01.05.2024, 10:19 ✶
10.06.72
Dolina Godryka, bar "U Lizzy"
Dolina Godryka, bar "U Lizzy"
To nie była kwestia desperacji. Radził sobie. Każdy widzący aury mógł powiedzieć że soczysta zieleń zaradności oplata go z taką samą mocą, jak uścisk klątwy ziemi. Samuel może i nie ogarniał tych wszystkich ludzkich spraw, może i był aspołecznym dziwakiem, ale miał fach w rękach. I po miesiącu pobytu w dolinie Lizzy bardzo dbała, żeby jak najwięcej osób się o tym dowiadywało. Wieczorami pilnował bary, nawet jeśli w nim się nic nie działo. Z miskę strawy, za miejsce w stodółce dla siebie i swoich zwierząt, absolutnie nie chciał tej dobroci za darmo. Naprawił jej szafki. Powiesił kilka dodatkowych półek. Naprawił dach. A wieść o nim niespiesznie sunęła dalej, reklamą pantoflową o czym nie miał pojęcia.
Teraz jednak, na tym etapie, siedział sobie w kącie przy drzwiach i pilnował, żeby był porządek. Tydzień temu zdzielił po mordzie największego zabijakę za przystawianie się do jednej panny i od tego czasu był spokój. Wcześniej śmiali się z niego, że jest taki tykowaty, teraz nikt nie podważał siły ukrytej nie wiadomo gdzie. Poszła plota, że to chłopak który naparzał się z niedźwiedziami w Kniei. Miał spokój. W barze był spokój.
Pił napar miętowy, jeszcze nie zmierzchało, teraz z resztą w czerwcu słońce póżno zachodziło. Nie widział Rose od czasu ich pierwszego spotkania i niepokoiło go to. Może powinien napisać już wtedy? Przeprosić? Cóż, teraz będzie miał okazję. Przed nim stał kubek z naparem miętowym i leżała mała drewniana róża. Drewno było zabezpieczone matowym, transparentnym lakierem.
Czekał.
Mówiła, że się pojawi. Że weźmie wolne, czymkolwiek to wolne było.