22.09.2026, 11:09 ✶
jesień 1968
Rejwach
Rejwach
Gazety miały kapitalne zastosowania w świecie Zenka. Można było nimi podeprzeć toaletkę w kącie Rejwachu, jak się przechylała. Podłogi nierówne, Rejwach leżał na nierównym gruncie, to i meble lubiły się krzywić. Papier stanowił także ściółkę dla szczuroszczetów. Wyściełały nim sobie pomieszczenia w dziurach w ścianie, i potem zza tynku było tylko słychać chrupanie papieru. No i jak w kiblu papieru zabrakło… Ale o tym ani mru mru, bo to już ciemna strona przemysłu papierniczego.
Ale czytać? Zenek rzadko miał takie pomysły, żeby czytać, co ci zarabiający na pisaniu kocopołów myśleli o czymkolwiek. Opinie były tanie. Wydarzenia, subiektywne. Jeśli czegoś się Zenek nauczył w ciągu tych lat życia w społeczeństwie, był to zdrowy sceptycyzm wobec rządowej prasy.
Papier za to nadal darzył szacunkiem. Łamigłówki, krzyżówki, wycinanki, podpałka do piecyka, izolacja dźwiękowo-cieplna rozklejana na ścianach. Po namoczeniu wodą papier przybierał konsystencję bulwy, z której dało się lepić różne fajne stwory. No i gdy nie chciał maltretować stolików w Rejwachu, mocne strony Proroka Codziennego stanowiły dobrą podkładkę, na której ślady zostawiały lekko mokre kufle po piwie.
Siedział sobie właśnie wtedy z Billiusem, kiedy unosił kufel z piwem znad takiej właśnie okładki. Zostawił on ślad: na pucołowatej twarzy jakiegoś polityka rysował się mokry, okrągły ring. Nobby Leach (wedle przypisu) nie cieszył się wcale z takiej obrączki. Właściwie to wyglądał dość żałośnie. Ewidentnie wypadały mu włosy, a sprytne uczesanie pozwalało utrzymać pozory zdrowia. Nawet na ruchomym zdjęciu się pocił. Dość wyraźnie uchwycone krople spływały mu po czole. Chwała dla fotografa, szapo ba, takie szczególiki fachu dziennikarskiego Zenek był akurat w stanie docenić.
Upił łyk piwa kremowego. Różniło się ono od normalnego piwa tym, że było słodsze, no i ta słodka pianka. Dla Zenka to automatycznie czyniło napój bardziej wypijalnym. Trochę tej słodkiej pianki zostało mu na wąsie, który zawsze mimowolnie mu rósł, chociaż Zenek nie zwracał na niego uwagi tak bardzo.
— Ej, Billy. On źle wygląda, co? — wskazał paluchem na zakole. Mokry od kufla palec zostawił Nobby’emu na czole odcisk, ale Nobby ledwie trzymał się krawędzi swojej mównicy w Ministerstwie. Dosłownie tak się jej trzymał, z obu stron. To nie wróżyło niczego dobrego.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.