• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[Jesień 72, 18.09 Astoria & Gabriel | Galeria OdNowa] Le Jardin des Guérisseurs

[Jesień 72, 18.09 Astoria & Gabriel | Galeria OdNowa] Le Jardin des Guérisseurs
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
04.08.2026, 12:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2026, 12:47 przez Gabriel Montbel.)  
Galeria OdNowa należała do tych miejsc, które nie próbowały przekonać odwiedzających o własnej wartości. Nie musiała. Wystarczyło przekroczyć wysoki próg dwupiętrowej kamienicy, by znaleźć się w świecie, gdzie marmur zdawał się chłodniejszy niż gdziekolwiek indziej, a światło rozlewające się spod długich kryształowych żyrandoli zyskiwało niemal sakralny charakter. Rodzina Avery od pokoleń pielęgnowała przekonanie, że sztuka wymaga odpowiedniej oprawy, dlatego nawet cisza między salami wydawała się kunsztowna.

Zaraz po zmroku pojawił się w niej i zaciekawiony Gabriel, który kojarzył przecież nazwisko Averych z francuskich salonów. Przeszedł przez Marmurowy Pałac z pobłażliwym uśmiechem, który pojawiał się na jego twarzy zawsze, gdy cudza ambicja próbowała dorównać wieczności. Zatrzymywał się przed kolejnymi rzeźbami jedynie na tyle długo, by rzucić pod nosem kąśliwą uwagę, czasem cichy śmiech, innym razem westchnienie pełne teatralnego rozczarowania. Jeden z marmurowych herosów okazał się mieć źle wymodelowane dłonie, pejzaż przedstawiający wybrzeże Bretanii cierpiał na przesadę błękitów, a portret pewnego nestora rodu Travers wyglądał, według Gabriela, „jak człowiek, który umarł z nudów jeszcze przed ukończeniem pozowania”.

Strażnik czekający końca zmiany, wodził za ekscentrycznym jegomościem coraz bardziej znużonym spojrzeniem, nie odróżniając go zbytnio od innych czystokrwistych snobistycznych gości, choć ci rzeczywiście z rzadka znajdowali drogę do galerii poza wskazanymi zawczasu fetami. Szata uszyta z ciemnozielonego sukna o niemal czarnym odcieniu układała się ciężkimi fałdami aż do kostek. Talia została delikatnie zwężona, wysokie połacie materiału opadały miękko od bioder, a szerokie mankiety odsłaniały śnieżnobiałe rękawy koszuli z drobnymi różanymi koronkami przy nadgarstkach. Nad całością górował aksamitny kołnierz o ostrych, niemal wojskowych liniach, pod którym zawiązano jedwabny fular w kolorze starego srebra. Ani jeden włos nie wymykał się z misternie ułożonej fryzury. Półdługie, jasne pasma zostały zaczesane do tyłu i splecione na karku w sposób, który sprawiał wrażenie niewymuszonego wyłącznie dla tych, którzy nigdy sami nie spędzili godziny przed lustrem. Powinien wtapiać się tłum, ale był raczej jednym z tych ludzi, którzy być może w swoim sposobie poruszania, być może w chłodzie pozostawianym po swoim przejściu pozostawiali irracjonalny niepokój. Jak wilki odziane w owcze runo.

Gabriel uśmiechał się jeszcze, kiedy minął ciężką kotarę prowadzącą do Pokoju Portretów.

Uśmiechał się również wtedy, gdy rzucił mimochodem:

– Och, kolejny bufon, który wygląda, jakby największym osiągnięciem jego życia było posiadanie brody.

Kilka kroków dalej parsknął śmiechem na widok damy sportretowanej z chartem typowe!. Jeszcze dalej uniósł brew nad przesadnie heroicznym wizerunkiem czarodziejskiego alchemika otoczonego lśniącym pyłem niegroźnego przecież wybuchu.

Lecz potem…

…przestał się śmiać.

Nie było w tym gwałtowności.

Nie było dramatycznego zatrzymania.

Po prostu następny krok nigdy nie nastąpił.

Obraz wisiał samotnie na końcu sali, skąpany w miękkim świetle zaklętych lamp. Pod pozłacaną ramą widniała niewielka tabliczka:

Jean-Baptiste Delorme (1591–1672)
Le Jardin des Guérisseurs
Szkoła Beauxbatons, ok. 1624

Na rozległym płótnie grupa młodych adeptów uzdrawiania siedziała pośród wysokich traw ogrodu francuskiej szkoły. Letnie słońce rozświetlało białe kołnierze, błękitne szaty i otwarte księgi, a starszy nauczyciel tłumaczył coś z rozwiniętego pergaminu. Wzrok Gabriela od razu skupił się na dłoniach wykładowcy, zanim w ogóle zaczął lustrować twarze. Malarz z zaskakującą starannością oddał sposób, w jaki starszy uzdrowiciel układał palce podczas objaśniania anatomii magicznych przepływów – nie teatralnym gestem spodziewanym w sztuce wymagającej karykatury, lecz pewnym, oszczędnym ruchem człowieka, który setki razy zamykał swymi palcami nimi rany. Obok leżał rozłożony pergamin z ryciną ludzkiego ciała, na której Gabriel rozpoznał dawno zapomniane oznaczenia stosowane jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku. Dalej dostrzegł kosz z pękami krwawnika, dyptamu i melisy. Jedna z dziewcząt bezmyślnie plotła wianek z ziół, za co niegdyś usłyszałaby cierpką reprymendę, bo uzdrawiające rośliny należało szanować bardziej niż kwiaty ozdobne. Pamięć domagała się posłuchu Znał kogoś kto wiązał zbyt ciasno, znał kogoś kto plótł wianki, choć nie powinien. Pamięć domagała się posłuchu, nie dlatego, że obraz był wybitny. Dopiero wtedy jego spojrzenie przesunęło się ku postaci siedzącej kilka kroków od grupy. Jasne włosy. Podciągnięte kolana. Zaciśnięta szczęka. Gniew tak znajomy, że niemal czuł jego posmak na języku. A potem we wściekle utkwionych w nauczycielu oczach rozpoznał własne oczy.

Gabriel nie oddychał.

Nie poruszał się.

Nie był świadom, że ten obraz przetrwał. Że ten przeklęty obraz. Przetrwał.

Minuty przesypywały się jak ziarenka piasku w klepsydrze. Nawet nie słyszał, gdy ktoś obok oznajmiał wszystkim, a mu w szczególności, że galeria jest zamykana.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
11 godzin(y) temu ✶  
Wieczorem pojawiła się w galerii dopiero wtedy, kiedy uznała, że ma na to dość sił. Od Spalonej Nocy jej organizm wciąż nie wrócił do dawnego rytmu. Czasami, zupełnie niespodziewanie, pojawiało się nieprzyjemne uczucie duszności, jakby powietrze nie chciało dotrzeć do płuc tak łatwo jak wcześniej. Kaszel również wciąż ją dopadał, zwłaszcza po większym wysiłku. Dlatego nie próbowała od razu wrócić do pełnego trybu pracy. Dwie godziny były na początek wystarczające. Zamiast zajmować się bieżącymi sprawami galerii, wzięła na warsztat dzieła, które ucierpiały podczas pożaru. Przeglądała je po kolei, oceniając stan płótna, warstwy malarskiej i ram, przygotowując sobie w głowie kolejność dalszych prac konserwatorskich. Było w tym coś niemal uspokajającego. Każdy obraz wymagał cierpliwości, dokładności i skupienia, a ona mogła po prostu zająć się tym, co znała najlepiej. Kiedy minęły dwie godziny, odsunęła się od stanowiska i zaczęła porządkować rzeczy. Nie zamierzała zostawać dłużej. Zgarnęła dokumenty, poprawiła kilka luźnych kartek i ruszyła w stronę wyjścia, zamierzając sprawdzić jeszcze tylko, czy wszystkie sale zostały opróżnione. Wtedy dowiedziała się, że jeden z klientów wciąż znajduje się w sali wystawowej.
Zmarszczyła lekko brwi. Z początku nie pomyślała o tym nic szczególnego. Niektórzy odwiedzający potrafili spędzać przy dziełach znacznie więcej czasu, niż przewidywał regulamin galerii. Kiedy jednak weszła do sali i dostrzegła mężczyznę stojącego nieruchomo przed jednym z obrazów, coś w jego postawie przyciągnęło jej uwagę.
- Przepraszam, ale galeria zostanie wkrótce zamknięta. Należy kierować się do wyjścia - zakomunikowała uprzejmym tonem, co odbiło się echem; mężczyzna dalej wpatrywał się w jeden punkt, jakby wcale jej nie usłyszał. Spojrzała na płótno.
- Czy coś się stało? - Przez moment pomyślała, że może przeoczyła jakiś problem. Może podczas ostatniej kontroli coś umknęło jej uwadze. Zmarszczyła mocniej czoło i zaczęła analizować obraz niemal automatycznie. To ona wybrała dla niego miejsce. To ona osobiście umieściła go w tej sali. Oglądała go dziesiątki razy - podczas wcześniejszych kontroli, przy przygotowywaniu ekspozycji, podczas dokumentacji i późniejszych przeglądów. Znała jego powierzchnię, kompozycję i każdy istotny szczegół. Wiedziała, gdzie przebiega każda linia, jak układają się sylwetki przedstawionych postaci i które fragmenty obrazu wymagają szczególnej uwagi. Nie dostrzegała żadnego defektu. Podeszła więc bliżej, chcąc przede wszystkim zobaczyć, na co właściwie patrzył. Dopiero wtedy spojrzała na jego twarz. Zatrzymała się. Przeniosła wzrok z mężczyzny na obraz. I z powrotem na niego. Podobieństwo było uderzające. Może gdyby nie miała aż tak wprawnego oka, wcale by tego nie wyłapała, ale spostrzegawczość pozwoliła jej dostrzec takie same rysy, to samo spojrzenie.
- Niesamowite podobieństwo. Czy to pana przodek? - zapytała, przyglądając mu się z nieskrywanym zainteresowaniem. Znała ten obraz niemal na pamięć, a jednak teraz oglądała go inaczej. Nie pod kątem techniki czy kompozycji, lecz historii, która być może kryła się poza tym, co zostało namalowane. Jeśli rzeczywiście przedstawiał członka jego rodziny, mogło to otworzyć zupełnie nowy trop dotyczący pochodzenia postaci, jej pobytu w Beauxbatons, a nawet okoliczności powstania samego dzieła. Astoria lubiła takie odkrycia. Dla niej obraz nigdy nie kończył się na płótnie i podpisie pod ramą. Jeśli za pozornie zwyczajnym szczegółem kryła się prawdziwa historia, tym lepiej. Zawsze z przyjemnością poszerzała własne horyzonty o informacje, których nie dało się znaleźć w katalogach ani podręcznikach.


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (519), Gabriel Montbel (692)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa