09.02.2024, 17:35 ✶
- ...możemy zajrzeć do mojej szafy, ale ubrania mamy będzie łatwiej na ciebie przerobić, bo jest ode mnie niższa, nic się nie przejmuj, pozwoliła, zresztą poza swoimi ulubionymi sukienkami, które trzyma w osobnej przegródce szafy, to reszty pewnie nigdy nie założy, bo ma tych sukienek tak dużo. To największa słabość mojej mamy, sukienki, znaczy się. Nie może się im oprzeć, jak coś się jej podoba. W jej szafie brakuje tylko latarni, lwa i białej czarownicy - paplała Brenna, prowadząc Effie po schodach w domu Longbottomów. Na korytarzach panował już półmrok: zbliżał się zmierzch. Gdzieś z dołu dobiegały czyjeś śmiechu, z któregoś pokoju na piętrze podekscytowane poszczekiwanie psa, świadczące o trwającej zabawie. Tutaj rzadko było zupełnie pusto, chociaż ze względu na rozmiary posiadłości i rzucone na nią zaklęcia, nie odczuwało się tego mocno.
– Myślałaś nad kolorami? W czerni z tymi włosami wyglądałabyś po królewsku, ale to mi nie bardzo pasuje na nieoficjalną zabawę. Niebieski dobrze podkreśliłby oczy, ciemno zielony albo szary też powinien dobrze wyglądać… A może masz ochotę na kwiaty? Na pewno nic obcisłego do kostek, bo będzie dużo tańca, byłoby ci się trudno ruszać… – kontynuowała Brenna. Można by pomyśleć, patrząc na jej porwane, ciemne spodnie i białą koszulkę, że moda i sukienki są czymś, o czym nie wiedziała absolutnie niczego, ale w istocie chyba z panien z domu Longbottomów to ona orientowała się najlepiej w tym temacie, córka Potterówny, ot trochę odrodna. I ona zwykle przed co ważniejszymi zabawami wpadała do pokoi Danielle, Lucy czy Mavelle, by wepchnąć im w ramiona jakąś sukienkę, bo „mama dostanie zawału, jak weźmiesz spodnie, Mav”, „Dani, naprawdę, to żaden problem, popatrz, jak ci w tym będzie ładnie”.
Geneza pojawienia się w Warowni Effie była bardzo podobna. Trelawneyówna wspomniała, że nie jest pewna, co założyć na nadchodząca potańcówkę, na którą miał zabrać ją Alastor, a Brenna natychmiast zaoferowała wsparcie. Mogłaby zabrać dziewczynę po prostu na zakupy na Pokątną, ale w próbie wyważenia pomiędzy „chcę, żeby miała ładną sukienkę” a „nie chcę, żeby poczuła się niezręcznie”, ostatecznie stanęło na tym, że pogrzebią po szafach w domu Longbottomów i coś jej pożyczą. A szafa Elise Potter, odrobina zaklęć i zręczne palce skrzatki Malwy, tworzyły tutaj możliwości wcale nie dużo mniejsze niż jakiś sklep położony w magicznym Londynie.
– Myślałaś nad kolorami? W czerni z tymi włosami wyglądałabyś po królewsku, ale to mi nie bardzo pasuje na nieoficjalną zabawę. Niebieski dobrze podkreśliłby oczy, ciemno zielony albo szary też powinien dobrze wyglądać… A może masz ochotę na kwiaty? Na pewno nic obcisłego do kostek, bo będzie dużo tańca, byłoby ci się trudno ruszać… – kontynuowała Brenna. Można by pomyśleć, patrząc na jej porwane, ciemne spodnie i białą koszulkę, że moda i sukienki są czymś, o czym nie wiedziała absolutnie niczego, ale w istocie chyba z panien z domu Longbottomów to ona orientowała się najlepiej w tym temacie, córka Potterówny, ot trochę odrodna. I ona zwykle przed co ważniejszymi zabawami wpadała do pokoi Danielle, Lucy czy Mavelle, by wepchnąć im w ramiona jakąś sukienkę, bo „mama dostanie zawału, jak weźmiesz spodnie, Mav”, „Dani, naprawdę, to żaden problem, popatrz, jak ci w tym będzie ładnie”.
Geneza pojawienia się w Warowni Effie była bardzo podobna. Trelawneyówna wspomniała, że nie jest pewna, co założyć na nadchodząca potańcówkę, na którą miał zabrać ją Alastor, a Brenna natychmiast zaoferowała wsparcie. Mogłaby zabrać dziewczynę po prostu na zakupy na Pokątną, ale w próbie wyważenia pomiędzy „chcę, żeby miała ładną sukienkę” a „nie chcę, żeby poczuła się niezręcznie”, ostatecznie stanęło na tym, że pogrzebią po szafach w domu Longbottomów i coś jej pożyczą. A szafa Elise Potter, odrobina zaklęć i zręczne palce skrzatki Malwy, tworzyły tutaj możliwości wcale nie dużo mniejsze niż jakiś sklep położony w magicznym Londynie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.