• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[26-30.10.1972] Whispers of Death

[26-30.10.1972] Whispers of Death
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
16.09.2026, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 02:23 przez Astoria Avery.)  
26.10.1972 r.,
galeria OdNowa
/kontynuacja

Research
Następnego ranka Astoria pojawiła się w galerii niemal wraz z pierwszym światłem. Nie czekała, aż budynek zacznie żyć własnym rytmem. Chciała mieć kilka spokojnych godzin, zanim pojawią się pracownicy, interesanci i wszystkie drobne sprawy, które potrafiły rozproszyć jej uwagę. Od razu skierowała się do swojego gabinetu. W środku wszystko znajdowało się dokładnie tam, gdzie zostawiła to poprzedniej nocy. Na biurku czekał zamknięty notes, a obok niego uporządkowane stosy materiałów dotyczących wybranych kandydatów.
Usiadła i otworzyła okno, wpuszczając do środka chłodne, poranne powietrze. Dopiero wtedy sięgnęła po pierwszą księgę. Wczorajsze zmęczenie zniknęło. Nie musiała już mrużyć oczu nad drobnym drukiem ani wracać kilka razy do tych samych akapitów. Litery były ostre, myśli klarowne, a po całonocnym odpoczynku łatwiej było jej dostrzec różnice między informacją rzeczywiście istotną a zwykłą historyczną ciekawostką. Tym razem nie zamierzała po prostu czytać. Chciała wyselekcjonować. Otworzyła notes na stronie z nazwiskami i pod każdym z kandydatów zaczęła tworzyć osobne rubryki. Najpierw związek z Little Hangleton. Potem data i okoliczności śmierci. Dalej poglądy na mugoli i mugolaków, ich udokumentowanie, działalność za życia, pozostawione pisma oraz ilość dostępnych materiałów, które mogłyby pomóc w odtworzeniu osobowości. Na końcu zostawiła miejsce na coś, co dla niej było równie ważne: potencjał portretowy. Nie wystarczyło, że człowiek był odpowiednio radykalny. Musiał mieć charakter. Czarownica przerzucała kolejne strony, porównując źródła. Jeśli jakiś fakt pojawiał się tylko w jednym pamiętniku, zaznaczała go znakiem zapytania. Jeżeli potwierdzały go kronika, gazeta i korespondencja, stawiała przy nim mały znak aprobujący. Jednego kandydata szybko zaczęła wykreślać z listy. Zbyt mało informacji. Przy innym dopisała: poglądy odpowiednie, ale brak wyraźnej osobowości. Jeszcze przy innym: związek z Little Hangleton zbyt słaby. Nie chodziło już o samo znalezienie czarodzieja, który spełniał wymagania. Astoria szukała najlepszego materiału na człowieka zamkniętego w płótnie. Kogoś, którego sposób myślenia będzie można odtworzyć z listów, wypowiedzi, działań i wspomnień. Kogoś, kto po ożywieniu portretu nie będzie tylko gadającą podobizną, ale rzeczywiście sprawiał wrażenie osoby, która kiedyś żyła. Dlatego czytała dalej, tym razem z ołówkiem w dłoni. Lista kandydatów powoli się skracała.

Po półtorej godzinie w końcu zdecydowała. Orpheus Rookwood. Wśród pozostałych wyróżniał się najbardziej, był najodpowiedniejszy. Urodzony w 1838 roku jako drugi syn jednej z bocznych gałęzi rodu Rookwoodów. Większość życia spędził w okolicach Little Hangleton, gdzie jego rodzina posiadała niewielki majątek oraz ziemie graniczące z terenami należącymi do kilku mugolskich gospodarstw. Od młodości interesowała go historia magii, szczególnie dzieje starych rodów i przemiany, jakie zachodziły w społeczności czarodziejskiej po wprowadzeniu Międzynarodowego Statutu Tajności.
Początkowo jego poglądy nie wyróżniały go szczególnie. Z czasem jednak stawał się coraz bardziej radykalny. Rookwood uważał, że Kodeks Tajności powinien być nie tylko ochroną czarodziejów przed mugolami, ale również narzędziem utrzymania wyraźnej hierarchii pomiędzy tymi dwoma światami. Sprzeciwiał się wszelkim próbom zbliżenia społeczności magicznej do tej niemagicznej, a szczególną niechęcią darzył mugolaków. Nie poprzestawał na słowach. W latach siedemdziesiątych XIX wieku zaangażował się w działalność lokalnego stowarzyszenia skupiającego przedstawicieli starych rodzin czarodziejskich. Organizacja oficjalnie zajmowała się ochroną tradycji, lecz z zachowanej korespondencji wynikało, że Rookwood wykorzystywał ją również do wywierania nacisku na osoby popierające większą obecność szlam w lokalnej społeczności. Później zaczął publikować krótkie traktaty. Czarodziej dowodził w nich, że magia stanowi dziedzictwo, którego nie można traktować jak zwykłej umiejętności. W 1889 roku sprzeciwił się przyjęciu młodego mugolaka do lokalnego kręgu edukacyjnego, mimo że chłopak miał wykazywać wyjątkowe zdolności magiczne. Rookwood przekonał kilku członków stowarzyszenia, by wycofali swoje poparcie dla programu. Kilka lat później próbował doprowadzić do zerwania współpracy pomiędzy czarodziejskimi właścicielami ziemskimi a mugolskimi mieszkańcami okolicy. W jednym z zachowanych listów pisał, że tolerowanie "przenikania się dwóch porządków" jest pierwszym krokiem do utraty własnej tożsamości. Niektóre podania wskazywały jego okrucieństwo wobec niemagicznych, ale nie była w stanie tego potwierdzić. Rookwood był czarodziejem gotowym świadomie zniszczyć czyjąś pozycję społeczną w imię własnych przekonań, a przy tym wystarczająco cierpliwym, by wybrać moment, w którym jego działanie wywoła największy rozgłos. Śmierć przyszła po Orpheusa w 1910 roku. Nie umarł podczas pojedynku ani wojny. Nie zginął spektakularnie. Jego śmierć była niemal groteskowo spokojna w porównaniu z życiem, jakie prowadził. Znaleziono go martwego przy biurku, a przed nim leżał niedokończony rękopis. Pisał w nim o przyszłości społeczności czarodziejów. Czarodziej, który uważał swoje poglądy za coś, co powinno przetrwać pokolenia, pozostawił po sobie niedokończony tekst. Jego ciało pochowano kilka dni później w rodzinnym mauzoleum Rookwoodów w Little Hangleton.
Niech jego portret dokończy to, czego on nie zdążył.


learn the rules
then
break some
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
10 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10 godzin(y) temu przez Astoria Avery.)  
Przygotowanie
Mając wszystkie szczegóły, wysłała list do Czarnego Pana z prośbą o dostarczenie wspomnień lub szczątków Orpheusa; tymczasem sama mogła zająć się malowaniem.
Na środku swojej pracowni przywołała dwie solidne sztalugi. Ustawiła je obok siebie, zachowując pomiędzy nimi dostatecznie dużo miejsca, aby móc swobodnie przechodzić od jednego obrazu do drugiego. Cofnęła się o kilka kroków, oceniła ich wzajemne położenie, po czym przesunęła prawą sztalugę nieznacznie w bok. Dopiero wtedy była zadowolona.
Obrazy miały stanowić duet, dlatego od samego początku należało traktować je jako dwie części jednego dzieła. Nie wystarczyło namalować dwóch podobizn Orpheusa Rookwooda i zakląć je w taki sposób, by przedstawiona na nich postać mogła się przemieszczać. Oba portrety musiały zostać ze sobą powiązane na poziomie magicznej struktury, a sam Orpheus powinien zachować ciągłość pamięci i charakteru niezależnie od tego, w której ramie aktualnie przebywał. Astoria znała teorię takich połączeń, miała również okazję obserwować ich działanie w starszych kolekcjach rodzinnych, lecz samodzielne wykonanie podobnego przedsięwzięcia wymagało szczególnej precyzji.
Przywołała zatem dwa płótna o identycznych wymiarach, wcześniej naciągnięte na drewniane krosna. Nie zamierzała korzystać z przypadkowych materiałów. Zaczęła od dwóch cienkich warstw gruntu. Szerokim, płaskim pędzlem rozprowadziła preparat w cienkich warstwach, prowadząc włosie raz wzdłuż, raz w poprzek splotu. W miejscach, w których materiał stawiał większy opór, wyrównywała go cierpliwie, bez pośpiechu. Następnie pozostawiła oba płótna do wyschnięcia, wspomagając proces delikatnym zaklęciem, które usuwało nadmiar wilgoci, nie naruszając struktury gruntu.
- Deek! - zawołała, odkładając pędzel.
Skrzat pojawił się niemal natychmiast, z charakterystycznym trzaskiem, skłaniając głowę.
- Potrzebuję skrzyni z pigmentami portretowymi, tej z dolnego magazynu. I dwóch kompletów płóciennych osłon. Przynieś również księgę receptur z pracowni konserwatorskiej, tę oprawioną w ciemnozieloną skórę. Powinna leżeć na trzeciej półce, obok katalogów zaklęć malarskich.
Skrzat potwierdził polecenie, lecz zanim zdążył zniknąć, Avery przypomniała sobie o jeszcze jednym przedmiocie.
- Ach, i srebrny moździerz. Nie mosiężny, Deek. Srebrny.
Niektóre magiczne pigmenty źle reagowały z określonymi metalami, a ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, było przypadkowe osłabienie ich właściwości jeszcze przed rozpoczęciem pracy.
Kiedy skrzat zniknął, zajęła się przygotowaniem pozostałych narzędzi. Na blacie ułożyła pędzle według wielkości i przeznaczenia: szerokie, płaskie do podmalówki i większych płaszczyzn, okrągłe do modelowania twarzy, miękkie wachlarzowe do subtelnego łączenia przejść tonalnych oraz kilka wyjątkowo cienkich, przeznaczonych do szczegółów oczu, włosów i drobnych załamań skóry. Obok położyła szpachelki malarskie, drewnianą laskę malarską, na której mogła oprzeć dłoń podczas precyzyjnej pracy, oraz czyste lniane ściereczki. Z szafki wydobyła dwie palety. Zawahała się jednak, po czym odłożyła jedną z nich. Przy dwóch obrazach, które powinny tworzyć spójną całość, rozsądniej było korzystać z jednej, odpowiednio dużej palety i przygotowywać mieszanki barw w ilości wystarczającej na oba płótna. Nawet niewielkie różnice w proporcjach pigmentów mogłyby później okazać się widoczne. Na stole ustawiła niewielkie naczynia ze spoiwem olejnym, rozcieńczalnikiem i medium przyspieszającym schnięcie. Przygotowała też szczelnie zamykane pojemniczki na gotowe mieszanki, które zamierzała oznaczać datą i proporcjami składników. Obok znalazły się kawałki węgla rysunkowego, grafit, gumka chlebowa oraz cienkie arkusze pergaminu przeznaczone na szkice kompozycyjne.
Wreszcie Deek powrócił, dźwigając skrzynię niemal tak dużą jak on sam. Postawił ją ostrożnie przy stole, a następnie ułożył obok pozostałe przedmioty.
- Doskonale. Dziękuję ci, Deek. Możesz jeszcze przynieść mi herbatę? I dopilnuj, proszę, żeby nikt mi nie przeszkadzał, chyba że sprawa będzie naprawdę pilna.
Kiedy została sama, otworzyła skrzynię. Zaczęła wybierać potrzebne składniki, ustawiając je w dwóch rzędach. Pierwszy obejmował pigmenty służące do budowania rzeczywistego wizerunku Rookwooda. Drugi przeznaczyła na materiały magiczne, które zamierzała wprowadzać dopiero na odpowiednich etapach pracy. Nie wszystkie mogły zostać ze sobą zmieszane od razu; część wymagała osobnego przygotowania, a niektóre należało nakładać dopiero na wyschnięte warstwy farby. Przejrzała receptury, porównując własne notatki z zapisami starszych mistrzów. Szczególną uwagę poświęciła technice łączenia portretów. W tradycyjnym malarstwie magicznym namalowana postać mogła poruszać się w obrębie własnego przedstawienia, jednak swobodne przechodzenie pomiędzy dwoma odrębnymi płótnami wymagało ustanowienia trwałego połączenia. W tym przypadku oba obrazy miały zostać potraktowane jak dwa pomieszczenia należące do tego samego domu. Orpheus powinien móc opuścić jedno z nich i pojawić się w drugim, nie tracąc świadomości tego, co widział i słyszał wcześniej. Zaczęła szkicować pierwsze propozycje na pergaminie, posługując się miękkim grafitem.
Przygotowania zajęły jej znaczną część przedpołudnia, ale nie uważała tego czasu za stracony. Przeciwnie, im bardziej wymagające było dzieło, tym mniej miejsca pozostawało na improwizację. Kiedy grunt ostatecznie wysechł, przetarła jego powierzchnię drobnym materiałem ściernym, usuwając ledwie wyczuwalne nierówności. Następnie oczyściła oba płótna z pyłu, sprawdziła ich ustawienie i nałożyła cienką, neutralną kolorystycznie imprimaturę, która miała ułatwić późniejsze budowanie światłocienia.
Przed nią stały dwie sztalugi, dwa jednakowo przygotowane płótna i starannie uporządkowany zestaw narzędzi. Na pulpicie spoczywały notatki. Mogła zaczynać.


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1485)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa