szczególnie, że chwilę później coś tam jej odszczeknął, a raczej normalnie powiedział, nawet trochę niepewnie. Podniosła brew i skrzyżowała ramiona na piersi, które trochę się uwypukliły — Jak widzisz, szykuję się do snu i tobie radzę to samo — odparła z pewnością siebie kogoś normalnego, a nie takiego, kto przed chwilą wgapiał się na łuski na szyi kolegi. Dodatkowo pokazała ręką na swoje kosmetyki leżące wokół umywalki.

Może z tym zdaniem brzmiała jak jakaś wyuzdana mamuśka, której bardzo zależy na swoich dzieciach, ale tak szczerze nic a nic nie zależało jej na Seisyllu, ale jako starsza koleżanka musiała trzymać poziom. A nawet nie była prefektem! Instynkty macierzyńskie też raczej nie grały w jej zachowaniu roli. To dlaczego w taki zapyziały sposób poradziła koledze, żeby szedł spać? Może chciała go nakłonić do zachowywania się jak normalny człowiek, choć oczywiście normalnym człowiekiem nie był? A może po prostu powiedziała mu to, bo tak bardzo została zindoktrynowana zasadami panującymi w Hogwarcie, że każdy uczeń po ciszy nocnej musi pójść do łóżka?

Tak czy siak, z myśli wyrwał ją krzyk Marty. Nawet nie drgnęła. Wiedziała, że powinna, ale czy chciała pokazywać przed takim perfidnym duchem słabość? Przewróciła oczami, kompletnie nie przejęta — Marta, uspokój się — rzuciła w stronę ducha — Przecież jestem dziewczyną, a — zlustrowała chłopaka, próbując przypomnieć sobie imię, którego jej na pewno nie powiedział, więc wybrała inną taktykę — Rowle to mój kolega — skłamała gładko, bez ani jednego drgnięcia kącika ust, które w jakikolwiek sposób pokazywałoby, że kłamie.

— Więc idź już sobie, proszę — uśmiechnęła się lekko do Marty, miała nadzieję, że przez jej głos nie przemawia jad niechęci do ducha.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#5
01.05.2026, 09:24  ✶  
Stojącemu naprzeciw Delyry chłopakowi ewidentnie nie przeszkadzało to, że był obserwowany. Owszem, zachowywał się dziwnie, trochę jak gówniarz ukrywający coś przed nauczycielką, ale kiedy inni spuszczali głowy i chowali się przed cudzą oceną, on zdawał się błyszczeć w świetle zewnętrznej uwagi. A może to te przedziwne łuski odbijały tak światło? Oh, okropny był z niego dziwak i paskuda, jakaś taka karykatura natury – a to wszystko opisywało jednocześnie młodego, przystojnego chłopaka, za którym pewnie oglądały się dziewczyny z jego klasy. Niezbadane były ścieżki losu, a to co dotknęło Rowla – klątwa czy choroba – podkreśliła wyraźnie to, że coś z nim było nie tak, nawet jeśli ciężko było na pierwszy rzut oka opisać co, jednocześnie nie udało jej się stłamsić uroku chłopaczka z dobrego domu.

Istniała jakaś dziwna satysfakcja, kiedy na głowie kogoś takiego jak Seisyll lądowała książka wyciągnięta prosto z ubikacji.

– I szykowałaś się do tego w łazience pierdolniętej? – Warknął, podnosząc tomiszcze z zachlapanej wodą klozetową podłogi. Następnie napiął się, zmarszczył twarz. Nie pasowała do niego ta mimika szkolnego cwaniaczka, ale tak jak wiele innych rzeczy – nie obchodziło go to. Tak samo jak nie obchodziło go to, że Jęcząca Marta pozostała duchem, więc rzucony w nią przedmiot przeleciał przez niematerialne ciało, odbił się od drzwi kabiny toaletowej i rozbryzgał wokół jeszcze więcej brudnej wody. Wcale go to nie zdemotywowało. Wyglądał bardziej jakby miał podciągnąć rękawy i wyzwać mugolaczkę do walki na pięści, niż ustąpić w tym... Nietypowym konflikcie. – Tylko mi nie mów, że jesteście koleżankami, Lestrange. – Bo to przecież była Marta Warren. Mugolaczka. Bezwartościowy pomiot, który nie zasługiwał na życie i utracił je właśnie dlatego, że nie znaczył dla tego miejsca nic. Czy Lestrange w ogóle rozumiała gdzie stała? Czyje słowa i czyny zbudowały tę szkołę, tę łazienkę i... Komnatę ukrytą wiele metrów pod ziemią. Strzeżcie się wrogowie dziedzica i...

Niech was zmrozi to, że było ich więcej.

– Paskudny ZBOCZENIEC! I oszust i krętacz. A ja tu sobie tylko latam, latam i... – Wracająca do swojej kabiny, rozzłoszczona i przytłoczona tym dziewczyna zapewne chciała zamknąć się tam i znów skowyczeć tak głośno, że będzie słyszał ją cały korytarz. – Jesteście wszyscy tacy sami. Wszyscy!


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#6
16.05.2026, 18:22  ✶  
Na to uderzenie Seisylla książką, Delyra zdobyła się na mały uśmieszek. Strasznie bawiły ją takie sytuacje, w których ktoś obrywał, a ona nie. Może to była taka mała iskierka sadyzmu? Nie patrzyła na niego więcej, tylko na jego słowa przewróciła oczami. Nie odpowiedziała nic, ale widać było, że nie da sobie jakiemuś chłopaczkowi oceniać co i gdzie robi. I nie obchodziło jej, że ten chłopaczek należał do Rowle'ów, bo absolutnie nikt nie ma prawa nawet zaproponować jakiegoś innego rozwiązania.

Ale na to głośno prychnęła — Naprawdę, Rowle? Jak śmiesz? — spojrzała na ducha z wielka wzgardą — Próbuję nie eskalować sytuacji — wysyczała, jak największy jad.

Serio nie lubiła tych mugolaków no. Nawet przed tym jak stało się to modne. Pochodzili z brudnej krwi, którą nauczyła się gnębić i nienawidzić. Przecież sama pochodziła ze śmietanki towarzyskiej! To czemu miałaby zadawać się z takim pomiotem?

Złapała się za grzbiet nosa. Marta krzyczała. Znowu. Lyra spojrzała oskarżycielsko na Seisylla — Widzisz co narobiłeś? Teraz obudzi cały Hogwart — nawet nią samą zdziwiło, że faktycznie martwiła się o pobudce wszystkich dzieciaków i nauczycieli. Tylko bardziej obchodziło ją czy dostaną ujemne punkty dla swojego domu.

Więc zaczęła zwijać swoje manatki. Pakowała szybko flakony do torebki z przegródkami i już miała wychodzić, ale rzuciła do Rowle'a — Ty nie uciekasz do dormitoriów? Jak nas nakryją to koniec.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#7
17.05.2026, 15:28  ✶  
Z oczywistych względów jej uśmieszek przeoczył, nie stracił więc swojej bezczelności w zachowaniu i mowie ciała, bo nie miał czym się speszyć. Odrobiny szacunku jednak do Lestrange nabrał, bo się wyraźnie postawiła sugestii, jakoby pomiędzy nią i Martą mogło zaiskrzyć coś tak absurdalnego jak przyjaźń. Nie można przecież było wiecznie chować głowy w piasek i chować się przed prawda o tym, że niektóre chwasty należało wyrywać, zanim zbyt mocno się zakorzenią. Okrutne to były myśli – niepasujące do duszy pełnej słońca, walijskich gór, lasów, rzek i jezior. Ktoś mający do nich wgląd zapewne nie uwierzyłby w to, jak delikatnym i czułym człowiekiem potrafił być Seisyll, kiedy udawało mu się zdusić na moment przekazaną mu w dziedzictwie klątwę krwi. Powinien urodzić się z drzemiącym wewnątrz rykiem smoka, zamiast tego urodził się z pustką w sercu. Salazar Slyherin wypełnił ją nieskończonym echem swoich słów, nakręcając w nim nienawiść i napędzając coraz większe paranoje.

– Niech budzi, może ją stąd wreszcie wypędzą – rzucił, z zaskakująco małą ilością empatii dla dziewczynki, która zmarła tu tragicznie w jego wieku z winy nauczyciela. Kogo wychowało dormitorium Ślizgonów, ten się w cyrku nie śmiał. Szczególnie, że w cyrku też pracowały te cholerne szlamy, a uśmiechnięcie się na widok ich występu było gwarancją towarzyskiego samobója. Albo nienawidziłeś, albo byłeś nienawidzony. – Wiem jak dostać się do piwnicy nieco szybciej. – Przyznał. Podszedł do kranu i obmył ręce, później twarz i włosy, żeby wypłukać z nich wodę śmierdzącą zapomnianym dekadę temu sedesem. Następnie ruszył w kierunku drzwi. – Chodź, Lestrange. – Nie powinien i nie zamierzał zdradza jej największych sekretów tego zamku, ale mógł zdradzić jej jedno z ukrytych przejść.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#8
27.06.2026, 11:27  ✶  
— Piwnicy? Chyba śnisz — Delyra prychnęła głośno. Co tej człowieczek sobie myślał? Że członkini majętnego rodu Lestrange pójdzie z nim tak po prostu do piwnicy? Co to w ogóle za pomysł, by w środku nocy iść do piwnicy? Poza tym ucieczka do piwnicy przed w całości obudzonym zamkiem wydawała jej się absurdalna.

Wkrótce zapytała już w ruchu, bo Seisyll zaczął iść, a ona nie chciała zostać sama, bo na nią poszłaby cała wina — Czemu w ogóle piwnica? — zmarszczyła brwi, ale nie skrzyżowała ramion na piersi, bo szła. — Przecież tam mieszkają elfy, chyba — a tutaj było widać niewiedzę związaną z braku sympatii do elfów domowych, w tym przypadku zamkowych. — I powiedziałeś konkretnie piwnica, nie lochy, piwnica — bardziej naciskała.

Robiło się co raz ciemniej, bo schodzili w dół. Ciarki przeszły przez Lestrange. Nigdy nie zapuszczała się tak bardzo w dół. Oczywiście do lochów drogę znała, ale ta piwnica wydawała się jakaś inna. Dlatego pod nosem mruknęła — Lumos — a z jej wystawionej różdżki popłynęło blade światełko.

Lyra zatrzymała się w pół kroku, złapała nowego kolegę za ramię, by go brutalnie odwrócić — Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? — rzuciła bardzo oceniająco.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#9
01.07.2026, 21:42  ✶  
Seisyll spojrzał na nią spojrzeniem mówiącym coś oczywistego, kiedy miałeś do czynienia z kimś bardzo zarozumiałym – jej założenia i pytania sprawiły, że teraz już zupełnie miał ją za denerwującą. Chyba śnisz? O czym ona niby teraz myślała? Nie zapraszał jej na spacer, tylko oferował sprawny sposób ucieczki w dół, bez wchodzenia w drogę prefektom idącym tu już zapewne przez wzgląd na hałas.

Chłopaki by zrozumieli.

– Zawsze zadajesz tyle pytań i czepiasz się słówek? Możesz przekonać się o co chodzi idąc ze mną, albo radzić sobie sama.

Kurwa, jak on nie lubił takich mądralińskich dziewczyn. Zawsze gadały i gadały, ale kiedy trzeba było wziąć się do prawdziwej pracy, to zaczynamy się kulić i unikać spojrzenia każdego, kto mógł zauważyć ich niekompetencje. No i… tak zwyczajnie, po ludzku, nie lubił kiedy ktoś się do niego od razu przyczepiał, zamiast uprzejmie zapytać. Od wezbranych w nim emocji sam już zdążył wyprzeć z pamięci to, jak strasznie trząsł portkami na jej widok, bo wydawało mu się, że ktoś niepowołany mógłby odkryć sekret Salazara. Teraz zgrzytał zębami, bo ten sam ktoś nie wierzył w jego umiejętności doprowadzenia ich pod drzwi dormitorium.

Złapany za ramię odwrócił się w jej kierunku, mierząc ją tymi okropnymi, gadzimi oczyma, na widok których łatwo przychodziło się wzdygnąć. Z takiej odległości widać było, jak przez tę klątwę zrobił się paskudny.

– Dziewczyno, znam po prostu różne skróty, żeby nas nikt nie znalazł. Jak ci to nie pasuje to nie leź za mną, tylko idź na czołowe spotkanie z tą zjebuską, która odbiera wszystkim punkty za oddychanie.

@Delyra Dolohov


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#10
07.07.2026, 10:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2026, 14:57 przez Delyra Dolohov.)  
To już totalnie zarobiło przeciągłe przewrócenie oczami. Zadała tylko pytanie, no dobra, dość nieuprzejmie, ale kto normalny idzie za gadem do piwnicy? Sama ta rzecz była przerażająca. I czemu miałaby w ogóle zaufać jakiemuś przypadkowemu człowiekowi, który w ogóle nie przypominał człowieka? Nie obchodziło jej zbytnio, że byli w tym samym domu. Rowle był jej zupełnie obcy, co dodawało w niej smużki nieufnośći.

No ale dobra. Chciała uciec przed tą prefektką z Ravenclaw, która była tak logiczna, że nie darzyła nikogo sympatią i faktycznie odbierała punkty za oddychanie, kiedy miała zły dzień. Delyrze wydawało się, że skoro jest taka mądra to powinna wiedzieć, że ludzie muszą oddychać, żeby przeżyć.

Też Lestrange nie wzdrygnęła się, kiedy Rowle tak na nią spojrzał. W lekkim świetle różdżki nie widziała dokładnie tego twarzy, ale zręcznie utrzymywała maskę obojętności. Nie widziała nigdy takiego zjeba, ale trzeba było sobie radzić i się nie bać. Poza tym, to nie ona miksowała się ze smokami.

Zamiast dawać jakąkolwiek satysfakcję Seisyllowi z oburzenia, po prostu skinęła głową i mruknęła ciche — Nox — i światełko zniknęło. Jeżeli chcieli dotrzeć do lochów na czas, to musieli iść w ciemności, by szajbuska ich nie wyhaczyła. Zacisnęła ręce na swojej kosmetyczce z flakonikami. W pomiędzy wskazującym a środkowym trzymała różdżkę skierowaną w dół. Mocno trzymała, żeby nagły impakt w ścianę lub inne czekające na nich rzeczy nie wyburzyło jej z rytmu.

Wpadła raz na ścianę, ale szybko otrząsnęła się. Nigdy nie była w tej części zamku i było to bardzo wyraźnie widać. Kluczyła za Seisyllem, zestresowana, że towarzysz wywiezie ją w manowce i w ogóle nie trafią do dormitoriów. Ale chwilę później dotarł do niej bardzo dobrze znany zapach stęchlizny i świec. Naprawdę doszli podziemiami do domu? Nie miała w zwyczaju przyznawać racji ludziom, więc nic nie odpowiedziała - nawet zwykłego 'dziękuję za uratowanie mi dupy przed szajbuską'. Dlatego wyszeptała do ściany hasło i pierwsza wślizgnęła się do Pokoju Wspólnego. Ściskała blisko siebie kosmetyczkę, sprzepnęła z niej pajęczyny. Podążyła do dormitoriów dziewczyn po cichym — Dobranoc.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Delyra Dolohov (1548), Seisyll Rowle (1551)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa