03.09.2023, 13:04 ✶
Bywały takie momenty, że Jane zazdrościła swoim kolegom mugolskiego pochodzenia nie tylko nieświadomości tego, co ich czeka, ale również tej beztroskiej radości z powodu próbowania nowych rzeczy. Zresztą, który jedenastolatek nie podskakiwałby z radości na myśl o latającej miotle? Chyba tylko ten, którego ojciec wsadził na dziecięcy model dziesięć lat wcześniej, gdy ledwie stawiał pierwsze kroki i dzięki temu maluch wleciał prosto w kryształowy żyrandol, rozbijając go na drobne kawałeczki. Aż dziw brał, że nie została po tym żadna blizna... Chociaż może maczali w tym palce właśnie Potterowie, którzy przecież posiadali umiejętności niwelowania mankamentów urody.
Jane rozejrzała się za swoją kuzynką, jednak panna Longbottom zagadywała już nowych znajomych, którzy - tak jak one - zostali przydzieleni do domu Godryka Gryffindora. Jedynie ciemnowłosy chłopiec (chyba Wright, o ile dobrze zapamiętała) spoglądał na swoją miotłę równie niepewnie, co ona.
- Myślisz, że zauważą, jeśli stąd uciekniemy? - spytała go z zupełnym brakiem gryfońskiej odwagi, za którą ledwie dwa dni wcześniej chwaliła ją Tiara Przydziału. No i tyle, jeśli chodzi o rodzinne ambicje bycia jednym z najlepszych studentów na roku. Nie żeby miała jakiekolwiek szanse, ale nadzieja wciąż się w niej tliła. - Myślałam, że twoja rodzina specjalizuje się w miotłach - dodała, unosząc przy tym brwi, bo właśnie to wyniosła z relacji między rodzinami czarodziejów. Wrightowie i Woodowie mówili wyłącznie o quidditchu i sprzęcie sportowym, czego zawsze z radością słuchał Marcus Potter, zapalony fan Zjednoczonych z Puddlemere, ciągnący na każdy mecz całą swoją rodzinę. Choć Jane w pewnym momencie się wykruszyła, zostawiając przyjemność spędzania czasu z ojcem swoim młodszym braciom.
Jane rozejrzała się za swoją kuzynką, jednak panna Longbottom zagadywała już nowych znajomych, którzy - tak jak one - zostali przydzieleni do domu Godryka Gryffindora. Jedynie ciemnowłosy chłopiec (chyba Wright, o ile dobrze zapamiętała) spoglądał na swoją miotłę równie niepewnie, co ona.
- Myślisz, że zauważą, jeśli stąd uciekniemy? - spytała go z zupełnym brakiem gryfońskiej odwagi, za którą ledwie dwa dni wcześniej chwaliła ją Tiara Przydziału. No i tyle, jeśli chodzi o rodzinne ambicje bycia jednym z najlepszych studentów na roku. Nie żeby miała jakiekolwiek szanse, ale nadzieja wciąż się w niej tliła. - Myślałam, że twoja rodzina specjalizuje się w miotłach - dodała, unosząc przy tym brwi, bo właśnie to wyniosła z relacji między rodzinami czarodziejów. Wrightowie i Woodowie mówili wyłącznie o quidditchu i sprzęcie sportowym, czego zawsze z radością słuchał Marcus Potter, zapalony fan Zjednoczonych z Puddlemere, ciągnący na każdy mecz całą swoją rodzinę. Choć Jane w pewnym momencie się wykruszyła, zostawiając przyjemność spędzania czasu z ojcem swoim młodszym braciom.