• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, Spalona Noc, 8.09] Émile & Zelena

[Jesień 72, Spalona Noc, 8.09] Émile & Zelena
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#1
11.08.2026, 11:56  ✶  
Spalona Noc
8.09.1972
Émile & Zelena

Ogień szalał w Londynie, a ataki dopiero się zaczęły. Popiół opadał z nieba, osadzał się we włosach, na ubraniach, w płucach mieszkańców miasta. Siepacze Lorda Voldemorta nie mieli litości dla mieszkańców miasta, najmniej dla osób mugolskiego pochodzenia. To wszystko stało się nagle. W jednej chwili wszystko było jeśli nie dobrze, to normalnie, a w drugiej miasto ogarnęła pożoga.

Dotarł do szpitala niedługo przed jedenastą w nocy. W środku panował chaos, spodziewany zważywszy na daną sytuację. Cały czas pojawiali się nowi ranni, sieć Fiuu nie działała, a pracownicy nie wiedzieli, kogo priorytetyzować, skoro coraz to kolejni pacjenci byli w sytuacji zagrożenia życia. Émile wpadł na zaplecze, szybko przebrał się w szatę medyka. Nie musiał długo przygotowywać swojej torby, bowiem miał nawyk trzymania wszystkiego w najwyższym porządku. Czasem taka nerwica natręctw się przydawała. Nie miał tego wieczoru zaplanowanego dyżuru, ale skoro Londyn został zaatakowany, każdy, kto mógł, musiał jakoś pomóc. Taki był obowiązek lekarza, a uchylenie się przed nim stanowiłoby przykład nie tyle tchórzostwa, co braku wyczucia powagi pełnionej przez siebie funkcji.

Kiedy wyszedł na korytarz, ujrzał młodą stażystkę, Zelenę Brekker. Zdarzyło się jej kiedyś asystować Émile'owi w czasie zabiegu, a takich ludzi się nie zapominało, nawet pomimo twarzy zakrytych maseczkami. Mulciber pamiętał, że dziewczyna poradziła sobie całkiem dobrze.

– Panno Brekker – powitał ją skinieniem głowy. – Czy potrzebuje pani pomocy lub asysty? – zapytał rzeczowo, choć grzecznie.

!Nigdy nie przestawaj leczyć


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
11.08.2026, 11:56  ✶  
To miejsce pęka w szwach od osób potrzebujących, ale tobie trafił się naprawdę upierdliwy hipochondryk. Mężczyzna łazi za tobą i skarży się na objawy, których zwyczajnie nie ma - jego kaszel jest wyraźnie wymuszony, nie ma żadnych oparzeń, na temat których się zarzeka, chociaż próbujesz obejrzeć jego rany. „Widzi pan? Niech pan dotknie tej skóry, jest gorąca jak diabli”, narzeka i narzeka, odciągając cię od ważniejszych spraw... A wokół brak kogoś, kto mógłby go od ciebie zabrać. Musisz uporać się z tym problemem sam.
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#3
13.09.2026, 22:54  ✶  
aktywny Nów

Diana wyglądała, jakby sama przed chwilą wyszła z pola bitwy. Krew splamiła większość powierzchni jej swetra, dłonie, a nawet kilka pasm włosów przy skroni, choć tylko niewielka jej część należała do niej. Reszta pochodziła od ludzi, których przez ostatnie kilkadziesiąt minut próbowała utrzymać przy życiu, opatrywała na ulicach. Wciąż miała na sobie zapach Londynu - dymu, spalenizny i popiołu, który osiadał na wszystkim. Włosy były przyprószone szarym pyłem, a oddech co jakiś czas rwał się od kaszlu. Kiedy zamykała oczy, natychmiast wracały do niej obrazy płonących budynków, zaklęć rozświetlających ulice, ludzi biegnących bez celu i rannych leżących tam, gdzie jeszcze niedawno toczyło się zwyczajne życie. Widziała też tych, którym nie zdołano pomóc, i właśnie to było najtrudniejsze do wyrzucenia z pamięci.
Przez chwilę stała nieruchomo, z palcami zaciskającymi się na pasku medycznej torby. Całe ciało miała napięte, dłonie drżały jej tak mocno, że musiała świadomie zmusić je do posłuszeństwa. Serce waliło jej w piersi, a każda kolejna osoba wbiegająca do szpitala sprawiała, że żołądek ściskał się jeszcze mocniej. Ale nie mogła się teraz rozpaść. Nieważne, że nie miała dyżuru, przyszła sama z siebie. Była teraz potrzebna, teraz najbardziej. Wzięła głęboki, nierówny oddech i otarła przedramieniem twarz, zostawiając na policzku smugę sadzy. Przez moment spuściła wzrok, jakby próbowała odciąć wszystko, co działo się za murami szpitala. Potem uniosła głowę i skupiła uwagę na tym, co znajdowało się bezpośrednio przed nią.
Na noszach leżał mężczyzna, którego przed chwilą pomagała transportować z jednej z ulic Londynu. Był w ciężkim stanie. Jego ubranie było podarte i przesiąknięte krwią, a twarz blada pod warstwą popiołu. Każdy jego oddech był płytki i urywany, a kiedy próbował się poruszyć, z gardła wydobywał się cichy, urwany jęk.
- Och, panie Mulciber, co za ulga - odetchnęła głęboko, gdy tylko uzdrowiciel pojawił się obok. - Jest pan cały? - Czuła się znacznie pewniej przy kimś wykwalifikowanym, nie stresowała się tak popełnieniem jakiegoś błędu, ukojona pewnością, że ktoś nad nią czuwa. - Bardzo proszę, przyda mi się pomoc. Tyle ludzi… ja nie wiem, co robić… - mówiła cicho, na tyle, żeby inni pacjenci nie zdołali wychwycić strachu w jej głosie. Strach był teraz naturalnym odruchem, ale jednak od magimedyków, od profesjonalistów oczekiwano chłodnej głowy i niesienia pomocy. A Dianie wciąż brakowało doświadczenia z taką skalą tragedii, jaka dziś ogarnęła Londyn.
- Ma płytki, przyspieszony oddech i bardzo słabe tętno. Podejrzewam wstrząs połączony z utratą krwi. Na miejscu zabezpieczyliśmy ranę i unieruchomiliśmy rękę - wskazała prowizoryczne usztywnienie pacjenta na noszach. - Możliwe, że ma obrażenia wewnętrzne, skarżył się na silny ból brzucha, zanim stracił przytomność.


!Nigdy nie przestawaj leczyć
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
13.09.2026, 22:54  ✶  
To miejsce pęka w szwach od osób potrzebujących, ale tobie trafił się naprawdę upierdliwy hipochondryk. Mężczyzna łazi za tobą i skarży się na objawy, których zwyczajnie nie ma - jego kaszel jest wyraźnie wymuszony, nie ma żadnych oparzeń, na temat których się zarzeka, chociaż próbujesz obejrzeć jego rany. „Widzi pan? Niech pan dotknie tej skóry, jest gorąca jak diabli”, narzeka i narzeka, odciągając cię od ważniejszych spraw... A wokół brak kogoś, kto mógłby go od ciebie zabrać. Musisz uporać się z tym problemem sam.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Émile Mulciber (237), Pan Losu (168), Zelena Brekker (430)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa