— Żadnych kaktusów — zaordynował, pstrykając włącznik światła. Niewielki pokoik w przydrożnym motelu na wypizdowie, nie posiadał w sobie niczego, czego nie można by się spodziewać po tego typu przybytku. Ściany pokryte były staromodną, nieco odklejającą się tapetą, stojąca na biurku lampka po zapaleniu brzęczała niespokojnie, a na korytarzu było słychać dziwne dźwięki, wywołane wątpliwą aktywnością innych gości. Motel był mugolski i wybrany dla szeroko pojętej niepoznaki. Pewnie gdyby nie to, że każde z nich mogło wysupłać z sakiewki odpowiednią kwotę na lepsze warunki, to można by wszystko zrzucić na niewystarczające dofinansowanie ich departamentu. — Miałem dzisiaj sen — oznajmił z poważną miną, przysiadając na krawędzi łóżka, kiedy już drzwi się za nimi zamknęły. — Śniło mi się, że poszedłem sobie kupić szampon do jednego ze sklepu Potterów i ekspedientką byłaś ty. Przedstawiłaś mi jakąś linię z Dzikiego Zachodu co w niej niby kaktusy są, więc poszedłem ją przetestować. Oczywiście z jakiegoś powodu w sklepie był prysznic, więc szybko poszło. W każdym razie, wychodzę po umyciu tych włosów i wiesz co? KAKTUS! Na głowie wyrósł mi KAKTUS! — Uniósł ręce ku górze w dramatycznym geście, bo wciąż go ten kolczasty twór na głowie nieco dotykał. — I wiesz co było NAJGORSZE? Że ciebie to absolutnie nie obchodziło. Tak się nie powinno traktować klienta. A wiesz ci było jeszcze gorsze? Że potem wparował jakiś twój facet i zaczął cię okrzykiwać, że masz nie dotykać cudzych kaktusów, bo mi tego mojego musiałaś usuwać, oczywiście. A potem zaczął się ze mną napierdalać o to, który z nas ma większego kaktusa! I wiesz co? To nie jest wcale koniec, bo w pewnym momencie pojawiła się znikąd sama Ministra i oznajmiła, że wygrany otrzyma jakąś super nagrodę. Oczywiście wygrałem, ale akurat jak miałem dostać te nagrodę to się obudziłem. A w ogóle to ten twój chłop w śnie to był jakiś taki niewyględny.
– to have someone see you.
— Żadnych kaktusów — zaordynował, pstrykając włącznik światła. Niewielki pokoik w przydrożnym motelu na wypizdowie, nie posiadał w sobie niczego, czego nie można by się spodziewać po tego typu przybytku. Ściany pokryte były staromodną, nieco odklejającą się tapetą, stojąca na biurku lampka po zapaleniu brzęczała niespokojnie, a na korytarzu było słychać dziwne dźwięki, wywołane wątpliwą aktywnością innych gości. Motel był mugolski i wybrany dla szeroko pojętej niepoznaki. Pewnie gdyby nie to, że każde z nich mogło wysupłać z sakiewki odpowiednią kwotę na lepsze warunki, to można by wszystko zrzucić na niewystarczające dofinansowanie ich departamentu. — Miałem dzisiaj sen — oznajmił z poważną miną, przysiadając na krawędzi łóżka, kiedy już drzwi się za nimi zamknęły. — Śniło mi się, że poszedłem sobie kupić szampon do jednego ze sklepu Potterów i ekspedientką byłaś ty. Przedstawiłaś mi jakąś linię z Dzikiego Zachodu co w niej niby kaktusy są, więc poszedłem ją przetestować. Oczywiście z jakiegoś powodu w sklepie był prysznic, więc szybko poszło. W każdym razie, wychodzę po umyciu tych włosów i wiesz co? KAKTUS! Na głowie wyrósł mi KAKTUS! — Uniósł ręce ku górze w dramatycznym geście, bo wciąż go ten kolczasty twór na głowie nieco dotykał. — I wiesz co było NAJGORSZE? Że ciebie to absolutnie nie obchodziło. Tak się nie powinno traktować klienta. A wiesz ci było jeszcze gorsze? Że potem wparował jakiś twój facet i zaczął cię okrzykiwać, że masz nie dotykać cudzych kaktusów, bo mi tego mojego musiałaś usuwać, oczywiście. A potem zaczął się ze mną napierdalać o to, który z nas ma większego kaktusa! I wiesz co? To nie jest wcale koniec, bo w pewnym momencie pojawiła się znikąd sama Ministra i oznajmiła, że wygrany otrzyma jakąś super nagrodę. Oczywiście wygrałem, ale akurat jak miałem dostać te nagrodę to się obudziłem. A w ogóle to ten twój chłop w śnie to był jakiś taki niewyględny.
I’m looking for the sword
– Ach, więc o to chodziło. Zastanawiałam się czy to jakaś wskazówka, że chcesz w prezencie zestaw kosmetyków, tylko koniecznie nie kaktusowy – przyznała, mocując się przez chwilę z oknem, by wpuścić do wnętrza trochę świeżego powietrza, bo to w pokoju było trochę zatęchłe. – Powinnam chyba się więc cieszyć, że tylko domagasz się embargo na kaktusy, a nie dostałam wyjca „zdradziłaś mnie w moim śnie” – stwierdziła, wychylając się lekko przez parapet i spoglądając ku budynkowi po drugiej strony. Podobno najpierw rok temu znaleziono tam mugola, który „umarł z przerażenia”. Mugole szeptali o nawiedzeniu. Brenna myślała o avadzie kedavrze, i o tym, jak trzeba mieć zepsutą duszę, by być w stanie to rzucić.
Ale po prawdzie wyjaśnienie mogło być bardziej prozaiczne.
Mogło chodzić o to, że wyciekał tam gaz albo jakaś miła sąsiadka regularnie serwowała truciznę, ot małe dawki.
W każdym razie ostatnio w okolicy powtarzały się jakieś różne „dziwności”, i wreszcie to i owo dotarło aż do Ministerstwa Magii.
– Niewyględny? Rozumiem, że ty jesteś dużo przystojniejszy? – spytała, obracając się do niego, odrobinę rozbawiona. Jako że to był jego sen, nie była świadoma tych wszystkich drobnych manipulacji, odnośnie wygranej na przykład i odbierania nagrody. – Obiecuję unikać wszelkich linii z Dzikiego Zachodu. Polecam Mister Potter, to wieczna klasyka albo nowość promowaną przed jednego z pałkarzy z drużyny narodowej, z linii Wiatr w twoich włosach. Absolutny brak kaktusów.
– to have someone see you.
Od momentu, kiedy zdarzyło im się razem spać w upadającej ruinie zamieszkałej przez duchy czy inne straszydła, każdy pokój z łóżkiem który miał dach, nie miał widocznej pleśni czy robaków, wydawał się dobrym miejscem do spania. Szczytem luksusu, jakiego doznawali, to była osobna łazienka, a nie jakaś mieszcząca się na końcu korytarza, z której zmuszeni byli korzystać wszyscy goście.
— Miałem ochotę wysłać ci wyjca — przyznał się bez bicia, obserwując jak mocuje się z oknem. — Ale nie krzyczałby raczej o zdradzie, a nawoływał żebyś mi broń Merlinie nie kupowała szamponów z kaktusem. W sumie jak tak teraz myślę, to same kaktusy też wydają mi się złym pomysłem, bo proponowałaś mi w śnie, żebym sobie ten kaktus z głowy wziął i zabrał do domu — zdążył już o tym zapomnieć, bo do tego nie doszło. Podobnie z resztą jak do wygrania bójki czy odbierania nagrody, ale o tym nie musiała wiedzieć. Nie byłby sobą gdyby nie podkolorował historii w tak niewinny sposób.
— Oczywiście, że tak? — zdanie pobrzmiewało pytająco, ale w pewien pretensjonalny sposób, jakby niedowierzał że w ogóle mogła to kwestionować. — Jakąś miał taką krzywą szczękę i dziwne oczy. Nieprzyjemny typ strasznie, no bo przecież ja bym nigdy ci nie raczył wykrzyczeć, że macasz cudze kaktusy — pokiwał głową, niby to śmiertelnie poważny. — Nie wierzę trochę w to, że ty mi tu teraz robisz reklamę Mister Potter. Czy gdyby nie kariera detektyw to przekupstwo byłoby twoim powołaniem? — zapytał jeszcze, zanim sięgnął do kieszeni i wyciągnął plik kartek, trochę niechlujnie złożony na pół. — W ogóle, jak i tak nie mamy zaplanowanego wieczora, to może chciałabyś mi spojrzeć na taką jedną rzecz? Masz, poczytaj sobie — wyciągnął w jej stronę papiery. — Znalazłem je niedawno. Szczerze? Wyglądają jak pisane moją ręką, ale nigdy czegoś podobnego nie bazgrałem. To jakieś… listy? Opisy dni? Jeden z dziesiejszą datą i nie zgadniesz, był na nim zanotowany dzisiejszy wyjazd i to co robiłem z rana. A przecież wysłali nas bez uprzedzenia…
I’m looking for the sword
- Na całe szczęście ty masz całkiem normalne oczy - zapewniła Brenna z udawaną powagą. - Mama zawsze powtarza, że każda chwila jest dobra na promocję produktów Potterów. Kto wie, jeśli wywalą mnie z Brygady, może zajmę się tym na pełny etat.
Kiedyś nie zastanawiała się nawet, co mogłaby robić innego, bo o tym, że chce być detektyw Brygady wiedziała właściwie od zawsze. Nie było żadnego momentu, który mogłaby wskazać jako decydujący o ścieżce kariery, bo ta myśl towarzyszyła jej dłużej niż sięgała pamięcią.
Teraz zastanawiała się czy nie będzie musiała się wycofać, ale nawet nie w ramach potencjalnej zmiany ścieżki kariery, a bardziej ze względu na Zakon i trwającą wojnę.
- Może śniłeś o alternatywnej rzeczywistości, która istnieje po drugiej stronie lustra.
Trochę żart, bo wątpiła, by istniała taka wersja rzeczywistości, gdzie Ministra wręcza nagrody za bijatyki o kaktusa. Trochę nie, bo gdy namieszała trochę ze zmieniaczem czasu, przydarzyło się jej coś… bardzo dziwnego. Wybiła to sobie jednak z głowy błyskawicznie, gdy Atreus wręczył jej papiery. Wszelką chęć na żarty odeszła, a Brenna przeglądała te zapiski z dość dziwną miną.
- Cóż, wygląda na to, że czeka nas kolejna wycieczka - powiedziała, spoglądając na zapiski pod kolejnymi datami. - Uwierzysz, że przydarzyło mi się parę tygodni to samo? Każdy dzień dokładnie rozpisany. Każda notatka się spełniła. Wypchnęłam czarodzieja spod mugolskiego auta, bo w tych zapiskach wspomniano o wypadku i złapałam jednego włamywacza, bo w dzienniku opisano, gdzie będzie. Myślałam, że… nie wiem właściwie, co myślałam. Chyba że to jakiś podstęp albo że jakiś jasnowidz sfałszował mój charakter pisma. Ale kiedy spróbowałam użyć kręgu, zobaczyłam siebie jak to zapisuję. Tyle że nie pamiętałam i wciąż nie pamiętam, żebym to zrobiła.
– to have someone see you.
— Moje oczy są całkiem bajeczne, dziękuję bardzo — odpowiedział, z równie udawaną powagą. Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiał, ale po pierwsze, miał wystarczająco dużo pewności siebie, by wiedzieć że to nie były byle jakie oczy, a po drugie, nasłuchał się na ich temat całkiem dużo komplementów. — Jesteśmy na środku zadupia, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale nawet gdybyś mnie tym produktem zafascynowała do granic możliwości, to zdążyłbym do powrotu zapomnieć — prychnął, przez chwilę jeszcze przyglądając się jej uważnie. — A co? Zrobiłaś ostatnio coś, za co zamierzasz zostać wyrzucona?
Pytanie padło ni to rozbawionym, ni to poważnym tonem, jakby Atreus próbował znaleźć idealne miejsce pomiędzy. Bo z jednej strony wydawało mu się to wizją niesamowicie wręcz absurdalną, ale z drugiej… z drugiej była mowa o kimś, kto miał o wiele za dużo zajęć poza pracą. On nie zamierzał wiele robić z tymi informacjami, raczej się do nich szybko przyzwyczajając i będąc w stanie brać pod uwagę kiedy trzeba, ale może powinien zadać sobie pytanie na ile to co robiła było w stanie faktycznie wywrócić jej życie do góry nogami.
— Pewnie gdyby Ministrze miało to dostarczająco dobrze zadziałać na reputację, byłaby w stanie rozdawać takie nagrody — z jednej strony wydawało mu się, że zna jej typ aż za dobrze, a z drugiej czasem wydawała się zaskakiwać. Na przykład biorąc sobie młodziutkiego Yaxleya.
— Może normalnie nie, ale ostatnio dziwi mnie coraz mniej rzeczy. No to tutaj jest tak samo, ale wszystkie notatki się jeszcze nie spełniły, bo jesteśmy na samym początku przygody. Zastanawiałem się, czy w ogóle opłaca się to czytać i przestałem w jednej trzeciej — skrzywił się nieznacznie. Przepowiednie były fajne, ale z drugiej strony nigdy nie był typem człowieka, który lubił stać w ich cieniu. A te notatki? Cóż, zaliczały się do podobnego typu rzeczy. — W sumie ciekawe, że to mówisz, bo jak powiedziałem czy spojrzysz to miałem na myśli widmowidzenie.
I’m looking for the sword
Jeżeli szło o jego pytanie, zamyśliła się nad nim na chwilę. Ale z zupełnie innych powodów niż mogłoby się wydawać. Bo nie, w ramach pracy dla Zakonu w ostatnich dwóch miesiącach nie przypominała sobie, by zrobiła cokolwiek nielegalnego. Wyprawa na Posępną? Nie było wbrew prawu udawanie się tam, ot kwalifikowano to trochę jako samobójstwo, dosłownie pognali ratować znajomego. Spalona noc? Całą noc biegała i ratowała ludzi – ba, nawet najpierw robiła to z Brygadzistami, tyle że większość zespołu, z którym zaczynała, odpadła czy to dlatego, że ktoś zemdlał od dymu, ktoś musiał kogoś zabrać do szpitala… Raczej wbieganie do domów, by wyciągnąć z nich kogoś, kto zginąłby w płomieniach, było dokładnie tym, co robić powinna. Zbieranie zasobów? Też nie nielegalne.
Ale…
– Jakby się zastanowić, to nie do wywalenia, ale do nagany? Nie zostawienie sprawy Avery ot tak. Obawiam się, że żyjemy w czasach, gdy mogą cię wykopać, bo jak zobaczyć na przykład Fortynbrasa Malfoya rzucającego w kogoś avadę kedavrę, nie odwrócisz się dostatecznie szybko, by udawać, że wcale tego nie zrobił – westchnęła. Burke. Malfoy. Właściwie była pewna, że ten drugi był śmierciożercą, tylko jak do jasnej cholery to udowodnić. – Próbowałam się dowiedzieć, kto dokładnie podjął decyzję o zamknięciu wszystkiego, ale nawet to zakopano – mruknęła, zanim skupiła się na przerzucaniu wręczonych jej przez niego zapisków. On może wolał nie wiedzieć. Jeżeli szło o nią: czuła się nieswojo z przewidywaniem przyszłość, takie sytuacje jak ta napawały ją jakimś niepokojem, ale jeśli mogła zdobyć jakieś przydatne informacje… to chciała z nich korzystać.
Dziwne natomiast było to, że to samo przydarzyło się im obojgu.
Kto tu do cholery w coś pogrywał?
– Spróbuję, ale jeżeli się nawet uda, mam wrażenie, że zobaczę dokładnie to samo, co kiedy działałam u siebie. Te zapiski… wyglądają bardzo podobnie. Z tą różnicą, że no, masz trochę inny styl pisania niż ja – stwierdziła, zanim wstała i wyciągnęła z torby kilka świec, by rozłożyć krąg widmowidza.
Co ciekawego jest w zapiskach?
1 – opis dotarcia do kryjówki jakiegoś przestępcy
2 – opis znalezienia jakiegoś ciekawego przedmiotu
3 – coś bardzo głupiego i absurdalnego, co ma się wkrótce przydarzyć
percepcja
Akcja nieudana
– to have someone see you.
— No nie powiesz mi, że ci się nie podobają — mruknął z przekąsem, ale takim tonem, który sugerował że nie potrzebuje odpowiedzi w tym temacie. Tak, były bajeczne. Pewnie jakieś słowo oddawałoby ich wyraz czy koloryt w lepszy sposób, ale trudno, nie będzie się sprowadzał do jakichś lamerskich określeń.
— Nie zostawiliśmy jej, ale nikt nie powiedział na ten temat nic. Może za mało grzebaliśmy? Cholera, dostać naganę do akt, to dopiero ciekawe — prychnął. Było widać, że niezbyt ma dobre słowa na temat całej tej sytuacji. Po pierwsze została ukrócona, a po drugie, nawet łamiąc te nakazy, nie doszli do niczego konkretnego. Nie, inaczej. Nie osiągnęli konkluzji, która w jakikolwiek sposób satysfakcjonowałaby Atreusa. On chciał sukcesu. Złamać zasady tylko po to, by zagrać komuś na nosie i pokazać, że ma rację. Oczywiście, naprawić też przy tym życie nieszczęsnej dziewczyny, która została przy tym skrzywdzona, tak, tak. A tak? Avery trafiła do Francji, a jej ciotka nie chciała rozmawiać, przez kogoś ewidentnie zastraszona. — Mam nadzieję, że każde kolejne sprzeciwianie się wymysłom kogoś na górze, pójdzie nam o niebo lepiej — westchnął, wodząc spojrzeniem przez chwilę po pomieszczeniu. — Nigdy nie aspirowałem do roli pisarza — prychnął, przyglądając się jak wyciąga z torby parę świeczek, by rozłożyć krąg widmowidza. Miał wrażenie, że kiedy był młodszy, pisał ładniej. Na pewno schludniej, bo kiedy nauczyciel nie mógł się rozczytać w wypracowaniu, niewiele miał wyrozumiałości i stawiał nędzne oceny. Trzeba więc było pisać czytelnie, a potem to już jak z lekarzami, raporty rozszyfrowywano na czuja, jak recepty. — W każdym razie, czeka nas wycieczka do super mrocznej kryjówki przestępcy. Znaczy ja mam nadzieję, że nie zawiedzie, bo inaczej trochę szkoda czasu — a potem się zamknął. Podniósł z łóżka i przeszedł w kierunku niskiego okna, przysiadając na framudze i zapalając papierosa, kiedy ona siadała w kręgu. Przypatrywał się jej przez dłuższą chwilę. Kontrolnie, może z pewną troską, bo przecież wiedział że trzecie oko bywało kapryśne.
I’m looking for the sword
Pewnie nie dziś. Nie w tym miesiącu. Ale prędzej czy później…
– Może będziemy mieć więcej szczęścia albo doświadczenie robi swoje – dodała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Być może raz czy dwa zdarzyło się, że do Ministerstwa nagle wpłynęły dowody, których nikt się nie spodziewał.
Na przykład dlatego, że Dora i Heather wyniosły je po cichu z pewnego domu, a potem cudownie doradzono komuś, aby szukać akurat w tym miejscu… Ale takich przypadków, tak naprawdę, było mało. Brenna nie umiała się nimi nawet naprawdę cieszyć, może dlatego, że takie działania w ogóle nie powinny być potrzebne.
– Chyba rzeczywiście nie wyobrażam sobie ciebie jako pisarza. Bardziej już jako zawodnika quidditcha, gdybyś nie był aurorem – rzuciła, rozstawiając już świece. Nie dodała tego, żeby przypadkiem nie zaczęli się kłócić zamiast analizować zapiski, ale pomyśleć pomyślała, że ta miotła trochę już chyba odleciała. Wprawę w sporcie traciło się błyskawicznie, gdy się go nie uprawiało, a też większość zawodników koło trzydziestki przechodziła już na emeryturę…
Zapiski nie chciały zdradzić swoich sekretów. Trudno powiedzieć czy ona była za słabym widmowidzem, choć starała się na ćwiczenia i eksperymenty w tej dziedzinie poświęcić więcej czasu niż kiedykolwiek, czy nie osiadło na nich dość emocji, ale tym razem dym niczego ze sobą nie przyniósł. Porażka nie odbiła się jednak na niej, uniosła więc tylko różdżkę, gasząc świece.
– Przykro mi, pustka, chyba za mały ślad. Wątpię, żeby kolejne próby coś przyniosły – stwierdziła, podając mu zapiski z powrotem. – Ale to tak podobne do tego, co spotkało mnie, że… byłabym zdziwiona, gdyby to była inna sytuacja.
– to have someone see you.
— Łamiesz mi serce, powinnaś z miejsca powiedzieć, że są przepiękne, albo że można w nich utonąć — prychnął, potem tylko kręcąc głową z pewnym niezadowoleniem, bo cały temat tego, co spotkało Raphaellę, wciąż był w pewien sposób niewygodny. Jej własna ciotka ucięła sprawę, wyraźnie bojąc się konsekwencji, które mogły ją spotkać.
— A to akurat jest całkiem pewne. Kiedy kończyłem szkołę, miałem parę ofert, żeby kontynuować karierę na boisku. Może latałbym wtedy z Louvainem, Caiusem albo Lukasem, kto wie. To by dopiero była dobra historia - czterech zawodników ze szkolnej drużyny, razem na boisku w dorosłym życiu. Ale no, nigdy nie interesowało mnie to na poważnie — sport był kiedyś sporą częścią jego życia, ale Atreus nigdy nie miał złudzeń co do tego, co chciał robić w życiu. Już od małego chciał iść w ślady ojca, a miotła, cóż, była idealną rozrywką by wytrenować ciało, a do tego dać upust wszelkiej niepoprawności, jaka w nim tkwiła.
— Trudno. Nie to, że w ciebie nie wierzyłem, ale spodziewałem się, że może być coś z nimi nie tak, żeby je przeczytać — wzruszył ramionami, kiedy już wybudziła się z widmowego transu. — Czasem zadziwiają mnie zbiegi okoliczności, jakich można doświadczyć w naszym świecie. A może to nie zbieg, tylko zarażasz wszechświat jakąś klątwą? Dzieją ci się rzeczy, a potem muszą spaść na innych? W tej twojej sytuacji, zadziało się w sumie coś ciekawego? Wpadłaś do dołu albo złapałaś super niebezpiecznego bandytę? Bo my mamy w planach… — Zerknął na notatki, które mu oddała. — A, tak. Dostać się do leża złoczyńcy. Wszystko ładnie opisane.
I’m looking for the sword
W gruncie rzeczy to nawet nie „chyba”, biorąc pod uwagę, że wpadła na niego w Niemczech, a jej przyjaciółka prawie zwymiotowała mu na buty. Prawdopodobnie bardzo żałował momentu, w którym postanowił zaczepić dwie Angielki.
Zebrała świece, może z odrobiną rozczarowania, ale w gruncie rzeczy też brała pod uwagę, że może się nie udać. Widmowidzenie bywało kapryśne, a do schwytania śladu potrzeba było zawsze mocniejszego śladu.
– Opisano w nim aresztowanie jednego alchemika. I faktycznie do niego doszło. Potem wypchnęłam Lazaursa spod kół, a potem… no cóż, wzięłam Victorię do Szkocji, do środka Zakazanego Lasu, gdzie wpadłyśmy do siedziby kłusowników, a jeden z nich wybiegł na nas w samych kalesonach. Tego o kalesonach nie było w dzienniku – wyliczyła, gryząc się w ostatniej chwili w język, żeby nie wspomnieć o tym, że gość w kalesonach był piękny niczym sam Adonis. Tego Atreus po rozmowie o jego oczach mógłby nie zdzierżyć. – W każdym razie wszystko się zgodziło, i do celi trafiło pięć osób, ostatecznie kończąc sprawę, która ciągnęła się od czerwca. To co? Lecimy zająć się tym aresztowaniem? – spytała, pochylając się znów nad dziennikiem, by odczytać kilka akapitów.
Nie że zamierzała ufać im niewolniczo: brała pod uwagę, że to mogła być jakaś pułapka.
Ale było oczywiste, że on nie przegapi okazji do zdobycia plusa u zwierzchników, a ona bardzo chciała się przekonać, czy rzeczywiście wpadną na wróżbitę Matthewa.