• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[08.09.1972] Spalona Noc - początek nocy | Diana & Billius

[08.09.1972] Spalona Noc - początek nocy | Diana & Billius
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#1
08.08.2026, 02:32  ✶  
08.09.1972
początek Spalonej Nocy
aktywny Nów

[Obrazek: 86b9df94270b7c51b84453b70fd5514d7fa8ae0d.jpg]

Zapowiada się spokojny wieczór, pomyślała życzeniowo, wycierając kufel za barem. Jeszcze kilka godzin wcześniej jej dłonie zajmowały się rzeczami o wiele poważniejszymi niż nalewanie napojów. Do osiemnastej pozostawała wśród uzdrowicieli, pod białym światłem szpitalnych korytarzy. Zmęczenie ciążyło jej w kościach, a brak prawdziwego odpoczynku dawał o sobie znać w krótkich chwilach ciszy, gdy na moment zatrzymywała wzrok na pustym stole lub opierała dłoń o chłodny blat baru. Nie pozwalała jednak, by zmęczenie zwyciężyło. W uniformie kelnerki wyglądała jak część tego świata, do którego przywykła od dzieciństwa. Czarna tkanina układała się schludnie na jej sylwetce, a ona sama poruszała się między stolikami z niezwykłą lekkością - niemal kocią, cichą i pewną. Jakby znała każdy zakamarek sali, każdy krok, każdy oddech tego miejsca. Jedną ręką stawiała przed gośćmi pełne kufle piwa, drugą zbierała puste szklanki, a pomiędzy tym wszystkim znajdowała jeszcze chwilę, by uśmiechnąć się do starszego mężczyzny przy barze albo rzucić żartem do grupy młodych mugoli świętujących koniec tygodnia.
Tej nocy Diana była zadowolona, bo nów należał do niej. Nie musiała dziś siedzieć na miejscu pasażera, zastanawiając się, dokąd zaprowadzą je działania Zeleny. Dziś miała kontrolę i to dawało jej energię pomimo zmęczenia.
Przy barze, wśród piątkowego gwaru, Diana dostrzegła znajomą twarz. Billius - stały bywalec, którego nie trzeba było pytać, co zamówi. Kufel piwa miał już niemal pusty, a raczej: pusty był właśnie w tej chwili, gdy mężczyzna przechylił go wysoko, jakby chciał z niego wydobyć jeszcze choćby jedną kroplę. Przełknął ostatni łyk z miną człowieka, który dokonał rzeczy wielkiej i godnej pochwały, po czym odstawił szkło na blat. Czarownica  parsknęła cichym śmiechem.
- Nie bądź taki szybki, Bill - rzuciła z rozbawieniem, wyciągając rękę po pusty kufel. Zabrała go jednym, wprawnym ruchem, a drugą ręką już sięgała po następny. W całym jej zachowaniu było coś swojskiego, niemal domowego. Nie miała w sobie sztywności kelnerki, która odmierza słowa co do sylaby i uśmiecha się dlatego, że tak nakazuje jej praca. Znała tych ludzi. Wiedziała, kto przychodzi po pracy na jednego guinnessa, kto zawsze zamawia to samo, kto zostawia napiwek, a kto przychodzi przede wszystkim po to, żeby przez godzinę ponarzekać na żonę, pogodę i ceny papierosów. Była tu trochę jak sąsiadka zza ściany, która przypadkiem dostała fartuch i obowiązek pilnowania, żeby nikomu nie zabrakło piwa. Otworzyła kran, pozwalając, by złoty płyn z szumem spłynął do kufla, a piana podniosła się ku brzegowi. Co chwila podnosiła wzrok znad baru, jak gospodyni doglądająca swoich gości.
Nagle zza drzwi dobiegł hałas. Najpierw pojedynczy okrzyk, potem drugi, a po nim cała fala głosów zlewających się w jeden wielki harmider. Zatrzymała się z kuflem w dłoni i spojrzała w stronę wejścia.
- A to co, był jakiś mecz? - wypowiedziała to tonem człowieka, który właśnie odkrył, że pół miasta postanowiło urządzić sobie święto bez konsultacji z obsługą baru. Najwyraźniej wieczór nie będzie tak spokojny, jak sobie tego życzyła.
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#2
20.08.2026, 20:13  ✶  

To był kolejny zwykły dzień, jeden z tych wyjątkowo leniwych i powolnych. Był całkowicie spłukany, więc nie miał za bardzo z czym się rozbujać — hazard sobie odpuścił, bo był przed kolejnym zleceniem, mocne trunki również, bo nie miał galeonów. Jedyne na co mógł sobie pozwolić to piwo i to w mugolskim barze. Lubił jednak ten bardzo i po Rejwach, było to chyba jego ulubione miejsce.

Po pierwsze, atmosfera nie była zbyt sztywna — wiadomo, nie był to Rejwach, gdzie chodził najczęściej, ale coś w miarę bliskiego. Nie za sprawą innych gości co prawda, bo większość z nich wydawała mu się dość sztywna, a młodziutkiej kelnerki. Odkąd pojawiła się w tym miejscu, miał wrażenie, że skądś Zelene zna. Nie potrafił jednak stwierdzić skąd. Coś w tej twarzy było mu znajome — może widział kogoś o podobnym nosie, a może te oczy czy blond włosy mu kogoś przypominały? Nie był w stanie przygwoździć nikogo. Zastanawiał się nad tym od dwóch lat, za każdym razem, gdy jej twarz witała go przy barze lub podchodziła do stolika, gdzie siedział.

Tym razem również go nie zawiodła, bo dosłownie w momencie, gdy dopił swoje piwo, to już stawiała przed nim kolejne. Właśnie za to doceniał ten lokal, bo tak samo, jak w Rejwach, spełniali jego wszystkie zachcianki i nie musiał nawet nic mówić. Bywał w tym miejscu na tyle często, że chyba każdy wiedział, że na jednym piwku nigdy nie kończy.

Wziął to piwko w łapę i upił kilka porządnych łyków, tak że została w kuflu tylko połowa trunku. Odłożył go na blat i wierzchem dłoni wytarł pianę znad ust. Miał jej coś odpowiedzieć, może o tym, że to nie jest jedyna z rzeczy, jakie potrafi robić równie szybko i ogólnie jest bardzo szybki, bo myślał na przykład równie szybko, ale przeważnie same głupoty, ale coś huknęło za drzwiami do baru.

— Nie wiem, może? — uśmiechnął się do niej, żeby ją pocieszyć. — Ale nie bój żaby, ze mną nie zginiesz. Jeśli nagle pojawią się tutaj… — i już miał mówić, że chętnie stanie z nią za barem i pomoże w obsłudze potencjalnego tłumu klientów, gdy do środka wpadł przerażony mugol. Mężczyzna, wydawał się zbyt przerażony by cokolwiek powiedzieć. Jego ubranie było przepalone, skórę, gdzieniegdzie pokrywały bąble, z jego głowy zaś wystawały jedynie kępki włosów, poprzeplatane obecnie poparzoną skórą. Bill nie wiedział co powinien zrobić czy wyciągnąć różdżkę i próbować go ratować czy może wstać i opuścić lokal, bo sytuacja wydawała się wykraczać poza jego magiczne kompetencje. Ostatecznie, wziął znów to swoje piwo w rękę, wypił je duszkiem, nie zostawiając na dnie nawet kropelki i rzucił w jej stronę — to chyba jednak nie jest mecz.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#3
05.10.2026, 01:33  ✶  
Panika przyszła nagle. Jeszcze przed chwilą Diana stała za barem, z dłonią wspartą o wysłużone drewno i cieniem uśmiechu błąkającym się po ustach, gotowa rzucić Billiusowi jakąś odpowiedź na jego zapewnienia, że przy nim przecież nie zginie. Potem otworzyły się drzwi - i cały ten zwyczajny, piątkowy wieczór rozsypał się z trzaskiem tłuczonego szkła.
Ktoś krzyknął.
Kobieta siedząca najbliżej wejścia zerwała się z miejsca tak gwałtownie, że przewróciła krzesło. Jakiś mężczyzna zaklął, inny poderwał się, żeby zobaczyć, co się stało, przez co następni również zaczęli wstawać, zaglądać sobie przez ramiona, pytać jeden przez drugiego. Wystarczyło kilka sekund, by spokojny dotąd gwar zamienił się w chaotyczną mieszaninę podniesionych głosów, szurania nóg i brzęku naczyń.
- Spokój! - ryknął zza baru barman. - Do cholery, wszyscy się uspokójcie!
Nikt się, rzecz jasna, nie uspokoił. Diana także nie. Patrzyła na poparzonego mężczyznę i czuła, jak serce podchodzi jej aż do gardła. Przecież znała poparzenia. A jednak wciąż była tylko stażystką polegającą na mądrzejszych od siebie. I nie mogła tu przecież użyć magii, nie wśród mugoli. Różdżka ciążyła jej nagle bardziej niż kiedykolwiek.
Mogła ją wyciągnąć. Mogła spróbować pomóc. - Cholera… - syknęła pod nosem.
Spojrzała na Billiusa. Jeśli przed chwilą była zmęczoną dwudziestolatką dorabiającą po godzinach, teraz w jej oczach pojawiło się coś pomiędzy strachem a desperacką potrzebą działania.
- Bill, wyjrzyj na zewnątrz - rzuciła szybko. - Zobacz, co się tam, do cholery, dzieje. Tylko nie odchodź za daleko, dobrze?
Nie czekała nawet na odpowiedź. Obiegła ladę, omal nie wpadając na jednego z klientów, i dopadła do rannego. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej, a Dianę na moment zmroziło. Nie dotknęła jednak uszkodzonej skóry ani nie próbowała odrywać od niej nadpalonego ubrania. Zamiast tego ostrożnie pomogła mężczyźnie usiąść i natychmiast zawołała przez ramię:
- Potrzebuję chłodnej, bieżącej wody! I czystego materiału, czegoś, czym później będzie można luźno osłonić oparzenia!
Ręce trochę jej drżały, kiedy zaczęła działać. Gdy tylko mogła, chłodziła poparzone miejsca czystą, chłodną wodą, starając się nie naruszać przyklejonej do skóry odzieży. Żadnego smarowania, żadnych przypadkowych maści, żadnych domowych sposobów, które mogłyby tylko pogorszyć sytuację. Przy tak rozległych obrażeniach najważniejsze było jednak jak najszybsze sprowadzenie profesjonalnej pomocy i pilnowanie stanu mężczyzny. I wtedy dopiero dotarło do niej, jak absurdalne było to wszystko. Ona była "profesjonalną" pomocą. A jednak stała tutaj bezradna, mając przy sobie różdżkę, której nie mogła wyciągnąć. W głowie próbowała odnaleźć właściwe zaklęcie. Jakiekolwiek. Niestety strach uczynił z jej myśli stado spłoszonych ptaków: każde wspomnienie, którego próbowała się uchwycić, natychmiast odlatywało. Formuły mieszały się ze sobą, nazwy eliksirów znikały, zanim zdążyła je sobie przypomnieć. I tak ich tu teraz nie miała.
- Myśl, Diana. No dalej, myśl - wymamrotała do siebie. Co mogła zrobić, poza udzieleniem rannemu mugolskiej pierwszej pomocy i modleniem się, żeby wystarczyła do czasu transportu?
- Trzeba do szpitala! - zawołała do barmana, licząc, że wezwie karetkę. Nie zdawała sobie jeszcze sprawy z sytuacji na ulicach. Ranny mamrotał coś bez składu i ładu, nie potrafiła go zrozumieć. - Proszę na mnie patrzeć. Niech pan ze mną zostanie, dobrze? Zaraz zabierzemy pana do szpitala.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Billius Weasley (442), Zelena Brekker (986)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa