• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[30.05.1969, Odile & Émile] Une soirée à La Pose

[30.05.1969, Odile & Émile] Une soirée à La Pose
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#1
07.07.2026, 18:30  ✶  
[Obrazek: imgproxy.php?id=xlLRWUM.png]
30.05.1969
Paryż
[Obrazek: imgproxy.php?id=5qmYARk.png]

Paryż rozkwitał późniejszymi godzinami, szczególnie w piątki. Ulice zapełniały się osobami i kolorami, lśniły i błyszczały. Nie można było zmarnować tego czasu, kiedy to jeszcze weekend do końca się nie zaczął, ale tydzień dobiegł już końca.


Na ten wieczór Émilie nie wystroiła się bynajmniej ekstrawagancko. Krwistoczerwona, rozłożysta spódnica sięgała jej lekko przed kolano. Do tego włożyła bluzkę z krótkim rękawem i koronką przy kołnierzu. Włosy pofalowała, opuściła luźno na ramiona. W uszy wpięła złote kolczyki z maleńkimi rubinami, a na jej smukłej szyi wisiał naszyjnik z tym samym kamieniem. Nie malowała ust szminką. Metamorfomagia wystarczyła, by nabrały one odcienia gdzieś pomiędzy różem a czerwienią. Podobnie z kredką do oczu i pogrubionymi rzęsami. Często też nieco obniżała swój naturalny wzrost i równoważyła to wysokimi szpilkami.

W barze La Pose zjawiła się około godziny dziewiątej wieczorem. Potrzebowała chwili relaksu po ciężkim dniu pracy. Znowu kociołek rąbnął kogoś w łeb i trzeba było cierpliwie wytłumaczyć zasady bezpieczeństwa przy warzeniu eliksirów. Kolejny idiota postanowił też, w ramach karkołomnego łóżkowego eksperymentu wsadzić sobie różdżkę tam, gdzie się jej wsadzać nie powinno. Były też oczywiście dobre rzeczy. Ciąża jednej z pacjentek rozwijała się prawidłowo, a ona i jej mąż bardzo cieszyli się z nadejścia nowego członka rodziny. A i rehabilitacja pewnego mężczyzny po groźnym wypadku szła wyśmienicie i szybciej niż ktokolwiek mógłby zakładać. Tak to bywało w profesji medyka. Dobre i złe mieszało się jak w kalejdoskopie. Émilie nie była tym jakoś specjalnie załamana, lecz najzwyczajniej cholernie zmęczona.

W La Pose panował typowy, piątkowy tłum. Nad lśniącą, czarną podłogą unosiła się lekka para, a w powietrzu krążyły maleńkie kolorowe drobinki. Émilie widziała, że gdy przechodziła do baru, by stanąć w kolejce po drinka, kilka męskich i damskich spojrzeń powędrowało w jej kierunku. Smukłe nogi, zarysowany dekolt, a być może cała jej sylwetka, przyciągały wzrok. Lubiła to, gdy nie było obleśne i bezczelne. A jeszcze bardziej uwielbiała uczucie, gdy z premedytacją ignorowała tych, którzy zwracali na nią uwagę.

Właśnie zamawiała sobie martini, gdy przy stoliku nieopodal baru dostrzegła jego. Mężczyznę wyróżniającego się urodą, stylem. Nonszalancją. Utkwiła w nim na chwilę spojrzenie, nieskrycie zainteresowana. Kiedy natomiast dostała drinka, podeszła bliżej do jego stolika. Oparła się o krzesło naprzeciwko nieznajomego.

– Czeka pan na kogoś? – spytała, uśmiechając się kokieteryjnie. Mówiła oczywiście w ojczystym języku. W magicznym Paryżu mieszkały osoby pochodzące z różnych części świata. Mogli być chociażby z Azji, a jak mieli niewiele szczęścia – z Anglii. Choć tego jegomościa Émilie jeszcze nigdy nie widziała.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#2
21.07.2026, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2026, 23:22 przez Odile Fawley.)  
Odile Fawley mogła do tej pory uznać rok 1969 za niezwykle udany – przynajmniej jeśli chodziło o kwestie zawodowe. Z początkiem stycznia rozpoczęła bowiem pracę na wymarzonym stanowisku niewymownego w Komnacie Badania Sekretów Mózgu. Pozycja ta wiązała się nie tylko z prestiżem w brytyjskim środowisku naukowym, ale przede wszystkim z możliwością badania materii, do której przeciętny czarodziej nie miał dostępu. Jednocześnie czarownica nie zamierzała spoczywać na laurach; skupiła się na pracy, motywowana w równym stopniu głodem wiedzy co ambicją (no i częściowo też chęcią zrobienia na złość czystokrwistym dziadom z ministerstwa).

Wysiłki te szybko się opłaciły, gdy zaproponowano jej udział w konferencji poświęconej tematowi najnowszych odkryć z zakresu metamorfomagii. Odile przez całą swoją karierę akademicką skupiała się na badaniu właśnie tego zagadnienia, więc oczywiście od razu się zgodziła (świadkowie tej rozmowy twierdzili nawet, że na jej twarzy widoczny był wtedy uśmiech, ale reszta osób mających styczność z powściągliwą niewymowną nie mogła w to uwierzyć). Okazja do wymiany zdań z największymi specjalistami w dziedzinie metamorfomagii nie zdarzała się przecież często. Fawley intrygowała zwłaszcza możliwość spotkania Marianne Delacour, której prace z zakresu transmutacji stanowiły dla młodej badaczki punkt odniesienia. A poza tym, tylko kompletny idiota nie skorzystałby z możliwości spędzenia prawie tygodnia w Paryżu na koszt Ministerstwa Magii.

Odile przybyła zatem do francuskiej stolicy bardzo zmotywowana i w rzeczy samej, konferencja nie zawiodła jej oczekiwań. Szczęśliwie, zebranemu towarzystwu badaczy naprawdę zależało na poszerzaniu granic nauki, więc pierwszy dzień obfitował w rozwijające dyskusje. Zadbano również, by zagraniczni goście zostali szybko oprowadzeni po najważniejszych atrakcjach Paryża. Na następny dzień zaplanowano więcej wykładów – włącznie z tym prowadzonym przed Madame Delacour. Wszystkie poruszały niezwykle ciekawe zagadnienia, lecz po dwóch intensywnych dniach Fawley zaczynała już odczuwać zmęczenie. Potrzebowała odreagować, najlepiej w swój preferowany sposób.

Kiedy wieczorem wreszcie wróciła do hotelu dla gości, zrzuciła czarodziejskie szaty i przebrała się luźne, mugolskie ubranie. Następnie opuściła magiczny hotel, zmierzając w stronę wypatrzonego wcześniej ciemnego zaułka. Tam, nie niepokojona przez nikogo, ukształtowała swoje ciało jak glinę, by przybrało żądaną formę. Odile miała sporą kolekcję tożsamości, w które potrafiła się przemieniać za pomocą metamorfomagii, lecz w tej chwili wybrała to, które opanowała najszybciej oraz które wymagało od niej najmniej skupienia. Była w końcu dość wymęczona całodzienną konferencja i nie chciała ryzykować przypadkowego ujawnienia się.

Osobą, która wynurzyła się z ciemnego zaułka był młody Azjata, o ponad 180 cm wzrostu i szczupłej sylwetce. Ubranie, które wcześniej wydawało się za duże na Odile na nim leżało idealnie. Wyglądał schludnie, ale nie przesadnie oficjalnie; jego krótkie czarne włosy były lekko zmierzwione a woń wody kolońskiej szybko zmieszała się z dymem papierosa, którego wyciągnął. Mężczyzna ruszył przed siebie, spacerując paryskimi uliczkami i wypatrując jakiegoś lokalu, w którym mógłby spędzić wieczór. Okazało się, że w tym okresie miasto to zamieszkiwały prominentne mniejszości ze wschodniej Azji, więc jego uroda nie przyciągała uwagi tak jak w Londynie. W końcu po jakimś czasie zauważył miejscówkę, która wydawała się jedną z tych luźniejszych, jeśli chodziło o przyjmowaną klientelę. Wszedł do La Pose i skierował się od razu do baru, by zamówić piwo. Ze względu na brak znajomości francuskiego, dogadanie się z obsługą zajęło chwilę, lecz finalnie mu się to udało. Ignorując ciekawskiego spojrzenia, zajął miejsce przy jednym z samotnych stolików. Popijał alkohol, robiąc sobie przerwy na nieodłącznego papierosa oraz wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Ponieważ znajdował się w obcym kraju nie liczył na jakiekolwiek spotkania, lecz najwyraźniej los miał wobec niego inne plany.

Ledwo zdążył kątem oka zarejestrować czerwoną spódnicę, miał przed sobą kobietę, opierającą się o krzesło przy jego stoliku. Powoli podniósł wzrok, spoglądając na nią z zaintrygowaniem. Nieznajoma sprawiała wrażenie osoby, która lubi zwracać na siebie uwagę i jednocześnie nie boi się wyzwań (mało która kobieta odważyłaby się zrobić pierwszy krok). Była również zjawiskowo piękna. Wzrok mężczyzny zatrzymał się na jej twarzy trochę dłużej niż zamierzał, ponieważ z jakiegoś powodu wydała mu się znajoma, ale nie potrafił określić dlaczego.

Oczywiście, nic nie zrozumiał z francuskich słów kobiety. Po tonie mógł jednak domyślić się jej zamiarów, co jeszcze bardziej wzbudziło zainteresowanie. Nie dał jednak po sobie tego poznać i po wydmuchaniu na bok dymu papierosowego, odpowiedział nieznajomej po angielsku.
– Nic nie rozumiem. – jego głos nie był szczególnie niski, lecz słychać w nim było zachrypnięcie od papierosów. – Jak pani widzi, dopiero tu przyjechałem. – powiedział spokojnym tonem, jak gdyby rozmawiał z Angielką. Usilne udawanie kogoś innego nie było w jego stylu. Poza tym ciekawiło go, czy kobieta domyśli się przekazu po jego tonie i co zrobi następnie.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#3
24.07.2026, 17:53  ✶  
Nieznajomy pachniał hipnotyzująco, niczym słodka trucizna. Woda kolońska, zapach Émilie bliżej nieznany, ale przyjemnie nieokreślony. I oczywiście papierosowy dym, ostry i niezdrowy. Kobieta potrafiłaby wymienić wszystkie negatywne skutki palenia w pomieszczeniach i wdychania dymu tytoniowego w ogóle. Teraz jednak ta nonszalancja, nawet wobec własnego zdrowia, wydała się jej niebywale seksowna. Poza tym te kości policzkowe, ta obojętność w spojrzeniu, postawa smukłego ciała – wszystko to tworzyło obraz człowieka niemalże niebosko pociągającego. Nic nie szkodzi, że mówił po angielsku, z akcentem rodowitego Londyńczyka. To nawet lepiej, że miała pozostać dla niego jedynie wspomnieniem.

– Och, wybacz – mruknęła doskonałą angielszczyzną okraszoną przyjemnym, francuskim akcentem. – Pytałam, czy kogoś pan oczekuje. Uznałam za niemożliwe, że tak przystojny mężczyzna mógłby przyjść tu bez partnerki. – Jej palce przejechały po oparciu krzesła. – Jeśli natomiast, jakimś cudem, jest pan tu sam, czy pozwoliłbyś mi się przysiąść, monsieur?

Spojrzała na niego spod rzęs. Już dawno upewniła się, że do mężczyzn nie ciągnęło jej jedynie przez fakt rozkosznego łamania społecznych konwenasów. Właściwie to płeć nie obchodziła jej prawie w ogóle. Chodziło o pewne cechy i o pewien całokształt. Wrażenie, jakie ktoś robił. Sama przecież do konceptu płci szczególnie przywiązana nie była i uważała rozróżnianie ludzi po organach rozrodczych za nie tyle płytkie, co najzwyczajniej naukowo niepoprawne. Wiedziała jednak, że ludzie byli szczególnie przywiązani do konceptu, który bardzo łatwo organizował im świat. Kolejna maskarada, znów udawanie. Nie było rady, trzeba było zostać aktorką na scenie życia, a rolę społeczną odgrywać z jak największą przyjemnością, a nawet czasem lekką przesadą.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#4
08.08.2026, 14:05  ✶  
Mężczyzna również potrafiłby wymienić z głowy wszystkie negatywne skutki palenia, ale mimo to nie próbował zerwać z nałogiem. Pogodził się już z wpływem, jaki lata niszczenia płuc będą miały na jego ciało i już nieszczególnie się tym przejmował. Zresztą, nawyki wyrabiane od dzieciństwa w połączeniu z powszechną dostępnością tytoniu również nie ułatwiały rzucenia.

Odpowiedź nieznajomej, wypowiedziana idealną angielszczyzną, była pierwszą rzeczą, która przełamała nonszalancki wyraz twarzy. Wyglądało na to, że dzisiejszy wieczór będzie pełen niespodzianek.
– No proszę. – powiedział, a jego brwi lekko uniosły się z zaskoczenia. – Nie czekam na nikogo, jestem sam. – Pewność siebie oraz bezpośredniość nieznajomej sprawiły, że poczuł się jakby to on był kobietą podrywaną przez mężczyznę. Nie, żeby w tym przypadku było to coś złego; komentarz blondynki nie był nachalny ani obleśny, co od razu czyniło ją lepszą od większości facetów. Po prostu był przyzwyczajony do tego, że w stosunkach z kobietami to on musiał brać inicjatywę (niezależnie od płci, w jaką przyjmował). Ta nietypowa energia nieznajomej podziałała więc na niego bardziej podniecająco niż komplement. – Oczywiście… mademoiselle. – ostatnie słowo wypowiedział niepewnie, ponieważ nauczył się go dopiero wczoraj. Gestem ręki zachęcił kobietę do zajęcia miejsca obok, a następnie wyciągnął metalową papierośnicę, by zaproponować jej szluga.

Dla niego samego fakt, że podobały mu się osoby różnej płci nie był ani niczym nowym, ani szokującym. Odkrył to już jako nastolatek i zaakceptował jak każdą inną naturalną cechę. Z jakiegoś powodu jednak społeczeństwo uznawało takie tendencje za wykroczenie przeciwko przyjętemu porządkowi, podobnie jak relacje między czarodziejami o innym statusie krwi. Ten stan rzeczy niezmiernie go wkurwiał, lecz szybko się nauczył, że aby jakkolwiek przetrwać w tym społeczeństwie, należało się dostosować. Dla zachowania bezpieczeństwa, najczęściej sypiał więc z kobietami jako mężczyzna. Jednocześnie jednak czerpał pewną satysfakcję z faktu, że jego ciało przybierało wtedy odmienną formę i partnerki traktowały go zupełnie inaczej.

– Jeśli mogę spytać, skąd zna pani tak dobrze angielski? W ciągu paru dni spędzonych tutaj, przekonałem się, że jest to raczej rzadka umiejętność. – Nie, żeby on sam umiał mówić w jakimkolwiek innym języku. Podczas konferencji czarodzieje korzystali z tłumaczy albo innych magicznych przyrządów.


It is not the
strongest of the
species that
survives

nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#5
16.08.2026, 15:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2026, 16:00 przez Émile Mulciber.)  
Czyli był sam. Może ten Anglik należał do grona mężczyzn, którzy przychodzili do barów typu La Pose na podryw? Zalicz, zostaw, zapomnij. Odejdź gdzieś nad ranem. Émilie doskonale znała takich mężczyzn. Z autopsji, bowiem sama takim bywała, choć nie lubiła tego tak ujmować. Raczej chodziło o pojedynczy zastrzyk przyjemności osiągnięty wspólnie z inną osobą, za obopólną zgodą. Już na wstępie wiadomo było, że z jednym spotkaniem nie wiązały się specjalnie wysokie uczucia. Może to było z lekka cyniczne, ale przecież nikt nikomu nic nie obiecywał. Émilie zawsze przed takimi wypadami wypijała fiolkę eliksiru antykoncepcyjnego, nawet jeśli wiedziała, że w formie kobiecej raczej nie ma szans na l'accident. To była kwestia zasad. I pewnej zdrowej przezorności. A zresztą w męskiej formie była o wiele poważniejsza, bardziej bała się wykrycia. Trzymała gardę. Wpojono jej przecież, jak powinien zachowywać się dżentelmen. Kobieca sylwetka od tego uwalniała.

Usiadła naprzeciwko mężczyzny, zmierzyła go spojrzeniem pełnym zainteresowania. Było w nim coś niezwykle fascynującego. Niekoniecznie azjatyckie pochodzenie, bowiem Émilie była przyzwyczajona do spotykania czarodziejów różnej etniczności. Chodziło o to, jak się nosił. Kobieta czuła między sobą a nim jakąś więź porozumienia, coś natychmiastowo wspólnego. Podobną uważność, kontrolę.

Uśmiechnęła się lekko rozbawiona, gdy podjął próbę mówienia po francusku. Widać było, że nauczył się jednego słowa gdzieś mimochodem. Dobrze, że nie udawał, że znał język. Émilie zdarzało się spotykać ludzi, którzy twierdzili, że wprost kochają Francję, a potem odzywali się z tak koślawą wymową, że nie wiadomo było, czy śmiać się, czy płakać. Cóż, ludzie którzy uczyli się języka z turystycznych przewodników, może dostawali punkty za staranie, ale kochali raczej stereotyp – wieżę Eiffla, croissanty i śmianie się z tego, że ktoś może jeść żaby.

– Może pan spytać – zażartowała, po czym upiła troszkę martini. – Mój ojciec jest Anglikiem. Zadbał o to, bym znała również jego język. Ale owszem, tutaj mało kto mówi po angielsku. To chyba lekka historyczna uraza, rozumie pan. A i fakt, że Anglia chce, by jej język był domyślny dla całego świata trochę tutejszych irytuje.

Émilie zawsze czuła się zdecydowanie bardziej Francuzką niż Angielką i tym samym bardziej Delacourem niż Mulciberem. Szczególnie, że jej ojciec często gadał na angielską gałąź rodziny tak, że naprawdę nie bardzo chciała się angażować w tamtą społeczność. Ponoć część z nich z wielkim fochem opuściła Ministerstwo, ponieważ stołek Ministra przejął mugolak.

– A pan? Nie przyjechał pan aby na konferencję o metamorfomagii? – zapytała. Sama bywała pośród zebranych, raczej na widowni niż jako referentka. Jednak jej matka miała całą miniserię wykładów i była jedną z organizatorek wydarzenia.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#6
17.08.2026, 20:08  ✶  
W rzeczy samej był dokładnie tym typem osoby, o jaki posądzała go Emilie; przychodził do barów właśnie w celu znalezienia przygody na jedną noc. Nie widział w tym jednak nic złego, skoro wszystkie strony zgadzały się na ten sam układ. Zresztą, nigdy nie interesował go żaden wielki romans, więc nie zamierzał robić nikomu nadziei. Podobnie nie zamierzał mieć dzieci, w związku z czym regularnie stosował antykoncepcję (także w męskiej formie). Jednorazowe schadzki dostarczały mu więc wystarczająco dopaminy oraz endorfin, zwłaszcza w połączeniu z częstymi zmianami tożsamości.

O ile dla Emilie żeńska forma dawała większe pole do swobody, to on przybierał męską właśnie dla dodania sobie powagi. Niezależnie bowiem od tego jak profesjonalnie nie nosiłby się w swojej domyślnej postaci, zawsze znajdowali się ludzie, którzy kwestionowali jego wiedzę albo wprost komentowali wygląd. To co dla jednego metamorfomaga stanowiło ograniczenie, dla innego było wręcz zaletą.

– Ach to wszystko tłumaczy. – Również napił się swojego piwa. Choć sam miał mieszane pochodzenie, to nigdy nie miał większego kontaktu z kulturą matki ani nie poznał jej języka. Jego ojca tym bardziej takie kwestie nie interesowały. – Hm, jestem w stanie to zrozumieć. Ale w szkole nie uczą nas innych języków, więc czemu mielibyśmy uważać inaczej? – spytał, nieco sarkastycznie. Zdawał sobie sprawę, że jako osoba pochodząca z Wielkiej Brytanii miał pod pewnymi względami łatwiej niż osoby spoza anglojęzycznej sfery, jednak dopiero teraz miał szansę odczuć ten przywilej na własnej skórze.

Zapalił papierosa, zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie kobiety. Zazwyczaj podczas takich spotkań na jedną noc starał się nie ujawniać zbyt wiele o sobie; nie chciał ryzykować swojej reputacji jako niewymowny ani ściągać na siebie niechcianej uwagi. Nie ujawniał również swojej metamorfomagicznej natury, ponieważ dla niektórych stanowiła ona niezdrową fascynację. Teraz jednak przebywał w zupełnie obcym kraju i to tylko przez parę dni. Istniało raczej niewielkie ryzyko, że zostałby rozpoznany; tym bardziej, że nie przypominał sobie by widział nieznajomą na widowni (a z pewnością zapamiętałby kogoś o tak zjawiskowej urodzie). Kobieta siedząca naprzeciwko była nim wyraźnie zainteresowana i mimo, iż wymienili ledwo parę, dobrze im się rozmawiało. Po zważeniu za i przeciw, postanowił uchylić rąbek tajemnicy.
– Tak, jestem jednym z badaczy zaproszonych na konferencję. – powiedział, starając się zachować neutralny ton. – Przyznam, nie spodziewałem się, że to wydarzenie jest na tyle znane. Choć nic dziwnego, że tak piękna osoba jak pani ma równie piękny umysł i interesuje się nauką. – Nie był to jakiś wyszukany tekst na podryw, ale mężczyzna nigdy nie uważał się za poetę. Preferował raczej bezpośredni styl komunikacji i chciał w ten sposób otwarcie przedstawić towarzyszce swoje intencje.


It is not the
strongest of the
species that
survives

nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#7
26.08.2026, 08:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2026, 08:42 przez Émile Mulciber.)  
Émilie słyszała nieco o systemie edukacji w Anglii i doprawdy cieszyła się, że było jej dane uczęszczać do Beauxbatons, a nie do Hogwartu. Jakże to szkoła mogła mieć ten durnowaty podział na domy? Na jakiej podstawie uznawano, że jedenastoletnie dziecko miało pewne cechy świadczące o przynależności do danej grupy. A jeden z owych domów ponoć miał sypialnie i salon w lochach. Jak można było trzymać w takim miejscu dzieci, podczas gdy inne miały wygodne miejsca w wieżach? Jej ojciec był wszak wychowankiem Slytherinu i opowiedział jej i bratu, jak mieszkało się w tym ciemnym, mało sympatycznym miejscu. A w Beauxbatons wszyscy byli równi. Mieszkali w dormitoriach obok siebie, a pokoje przydzielano im na zasadzie losowania. No i mieli fakultety, a nie obowiązkowe latanie na miotle. Mogli uczęszczać chociażby na zajęcia artystyczne, o wiele lepsze niż sport pozbawiony ruchu korzystnego dla ciała i niszczący prawidłową postawę.

– Mogę pana nauczyć kilku słówek, jeśli będzie miał pan na to ochotę – uśmiechnęła się lekko, nakładając nogę na nogę. Pozwoliła, by sukienka, niby przypadkowo, łagodnie odsłoniła fragment jej uda, tam gdzie znajdował się pasek od pończoch. To zawsze przykuwało wzrok mężczyzn. To również wiedziała z autopsji.

Flirtowanie było kolejną grą, której zasady tak dobrze znała. Zresztą widziała, że mężczyzna nie miał z tym problemu. Wręcz przeciwnie, on sam starał się przejąć inicjatywę. Był bezpośredni, a i dobrze wyczuwał, co lubiła Émilie. Przepadała za komplementami na temat swej urody, jednak te na temat intelektu stanowiły dla niej największą przyjemność. Nawet przykryły jej policzki łagodnym rumieńcem.

– Bardzo pan miły – uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że nie znała imienia tego człowieka. To dobrze. Anonimowość była nie tylko bardziej ekscytująca, ale i dla niej o wiele bezpieczniejsza. – A skoro zaproszono pana na konferencję, również i mądry. Ja zaś nie uczestniczyłam w całej dotychczasowej konferencji, ale udało mi się wysłuchać kilku wykładów.

Nie martwiła się, że mężczyzna jakoś ją potem odnajdzie. Na konferencji pojawiała się pod swoją typową, męską postacią.

– Mieszka pan obecnie w Hôtel Royal? – spytała. Wiedziała, że jej matka ulokowała tam większość delegatów spoza okolic Paryża.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#8
04.10.2026, 22:47  ✶  
– Chętnie nauczyłbym się paru słówek, jeśli mógłbym dzięki temu dłużej z panią porozmawiać. – Uśmiechnął się kącikiem ust. Tak czy siak dobrze byłoby poznać parę zwrotów, skoro prawie nikt w Paryżu nie mówił po angielsku, ale teraz miał w głowie co innego niż nauka obcych języków.

Zgodnie z intencją Emilie zauważył pończochę i musiał skupić się, żeby nie patrzeć w to miejsce. Nie chciał przecież wyjść na oblecha. Nie mógł jednak przestać myśleć o fragmencie odsłoniętej skóry kobiety.
– Dziękuję. – odpowiedział na komplement, po którym poczuł się mile połechtany. Natomiast wspomnienie o tym, że nieznajoma była pośród publiczności w trakcie konferencji, nieco go skonfundowało. Był pewien, że zapamiętałby kogoś takiego jak ona, ale może był zbyt zaaferowany innymi sprawami? Nie zamierzał tego teraz analizować, gdyż jego myśli były zajęte czymś innym. – Tak. Organizatorzy konferencji naprawdę dogodzili gościom. A przynajmniej mój pokój jest świetnie wyposażony. – Domyślał się, do czego zmierzała jego towarzyszka i nie zamierzał jej odmawiać.

Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas, wymieniając uwagi dotyczące metamorfomagii nad nowymi drinkami. Kobieta nawet próbowała nauczyć go paru francuskich zwrotów, ale w obecnym stanie nauka średnio mu szła. W pewnym momencie mężczyzna poczuł się na tyle rozluźniony, że zrobił coś nietypowego dla siebie; poprosił nieznajomą do tańca. W La Pose grał bowiem zespół jazzowy, do którego muzyki nie dało się usiedzieć w miejscu. Kręcili się więc na parkiecie, a czerwona sukienka czarownicy prezentowała się zjawiskowo w tańcu (tak samo jak ona sama). Podczas spokojniejszych kawałków kołysali się razem, a podczas tego uścisku mężczyzna obejmował swoją partnerkę wzdłuż talii. W końcu kiedy mieli już dość muzyki uznali, że czas zmienić scenerię. Według kobiety ulice magicznego Paryża nocą prezentowały się niezwykle nastrojowo i musiał przyznać jej rację. Spacer do hotelu upłynął im więc bardzo miło pośród świateł latarni oraz dyskusji naukowych.

Pokój, w którym zatrzymał się mężczyzna, wyglądał niemal na niezamieszkały. Łóżko zostało idealnie pościelone a większość jego rzeczy została schowana w szafie. Na stoliku koło lustra leżało parę akcesoriów takich jak grzebień czy woda kolońska, ale nic co zdradzałoby więcej na temat gościa. Jedynym charakterystycznym elementem były książki o tematyce metamorfomagii przywiezione na konferencję.

Mężczyzna pomógł kobiecie zdjąć wierzchnie okrycie i zaproponował coś do picia. Następnie pochwalił jej się autografem od Marianne Delacour, ale nie rozmawiali długo, ponieważ oboje mieli zamiar spędzić resztę nocy w inny sposób…

~*~

Mężczyzna oparł się o wezgłowie łóżka kompletnie zmęczony, ale jakże usatysfakcjonowany. Dawno już nie był z kimś o takiej energii i kto nie bał się przejmować inicjatywy. Zazwyczaj to on podczas stosunku zajmował się partnerką, co nie przeszkadzało mu, gdyż łatwiej było w ten sposób zachować kontrolę. Sytuacje takie jak dzisiaj, kiedy dawał się bardziej ponieść przyjemności, były więc upragnione ale zarazem ryzykowne. Nawet bardzo doświadczeni metamorfomagowie pod wpływem silnych emocji tracili panowanie nad swoimi umiejętnościami, a nie było intensywniejszych doznań niż te podczas stosunku fizycznego. Mężczyźnie zdarzało się w takich sytuacjach poczuć, że końcówki jego włosów zaczynają zmieniać kształt albo zauważyć, że paznokcie stają się czerwone. Starał się korygować te objawy nawet w swojej domyślnej formie, bo wolał zachować metamorfomagiczne zdolności w sekrecie. Tak było i tym razem, ale na szczęście zmiany były na tyle drobne, że jego partnerzy albo partnerki ich nie dostrzegali. A przynajmniej nie wiedzieli gdzie patrzeć, aby je dostrzec.

Kiedy jego serce już się uspokoiło, spojrzał na swoją towarzyszkę i upewnił się, że czuła się dobrze. Potem sięgnął po papierosy, które leżały przygotowane na szafce nocnej (szlug był zwieńczeniem tak satysfakcjonującego czasu). Kiedy jednak miał zapalić ogień różdżką zauważył, że jedna z jego rąk cała wróciła do domyślnej formy. Kurwa mać, to się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Najwyraźniej poczuł się aż za dobrze i stracił kontrolę. W panice szybko przywrócił ręce upragniony kształt, licząc, że jego partnerka nic nie zauważy.


It is not the
strongest of the
species that
survives

nor the most intelligent,
but the one most
responsive to change
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#9
10.10.2026, 11:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2026, 11:20 przez Émile Mulciber.)  
Każde słowo nieznajomego wydawało się słodką sugestią. Każde spojrzenie przekazywało zaintrygowanie. Gesty zachęcały ją do wzięcia udziału w tej grze, lecz nie były nachalne. Czaiło się w całej tej sytuacji coś zaskakująco znajomego. Émilie czuła, jakby oglądała się w zwierciadle, choć nieco krzywym, nieoddającym pełni rzeczywistości, lecz tylko jej dość istotne aspekty. Oboje stanowili dla siebie rodzaj wyzwania, zabawy. Nie tylko z drugim człowiekiem, ale i z samymi sobą. Wspólnie interesowali się metamorfomagią, fascynowała ich możliwość tak łatwej przemiany wyglądu, zewnętrza ciała. Ciekawiły ich wszelkie paradoksy tej kondycji, bowiem gdzie szła granica pomiędzy tym, co wewnątrz, a tym co na zewnątrz? Przecież uzdolniony metamorfomag, taki jak chociażby Émilie (tym się nie dzieliła) potrafił zmienić wygląd swoich zębów, czyli de facto kości.

Temat rozmowy był dość makabryczny dla zwykłego czarodzieja. Niektórych gorszyły opisy ludzkiego ciała i dokonujących się w nim zmian. Émilie nigdy nie potrafiła tego zrozumieć. Homo sum, humani nihil a me alienum puto – mawiała Marianne Delacour, cytując Publiusza. Człowieczeństwo opierało się na cielesności, sprowadzało się do obcowania z materią. Bez ciała nie było człowieka, a jednak wielu uważało je za obrzydliwe i godne pogardy. Szczególnie to, które nie mieściło się w ich nędznych horyzontach poznawczych. Cóż, nieznajomy z La Pose taki nie był. Miał ostry umysł i trzeźwy osąd. Dwie najbardziej seksowne cechy, zdaniem Francuzki.

Potańczyli nieco. Jazz nadawał przyjemny rytm, dość szybki, ale nie nadmiernie. Émilie potrafiła dobrze tańczyć, nawet w butach na obcasie, choć w jej ruchach wciąż było coś z dżentelmena prowadzącego walce, menuety, gawoty i kadryle. Krok zbyt wykalkulowany, za mało swobodny. Skupienie na partnerze, ale jednoczesne delikatne narzucenie mu swojej woli. Tańczenie zderzało dwa światy Émilie, co czyniło sytuację dość ryzykowną. To czyniło tę zabawę jeszcze bardziej ekscytującą.

Potem, co było do przewidzenia, ów miły człowiek zabrał ją do swego pokoju hotelowego. Leżało tam sporo książek o metamorfomagii, a Émilie skarciła się w duchu, że niektórych jeszcze nie znała, być może dlatego, że we Francji były słabiej dostępne. Wodę kolońską stojącą na szafce rozpoznała, choć raczej nigdy się w nią nie zaopatrywała. Preferowała droższe perfumy, o bardziej kwiatowym bukiecie. Szczególnie rozbawiło kobietę udawanie bycia zaskoczoną autografem Marianne Delacour, jednak zdradzała to tylko lekkim uśmiechem, który można by uznać za zalotny. To skłoniło zresztą mężczyznę, by wspólnie przejść do rzeczy.

[Obrazek: imgproxy.php?id=5qmYARk.png]

To była bardzo, ale to bardzo miła przygoda. Émilie osunęła się na poduszkę. Jej włosy były w nieładzie, na czole perliły się kropelki potu. Krew wciąż jeszcze pulsowała w jej żyłach, a oddech dopiero zaczynał powracać do normy. Przez chwilę, w tej błogości, nie myślała o niczym, co by ją trapiło, choć wciąż poświęcała energię, by utrzymać postać. Partner był do niej doskonale dopasowany, zgadzał się na jej sugestie, które innym często wydawały się dość nietypowe. Toczyła się pomiędzy nimi gra, która trwała nawet w łóżku – lekka walka o dominację, ale w sposób, który nikogo nie frustrował. Poza tym było Émilie po prostu dobrze. Komfortowo.

Odwróciła się na bok i ujrzała dłoń mężczyzny. Dłoń kobiecą, smuklejszą. Wtedy wszystko zrobiło się jasne. Te rozmowy o metamorfomagii… Przecież fascynacja tematem nie brała się znikąd.

– To oksytocyna – powiedziała Émilie. – Jej wyrzut powoduje, że możesz stracić na moment kontrolę. Ale pewnie to wiesz.

Na moment stres ścisnął ją za gardło. Ujawnienie się zawsze było trudne, ale chyba w tym momencie, gdy nieznajomy tracił kontrolę, była mu ją winna. Dlatego nachyliła się i łagodnie, czule ujęła jego dłoń, tę samą, która wcześniej zmieniła kształt.

– Nie jesteś sam – rzekła cicho, wypuszczając na moment kontrolę nad własną dłonią. Ta stała się nieco większa, męska. Smukła jak na mężczyznę, ale przerośnięta jak na kobietę. – Albo sama. Zresztą różnic nie ma aż tak wiele, jakbyśmy sądzili, prawda?


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Émile Mulciber (2042), Odile Fawley (2145)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa