Czuł na sobie spojrzenia Laurenta, szukającego u niego oznak poirytowania, złości i utraty cierpliwości. To nie była wina samego Laurenta, że do nich doczepił się ten dziennikarz. Przez to oczekiwanie aż ten wywiad dobiegnie końca jedynie bardziej zgłodniał. I to był jeden z wielu powodów, dla których tak chętnie pożegnał uściskiem dłoni tego dziennikarza. Nie obejrzał się nawet w jego stronę, za to spojrzał na idącego po jego prawej stronie mężczyznę.
— Nie masz za co przepraszać. Też się tego nie spodziewałem. Jak dotąd to mnie zaczepiają dziennikarze. Było to zaskakujące. Nie cierpię polityki! Zawsze, gdy przychodzi mi odpowiadać na takie pytania podczas zaplanowanego wywiadu, za tym stoją prawdziwi specjaliści od wizerunku medialnego. Całkiem dobrze sobie z tym poradziłeś. — Jak się można spodziewać, Philip się posłużył się wariantem swojej zasady nigdy nie przepraszaj. Za to powinien przepraszać ich ten dziennikarz. Teraz mógł skomentować zaistniałą sytuację i bardzo chętnie to uczynił. Polityka stanowiła jego najmniej lubiany motyw wywiadów. Jedną z zalet bycia gwiazdą było to, że otaczał się ludźmi, którzy byli w stanie ująć wszystkie jego poglądy na dany temat w odpowiedni sposób, tak aby nie wywołać gwałtownej reakcji wśród czytelników. Zwłaszcza, że on słynął ze swojej bezpośredniości. Laurentowi należało się uznanie za poradzenie sobie bez udziału takiego zespołu.
Początkowo faktycznie zmierzali w kierunku ulubionej restauracji Philipa, jednak w pewnym momencie skręcił w zupełnie innym kierunku. Zmieniając obraną przez nich trasę, prowadził młodszego mężczyznę w stronę nie zachwalanego lokalu, tylko swojego domu na Ulicy Pokątnej. Było to podyktowane wieloma czynnikami, przede wszystkim tym że był już bardzo głodny i tym, że należąca do niego kamienica była bliżej. Przygotowując coś własnoręcznie również będzie to znacznie krócej trwało, niż w restauracji. Zdecydował, że do niej zaprosi Laurenta innym razem.
— Wchodzisz i zostajesz czy mam podać Ci adres tej restauracji? — Zatrzymał się dopiero pod drzwiami wejściowymi, które zamierzał dopiero otworzyć kluczem. Po ich otworzeniu i przekroczeniu progu pozostawił Laurentowi podjęcie decyzji odnośnie tego, czy chce wejść do środka czy ich spotkanie zakończy się na progu tego domu. Nie zamierzał zdejmować butów, za to zsunął z ramion marynarkę i rzucił ją na kanapę. Kucnął na moment, głaskając i tarmosząc za uszami swoje dwa psidwaki, które postanowiły przywitać swojego pana.
— Na słodko czy wytrawnie? — Zapytał wprost Laurenta, jeśli ten zdecydował się wejść do środka i zamknąć za sobą drzwi. Było oczywiste, że pytał o rodzaj śniadania, które mieli niebawem zjeść.