Był piękny słoneczny poranek, ale Ururu był zbyt zajęty wszystkim innym, by to dostrzec. Dopiero w południe podszedł do okna i przeznaczył chwilę, by uraczyć się promieniami słońca. Uwielbiał to uczucie. Stał tak z zamkniętymi oczami, pozwalając falom słonecznym na muskanie jego sinawej skóry. A może właśnie tego potrzebował? Może wszystkie te lata w piwnicy skutkowały fatalnym niedoborem witaminy D i jego czarodziejskie ciało tak zareagowało?
To była kolejna rzecz warta zbadania. Ale na dzisiaj przeznaczony był inny temat. Po kilku tygodniach udało mu się zdobyć cenne informacje umożliwiające mu skontaktować się z pewnym specjalistą. Miał kilka pytań, które pojawiły mu się w głowie o dziwo nie przypadkowo, a w związku z jego przypadłością. Wiedza tej osoby mogła pomóc Ururu zbliżyć się do poznania prawdy o tym, co go spotkało i tego skutkach.
Miał jeszcze sporo czasu do spotkania.
O tej porze zazwyczaj był sam domu. Zszedł do kuchni i przygotował sobie sushi z kurczaka. W poprzednim życiu absolutnie nie tknąłby surowego mięsa, dobrze świadomy, jakie niespodzianki mogą się w nim znajdować. Ale teraz coraz bardziej pozwalał sobie na takie chore zachcianki.
Po posiłku wrócił do pokoju i przewertował jeszcze raz wszystkie pytania. Znał je już na pamięć, ale był tak podekscytowany nadchodzącym spotkaniem, że nie chciał się zabierać za nic więcej. W końcu położył się na podłodze w blasku promieni słońca i tak oczekiwał na wieczór.
Ubrał się w swoje pulowery godne mugola w średnim wieku i wyszedł. Ruszył w stronę Nokturnu, jedynego miejsca, gdzie nikt nie patrzył na niego podejrzliwie, ale i on nie czuł się tam bezpiecznie. Bez problemu dotarł do sklepu. Był tu raz pod drzwiami wcześniej, by zapoznać się z lokacją. Ale dopiero dzisiaj miał okazję tam wejść. Był ciekawy, jak w ogóle tego typu sklepy wyglądają.
Rozejrzał się i podszedł do sprzedawcy.
— Dzień dobry, chciałbym porozmawiać o narkotykach — rzucił ze swoim standardowym uśmiechem. Bursztynowe oczęta wpatrzone były w rozmówcę. Ururu nawet nie zdawał sobie sprawy, jak normalnie musi wyglądać w tym otoczeniu. Sina skóra, podkrążone oczy — zupełnie jak ktoś bardzo uzależniony od podejrzanych substancji.