• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10.06.72]Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, zwłaszcza będąc niedźwiedziem

[10.06.72]Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, zwłaszcza będąc niedźwiedziem
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
01.05.2024, 10:19  ✶  
10.06.72

Dolina Godryka, bar "U Lizzy"

To nie była kwestia desperacji. Radził sobie. Każdy widzący aury mógł powiedzieć że soczysta zieleń zaradności oplata go z taką samą mocą, jak uścisk klątwy ziemi. Samuel może i nie ogarniał tych wszystkich ludzkich spraw, może i był aspołecznym dziwakiem, ale miał fach w rękach. I po miesiącu pobytu w dolinie Lizzy bardzo dbała, żeby jak najwięcej osób się o tym dowiadywało. Wieczorami pilnował bary, nawet jeśli w nim się nic nie działo. Z miskę strawy, za miejsce w stodółce dla siebie i swoich zwierząt, absolutnie nie chciał tej dobroci za darmo. Naprawił jej szafki. Powiesił kilka dodatkowych półek. Naprawił dach. A wieść o nim niespiesznie sunęła dalej, reklamą pantoflową o czym nie miał pojęcia.

Teraz jednak, na tym etapie, siedział sobie w kącie przy drzwiach i pilnował, żeby był porządek. Tydzień temu zdzielił po mordzie największego zabijakę za przystawianie się do jednej panny i od tego czasu był spokój. Wcześniej śmiali się z niego, że jest taki tykowaty, teraz nikt nie podważał siły ukrytej nie wiadomo gdzie. Poszła plota, że to chłopak który naparzał się z niedźwiedziami w Kniei. Miał spokój. W barze był spokój.

Pił napar miętowy, jeszcze nie zmierzchało, teraz z resztą w czerwcu słońce póżno zachodziło. Nie widział Rose od czasu ich pierwszego spotkania i niepokoiło go to. Może powinien napisać już wtedy? Przeprosić? Cóż, teraz będzie miał okazję. Przed nim stał kubek z naparem miętowym i leżała mała drewniana róża. Drewno było zabezpieczone matowym, transparentnym lakierem.

Czekał.

Mówiła, że się pojawi. Że weźmie wolne, czymkolwiek to wolne było.
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#2
01.05.2024, 14:37  ✶  
Roselyn nie miała czasu, by przesiadywać u Lizzy. Odkąd w Kniei zaczęło dziać się źle, a Ministerstwo zakazało tam wstępu, mieli pełne ręce roboty. Ojciec powierzył jej część opieki nad ważnymi projektami, dobitnie dając do zrozumienia młodej Greengrassównie, że sprawa z Knieją Godryka należy do niego. Do niego, do wuja, do męskiej części rodu i części kobiet, które były co najmniej dwa razy starsze od młodziutkiej Rose. Bardziej doświadczone. Była cholernie rozżalona z tego powodu. Co prawda dostała naprawdę odpowiedzialne zadanie, bo nieoficjalnie pomagała jego zastępcy w kierowaniu badaniami, co było ogromnym krokiem dla jej kariery, ale... Czuła się oszukana.

Była przecież częścią rodu, częścią Kniei. Knieja była nią, ona była Knieją. Stanie się nią w całości, gdy umrze. Każdy o tym wiedział, ale z jakiegoś powodu ojciec odmówił, gdy zaoferowała swoją pomoc. Sam współpracował z Biurem Aurorów i Departamentem Tajemnic. On i lwia część rodziny, podczas gdy ona... Siedziała na dupie. Tak to odbierała. Była więc zła, że znowu jej nie doceniono. Dyskryminacja - tak to odbierała. Jawna i bezczelna, ale wiedziała doskonale, że nie może się ojcu sprzeciwić.

Zwłaszcza że drzewa milczały.

Musiała o tym porozmawiać z Samuelem, który przecież również należał do tej części lasu, chociaż nie w ten sposób, co ona. Ale podobny. Myślała o nim niejednokrotnie, ale bała się - po czasie zrozumiała, że nie chciał jej skrzywdzić, tylko pokazać, co potrafi. Ale nie potrafiła go odnaleźć. Upewniła się samodzielnie, że przebywał na terenie Kniei legalnie. A gdy nawiedziły ją Widma... Cóż. Szukali go, ale nie mogli znaleźć. Była pewna, że umarł. Nawet uroniła jedną łzę, bo przecież nikt nie zasługiwał na taki los - na ten koszmar, który sprawił, że Widmo wyssało z młodego dziecka życie. Dlatego list od mężczyzny był niespodzianką. Nie spodziewała się go, zwłaszcza że nie ulokowała Sama wśród osób, które potrafią pisać. Teraz się wstydziła tych myśli, ale wtedy naprawdę uważała, że był po prostu Chłopcem z Lasu, który nie potrafiłby się odnaleźć w społeczeństwie. Cóż: myliła się.
- Sam! - nie wyrosła jak spod ziemi. Weszła do knajpy normalnie, ubrana w wygodną, długą spódnicę w kolorze ciemnej zieleni i białą bluzkę z haftem w tym samym kolorze. włosy miała rozpuszczone, na ramieniu wisiała nieduża torebka. Jej głos przepełniała ulga. Podeszła do niego - mógł dostrzec, że trochę się postarzała. Nie, nie postarzała... Wydoroślała. Jej błyszczące oczy były pełne niepokoju, a nieudolnie zamaskowane cienie pod nimi sugerowały nieprzespane noce. - To chyba zasługa Matki, że żyjesz.
Powiedziała drżącym głosem, siadając naprzeciwko. Była blada, trochę jakby zobaczyła ducha.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
06.05.2024, 13:08  ✶  
Myliła się, ale tylko trochę, bo rzeczywiście Sam miał wielki problem w kontaktach międzyludzkich. Wolał towarzystwo roślin i zwierząt, bardzo wolno przychodziło mu oswajanie się z faktem, że ktoś realnie odpowiadał mu słowami na pytania. Albo z tym, że czasem jego wewnętrzne monologi były jednak mówione, a nie tylko myślane i ludzie dziwnie na nie potrafili reagować. Ale tego nie było widać na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że po ponad miesiącu doliniarze zdążyli nieco przywyknąć do patykowatego blondasa, który miał siłę czterech mężczyzn ukrytą nie wiadomo gdzie.

Jej żywą reakcję, jej uścisk i miłe słowa przyjął z zaskoczeniem, ale nie potrzebował wiele, by oddać ów czułostkę, objąć ją również i przycisnąć do siebie, jakby była pięknym pniem dorodnej srebrnolistej lipy. Wielokrotnie przyrównywał ludzi do różnych gatunków zwierząt by poczuć się nieco lepiej w ich obecności, Rose jednak będąca dziedziczką Kniei i będąca w przyszłości jednym z drzew z samego prawa płynącej w jej żyłach krwi, była wyjątkiem. Była już drzewem, częścią lasu, która mogła się przemieszczać i koić go w nerwach i strachu. Nieświadoma mocy posiadanej nad prostym zagubionym chłopcem, który tylko z pozoru był już dorosłym mężczyzną, obdarzała go teraz swoją atencją przynosząc podarek cenniejszy niż fałszywe obietnice. Siebie.

– Raczej dobrych nalewek... Wiesz, byłem na Beltane, ale poszedłem zanim to się wszystko na dobre rozhulało. Po drodze spotkałem starego przyjaciela z butelką najlepszej orzechówki jaką kiedykolwiek miałem okazję próbować i tak od słowa do słowa spędziliśmy noc razem, a gdyśmy się przebudzili to już wszystkich ewakuowali. Tak pewnie nikt nie dotarłby do mego domu przed upiorami, jak tylko wiedziałem, że czeka moje zwierzęta zagłada z rąk tych straszliwych istot, pognałem w dzicz i zabrałem swój dobytek tu o... – kiwnął czupryną na wnętrze baru, nie wnikając w fakt, że spał w stodole. – Ale powiedz lepiej jak wy to znosicie? Powiedz mi czy drzewa cierpią, czy Ty cierpisz razem z nimi? – Dla niego była już drzewem, ujął więc łagodnie jej dłonie, gdy usiedli razem na ławie i gładził je tak, jakby pieścił małe, zmrożone przymrozkiem gałązki obsypane zielonymi pąkami, z troską zarezerwowaną tylko dla nielicznych. – Czy mogę Ci jakkolwiek pomóc...? – dodał ciszej, bo choć konsekwentnie nie zaangażował się w akcje poszukiwawczą ludzi, tu nie chodziło o pomoc ludziom a o pomoc ukochanej Puszczy, której Rose była przedłużeniem.
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#4
12.05.2024, 15:48  ✶  
Kiwnęła głową ze zrozumieniem. Miał dużo szczęścia, bo na pewno nikt by nie dotarł do niego przed widmami. A może i same widma nie dotarłyby do niego, i Samuel zostałby oszczędzony? Chociaż to było raczej mało prawdopodobne - z tego co słyszała, one snuły się między drzewami w poszukiwaniu ofiar. Czy ich ofiarami mogły być też zwierzęta? Nie miała pojęcia: była poza tym, nikt jej nic nie mówił. Nawet drzewa milczały. Knieja przestała się odzywać.
- Miałeś dużo szczęścia, gdyby nie ten znajomy i orzechówka, to mógłbyś być martwy. Albo czekałby cię los gorszy od śmierci - powiedziała cicho, składając dłonie na kolanach. - Ja... Sama nie wiem.
Mruknęła, spuszczając wzrok na paznokcie. Idealnie wypielęgnowaną skórę, równo wypiłowane płytki i jakiś paproszek, który szybko strąciła opuszkiem palca.
- Cierpią, cała Puszcza cierpi. Ale to są tylko moje domysły, Sam. Puszcza przestała mówić - dodała jeszcze ciszej, ośmielając się w końcu podnieść wzrok. - Powinna nas wezwać na pomoc, ale tego nie zrobiła. Ojciec współpracuje z Ministerstwem i Aurorami, ale obawiam się, że na ten moment nie wiem więcej od ciebie.
Wyglądała na smutną. Nie zrozpaczoną, a smutną - tak po prostu. Widma zabrały jej część siebie, przez nie był zakaz wchodzenia do Kniei. Ludzie bali się zapuszczać w te okolice, a ona przecież mieszkała niedaleko. Czasem miała wrażenie, że słyszy przeraźliwe wycie, dobiegające spomiędzy drzew, lecz nigdy nie miała pewności, czy to nie była jej wyobraźnia i omamy słuchowe.
- Nie da się chyba zrobić nic więcej. Do Kniei nie wolno wchodzić bez pozwolenia, to zbyt niebezpieczne. Ale tyle to trwa... - okropnie długo. Nic nie wiedzieli w tym temacie, zupełnie jakby Ministerstwo zamknęło Knieję Godryka i poszło pić kawę.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
15.05.2024, 19:11  ✶  
– Jak... jak to przestały? – na twarzy Samuela malowało się wiele emocji - szok, niedowierzanie, ale przede wszystkim złamane serce, zupełnie jakby powiedziała mu właśnie o tym, że cały las został wytrzebiony z wszelkiej zwierzyny. To nie było normalne, ale Rose wiedziała, że Samuel to rozumie, że dla niego drzewa były takim samym ciałem, czującym, oddychającym, żyjącym organizmem. Nie ważne, czy drzewami były dusze Greengrassów czy nie... Knieja była knieją, a teraz zamilkła, jakby był martwa...

Zmartwiały nachylił się ku niej i znów ją objął, nie wiedząc co powiedzieć, z sercem zmartwiałym żałobą i bezsilnością. Z sercem opętanym żalem.
– Musimy coś zrobić Rose, musi być jakiś sposób... ktoś... ktoś musi coś wiedzieć... – szeptał jej we włosy, nie do końca wierząc w to co mówi, ale w rozpaczy łapiąc się czegokolwiek, jakiegokolwiek strzępka nadziei. Tymczasem jednak do oczu napłynęły łzy i było mu głupio że tak po środku miejsca w którym mieszkał, które miał pilnować, wśród ludzi którym miał grozić palcem, że w takim miejscu jak to te łzy popłynęły, ale wiedział, że Rose zrozumie i pierwszy raz poczuł, że nie jest sam w tej żałobie, w swym zmartwieniu. – Nie chce tu być, chodźmy stąd... – szepnął nagle w pachnące włosy, po czym złapał ją za rękę i pociągnął za sobą do wyjścia. Do chłodu młodej nocy, tam gdzie śmiechy i pogwizdywania nie będą burzyć cierpienia, które dotykało ich z taką mocą.

Nie angażuj się

Mówiła matka. Mówiła i nakazywała mu unikać innych ludzi i ich podszeptów. Ale jak miał się nie angażować, gdy jego dom cierpiał? Już pal licho zaginionych, choć i w tym przypadku serce szarpało i go i chciał się przyłączyć do ekip poszukiwawczych ale siedział cicho. Tu nie chodziło jednak o ludzi tylko o las! Czerwcowy wiatr rozwiał im włosy, płócienną koszulę starł z twarzy własne poruszenie, trochę słonej wody, która obmyła mu twarz.

– To jest niesprawiedliwe... – rzucił przed siebie idąc ku wrzosowiskom, grawitując ku nim, ku linii lasu, jego domu, jej dziedzictwa. – Podsłuchałaś w ogóle co tam się stało? Słyszałem o jakiejś zasłonie, o światach, o morowym gazie, słyszałem wiele opowieści o czarnoksiężnikach którzy każdego zabitego wysyłali przemienionego w upiora aby ściągnął kolejnych dziesięciu. Słyszałem, ale nie widziałem, nie... nie ryzykowałem, tylko raz czy dwa kusiło ale... – przełknął tajemnicę o swojej drugiej formie, krogulczej formie. Słowa matki paliły go mocno. Nikomu nie wolno było mówić, zwłaszcza, że nie był zbyt wprawny w teleportacji. Nikomu ani słowa...
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#6
19.05.2024, 09:51  ✶  
- Ministerstwo wie - odpowiedziała cicho, lekko wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia. Nigdy nie była przeciwko Ministerstwu Magii, ale miała wrażenie, że to, co powiedziała, nie jest do końca prawdą. Gdyby wiedzieli, co się dzieje w Kniei, to rozwiązaliby problem. A przecież to trwało i trwało. I nie zapowiadało się na to, żeby ta szopka z widmami się skończyła. Otoczyła Samuela ramionami, bo przecież doskonale go rozumiała. Jej serce również krwawiło, i chociaż zwykle nie była taka wylewna, zwłaszcza w stosunku do ludzi, których aż tak dobrze nie znała, to jednak czuła, że z Samem połączyła ją dziwna więź. Jakby sama Knieja postanowiła zetknąć los tych dwóch osób. Być może to było jej wołanie o pomoc? Może drzewa przeczuwały, że coś takiego się stanie?

- Dokąd? - zapytała nieco skonsternowana, ale dała się pociągnąć w stronę wyjścia. Odprowadzeni dziwnymi, podejrzliwymi spojrzeniami, opuścili bar. Przyjemny wietrzyk owiał ich twarze, ale Rose wydawała się dziwnie spięta. Gdy tylko nadarzyła się okazja, to wysmyknęła się z uścisku mężczyzny. To nie angażuj się odnosiło się też do niej - ojciec wyraźnie powiedział, że ma wobec niej plany. I te plany w ogóle nie obejmowały mężczyzn. Wbijał jej to przez lata do głowy, ona miała robić karierę, zmieniać świat na lepsze. Sprawić, że ta cała dziwna sytuacja z roślinami, które zachowywały się nienaturalnie, będzie kamieniem milowym w jej rozwoju. - Nie, nie słyszałam nic. Ale dzieje się tutaj ostatnio wiele złego i podejrzewam, że to wszystko jest powiązane. Sam, zauważyłeś jak dziwnie zachowują się rośliny? Domy porastają bluszczem w zaledwie jedną noc, pojawiają się nieznane dotąd kwiaty, a magiczne rośliny pokroju tentakuli rosną jak grzyby po deszczu. Myślę, że to ma związek z Knieją i tą anomalią, która ostatnio opanowała Dolinę Godryka.
Nie miała pojęcia, co się dzieje, ale miała strzępki wiedzy. Mogła się dowiedzieć, oczywiście, ale to wymagało czasu. A bała się, że nie mają go wiele.
- Mogę spróbować się dowiedzieć, ale pod jednym warunkiem - jej spojrzenie stwardniało, stało się zimne i nieprzejednane. - Obiecasz mi, że nigdy sam nie wejdziesz do Kniei, póki nie będzie bezpiecznie.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
26.05.2024, 11:19  ✶  
Westchnął, było mu bardzo ciężko z tą całą sytuacją, w tym nie było cienia wątpliwości. "Ministerstwo wie" brzmiało niemal jak oskarżenie. Opieszałość w działaniach, tak z drugiej strony...

– Może po prostu jesteśmy niecierpliwi. Wiesz... Drzewo nie urośnie w jeden miesiąc, ale też z drugiej strony kiedy zabierasz je by dać mu kolejne życie, to też wymaga czasu. Proces suszenia, obróbki, cięcia, heblowania... Dla nas to trwa wieczność, ale w sumie to nie jest chyba tak dużo czasu. Może problem jest większy niż nam się wydaje tu, z naszej perspektywy, kiedy patrzy się na pożar z daleka nie wyglada na taki duży i nie do okiełznania. Mama opowiadała mi kiedyś o takich pożarach które trwały tygodniami... och mam nadzieję, że nie będzie jak z torfowiskiem. – Torfowiska nie dało się zagasić. Jeśli nie zrobiło się tego dostatecznie szybko...

– Anomalia? Nie wiem, w sensie, że wszystko więcej rośnie? He, przynajmniej mi roboty nie brakuje, wiesz daje się zatrudnić jako ogrodnik okazjonalnie. Lubię jak tak dużo rośnie, lubię kiedy wkoło jest zieleń. Z roślinami łatwiej się rozmawia niż z ludźmi, wiesz... – to nie był przytyk do niej. Dla niego była już rośliną, ucieleśnieniem Kniei. Dobrze mu się przebywało w jej towarzystwie, wyciszała go, nawet jeśli sama nie wiedziała, że jest dla niego piękną driadą. Zwierzał jej się, spowiadał, widział w niej przyjaciółkę, choć rozmawiali ze sobą ledwie chwile przed laty. Była Greengrasówną, była lasem, który kochał i który nosił w sercu.

Szli w kierunku wrzosowisk i najprawdopodobniej ku uldze Rose, Samuel nie czynił wobec niej żadnych awansów. Zwykły spacer. Trochę niezwykły. Granice były przekraczane, ale nie te fizyczne, a mentalne. Z resztą... Samuel nie przekraczał granic. Żeby coś przekraczać trzeba to najpierw widzieć. Sam odwrócił twarz w kierunku lasu, skąd wiał wiatr przesiąknięty wonia mchu i żywicy, wonią nocnej wilgoci. Długo jej nie odpowiadał na prośbę, a potem bardzo, bardzo cicho powiedział:
– Dlaczego chcesz, żebym złożył Ci taką obietnicę. Skąd wiesz, że wchodzę do Kniei, kiedy nikt nie patrzy? – przed nimi szumiały wrzosy, z których co jakiś czas wyrastały poranione czasem, spękane mury dawnych siedlisk pierwszych osadników Doliny. Porośnięte, zapomniane, nieodzowny element otoczenia kwiecia, które w obliczu nocy przypominało falujące morze, pozbawione horyzontu. Horyzontem była bowiem czarna ściana złowieszczego lasu. Jej przeznaczenia. Jego domu.


–
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#8
06.06.2024, 21:55  ✶  
- Być może, Sam - powiedziała ciężko, sięgając po papierosa. Poczęstowała Samuela odruchowo, chociaż wiedziała, że nie palił. Jej papierosy były bezwonne, nie dało się wyczuć na niej nawet nuty tytoniu. Nienawidziła nim śmierdzieć. Szkoda że jeszcze nie wynaleźli niczego na tego paskudnego kapcia w ustach z rana, który był nieodzowną częścią życia palaczy. - Oczywiście, że problem jest większy i zdaję sobie z tego sprawę. Tylko...
Westchnęła ciężko. Wzrok utkwiła gdzieś przed sobą, odpalając papierosa. Zaciągnęła się nim, by zebrać myśli i zebrać trochę czasu by móc sklecić odpowiedź, która będzie chociaż w części pokrywać się z jej myślami. Te z kolei nie ułatwiały tworzenia składnych zdań.
- Knieja cierpi, a my razem z nią. Natura żyje swoim rytmem, to prawda, ale my nie mamy tyle czasu. Bardzo nie chciałabym wylądować gdzieś pomiędzy światami, gdy umrę. Nasi przodkowie zawsze łączyli się z Knieją, Sam, a patrząc na tempo pracy Ministerstwa, to zaczynam podejrzewać, że prędzej umrę, niż ta sprawa zostanie rozwiązana - podzieliła się z nim w końcu wątpliwościami, które dręczyły ją od dawna. Rose nigdy nie bała się śmierci, ale wizja utknięcia na tym świecie po skończeniu żywota, wizja siebie jako zbłąkanego ducha nawiedzającego Knieję razem z Widmami była zbyt przerażająca. Powodowała, że w jej gardle rosła gula, niepozwalająca jej mówić, a do oczu napływały łzy. Czy to było czarnowidztwo? Być może, ale tyle to trwało... - Tak. Więcej, agresywniej, mocniej. Ty masz więcej pracy i więcej zarabiasz, ale doskonale wiesz, że to nie jest normalne, prawda?
To było pytanie retoryczne, oczywiście że wiedział. Greengrass zerknęła na Samuela z ukosa, ponownie zaciągając się papierosem. On także był częścią Kniei, był osobą która była złączona z naturą. Wiedział, że coś było nie tak, podejrzewała że odczuwał to bardziej niż ona sama.

Szła obok niego i faktycznie - czuła ulgę. Ulgę, że może z kimś porozmawiać, kto nie patrzy na to, jak wygląda. Miała wrażenie, że Samuel patrzy na nią inaczej, niż inni. Dla niego liczyło się to, kim i jaka jest, a nie jak wygląda, zachowuje się czy inne takie. Nie obchodziły go maniery i mogła się przy nim rozluźnić, a nawet pozwolić na nieco przekleństw, które w teorii damie nie uchodziły. A w praktyce... Cóż.
- Bo byś nie żył - odpowiedziała z rozbawieniem, kręcąc głową. - Sam, każdy kto tam włazi bez ochrony, ginie albo "staje się zaginiony". Poza tym gdybyś tam wszedł, od razu byśmy wiedzieli, nawet jeśli drzewa milczą. Mamy swoje sposoby.
Mrugnęła, ale nie umknął jej fakt, że nie odpowiedział na jej pytanie. A raczej nie złożył obietnicy. Zmarszczyła więc brwi niemal ponaglająco.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#9
14.06.2024, 11:01  ✶  
– Słuchaj... oboje wiemy, że ja czy Ty sięgnęlibyśmy po każdą możliwość by przegnać widma z Kniei, a tych, którzy to zrobili skazali na los podobny do tych, który spotkał płaczącą ziemię. – Pogodny i życzliwy ton Samuela nieoczekiwanie zaciągnął się powagą i mrokiem, której raczej nikt nie spodziewałby się po chłopaku. Dla McGonagalla nie było w tym miejscu żadnych kompromisów. Wiedział, że czarnoksiężnicy, którzy to zrobili, wykorzystali magię Kniei do swoich celów i zostawili ją poranioną. Żaden cel nie mógłby uświęcić takiego środka. – Więc może Ci, którzy głowią się jak ją załatać... – blask krwi Blacków przeminął tak gwałtownie jak się pojawił – Nie chcą ranić kogoś innego przy tym. A potrzeba pewnie energii, bardzo dużo energii, by to zamknąć. Nie wiem Rose, to dopiero pierwszy miesiąc. Nie umieraj zbyt szybko co? – rzucił do niej nieśmiały uśmiech, ale też przy okazji zrozumiał mocno czemu próbowała wymóc na nim przysięgę.

I choćby Greengrassowie mieli swoje metody (w to nie wątpił) to on miał swoje, ptasie ciało, którym przemierzał czasami czubki drzew. Ale był tchórzem, nie zajrzał głębiej, nie chciał prosić się o problemy, o śmierć niezasłużoną. Z drugiej strony unikał grup poszukiwawczych które działały w maju, nie służył im pomocą i doświadczeniem, w myśl złotej zasady jego matki. Nie angażuj się. Jego sumienie go zjadało...

Doszli na wrzosowiska trochę w milczeniu, bo chłopak musiał poukładać sobie rzeczy. Poprowadził ją do jednego z bardziej zrujnowanych domków, których dawne ściany mogły spokojnie robić za ławkę. Tu mogli rozmawiać swobodnie. Tu mogli patrzeć na ciemną ścianę cierpiącego lasu i cierpieć razem z nim.

– Obiecuję Ci Rose – powiedział nagle, przebijając nocną bańkę cieszy, nie patrząc nawet na nią tylko na drzewa, ale dla niego Greengrassówna była już częścią lasu, jej korzenie sięgały korzeni wzbijających się ku niebu drzew. – Obiecuję, że nie wejdę tam sam jeden. Nie będę się narażał i próbował rozwiązać sprawy na własną rękę. Wiem jak działa mrówkojad i jak działają mrówki, wiem że nie jestem mrówkojadem. Ale jeśli zbiorą się ludzie, którzy będą mieli pomysł jak przegonić widma... myślałem o tym dużo i zgłoszę się wiesz? Żeby pomóc – trzymał swoje zielone, kwitnące serce o lekko nadsuszonych sytuacją liściach na swoich dłoniach i pokazywał jej. Taki był. Kochał las, ale też nie był w stanie więcej odmawiać pomocy ludziom. Szczególnie teraz, szczególnie gdy Knieja nie potrafiła obronić się sama.
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#10
21.06.2024, 21:13  ✶  
Zerknęła na niego, zaciągając się papierosem.

Nie umieraj zbyt szybko co?

Na te słowa uśmiechnęła się lekko. Tylko Sam wiedział, jak ważne to było dla niej i jej rodziny. Sam był częścią Kniei. Jeżeli to potrwa miesiąc dłużej, rok, dwa, dekadę - to fizycznie nie umrze, ale umrze jej dusza. Nie można było ich trzymać z daleka od Kniei Godryka. Nie ją, nie jej ojca, nie matkę. Nikogo, kto na nazwisko miał Greengrass.
- Chciałabym ci odpowiedzieć jak prawdziwa dama, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy poza "tere fere" - odpowiedziała, lekko wzruszając ramionami. Odrobinę się rozchmurzyła, ale smutek wciąż gdzieś czaił się w jej oczach. Smutek i niepokój. Szła lekkim krokiem obok niego, nie podejmując więcej tego tematu. Nie podejmowała go, bo wiedziała, że on również wie. Wie, co ona czuje bo sam to czuł. Że również był częścią tego kręgu tak samo mocno, jak jej rodzina. Czasem się zastanawiała, czy przypadkiem w jego krwi nie płynęła krew jej przodków. Jakaś malutka kropelka, która sprawiała, że las go wołał, że przyciągał do siebie i kazał się bronić. Tylko... jeśli by tak było, to las powinien bronić jego, nie na odwrót, prawda?

Milczała, a gdy skończyła papierosa, kucnęła i zgasiła go o ziemię. Niedopałek jednak otoczyła magiczną bańką, a ją włożyła do torebki, do specjalnego woreczka. Nie śmieciła - szanowała przyrodę, nigdy by nie przyszło jej do głowy, żeby zostawić chociażby skrawek śmiecia za sobą.
- A gdy ty wejdziesz z innymi, by chronić Knieję, Knieja ochroni ciebie. Bo będę tuż obok - powiedziała poważnie, a jej niebieskie oczy utkwione były w ciemnej gęstwinie. Kiedyś, nie tak dawno temu, słyszała jak las ją wołał. Jak szeptał, jak kusił, nęcił, ostrzegał. A teraz nie słyszała nic poza szumem liści. Z pozoru spokojnym, lecz jednocześnie tak przerażającym, że mimowolnie wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Drzewa mogą milczeć, lecz nie pozostaną bierne w obliczu zagrożenia.
Powiedziała z takim przekonaniem, jakby sama w to wierzyła. Być może tak było - wierzyła że cokolwiek sprawiło, że Knieja zamilkła, nie sprawiło, że straciła swoją moc.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Roselyn Greengrass (1991), Samuel McGonagall (2157)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa