• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [24.10.1972] Karta przetargowa

[24.10.1972] Karta przetargowa
Niewymowny
Przetrwa tylko ten, kto bezwzględny jest...
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#1
16.09.2026, 13:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2026, 15:18 przez Nicholas Travers.)  
24 października 1972r.
Szkocja / Rezydencja Traversów
Cisza przed Burzą II - Zadanie od Czarnego Pana
Kontynuacja sesji z 23.09.1972 - Little Hangleton

Minął miesiąc, odkąd tutaj był ostatnim razem. Była to kolacja Mabon. Nie myślał, że ponownie tutaj wróci. Nie planował tego, tak szybko. Sprawa jaką miał się zająć, wymagała jednak zebrania informacji w tym miejscu. W rodzinnych stronach.

Z pomocą świtoklika, Nicholas pojawił się przed braną rezydencji swojej rodziny. Na pewno jego obecność ich zaskoczy. Izolował się, aby nikogo nie mieszać do tego, w jakim kierunku podąża w swojej karierze i poza nią. Potrzebował dodatkowej wiedzy i przygotowania, w sprawie tego jednego archeologa. Musiał to rozegrać tak, aby było korzystne dla wszystkich zainteresowanych.

Poprawił kołnierz swojego czarnego płaszcza, czując na swojej twarzy mżący deszcz. Klimat okolicy jak na jesień, wyglądał ponuro. Pochmurne niebo a większość liści opadła z gałęzi drzew. Było dwa dni po pełni księżyca. Część członków rodziny, skażona likantropią, nie powinna być już pod jej wpływem. Wielokrotnie Nicholasa zastanawiało, jak to jest być wilkołakiem. A bardziej, jak wampirem. Czy zostanie jednym z nich, przedłużyłoby jego życie? Czy zabiło, z powodu choroby genetycznej?

Otworzył bramę i przekroczył jej próg, wchodząc na dziedziniec posiadłości. Brama za nim zamknęła się. Doszedł do drzwi wejściowych rezydencji, przed którymi stanął. Uniósł dłoń, aby pochwycić obręcz trzymaną przez kołatkę w postaci wilczego pyska. Zawahał się przez moment. Po co ma pukać, skoro może wejść? To wciąż też jego dom.

Przeniósł dłoń na mosiężną klamkę i nacisnął, wchodząc do środka. Wszelkie materiały zdobione czy użytkowe, były wykonywane z każdego materiału, który nie był srebrem. Wchodząc do środka, nie odzywał się. Nie zaalarmował swojego wejścia. Nie musiał. Zamykając drzwi za sobą, zmaterializował się przy nim skrzat domowy.

- Panicz Nicholas. Witamy w Posiadłości.
Skrzat ukłonił się przed nim, tym samym zdradzając jego obecność w domu.
- Jest ktoś z rodziny?
Żadnego przywitania, tylko pytanie ogólne zadał Nicholas. Jakby liczył na to, że nikogo nie będzie.
- Pana rodzina kończy właśnie śniadanie.
Odpowiedział skrzat. Co znaczyło, że ktoś jednak był.
Matka raczej nie opuszczała tego domu, ze względu na pogarszający się stan zdrowia. I Nicholas przeczuwał, że mógł tę chorobę po niej odziedziczyć. Z kolei ojciec, stryj i babka, bywali poza domem w sprawach zawodowych. Bo przecież musieli.
- Nie będę im przeszkadzał. Pójdę do biblioteki.
Zakomunikował, wzrokiem spoglądając w przejście, kierujące prosto do jadalni. Nie zamierzał jednak pokazywać się rodzinie. Znów słuchać uwag babki, gdzie będzie zmuszała go do jedzenia. Nie czekał też na reakcję skrzata. Po prostu skierował swoje kroki w stronę schodów na pierwsze piętro, gdzie znajdowała się biblioteka, z przeważającymi zbiorami i artefaktami archeologicznymi.

Wszedł do pomieszczenia, nie zastając nikogo. Przynajmniej tak myślał, że jest tutaj sam. Zamknął drzwi za sobą, rozglądając się po wnętrzu dawno nieodwiedzanego przez siebie pomieszczenia. Na środkowych stołach, stały mniejsze ekspozycje, wykopaliskowe jego rodziny, będące w trakcie analizy i badań. Pod ścianami znajdowały się obszerne regały z różnymi przedmiotami, które wykopali, zakupili lub otrzymali. W głębi Sali, pod jedną ze ścian, ustawione były regały z książkami. Półki nie wszystkie były zapełnione. Zawierały nie tylko podręczniki, księgi ale i zapiski oraz mapy różnych autorów. Zeszyty i pergaminy, większości należące do jego rodziny. Była też jedna część pomieszczenia, ta mniej bezpieczna i zabezpieczona. Szczególnie przed nim. Bo już jako dziecko, padał ofiarą przeklętych przedmiotów i musieli go ratować. W tym roku też nie oparł się pokusie. Gdyby nie interwencja matki, pewnie klątwa zabiłaby go.

Nicholas stanął po środku pomieszczenia, spojrzawszy pierw w kierunku jednej części biblioteki z księgami, po czym spojrzał w drugą stronę, na przeklęte przedmioty. Na pewno znalazłby tutaj coś, czym mógłby kupić uwagę Frasera. Przedmiot, czy wiedza? Czego mógłby pragnąć bardziej? Nie musiało być nawet coś przeklętego. Mogło być czyste od czarnej magii, ale cenne w galeonach.

Rozglądają się, upewnił, że nie ma tutaj żadnej obecności dziadka Fergusa. Nie potrzebował się tłumaczyć i nie chciał teraz tracić czasu na rodzinne wspomnienia czy inne dyskusje. Skierował swoje kroki w stronę regałów z zapiskami i księgami. Przeglądał kolejno napisy na grzbietach. Wyraźne i te mniej, których czas wytrwałości tuszu przemijał. Sporo badań jego rodzina miała przeprowadzone na wyspach Brytyjskich, sięgając aż po Skandynawię, badając wybrane miejsca w europie. Gdy biznes rodzinny się poszerzył a kontakty zwiększyły, mogli sobie pozwolić na wykopaliska poza Europę. Choćby tego lata, Egipt.

Od czego powinien zacząć? Od wiedzy na temat miejsc w Jugosławii, aby mieć temat zaczepny do rozmowy? Zagłębić wiedzę o innym miejscu, które mógłby sprzedać mężczyźnie jako cena za usługi? Coś, gdzie jeszcze nie był. Potrzebował zlecenia. Mógł potrzebować.

- Potrzebujesz czegoś Nicholasie?
Usłyszał znajomy głos ojca. Nicholas odwrócił głowę, dostrzegając jego obecność. Będąc w zamyśleniu, widocznie nie usłyszał, jak Nevan wszedł. Upierdliwy skrzat, szybko doniósł o jego obecności.
- Informacji.
Odpowiedział krótko, nie chcąc już na dzień dobry mówić o szczegółach.
Nevan zmarszczył brwi.
- Nie przywitawszy się z rodziną?
Zarzucił mu Nevan.
Nicholas milczał.
- Zauważyłem, że zmieniłeś się przez ostatnie miesiące. Nie sądziłem jednak, że od ostatniego spotkania, aż tak bardzo. Zapominając o drobnych uprzejmościach, synu.
Upomniał, co jednak Nicholasa nie ruszało za bardzo. Ale sprawa dla Czarnego Pana, przesłoniła mu widocznie podstawowe sprawy rodzinne, skoro już tutaj się pojawił. 
- Wybacz, ojcze.
Wypowiedział te słowa bez okazywania emocji, jakby mówił poważnie i przepraszał za swoje zachowanie, nie widząc winy w tym, że wszedł nie witając się z domownikami. 
- Zejdźmy i przywitaj się chociaż. Zanim moja matka zrobi Ci znów kazanie.
Zasugerował Nevan, wskazując Nicholasowi kierunek do wyjścia z biblioteki. Sprawa w której przyszedł dla siebie, musiała poczekać. Opuścił bibliotekę, udając się z ojcem na dół, aby dołączyć do matki i babki. Ku przewidzeniu, jedna się ucieszyła, druga go skarciła.

Gdy w końcu przyszła pora, aby rozejść się do swoich zaplanowanych spraw tego dnia, Nicholas z ojcem przemierzali korytarz pierwszego piętra posiadłości.

- Jakich informacji poszukujesz?
Zapytał ojciec.
- Czy Delilah ma jakieś zlecenia archeologiczne? 
Odpowiedział Nicholas pytaniem. Przechodząc właściwie do sedna sprawy. Nevan uśmiechnął się pokręciwszy głową, jakby syn go rozbawił.
- I szukałeś tego w bibliotece?
Przypomniał synowi, gdzie go dwie godziny temu zastał. Takie sprawy, to znaleźć można w gabinecie Delilah lub u niego.
- Nie. W bibliotece… Chciałem spojrzeć na całokształt naszej rodzinnej pracy w tym kierunku.
Wytłumaczył się Nicholas bez zawahania i zdradzania po sobie innego lub dodatkowego celu swojej tutejszej obecności.
- Przejdźmy może do mojego gabinetu.
Zasugerował Nevan, kierując się od razu prosto do swojego domowego biura na piętrze. Nicholas wszedł za nim, stając przed biurkiem ojca, gdy ten stanął zanim i zaczął przeglądać swoje rozłożone papiery, szukając czegoś.
- Po co Ci potrzebne te zlecenia? Tak jak Theon potrzebujesz wyjechać?
Zapytał syna, odszukując swój obszernie rozpisany notes kalendarzowy. Z którego wyjął dwie koperty. W nich mogło znajdować się to, co potrzebował młody Travers.
- To sprawa zawodowa. Ze względu na swoją pozycję, nie mogę za wiele powiedzieć. Zapewniam Cię, że zlecenie dostanie archeolog w swoim stażu doświadczony.
Nicholas starał się być przekonujący, okłamując częściowo swojego rodzica. Wykorzystując swoją pozycję zawodową Niewymownego. Sam do końca nie poznał tego archeologa i ogarnął, że powinien pierw zebrać o nim potrzebne informacje, a dopiero szukać sposobu, na jego przekonanie do słusznej sprawy.
Nevan nie wyglądał na do końca przekonanego. Nie po tym, co odwalał Theon.
- Wiem, że się zmieniłem. Ale nie zapominam o wartościach rodziny. Za Twoją prośbą, zgodziłem się pomagać Faye. Ogarnąłem jej nawet nowy dom w Londynie. Utrzymuję kontakt z Theonem. Proszę cię o jedno zlecenie dla człowieka, który mógłby coś pomóc i też trochę zarobić. Jeżeli odmówi, zwrócę Ci papiery. Nigdy nie robiłem niczego na niekorzyść rodziny.
Po tych słowach Nicholasa, można było odnieść wrażenie, że jego słowa dotarły do Nevana. Syn go nie zawiódł. A Faye pozytywnie odnosiła się do braterskiej opieki.

Pan Travers otworzył jedną z kopert i wyjął papiery spoglądając na ich treść, aby zachwalę złożyć i schować, odkładając na bok. Sięgnął po drugą kopertę i przejrzał jej zawartość. To powinno wystarczyć. Złożył papiery i schował do koperty.

- Belintasz w Bułgarii. Mamy pozwolenie na badania w swoim zakresie w sanktuarium. Niedawno dostałem list od kuzyna, że potrzebują kogoś jeszcze, bo dokonali odkrycia.
Przedstawił Nevan, co częściowo znajdowało się w kopercie, jaką wyciągnął w kierunku Nicholasa. Przekazał mu zlecenie. Nicholas odebrał, zadając przy okazji pytanie.
- Do kiedy trwają tam prace?
- To zależy od warunków pogodowych w Bułgarii. I jaka przyjdzie zima. Jeżeli uniemożliwi prace, będzie wstrzymanie ich do wiosny.
Odpowiedział Nevan.
Nicholas podziękował ojcu i po tej rozmowie, opuścił gabinet. Wrócił sam do biblioteki, z której pożyczył kilka potrzebnych dla siebie książek i zapisków. Pożegnawszy się z rodziną, za pomocą świstoklika wrócił do siebie, do Little Hangleton.


Przewagi: Kłamstwo I – okłamywanie ojca
Kontynuacja sesji w następnym wątku.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (1435)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa